• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, al. Śmiertelnego Nokturnu 88/8 > Sypialnia
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-09-2025, 11:25

Sypialnia
Sypialnia utrzymana jest w nastrojowym półmroku, rozświetlonym jedynie ciepłym blaskiem świec i lampy stojącej na nocnym stoliku. Ściany, ciemne i gładkie, tworzą tło dla masywnego, drewnianego łóżka o prostym, klasycznym wezgłowiu. Na łóżku leżą warstwy koców i poduszek w stonowanych barwach - szarościach, beżach i brązach - nadających wnętrzu poczucie ciężaru i ciepła. Przy ścianie ustawiono skórzany fotel, którego podniszczona faktura zdradza długie lata użytkowania. Na stolikach i komodach stoją drobne wazony z zasuszonymi roślinami, prostymi i surowymi jak całe wnętrze. Podwójne okno z grubymi zasłonami wpuszcza jedynie odrobinę światła z zewnątrz, a grube mury kamienicy trzymają w środku ciszę i chłód.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
27-01-2026, 18:41
4 kwietnia '62

Sny nawiedzały ją rzadko, bo równie rzadko pozwalała sobie naprawdę zasnąć. Bezsenność miała to do siebie, że każda noc przyjmowała formę toczonej na arenie walki. Walki o sen albo o czuwanie - o to, by wreszcie zasnąć lub przeciwnie, pobudzić organizm na tyle, by przestał marzyć o poduszce i ciepłej pościeli wypełnionej pierzem. Najgorszy był dla niej stan zawieszenia. Zmęczenie tak dotkliwe, że powieki ciążyły od pragnienia ukojenia, a jednocześnie wciąż zbyt słabe, by umysł pozwolił sobie na odpoczynek. Taki stan potrafił trwać dniami. Przekrwione od wyczerpania oczy, cera ciemniejsza niż zwykle, chód wolniejszy, choć uparcie trzymany w ryzach - tak jak wszystko inne. Tak jak być powinno. W końcu jednak organizm się poddawał. Mózg wyłączał się na moment, wymuszając regenerację, której od dawna mu odmawiała. I wtedy one przychodziły. Nieproszone. Wyrwane wprost z najgłębszych koszmarów, bo nigdy nie odnajdywała w nich sensu marzeń. Inni śnili o dobrych rzeczach - o szczęściu, o pragnieniach, o chwilach, do których chcieliby wracać. Ona tego nie znała. Od dziecka wyglądało to tak jak teraz. Może właśnie dlatego tak często przeciągała moment zaśnięcia w nieskończoność, a w chwilach całkowitej frustracji sięgała po błyskot. Ten nie pozwalał jej zasnąć. Nie pozwalał znów wpaść w wir pędzących obrazów, których nie dało się zatrzymać - obrazów, w których traciła kontrolę i mogła być jedynie biernym obserwatorem zdarzeń. Zdarzeń równie ponurych jak ona sama, nawet w najbardziej jasny i pozornie przyjemny dzień.
Od trzech dni właściwie nie zmrużyła powiek, bo właśnie trzy dni temu - skrupulatnie wyliczone - znów nawiedził ją ten sam sen. Znajdowała się w pokoju, w gwarze toczących się rozmów, pośród ludzi: tych jej znanych i tych całkowicie obcych. Rozmowy były nudne, może nawet pozbawione sensu, przeciągające się bez celu, a kiedy przekraczała próg, chcąc po prostu wyjść - zebrać myśli, skierować je ku czemuś bardziej sensownemu, czemuś przyjemniejszemu - wracała. Do tego samego pokoju. Do tych samych rozmów. Do tych samych twarzy. I znowu. I znowu. I znowu. Uwięziona w pętli czasu, której nie potrafiła przerwać, istniejącej daleko poza jej kontrolą. Gdy się obudziła, miała wrażenie, że wszystko, co robi, już kiedyś robiła. Że każde słowo rzucone w przestrzeń już wcześniej padło, a twarze - tak znajome - stały się zwyczajnie nużące. Nie potrafiła pozbyć się tego uczucia. I choć nie wiedziała, czy to rozum płata jej figle, czy też naprawdę wszystko to już się wydarzyło, udawała, że nic się nie dzieje. Bo z szaleństwem pogodziła się już dawno.
Zmęczonymi dłońmi przewracała kolejne strony książki, gdy usłyszała kołatanie do drzwi. To samo co zawsze. Tak bardzo znajome. Zostawiła lekko wytartą okładkę na grubym pledzie, bo choć za oknami zbliżała się wiosna, kamienica wciąż pogrążona była w zimowym zastoju - w chłodzie równie uporczywym co zimno jej murów. Drzwi uchyliły się ze znajomym skrzypnięciem, a za nimi zobaczyła twarz, którą znała aż nazbyt dobrze. I znów ogarnęło ją to uczucie, jakby wszystko powtarzało się według tego samego schematu, w identycznym, przewidywalnym układzie. - Augustusie - przywitała kuzyna, wpatrując się w niego przez chwilę. Może czekała na wyjaśnienie jego wizyty, a może próbowała dostrzec w nim coś nowego, czego wcześniej nie zauważyła. - Odwiedzasz kuzynkę czy jakie licho przywiodło cię aż na Nokturn? - zapytała i zawahała się na ułamek sekundy, bo przecież… już go o to pytała. Wpuściła go jednak do środka, a na jej twarzy pojawiła się konsternacja, której nie próbowała - lub nie potrafiła już - ukryć. Ruszyła w głąb mieszkania, zatrzymując się przy drewnianym kredensie. - Jeśli jesteś posłańcem złych wieści, to chyba nie mam dziś ochoty ich słuchać, ale mogę zaproponować ci coś do picia - dodała, unosząc kącik ust w uśmiechu. Ten akurat zdawał się pasować do każdej sytuacji i jego powtarzalność raczej jej nie zdziwiła.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Augustus Rookwood
Śmierciożercy
paint me as a villain
Wiek
32
Zawód
właściciel pubu, przestępca, oszust
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
5
16
OPCM
Transmutacja
7
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
29-01-2026, 23:57
Stary medalion, nieco już wyszczerbiony, lśnił na czerwonym atłasie, którym wyłożona była drewniana szkatuła. Była już zniszczona, wyszczerbiona, zamek w niej przestał już działać, atłas zaś wygryzły mole - złoty medalion wydawał się jednak nieskazitelnie czysty. Jakby nie imał się go ni brud, ni kurz. Augustus, odkrywszy to znalezisko w przechwyconym ostatnio łupie, kilkukrotnie podjął próbę zweryfikowania, czy dotknięcie medalionu czymś mu grozi - jednak jego zaklęcia nic nie wykrywały, ale mimo to obawiał się tego dotknąć. Coś mu w tym medalionie nie pasowało, wyczuwał to podskórnie, nauczony doświadczeniem sprzed lat. Znał natomiast kogoś, kto mógł wiedzieć - i miał na tyle szczęście, że łączyły ich więzy krwi i na nie właśnie zamierzał się powołać, nachodząc pannę Borgin znienacka, właściwie bez uprzedzenia. Zaryzykował, że pocałuje klamkę, za którą złapał, gdy tylko znalazł się pod jej drzwiami.
Tchnęła Rookwooda jednak myśl, że Antonia potraktowałaby go paskudnym, czarnomagicznym zaklęciem za tak bezczelne naruszenie jej prywatności; cofnął więc dłoń i w przypływie nagłej, interesownej uprzejmości, bo przecież determinowaną chęcią pozyskania pomocy, zapukał donośnie. Raz, drugi, trzeci, a później cofnął rękę i zrobił krok do tyłu, nie chcąc, aby poczuła się osaczona już od progu.
- Aż na Nokturn? - powtórzył zaraz za nią Augustus, właściwie nieco rozbawiony, bo zabrzmiało to tak, jakby jego obecność na Nokturnie mogła być w jakimś stopniu zadziwiająca. Właściwie może powinien to potraktować to jako komplement, uznać, że Antonia ma go za porządnego i przyzwoitego człowieka, lecz nie był naiwny. - Właściwie to mógłbym powiedzieć, że znam go jak własną kieszeń - stwierdził cicho, tak jak zawsze nie stroniąc od przechwałek, nieco nad wyraz, bo Aleja Śmiertelnego Nokturnu i przed nim wciąż miała swoje tajemnice i sekrety. Rookwood też musiał zachować tu ostrożność i uwagę, nierzadko oglądać się przez ramię dla pewności, czy nie dostanie znienacka paskudnym zaklęciem. Do tego nie zamierzał się jednak przyznawać głośno.
Konsternacja, wymalowana na ślicznej buzi kuzynki, dziwiła i zastanawiała Augustusa, lecz nie zadawał pytań. Jeszcze. Właściwie to był pewien, że ucieszy się na jego widok, nie mieli sposobności do spotkania i rozmowy od kilku tygodni, po części z jego winy - bo mimo częstych pobytów na Nokturnie, to wciąż wpadał tu głównie w interesach i czas gonił go do innych spraw. Zawędrować w głąb leśnej gęstwiny, gdzie mieszkał, było znacznie trudniej.
- Złych wieści? - znów za nią powtórzył, jak echo, a jasne brwi ściągnęły się w zdziwionym wyrazie. Pokręcił głową, a kąciki ust uniosły się w sarkastycznym uśmiechu. - Złe wieści pewnie przyniósł ci już rano Prorok Codzienny, ten idiota Leach chyba postanowił testować naszą wytrzymałość i czeka ile czasu minie nim ludzie wyjdą na ulice - zawyrokował tonem znawcy. Zamiast jednak rozwinąć temat polityki - choć okrutnie świerzbił go język - skoncentrował na twarzy Antonii badawcze spojrzenie. Wspomniała, że nie ma dziś ochoty słuchać złych wieści. - Coś się stało, mała? - spytał poważniejszym tonem, podchodząc bliżej niej i unosząc lewą dłoń, aby dotknąć bladego policzka. Była chora? Wyglądała na strapioną.
Pod prawą ręką trzymał drewnianą szkatułę,
- A napijesz się ze mną? Brzmisz jakbyś potrzebowała dziś szklaneczki czegoś mocnego, więc może to nie przypadek, że odwiedzam cię akurat dziś - zagaił Augustus, wzrokiem dyskretnie rozglądając się wokół - jakby mógł dostrzec coś, co naprowadzi go na właściwy trop problemu Antonii, który najwyraźniej jej ciążył. - Wyglądasz pięknie jak zawsze, oczywiście - doprecyzował prędko, zanim czarownica mogłaby mu zarzucić brzydką sugestię o złej prezencji. - Nalej co masz ochotę, nie jestem wybredny. Masz ochotę na eklerki?
Gdy pokonywał ulicę Pokątną zmierzając w stronę Nokturnu nie mógł sobie odmówić wizyty w cukierni.
Wygramy, a jak nie, to przynajmniej rozwalimy kilka łbów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
06-02-2026, 23:30
Widok kuzyna w drzwiach powinien wywołać u niej większe zaskoczenie - bo choć, jak sam stwierdził, na Nokturnie bywał często, to raczej nie zjawiał się na progu jej mieszkania. A już na pewno nie bez konkretnego powodu. Tym razem jednak ogarnęło ją poczucie - jeszcze zanim sięgnęła do klamki - że doskonale wie, czyją twarz ujrzy za drzwiami. Że powód tego spotkania również jest jej znajomy, choć zapytana nie potrafiłaby go nazwać ani ubrać w słowa. - Chwalisz się czy może właśnie żalisz? -zapytała kąśliwie, ale w jej głosie pobrzmiewała wyraźna nuta rozbawienia. Nokturn nie był miejscem, do którego przychodziło się z przyjemnością. Unoszący się w powietrzu smród, margines czarodziejskiego świata, w którym na każdym rogu dostrzec można było równie marginalnych czarodziejów. Oczywiście była to jedynie powierzchowna ocena - za tą otoczką kryło się znacznie więcej. Jeśli wiedziało się, gdzie uderzyć, do kogo pójść i z kim rozmawiać, na Nokturnie można było dostać wszystko. Dla niej to miejsce, ta kamienica, były wyborem. Mogła okalać się pięknym ogrodem w Sidłach, wylegiwać na miękkim tapczanie, ucinając pogawędki z przodkami spoglądającymi na nią z ram obrazów, ale wcale tego nie chciała. Może był to jej sposób na zatrzymanie kontroli przy sobie, a może po prostu pragnęła być tą osobą, która zna każdego, i dla której Nokturn przestaje być marginesem, a staje się podziemnym schronieniem. Na próżno było się jednak nad tym zastanawiać - nigdy tej decyzji nie poddawała w wątpliwość. Tak po prostu było. - Po prostu myślałam, że zajmują cię teraz sprawy nowobogackich. Jak biznes? - rzuciła pytanie z pozoru w czystej uprzejmości, choć niosło ze sobą ciekawość, którą czuła niemal fizycznie. Jeszcze nie wiedziała, do czego ta wiedza może jej się przydać, ale była pewna, że się przyda.
I tak było właściwie cały czas. Z jednej strony miała poczucie, że realnie stąpa po ziemi, że każdy krok jest świadomy i osadzony tu i teraz, a z drugiej nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że to wszystko już kiedyś się wydarzyło. Jakby szła po śladach, które sama wcześniej odcisnęła. Paranoja nie była stanem całkowicie jej obcym - w najgorszych momentach, przy najbardziej dotkliwych zjazdach nawet własna skóra potrafiła wydawać się jej obca, nienaturalna. To, co działo się z nią teraz, było jednak inne. Subtelniejsze. Bardziej podstępne. Przypominało uczucie posiadania w głowie słowa, które uparcie umykało w chwili, gdy chciało się wypowiedzieć je na głos. Jakby coś nieustannie czaiło się na końcu języka - obecne, namacalne, ale uciekające wraz z intencją. - A może liczy na to, że właśnie ludzie wyjdą na ulice? - rzuciła, odnosząc się do jego słów. Ten temat mierził każdego, kto miał choć kilka szarych komórek i potrafił zrozumieć, w jakim bagnie przyszło im ugrzęznąć. Nie musiała tu ukrywać własnych poglądów - nie we własnym mieszkaniu i nie przy nim. - Liczę raczej na to, że prędko znajdzie się ktoś, kto potraktuje go, jeśli nie konkretnym zaklęciem, to konkretną dawką trucizny - dodała całkowicie poważnie, bez cienia przesady czy prowokacji. Polityka jednak na pewno nie była tym, co sprowadziło go do jej mieszkania.
Dłonią przykryła jego dłoń, gdy dotknął jej policzka, na moment zatrzymując ją na bladej skórze, zatrzymując jego ciepło, by po chwili opuścić ich dłonie. Odwróciła się w stronę drewnianego kredensu i sięgnęła po napoczętą butelkę ognistej. Nie zapytała, czy właśnie tego sobie życzy - tak, jakby po prostu to wiedziała. - Przyziemne troski i zmęczenia - odparła, gdy stwierdził, że ona sama zapewne też mogłaby potrzebować szklaneczki czegoś mocniejszego. - Ale to nic… takiego - dodała, bo przecież brak snu nie był czymś, nad czym miała ochotę pochylać się dłużej. Był częścią jej codzienności, czymś niemal wpisanym w rytm dni i nocy.
Nalała trunku do dwóch szklanek i uniosła kącik ust w uśmiechu, gdy komplement miło połechtał jej ego. - Cóż mógłbyś powiedzieć innego? - rzuciła, choć podejrzewała, że akurat Rookwood nie miał problemu z mówieniem ludziom wprost tego, co myślał i raczej nie gryzł się w język, gdy kwestie zdawały się oczywiste. Wyciągnęła trunek w jego stronę i wskazała dłonią kanapę. - Mówiłam ci, że nie jem tak słodkich rzeczy, bo potem bolą mnie… zęby - powiedziała odruchowo, po czym niemal natychmiast zawahała się spoglądając na niego z pytaniem w oczach. Czy na pewno mu to mówiła? Czy odbyli już kiedyś taką rozmowę? Co za absurd. Poczuła jak irytacja zaczyna w niej narastać - cicha i lepka. - Co mi przyniosłeś? - zapytała, gdy usiedli wskazując na trzymaną przez mężczyznę szkatułkę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Augustus Rookwood
Śmierciożercy
paint me as a villain
Wiek
32
Zawód
właściciel pubu, przestępca, oszust
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
5
16
OPCM
Transmutacja
7
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
12-03-2026, 00:18
Wcale nie był interesowny. Gdyby tylko mógł, odwiedzałby Antonię znacznie częściej wyłącznie w celach zacieśniania więżów rodzinnych i wspólnego podwieczorku (właściwie może powinien był poprosić kuzynkę o uprzejmość zrobienia mu filiżanki herbaty z mlekiem?). Był jednak bardzo zajętym człowiekiem, niezwykle pracowitym i rzadko w ogóle przebywał we własnym domu - ten scenariusz dla własnego dobra miał równiez przygotowany dla kuzynki, bo zdążył się już przekonać (podejść Nastyę nie należało do trudnych w jego przypadku), że tematy rozmów panny Borgin i pewnej rosyjskiej półwili niebezpiecznie oscylują wokół jego skromnej osoby. Zarzekał się zatem, że jest bardzo zajęty, a przy tym wciąż bezdzietny.
- A jeśli się żalę, to przytulisz mnie mocno?
Na kąśliwe pytanie Antonii odpowiedział calkiem poważnym tonem, a uchwyciwszy jej spojrzenie pochylił się ku niej lekko, zbliżając twarz do kobiecej. - Bo jeśli tak, to się żalę - rzucił z zawiadackim uśmiechem, po czym odsunął się od niej szybko, przechodząc do kolejnej komnaty, gdzie go zaprosiła.
- Nowobogackich? - prychnął. Dawniej odpowiedziałby, ze to nie nowe bogactwo, tylko stara bieda, lecz skoro udawał zajętego, to musiał podtrzymywać, że się na tym dorabia dla zgodności tego scenariusza. Ugryzł się więc w język i bez dalszego zastanowienia podjął temat pubu. - Świetnie. Nie narzekam na brak gości. Od dawna mamy wielu stałych bywalców. Interes się kręci, tak jak mówiłem, ludzie zawsze będą zaglądali do kieliszka. Czy to głód, czy wojna, czy pokój - stwierdził filozoficznym tonem Augustus, a wywód ten zakończył kolejnym kęsem eklerka. - A może właśnie na to liczę? Powinni wyjść - żachnął się buńczucznie. Uważała inaczej? Zamierzała tolerować szlamę jako Ministra Magii? Sądził, ze inaczej się na to zapatruje, skoro nosił na przedramieniu Morczny Znak... Pokiwał jednak głową, wzdychając jedynie lekko, gdy wspomniała o truciźnie. Mógł się tego spodziewać. Po subtelną broń jaką była trucizna sięgały zwykle właśnie czarownicę. - Chętnie potraktuję go jakimś zaklęciem - zaoferował się zaraz potem.
Myśli od paskudnego Leacha oderwała jednak szczera troska, którą poczuł względem Antonii. Wydawała się dziś dziwnie przygaszona, choć język miała niezmiennie ostry jak brzytwa.
- Czy te przyziemne troski i zmęczenia mają imię? - spytał wścibsko, a kąciki ust uniosły się uśmiechu. Nic nie sugerował, tylko pytał. Nie spodziewał się jednak, aby kuzynka zechciała mu się zwierzać z miłosnych podbojów. Właściwie lepiej, aby za tym stał jakiś pajac z Ministerstwa Magii, którego łatwo można naprostować kilkoma odpowiednimi zaklęciami we właściwym zaułku Londynu, niż coś poważniejszego. - Rzeczywiście mówiłaś = mruknął, nie wydawał się tym jednak ani trochę zawstydzony; teraz przypomniała mu tamtą rozmowę, ale będąc w cukierni - miał ogromną ochotę na eklerki i to zajęło jego myśli. Znów ugryzł kawałek. - Następnym razem wezmę ci czosnkowe bagietki - zaoferował się, puszczając Antonii perskie oczko, jakby to miało załagodzić i zamknąć sprawę. To żaden problem, on je zje, nie zmarnują się. - Chyba, że umiesz je transmutować? - dopytał dla pewności. Jego kuzynka była utalentowana, może potrafiła z transmutacji nieco więcej.
Słodycz w ustach zabił dymny posmak mocnej whisky. Odetchnął głęboko zaraz po solidnym łyku.
Wyjął wreszcie spod ramienia drewnianą szkatułę i położył na najbliższym Antonii stoliku, krótkim gestem dłoni zachęcając ją, aby się zbliżyła. Z rękawa wysunął różdżkę i machnął nią lekko, a wieko uchyliło się, zaraz zaś po tym odplatać się zaczęły kolejne warstwy aksamitu, aż nie wyłoniła się skrywana wewnątrz biżuteria. Stary, postrzępiony medialion z wykruszonym częściowo rubinem w środku. Wydawał się nie pasować do eleganckiej skrzynki.
- Ponoć strach tego dotykać. Byłabyś w stanie powiedzieć mi, czy to bezpieczne? Rozbroić to może... później? - spytał, a ton głosu Rookwooda pozostawał pogodny, jakby wcale nie podstawił Antonii pod nos czegoś, co mogłoby ją w kilka chwil uśmiercić, gdyby przypadkiem tego dotknęła. Raz się żyje, chyba, że masz horkruksa.
Wygramy, a jak nie, to przynajmniej rozwalimy kilka łbów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
18-03-2026, 11:54
Granice były tworem niepokornych. Miały trzymać niepohamowane instynkty w ryzach, pilnować, by żadne niesforne duchy - mącące i umysł, i serce - nie przedostawały się na powierzchnię. Jej granice były elastyczne. Czasem nie do przekroczenia, niczym mur wzniesiony dla siebie i dla innych. A czasem lekkie jak piórko - łatwe do naruszenia, zmienne, zależne od nastroju. Gdy nachylił się w jej stronę, kącik ust uniósł się w kąśliwym uśmiechu. - Mocno, mocno? - zapytała przesłodzonym tonem, a brew poszybowała ku górze. - Przytulenie znaczy coś innego w moim słowniku niż w twoim, Augustusie. - odsunęła się w tym samym momencie, w którym on skierował swoje kroki w stronę salonu.
Pokiwała głową - miał rację. Ludziom zwykle alkohol osładzał życie. Był właściwie towarzyszem wszystkiego. Przy świątecznym stole, przy toastach, gdy było co świętować. Przy smutku, gdy ciężko było poradzić sobie z napływającymi myślami. Przy pożegnaniach, gdy kostucha zabierała kogoś do siebie. Właściwie nie było na niego złej chwili. Ta prawda od pokoleń była znana wszystkim - tylko niektórzy wciąż się przed nią wzbraniali. - Wybrałeś sobie zawód, który nigdy nie straci na wartości - odparła. I wbrew pozorom nie miała na myśli jedynie trunku obijającego się o szkło. Może gdyby poszła jego śladem zamiast męczyć się w murach Ministerstwa Magii, które z władzą zaczęło mieć niewiele wspólnego, to nie musiałaby po nocach ładować się innymi przeżyciami. Fakt był jednak taki, że jej ambicje dotykały tajemniczych drzwi Departamentu Tajemnic, które chciała poznać od tej drugiej strony.
Prowadzili już taką rozmowę. Była tego pewna, choć nie wiedziała, kiedy mogło to mieć miejsce - w końcu samo zaprzysiężenie było całkiem niedawno. A jednak sen wciąż jej nie odpuszczał. Ten, w którym wszystko zdawało się wracać, w którym przeżywała wciąż ten sam dzień - od nowa i od nowa. Tak właśnie czuła się teraz. Jakby wymiana tych spostrzeżeń już się wydarzyła, a ona była zmuszona robić to ponownie. Mówić o tym jeszcze raz.
Augustus był impulsywny - wiedziała to nie od dziś. Sama wybierała podejście bardziej pragmatyczne. Analizowała, rozważała potencjalne cele, skutki, to, co mogło im to przynieść. - Nie, jeśli wyjście na ulice stanie się kolejnym narzędziem w rękach Ministerstwa. Już teraz wszelkie własne potyczki i krzywizny zrzucają na Grindelwalda. - to akurat jej nie przeszkadzało. W jego kieszenie mogli pakować wszelkie występki - to dawało im samym szerokie pole do manewru. Ale wiedziała, że zrobią to samo, gdy tylko na horyzoncie pojawi się nowa twarz. Taka, która mogłaby zmienić oblicze świata. Uśmiechnęła się, gdy z ust kuzyna padła deklaracja. - Och, w to nie wątpię. – i nie był pierwszym chętnym do takich działań.
W życiu Antonii pojawiali się mężczyźni. W każdym lokowała jakiś cel, bo rzadko robiła cokolwiek bez przyczyny. Żaden z nich nigdy nie stawał się jednak powodem jej zmartwień czy trosk. Zbyt wysoko ceniła siebie, by brać na barki cudze ciężary. To samo w sobie prowadziło jej myśli do młodej Rosjanki, z którą był nierozerwalnie związany - choć wciąż nie zdawał sobie z tego sprawy. Albo nie chciał. - Co najwyżej moje własne - odparła z lekkim uśmiechem. - Skoro już o tym rozmawiamy… twoje troski i zmartwienia mają imię?
Przewróciła oczami na wzmiankę o czosnkowej bagietce. Co to za pomysł? - Wolałabym chodzić głodna - odparła nieco marudnym tonem i gdy tylko się na tym złapała wzruszyła ramionami. - Ale to miłe, że o mnie pomyślałeś. Sam na cukier powinieneś uważać, Williamsowi spod dwójki amputowali nogę, bo tak mu smakowały eklerki. - dodała, przecież tylko w trosce. Nie stała za tym żadna zgryźliwość, a może prawie żadna.
Gdy usiedli, a mężczyzna w końcu wyjawił powód swojej wizyty, skupiła wzrok na drewnianej, zdecydowanie starej szkatułce. Szkatułce, którą już widziała. Nie odezwała się jednak, obserwując, jak za pomocą różdżki odsłania kolejne warstwy materiału. Biżuteria, którą ukazał, również wydała jej się znajoma. Przeniosła na niego spojrzenie i uniosła brew w pytającym geście. - Żartujesz sobie ze mnie? - zapytała z lekką rezerwą. Może to rzeczywiście był tylko żart? - Przecież już o tym rozmawialiśmy. Mogę sprawdzić, czy na biżuterii nie ma przekleństwa. Mogę je nawet złamać, jeśli chcesz ją sprzedać… ale musisz mi ją zostawić. - odparła biorąc łyk alkoholu, który na moment otrzeźwił jej zmysły. O co tu właściwie chodziło?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Augustus Rookwood
Śmierciożercy
paint me as a villain
Wiek
32
Zawód
właściciel pubu, przestępca, oszust
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
5
16
OPCM
Transmutacja
7
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
18-03-2026, 12:57
- Mocno, mocno - odpowiedział podobnym tonem, choć nie był w stanie wykaraskać z siebie podobnej słodyczy; w jego ustach brzmiało to wręcz komicznie, ale on nie stronił od żartów, nigdy nie miał kija od miotły w tyłku - chyba, że chodziło o ukochaną drużynę sportową, Jastrzębie z Falmouth, wówczas żarty z niej nie wchodziły w rachubę. - Tak, a co takiego znaczy? Z chęcią poznam definicję przytulenia w twoim slowniku, Antonio - zagadnął ją prowokująco, zerkając na nią znad ramienia; lubił się droczyć, lubił sprawdzać, gdzie leżała granica i co się stanie, jeśli wystawi za nią duży palec u stopy.
Niekiedy to naruszanie granic, szczególnie tych bardziej oczywistych, nie przynosiło Rookwoodowi żadnych korzyści. Uśmiechnął się, kiedy kuzynka przytaknęła mu, zgadzając się z tym, że rozsądnie wybrał zawód, bo alkohol towarzyszył ludziom od setek, jeśli nie tysięcy już lat, nikt zaś nie potrzebował szczególnej okazji, aby po niego sięgać, lecz... To nie do końca była prawda, że go wybrał. Nigdy przecież nie marzył o zakupie pubu, a o karierze sportowej. Do prowadzenia "Złotego Dzbana" zmusiła go raczej konieczność. Potrzeba znalezienia stałego źródła utrzymania i przykrywki dla innych, nieszczególnie legalnych interesów, które pochłaniały wiele jego czasu i uwagi. Wkraczając w dorosłość, a raczej jeszcze wcześniej, jego plany i wybory wyglądały zupełnie inaczej. Od dzieciństwa wiedział, że przeznaczona jest mu gra w quidditcha. I gdyby nie kilka niewłaściwych decyzji, to naruszenie granic, jakim była dyscyplina w klubie, to dziś jego życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Może i zdecydowałby się na zakup pubu, w ramach kaprysu, a nie przykrej konieczności, lecz nawet by tam nie bywał - codziennie szybowałby w powietrzu z pałką w ręce, posyłając tłuczki ku przeciwnikom z zaskakującą skutecznością.
Było, minęło... Nie chciał do tego wracać. Nie teraz. To wciąż bolało i odbijało mu się goryczą. Pokiwał więc jedynie głową i z chęcią podjął inny temat. Nie bolesny, ale wyjątkowo oburzający.
- Dla nas to więcej niż dobrze. Nikt nie spodziewa się tego, co nadejdzie - stwierdził z nieukrywaną satysfakcją. Noszony na przedramieniu tatuaż był dla niego pewną obietnicą. Jeszcze nie powodem do dumy, bo byli dopiero na początku drogi ku lepszemu jutru, ale swego rodzaju przyrzeczeniem. O tym, że będą dążyć do tego lepszego jutra, że nie oddadzą świata szlamolubom bez walki. O tym, że wreszcie ktoś zrobi w tym kraju porządek z niemagicznym robactwem i zdrajcami krwi. Nie wahał się ani chwili, gdy Riddle pytał, czy do niego dołączy - odpowiedź wydawała się więcej niż oczywista. Bywał impulsywny, ale akurat ta decyzja nie była podjęta pod wpływem emocji. Od dawna zastanawiał się przecież co mógłby uczynić, aby w Wielkiej Brytanii zaszła jakaś zmiana. Tom Riddle był dla nich nadzieją. W chwili ich spotkania Augustus był gotów do działania od dawna. Czekał jedynie na okazję. Na właściwy moment i właściwych ludzi. Sam nie mógł przecież stawiać czoła całemu rządowi i ich licznym zwolennikom, nie był aż tak głupi, mimo swego wysokiego mniemania o sobie i ogromnego ego. Uniósł dumnie podbródek, gdy i Antonia potwierdziła, że w tę gotowość do działania nie wątpi - odebrał to jako komplement, a przynajmniej wybrał, że tak będzie myślał, w trosce o dobro ich relacji. Nie chciał się z nią kłócić. Nie teraz, kiedy potrzebował od niej pomocy.
- Zmartwienia na pewno i jestem pewien, że jest ci już dobrze znane - odpowiedział z przekąsem, ale wyraz jego twarzy wydawał się przez chwilę kwaśny i niezadowolony. Pozostawał świadomy łączącej Antonię znajomości z Anastasiyą i zachodził w głowę - kiedy doszło do tego, że ta Rosjanka zdołała go osaczyć na tylu frontach i zbliżyć się do jego rodziny? Miewał wrażenie, że ta kobieta zna lepiej jego drzewo genealogiczne niż on sam.
Na wspomnienie o sąsiedzie, któremu amputowano nogę, bo smakowały mu eklerki wybałuszył oczy. Co to za bzdura? Nigdy nie słyszał o czymś podobnym. Jego ciotka, Hildegarda, od lat zajadała się cytrynowymi ciasteczkami, karaluchowymi blokami i wieloma innymi słodyczami z Miodowego Królestwa, a poza wielkim brzuchem i pyzatymi policzkami nic jej nie dolegało. Może poza zbyt wysokim ciśnieniem, ale na to były odpowiednie eliksiry. Historia Antonii nie powstrzymała Augustusa przed kolejnym kęsem.
- Cóż, najwyżej będę musiał zainwestować w magiczną protezę. Może drewnianą? Czarownicom chyba podobają się piraci, co? Znam jednego. Nie narzeka na brak zainteresowania, chociaż nawet nie ściąga złotej obrączki z palca - odparował tonem pogodnym i zupełnie nieprzejętym. Nie wyraziła chęci na spróbowanie czosnkowej bagietki, a szkoda. Nie było w niej cukru. - To co ty właściwie lubisz, Antonio? Marchewki? - spytał z lekkim westchnieniem. Chciał dobrze, a z każdej jego propozycji wydawała się wielce niezadowolona... Kobiety.. Nigdy im nie dogodzisz.
Nie mylił się, kiedy pytał ją o zły humor kilka minut wcześniej. Jej pytanie i wręcz jakaś uraza, że Rookwood śmie o to znów pytać, żartować sobie z niej, wyraźnie go skonfundowały. Poprawił się na fotelu i sięgnął po szklankę. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie. Brwi ściągnęły się lekko, ale nie zareagował emocjonalnie.
- Eee... Kiedy o tym rozmawialiśmy? Zdobyłem ją dziś o świcie, a z tego co sobie przypominam, to nasze pierwsze spotkanie od jakiegoś czasu - odpowiedział przytomnie. Patrzył na nią z zastanowieniem, a jedna brew uniosła się wyżej. - Na pewno wszystko w porządku, kuzynko? - Doskonale pamiętał przebieg dzisiejszego dnia. Nie było opcji, aby ktokolwiek rzucił na niego Obliviate. W jego pamięci nie było żadnych luk. - Zostawię to, oczywiście, jeśli potrzeba na to czasu, ale... Nie pokazywałem ci tego wcześniej.
Wygramy, a jak nie, to przynajmniej rozwalimy kilka łbów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
19-03-2026, 17:51
- Jedyny moment, w którym jestem w stanie oddać przytulenie, to poranek po satysfakcjonującym spełnieniu albo pogrzeb, gdy uda mi się wykrzesać choć odrobinę współczucia. Pech chciał, że nie znajdujemy się w żadnej z tych sytuacji. - odparła z lekkim uśmiechem, choć w jej głosie pobrzmiewała posępność. Nie istniały dla niej tematy tabu - szczególnie gdy ktoś celowo sprawdzał, jak daleko była w stanie się posunąć. Udowadnianie weszło jej w krew i towarzyszyło jej niemal każdego dnia od początku życia. Na tym polu rzadko znajdowała sobie równych, choć akurat Rookwood zdawał się jej w tym dorównywać. Może nawet bardziej niż by sobie tego życzyła.
Miała ten komfort, że bliscy - jeśli tak mogła określić resztki swojej rodziny - stali po tej samej stronie barykady. Mieli ten sam cel. Widzieli tę samą przyszłość, która z każdym dniem zdawała się być coraz bliżej. Nie musiała przed nimi udawać kogoś, kim nie była. Nie musiała skrywać swojej natury pod warstwą zależności. Wystarczyło, że robiła to w pracy - opierając ją na dobrze skrojonej masce, na oczekiwaniach spływających z każdej strony. Jak aktor, który musi sprostać każdej roli. I naprawdę nie mogła doczekać się momentu, w którym ich wizja rozleje się po ulicach. Gdy stanie się jasne, że wszyscy ci ludzie przegrywają z kimś, kto zbudował obraz świata na naturalnej selekcji, a władzę oparł na najprostszych narzędziach. Nie mogła się doczekać chwili, w której nie będzie musiała już udawać. Bo zdążyła się odzwyczaić od tego, że musi. Wiedziała, że ten czas nadejdzie. I Merlin jej świadkiem - komfort odnajdywała właśnie w takich momentach. Gdy bez zawahania, bez zbędnej analizy mogła po prostu być sobą. Bo jej brat, jej kuzyn, drugi kuzyn… wszyscy wybrali jedną, właściwą ścieżkę. Kącik ust uniósł się w uśmiechu - nie mogła zgodzić się bardziej. Wszyscy spoglądali teraz w stronę Dumbledore’a i Grindelwalda, przekonani, że to między nimi rozstrzygnie się los świata. Ale wiedza była pojęciem względnym. Jej waga zależała od punktu siedzenia. A ona i Augustus zasiadali w loży honorowej.
Widząc niezadowolenie na twarzy kuzyna na wspomnienie Rosjanki, skinęła głową. Nawarzył sobie piwa, którego wypicie stało się dla niego nie lada wyzwaniem. Znała Anę - może nie tak dobrze jak Rookwood, ale wystarczająco, by wiedzieć jedno: była szalenie zafiksowana na punkcie stojącego przed nią mężczyzny. Pochłonięta wizją wspólnej przyszłości, rodziny, którą mogliby stworzyć. Zanurzona jednocześnie w marzeniach i w cierpieniu, które z nich wynikało. Nie była osobą, która mogłaby jej pomóc - nie potrafiła tego robić, ale też nie miała takiej potrzeby. Choć darzyła ją pewną sympatią, wychodziła z założenia, że każdy nosi swój ciężar sam. I sam powinien go zrzucić. - Czym się martwisz? - zapytała, unosząc brew w pytającym geście. Powodów zapewne było wiele, ale z jakiegoś powodu obecność blondynki zaczęła przeszkadzać mu teraz bardziej niż kiedykolwiek. A może wcale nie przeszkadzać?
Byli rodziną i to naturalne, że gdzieś pod tym wszystkim kryło się więcej ciepła, niż była skłonna okazać. Jedyną osobą, przy której nie miała żadnych emocjonalnych oporów, był Ernie. Potrafił przejrzeć ją na wylot, zanim zdążyła domknąć myśl. Może to kwestia wspólnego wychowania. A może bliźniaczej więzi. To jednak nie oznaczało, że reszta rodziny była jej obojętna.
Przewróciła oczami, widząc, jak kolejny gryz eklerka ląduje w jego ustach - jakby na przekór jej słowom. - Tak, byłoby ci do twarzy. Widziałam na Pokątnej sklep z protezami. Na pewno dobiorą ci coś odpowiedniego - zaczęła całkowicie poważnie, choć temat rozmowy daleki był od powagi. - Wątpię, żeby kobietom podobali się piraci bez kończyn. Podejrzewam, że może to być spore utrudnienie w niektórych… pozycjach. - kącik ust uniósł się lekko, choć ton pozostał niezmiennie rzeczowy. - Twój znajomy nosi protezę?
Na wspomnienie marchewki znów poczuła się, jakby dostała obuchem. Samo stwierdzenie ją rozbawiło, a jednak towarzyszyło mu dziwne wrażenie - jakby już kiedyś to słyszała. - Wszystko, co nie jest słodkie i nie jest bagietką czosnkową - dodała, unosząc szklankę do ust.
Wyraźna konsternacja na jego twarzy zbiła ją z tropu. Zaczęła się zastanawiać, czy na pewno już o tym rozmawiali. Gdy wspomniał, że szkatułkę zdobył dziś rano, a ona nie miała żadnej możliwości zobaczyć jej wcześniej, posępniała. Naprawdę sądziła, że to żart - co w jego przypadku wcale nie byłoby niczym zaskakującym. Czy na pewno wszystko było z nią w porządku? Nie wiedziała.
Nie odpowiadając, dopiła resztę trunku i podeszła do barku, na którym stała pełna butelka. Najpierw uzupełniła jego szkło, potem dolała sobie - jakby próbowała wybudzić się z tego powracającego snu. No właśnie. - Miałam sen - zaczęła, świadoma, jak trywialnie to brzmi, więc upiła jeszcze łyk. - Byłam w pokoju. Toczyły się tam rozmowy… mnie to, oczywiście, nudziło. - wzruszyła ramionami - nic zaskakującego. - Wychodzę. I nagle znów jestem w tym samym pokoju. I znowu. I znowu. I jeszcze raz. Przez całą noc. - na moment zawiesiła głos. - I odkąd mi się to śniło, mam wrażenie, jakbym utknęła w jakiejś pętli. - usiadła w fotelu, spojrzenie zatrzymała na kuzynie - z wyraźnym pytaniem malującym się na twarzy. - Rzuć na mnie Sensorem Malum. Jeśli ktoś mnie przeklął… to na Merlina spalę ten Nokturn.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Augustus Rookwood
Śmierciożercy
paint me as a villain
Wiek
32
Zawód
właściciel pubu, przestępca, oszust
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
5
16
OPCM
Transmutacja
7
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
21-03-2026, 17:43
Pech to chciał, byśmy nigdy nie znaleźli się w pierwszej sytuacji, mógłby powiedzieć Augustus z ciężkim westchnięciem, zachował jednak tę uwagę dla siebie; ze względu na łączące ich więzy krwi (choć uparcie ignorował głosik w głowie, który przypominał mu o jej drobnej skazie) nigdy nie rozważał nawet zaciągnięcia Antonii do łóżka. Nawet nie dlatego, że był tak pruderyjny, przecież jego właśni rodzice byli dalekim kuzynostwem, lecz pamiętał ją jako małą dziewczynkę. I nie potrafił wyprzeć z głowy tego obrazu. Choć nigdy nie był starszym bratem, nie był jej bratem, to niekiedy tak o niej myślał. W kategoriach siostry, rodziny. Zaśmiał się więc jedynie na jej uwagę i pozostawił ją bez komentarza.
- Ciężko powiedzieć, nigdy nie wiadomo co mojemu zmartwieniu przyjdzie do blond główki, miewa szalone pomysły - odparł lakonicznie, niemal wymijająco, nie mając zamiaru wdawać się w szczegóły. Antonia nie była zbyt wylewna. Może nie ufała mu na tyle, aby podzielić się swoimi prawdziwymi zmartwieniami. Nie wierzył bowiem w to, że nikt się koło niej nie kręci. Była na to za ładna. Chociaż jej pewność siebie i inteligencja, to, że miała własne zdanie i nie obawiała się wypowiadać go głośno - mogło odstraszać mężczyzn. Większość wolała jednak potulne myszki, a do takiej Borginównie było bardzo daleko. Wiedział zresztą jak mogłaby się skończyć dyskusja o Rosjance. Już Melusine wystarczająco suszyła mu głowę o to, że powinien wziąć na siebie odpowiedzialność, cokolwiek to nie znaczyło.
- Nie nosi. Nie ma też papugi na ramieniu i przepaski na oku. Czy można więc nazwać go prawdziwym piratem? - zastanowił się Rookwood, filozoficznym tonem, a jego twarz na chwilę przyozdobił teatralny wyraz zamyślenia. William Travers rzeczywiście nie miał drewnianej nogi, a ponadto miał dobre maniery, zdecydowanie lepsze niż on. Powiedzmy, że był piratem tak mniej więcej w połowie. - Nie lubisz czosnku, czy nie jadasz chleba? - drążył temat Augustus. Niechęć do słodyczy go nie dziwiła. Niektóre kobiety stroniły od nich ze względu na troskę o nadprogramowe kilogramy. Jego matka też nie lubiła słodyczy. Ale bagietki czosnkowej? Bagietki czosnkowe lubili wszyscy. Obiecał sobie jednak w duchu, że więcej nie przyniesie jej żadnych przekąsek, skoro tak niewdzięcznie wybrzydzała i taka była marudna. Co najwyżej alkohol. Alkohol to zawsze dobry prezent.
Siedząc naprzeciw Antonii przy kawowym stoliku wiedział już na pewno, że coś było z kuzynką nie tak. Od pierwszej chwili emanowała dziwną aurą, nietypową dla siebie, jakby niepewną i zmartwioną. Czuł pod skórą, że coś za tym stoi, nie wiedział jednak co. Zawiesił na jej twarzy badawcze spojrzenie, na razie porzucając temat wisiorku, który nie był aż tak ważny. To mogło poczekać. Musiało poczekać, szczególnie jeśli faktycznie pozostawienie go w jej rękach na jakiś czas było konieczne.
- Jaki sen? - dopytywał, unosząc do ust szklankę, z której zdrowo pociągnął whisky. - Czyli coś w rodzaju... deja vu? - upewnił się. - I śniło ci się, że rozmawiamy o tym? - Augustus wskazał ręką na szkatułę. To wydawało mu się martwiące. A jeśli biżuteria ta rzeczywiście obłożona była klątwą? Jeśli to wiedziało, że zabierze go do Antonii Borgin i wpłynęło na jej umysł? Może było potężniejsze, niż ktokolwiek przypuszczał? Rookwood potraktował to poważnie. Wysunął z rękawa różdżkę i wyrzekł spokojnie: - Sensorem Malum.
1x k100 (Sensorem Malum):
17
Wygramy, a jak nie, to przynajmniej rozwalimy kilka łbów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
21-03-2026, 21:46
Choć wypadało zapytać, w duchu cieszyła się, że Rookwood skwitował temat jedynie zdaniem. Nie chciała się w to mieszać - to nigdy nie kończyło się dobrze. Prawda była taka, że to była jego sprawa: co robił i jakie decyzje podejmował. Mogła się z nimi nie zgadzać, mogły ją zwyczajnie nie obchodzić - tak czy inaczej pozostawały w jego rękach. To, czy zwodził kobietę, dając jej fałszywą nadzieję, czy przeciwnie - jasno wyznaczał granice, określał ramy ich relacji, których nie dało się przekroczyć. Ludzkie problemy nauczyły ją jednego: każdy miał swoją prawdę. Wygodną, skrojoną pod siebie niczym najdroższy garnitur. Nie była sędzią. Nie bawiła się w rozjemcę. Czasem łapała się na tym, że pytania zadawała nie wtedy, gdy powinna, lecz wtedy, gdy stawały się dla innych szczególnie niewygodne. Niekiedy z czystej ciekawości, czasem z rzeczywistego zaangażowania, a bywało i tak, że wiedząc, co usłyszy, godziła się na kolejną tyradę. Rodzina nie nauczyła jej lojalności wobec jej członków - wręcz przeciwnie. Wciąż przypominano jej, że nie znaczy nic. Że o wszystko musi walczyć, na wszystko zapracować. Byli sami, zdani na łaskę tych, którzy tej łaski dawać nie chcieli. Dlatego jeśli w jej myślach pojawiała się chęć, by wesprzeć Augustusa - jeśli chciała stanąć po jego stronie - nie wynikało to z rodzinnej zażyłości, a z lojalności, na którą sobie zasłużył. Skinęła głową. - Można powiedzieć, że nigdy nie przychodzi ci się nudzić - odparła, nie będąc pewną, czy to komplement, czy raczej jego przeciwieństwo. Nie ciągnęła tematu dalej. Choć z natury była ciekawska, potrafiła szanować granice - czego wielu ludzi wciąż nie potrafiło.
Kącik ust drgnął jej w uśmiechu. - Jeśli przy okazji występuje na deskach teatru, to jest słabym piratem - odparła, rozbawiona wizją opaski na oku i gadającej papugi na ramieniu. - Jeśli tylko grabi, rabuje, kradnie i szmugluje, to całe szczęście, że jeszcze nie skończył w tym dziwacznym przebraniu. - dodała. Poznała kiedyś jednego pirata. Ograła go w karty… albo zwyczajnie pozwolił jej wygrać. Choć może był marynarzem, nie piratem? Te pojęcia zdawały się zlewać w jedno. Marynarz to tylko przyjemne dla ucha określenie.
Kto by się spodziewał, że tak szybko przejdą od poważnych tematów do tych zupełnie trywialnych, jak upodobania pokarmowe. Wzruszyła ramionami. - Jem - odparła krótko. - Jem wszystko. Bagietka czosnkowa nie brzmi jednak jak coś, czego chciałabym spróbować. Po co do pulchnego, smacznego pieczywa dodawać czosnek? - zapytała, szczerze tym przejęta. Nikogo nie powinno to dziwić - zwykle stawiała na prostotę. Nie widziała sensu w wymyślaniu koła na nowo. A jednak ludzie lubili komplikować rzeczy: pieczywo czosnkiem, drinki słodkimi nektarami, artefakty klątwami. I o ile z tym ostatnim nie zamierzała się spierać, tak dwa pierwsze wydawały jej się całkowicie irracjonalne. - Ale ludzie jedzą masło orzechowe z cebulą, więc czy powinnam w ogóle być zaskoczona?
Czuła, że z każdą chwilą coraz wyraźniejsze staje się jedno - to, co się z nią działo, to dziwne poczucie powtarzalności, nie było wariactwem ani skutkiem bezsenności. Było przekleństwem. Czymś, co spadło na nią nagle i bez ostrzeżenia. - Śniło mi się, że przeżywam jeden dzień bez końca. A teraz, gdy rozmawiamy, ciągle łapię się na tym, że już ci o tym mówiłam. Że ta rozmowa… już się odbyła. - pokręciła głową, bardziej ze złości niż bezradności, nie pozwalając sobie na okazanie słabości. Przed nim. Przed nikim. - Dlatego zareagowałam tak, gdy otworzyłeś szkatułkę. Bo jestem pewna, że już ją widziałam. Że to już się wydarzyło. - gdy wyciągnął różdżkę, czekała. Na potwierdzenie. Na dowód. Nie stało się nic. Uderzyło to mocniej niż mogła się spodziewać. Przez chwilę tylko na niego patrzyła, nie rozumiejąc. - Nie zwariowałam, Augustusie. - w jej głosie pojawiła się wyraźna irytacja. Nie zwariowała… czy może już dawno? Odetchnęła głębiej. - Powinnam to odespać. Nie spałam od dwóch dni. Zostaw mi szkatułkę, a ja w ciągu kilku dni dam ci odpowiedź. - dodała, ponownie sięgając po alkohol.

z.t
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:58 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.