• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Zachodni Londyn > Księżycowa kawiarenka
Księżycowa kawiarenka
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 18:47

Księżycowa kawiarenka
Wciśnięta między sklep z antykami a zakład krawiecki na jednej z cichszych uliczek w dzielnicy Kensington. Nie prowadzi do niej żadna reklama, lecz okrągły, srebrzysty znak nad drzwiami, przypominający pełnię księżyca, i napis wykonany ręcznie: „La Lune”. Wnętrze jest małe, ale przytulne. Ciemne drewno, czarno-białe płytki na podłodze, stare lustra z matowym połyskiem i złoconymi ramami, a przy stolikach haftowane obrusy i świeczki w mosiężnych lichtarzach. Powietrze pachnie cynamonem, prażonymi orzechami, świeżymi wypiekami przypominającymi te prosto z Francji. Z głośników płynie delikatna, niezbyt głośna muzyka klasyczna. W rogu stoi pianino zapraszające do zagrania ulubionego akompaniamentu. Właścicielką jest pani Elodie, drobna, siwowłosa kobieta o oczach koloru ciepłego błękitu. Ubrana w ciemną suknię i wełniany sweter, porusza się cicho, zawsze z uśmiechem. Zna praktycznie każdego klienta proponując różaną herbatę, lub ulubiony trunek. Na tylnej ścianie zawieszony jest zegar księżycowy, a jego wskazówki nie wskazują godzin, a fazy księżyca. „Księżycowa Kawiarenka” to miejsce, gdzie czas płynie inaczej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
25-01-2026, 14:23
Uśmiechnęła się z przekąsem i zaśmiała cicho w odpowiedzi na uwagę o punktualności. Lubiła go takim, jakim był, nawet jeśli oznaczało to niedokładne przestrzeganie wyznaczonego czasu. Zawsze miała do niego słabość.
Takt nie był najmocniejszą stroną Rafaela. Zwróciłaby większą uwagę na przesadnie sformułowane komplementy, gdyby tylko nie była zajęta zastanawianiem się nad tym, co powinna dziś wybrać. Francuskie brzmienie pozycji znajdujących się w karcie sprawiały, że nie do końca potrafiła odnaleźć się w szarej rzeczywistości, która nijak miała się do ciepła paryskiego słońca. Dość nieobecna myślami przytaknęła na wzmiankę o współczującym wnętrzu, nie dostrzegając w tym niczego zdrożnego. Kochała swoich braci ponad wszystko inne i była gotowa uchylić im nieba, jeśli w taki sposób staliby się szczęśliwsi. Nie oznaczało to jednak, że tak poniekąd tkliwe podejście jest powszechnie znane i akceptowane, dlatego dopiero na wzmiankę o obrośnięcie w legendę uniosła brew i spojrzała na brata znad menu. Już wcześniej zdarzało mu się wygłaszać podobne komentarze, ale zdarzało się to równie często co same spotkania. Gotowa skomentować jego nadmierną czułość rozchyliła usta i wydała z siebie zaledwie pół słowa, gdy tuż przy ich stoliku znalazła się kelnerka - zapisanie zamówień zajęło jej zaledwie chwilę, więc dość szybko z powrotem znaleźli się całkiem sami.
Odchyliła się na krześle i w przeciwieństwie do tego, jak bardzo zanużona była wcześniej we własnych myślach, teraz spoglądała na brata dość czujnie. Przez moment sądziła, że przemawia do niej słowami matki i zechce namówić ją do rozejrzenia się za narzeczonym godnym ręki panny Crouch, przy czym dalsza część narracji szybko temu zaprzeczyła.
Odetchnęła z ulgą.
— Oczywiście, że za wami tęsknię — szepnęła, choć nadal nie była dość pewna intencji stojących za tokiem myślenia Rafaela — ale nie sądzę, żeby do usmażenia jajecznicy czy rozpalenia w kominku potrzeba mi kogoś do pomocy. Zresztą, odkąd wyprowadziłam się z domu, nikogo nie interesowało jak poradzę sobie z podstawowymi obowiązkami. Ciebie również — wytknęła w mało subtelny sposób, w przeciwieństwie do tego, jak delikatnie obchodził się z nią w trakcie rozmowy. Wbrew pozorom nie miała im tego za złe, a nawet cieszyła się z takiego obrotu spraw. W końcu nikt nie patrzył jej na ręce i mogła cieszyć się swobodą, na jaką mieszkańcy rodowej siedziby mogli pomarzyć. Nadal zastanawiała się, dlaczego on nie podjął podobnej decyzji i nie znalazł czegoś dla siebie i żony, byle uciec przed uważnym wzrokiem rodziców.
— Mogłabym Cię posądzić o szpiegostwo wobec matki, gdybym nie znała twojego nastawienia. Ale nie o to chodzi, prawda? — zapytała, licząc na szczerą odpowiedź. Wyciągnęła ku niemu dłoń z nadzieją, że nie odtrąci pokojowego nastawienia siostry na poznanie jego prawdziwych intencji niezależnie od tego, jakie były.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
31-01-2026, 12:03
Udałem, że nie widzę jej uniesionej brwi i bacznego spojrzenia rzuconego znad menu, mówiącego mi o wiele więcej niż słowa, które musiała zatrzymać dla siebie, bo w tej samej chwili pojawiła się kelnerka. Przybrałem najbardziej niewinną i zblazowaną minę, na jaką mnie było stać w tym momencie, odpowiadając chłopięcą bezradnością na czujność w jej wzroku. Nie bez przyczyny byłem młodszym synem, znałem kilka sztuczek pomagających wyjść cało z najtrudniejszych sytuacji, a rozmowa z siostrą nie była nawet w pierwszej setce.
- Ale oczywiście, że się interesowałem! - słowa protestu wydostały się z mojego gardła automatycznie, jeszcze zanim zdążyłem się zastanowić i przeliczyć, ile dokładnie trwało moje zainteresowanie. Tydzień? Miesiąc? - A potem przyjąłem, że skoro nie wraca do rodowej rezydencji z podkulonym ogonem, jej mały eksperyment musiał się powieść i Maya wiedzie spokojne, szczęśliwe życie pośród londyńskiego plebsu, pozbawiona służby, która ścieliła jej łóżko, zaparzała kawę i podcierała tyłek. - Po prostu... - wypuściłem powietrze nosem, spoglądając na Mayę lekko speszony, bo jej zarzut, choć tylko częściowo celny, był jednak wciąż również częściowo prawdziwy – czasem trzeba pozwolić ludziom robić to, co chcą, nawet jeśli wydaje się nam to głupie i nielogiczne i pozwolić im samym się sparzyć, zamiast po trzech sekundach gasić za nich zapałkę. - Przede wszystkim wygodniej było też odwracać wzrok i udawać, że samodzielność siostry nie ma na mnie żadnego wpływu, nie jest kąsającym subtelnie przypomnieniem, że ja nie miałem odwagi podjąć tego samego kroku. - A twoja zapałka cholernie długo płonie – dodałem z ponurą zazdrością jak naburmuszony nie starszy, ale młodszy brat. Każdy dowód na to, że ktoś potrafił odejść i żyć na własnych zasadach, był przypomnieniem o mojej własnej bezczynności, a jeden z takich dowodów siedział właśnie przede mną.
Ująłem jej dłoń w lekki uścisk; gest był prosty, niemal odruchowy, bo wykonywałem go setki razy wcześniej, a jednak wciąż za każdym kolejnym wzbudzał inną mieszankę uczuć i za każdym kolejnym razem przypominał, że wspólne nazwisko to potężny fundament do budowania przyszłości. Pokręciłem głową z uśmiechem, kiedy padły podejrzenia o moje konszachty z matką.
- Racja, gdybym przyszedł tu jako jej reprezentant, ta rozmowa wyglądałaby o wiele formalniej. - Aluzje zastąpione byłyby bezpośrednimi pytaniami i biernym wyrzutem, że córka nie chce się łatwo podporządkować rodzicielskiej woli. - Przychodzę we własnym imieniu zatroskanego, stęsknionego brata, czy to takie dziwne? - zapytałem, spoglądając na nią pełnym wyrzutu wzrokiem, na który jednak nie dała się nabrać. Ta mała cholera znała mnie zbyt dobrze. Mimowolnie zacisnąłem mocniej palce na jej dłoni, jakbym się bał, że mogłaby nagle uciec, choć wiedziałem, że nie zrobi tego, póki nie zje całego deseru. Ja też ją dobrze znałem.
- Zastanawiam się... myślę... - zacząłem, ważąc przy tym bardzo ostrożnie nawet nie każde słowo, co pojedyncze zgłoski – czy gdybym... hm... wszedł na wojenną ścieżkę z rodzicami i... cóż... właściwie całym rodem – skrzywiłem się nieznacznie na samą myśl o tak rozległej walce, która wydawała mi się z góry skazana na porażkę – mógłbym liczyć na... hmm... kawałek ciepłej kanapy w kącie. - I choć to właśnie tego momentu się obawiałem, poczułem ulgę, gdy nastąpił i wyrzuciłem z siebie to, co mnie gryzło. - Nie sądzę, aby moja hm... potencjalna decyzja odbiła się też na mojej żonie, ale jestem, cóż, całkowicie pewien, że na jakiś czas powinienem... zejść niektórym z oczu. - Dopiero teraz spostrzegłem, że cały czas nerwowo stukałem stopą o stolik, wywołując jego lekkie drżenie. Cofnąłem nogę i próbowałem się uspokoić.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
08-02-2026, 20:15
Zawsze zastanawiała się, dlaczego po znalezieniu żony, jakkolwiek wielką wielką fikcją miało stać się jego małżeństwo, nie zdecydował się razem z nią zniknąć z oczu rodziców. Obydwoje mogli swobodnie utrzymać siebie i mieszkanie w centrum Londynu, zwłaszcza, że zadowolenie matki z obranej przez niego ścieżki zapewniłaby dostęp do dodatkowej gotówki. W jej przypadku sytuacja wyglądała inaczej, bo to protekcja ojca częściowo zapewniała spokojne życie w mieście, w którym chciała rozwijać się zawodowo. Niemniej, każde kolejne słowo padające z ust brata wprawiało ją w coraz większy niepokój. Dyskomfort, który do tej pory zrzucała na wygniecioną powłokę krzesła, zdecydowanie brał się z rosnącego w sercu ucisku. Raz jeszcze parsknęła zduszonym, nieco wymuszonym śmiechem, mimo wszystko bo wizja matki przemawiającej ustami Rafaela była dość przekomiczna. Dodatkowo całkowicie nierealna, mogąca przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Po tym wydarzeniu nie pokazałaby się w domu przez długi czas, a i tak pojawiała się tam bardzo rzadko.
— Nawiązując do tego, co powiedziałam przed chwilą, to na Ciebie dość nietypowe— nie użyłaby słowa dziwne, ponieważ w jej odczuciu nie do końca pasowało. Nie miała też ochoty dalej bawić się w rozważania dotyczące troski, skoro najwyraźniej spotkali się tu w odgórnie założonym celu. Jednoczesne słuchanie go i przerzucanie w głowie kolejnych domysłów było nie tylko wyczerpujące. Niepewność, maskowana stosunkowo pogodnym wyrazem twarzy, powoli przesączała się przez błyszczące spojrzenie.
Zdawkowość pasowała Rafaelowi równie mocno co stateczność. Im dłużej mówił, tym większy był niepokój zaciskający się na jej gardle. Opowiadał o rzeczach, które nawet w ich rodzinie przydarzały się raczej wyjątkowo rzadko, a od wieków uchodzili za ludzi zakochanych w manierze prawa. I tych przestrzegających zasad. Rodzice bywali wymagający, surowi i w gruncie rzeczy niezności, ale taką mieli rolę - potem i tak udawało im się zasiadać do stołu w komplecie, a nikt nie rzucał nożami dla zabawy. W konsekwencji prośba o urzyczenie miejsca do spania zabrzmiała dość groźnie, przez co potrzebowała chwili na zebranie myśli i nabranie oddechu. Od chwili zabrania przez niego głosu wstrzymała się z dostarczaniem powietrza do płuc, ale za to ani przez moment nie puściła jego ręki.
— Po pierwsze, nie pójdziesz na wojnę z właściwie całym rodem — o ile nie zamierzał kogoś zabić i teraz próbował ją w to wtajemniczyć, zawsze mógł liczyć na wsparcie. Uśmiechnęła się pokrzepiająco, choć biorąc pod uwagę nerwowy stukot obawiała się, że na niewiele się to przyda. — Po drugie, moje mieszkanie nie jest zbyt duże, ale może dać Ci czas na znalezienie czegoś swojego, jeśli nie planujesz powrotu do domu. Po trzecie... Co takiego chcesz zrobić, skoro zakładasz aż tak kardynalne efekty? Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek widziała Cię w takim stanie — zarówno praca, jak i obowiązki rodzinne nie wzbudzały w nim lęku przed potencjalnymi konsekwencjami. To byłaby pierwsza tego typu sytuacja, która miała miejsce lub którą pamiętała, bo nie zdarzało mu się dzielić swoimi przeżyciami tak często jak na to liczyła. Lęk o plany brata piętrzył się i stawał coraz bardziej realny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
11-02-2026, 09:33
Może byłoby lepiej, gdyby wyciągnęła różdżkę, przystawiła mi ją do gardła albo do innej części ciała i pod groźbą bardzo bolesnej śmierci lub kastracji, kazała wydusić z siebie sprawę, z jaką tu przyszedłem. Ale nie, jej palce dotykały moich, jakby nie chciała mnie wypuścić, chociaż w rzeczywistości to ja pewnie miażdżyłem każdą z kosteczek w jej dłoni. Czułem wyraźnie nie tylko ciepło promieniujące od naszego dotyku, ale i swoje własne napięcie, które zdawało się kumulować w opuszkach palców.
Było jednak za późno na zmianę strategii i bycie szczerym od samego początku, zamiast wymownego krążenia wokół tematu. Teraz mogłem jedynie westchnąć naprawdę ciężko, wręcz symbolicznie jednym oddechem odcinając się od dotychczasowych podchodów. Czułem się trochę tak, jakby coś bardzo dużego wgniatało mi się w klatkę piersiową i był tylko jeden sposób, aby pozbyć się tego niechcianego ciężaru.
Puściłem jej dłoń i przysunąłem sobie talerzyk z ciastem, które w ramach zaskakiwania mnie przyniosła kelnerka. Nawet nie patrzyłem, co dokładnie mi zaserwowała, tylko wbiłem widelczyk w duży kawałek i wcisnąłem go sobie do ust, wyrywając jeszcze kilka sekund błogiej nieświadomości, w której pozostawiałem siostrę.
- Zshamsham usić lhacę w mhnistessstwie – powiedziałem z pełnymi ustami, całkowicie świadomy tego, że szoruję właśnie po dnie odpowiedniego zachowywania się w miejscach publicznych. Spojrzenie, jakie rzuciła mi Maya, nie pozostawiało jednak wątpliwości, że jej największym problemem w tej chwili nie jest mój brak manier, ale brak zrozumienia, co chciałem jej zakomunikować. Przełknąłem kawałek ciasta z trudem, niemal czując jak zatrzymuje mi się w przełyku niczym wielka gula. - Zamierzam rzucić pracę w ministerstwie – powtórzyłem już wyraźniej, za to tak cicho, że szansa aby usłyszał nas ktoś obcy, była zerowa.
Miałem ogromne podejrzenia, że to co właśnie powiedziałem, zabrzmiało dla niej albo jak zapowiedź katastrofy, albo katastrofa już trwająca. W naszej rodzinie takie rzeczy po prostu się nie działy. Można było – po wielu walkach, rozmowach, kłótniach i dniach milczenia – wywalczyć sobie inną formę pracy, ale jeszcze zanim rozpoczęło się ministerialną karierę. Zachowi się udało, a ja jak zawsze nie miałem dość odwagi, aby pójść za jego przykładem. Zresztą i tak by się to nie udało: jednego syna rodzice mogli wypuścić samopas, ale dwóch? Nie miałem najmniejszych szans.
- Naprawdę myślisz, że nie skończy się wojną w rodzinie? - zapytałem z goryczą, sięgając tym razem po herbatę, aby zwilżyć nagle suche gardło. Oczywiście, że wolałbym uniknąć jakiegokolwiek konfliktu i rozstać się ze swoją posadą z dnia na dzień, zapominając jednocześnie o tych kilku zmarnowanych latach, ale wiedziałem, że w obecnej sytuacji politycznej i społecznej to nie będzie łatwe. Trudne albo wręcz niemożliwe, w takich kategoriach powinienem to rozważać. - I uprzedzając twoje wątpliwości, bardzo dokładnie to przemyślałem. To nie kwestia chwilowej zachcianki, ale paru lat męczarni. Męczarni. - Powtórzyłem z naciskiem, aby miała pewność, że nie żartuję i nie przesadzam.
A jednak wiedziałem, że to, co rozważałem, o czym myślałem i co właściwie postanowiłem, zostanie najpewniej odebrane dokładnie w ten sposób: jako zachcianka, brak lojalności i niewdzięczność wobec rodu, któremu tak wiele zawdzięczam. Nie chciałem kręcić się wtedy po Palatium Librae i rzucać się w oczy tym, którzy mieliby jeszcze jakiś minimalny wpływ na mój los. Oczywiście nie żyliśmy w średniowieczu i nie byłem człowiekiem zniewolonym, mogłem odejść w każdej chwili, poświęcając jedynie pewien zestaw przywilejów, ale nawet nie o nie chodziło. Odejście w kłótni oznaczałoby też separację od rodziny, którą ceniłem i szanowałem mimo tego, że narzuciła mi życiową ścieżkę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:13 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.