• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Kumbria, Czarcie Uroczysko > Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
28-08-2025, 11:25

Salon
Główne pomieszczenie w całym domu, a zarazem najelegantsze i jako jedno z nielicznych - odnowione. Zawsze służyło bowiem do przyjmowania gości oraz klientów, na których czarownice Trelawney pragnęły wywrzeć dobre wrażenie. Podłoga jest wyłożona dębowymi deskami, ściany niedawno pokryto bladozieloną farbą, a meble z ciemnego drewna wypolerowano i stojące na nich szpargały i książki są uporządkowane. Naprzeciw okna znajduje się kominek, na którego gzymsie zwykle wyleguje się czarny kot i co rusz zrzuca ramkę ze zdjęciem matki Violet. Na ścianach wiszą obrazy przedstawiające słynne czarownice i gdzieniegdzie można wyłowić spojrzeniem rodzinne pamiątki - wyłącznie ze strony Trelawneyów. Przy kominku znajduje się miękka sofa i dwa pasujące doń fotele, za nimi zaś, bliżej dużego okna wychodzącego na zadbany ogród okrągły stół i kilka krzeseł.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
23-09-2025, 22:48
3 marca '62

Dzień, w którym skierowałem swe kroki do domu rodziców, niósł za sobą jeden cel – wyraźny, pozbawiony niedomówień i wszelkich metafor. W swej klarowności i pewności, wzburzającej krew w żyłach, mógł przyprawiać o przerażenie, a być może nawet o strach i wrażenie tętniącego w oczach obłędu – psychozy, skrytej w odmętach umysłu, nijak mającej się do faktycznych przewinień; błędów, które mimo świadomości płynących z nich konsekwencji, notorycznie popełniali. Nawet jeśli obca była im skrucha, to poniżeniem wydawały się prośby o zrozumienie i ciepło – to, co winno stanowić najistotniejsze świadectwo zdrowego dzieciństwa. Domowego ogniska, czyli miejsca, do którego zawsze pragnęło się wracać. Ale ich ognisko od zawsze dymiło kłamstwem i pogardą, rozpalając we mnie jedynie chłód i gniew. Złość, jaka musiała znaleźć swe ujście. I znalazła.
Byłem pewien, że osiągnięcie tego celu zakończy pewien etap; pozwoli zapomnieć i ruszyć do przodu z czystą kartą. Pozbawioną ich skazy, obłudy, zdrady, kąśliwego uśmiechu i wzroku czekającego tylko na pierwsze potknięcie, jedną chociażby daremną pomyłkę zapewniającą im satysfakcję. Nieopisaną wręcz radość, bowiem wtem rzekomo spełniłby się ich nikczemne wróżby, irracjonalnie i w ich mniemaniu prorocze słowa o beznadziejności, ciężarze i nieudaczniku. Człowieku, który nie zasłużyłby być kimś, by znaczyć coś więcej niż nokturnowska moczymorda czy społeczne popychadło. Pragnęli bym był zerem, bo wtedy bylibyśmy równi.
Byli jednak sobą. Do samego końca. Nawet w chwili śmierci musieli zasiać we mnie ziarno niepewności i poczucia powinności – tuż przed ostatnim oddechem, ledwie moment przed tym, nim zielone, choć od dawna martwe, tęczówki zasnuła mleczna mgła. Całun zwiastujący nieuchronny kres.
To oni doprowadzili mnie do tych drzwi. To oni, nawet jeśli zza grobu, nie pozwolili mi odpuścić. Znali moją naturę, lecz nie mieli pojęcia o wyznawanych wartościach wszak żadnych, zwłaszcza tych rodzinnych, nie byli gotów mnie nauczyć. Czyżby rozumieli mnie lepiej niżeli sądziłem? Czy on wiedział, że nigdy nie odpuszczę? Stroniłem od porażek – można rzec, że jak każdy, lecz to czcze gadanie – a to właśnie ich gorycz, w trakcie wieloletnich, intensywnych poszukiwań, musiałem znosić. Lecz irracjonalnie im większy czułem zawód, tym większy rósł głód zwycięstwa, pragnienie dotarcia do osoby, której krew była moją, jakiej cząstka duszy zaszczepiła się w mym umyśle. Pamięci i sercu.
Uniosłem dłoń i oparłem ją o drewniane wejście. Wolno, bez charakterystycznej dla siebie pewności, zacisnąłem ją w pięść i przeniosłem spojrzenie gdzieś w bok – jakby szukając drogi ucieczki. Miejsca, do którego mógłbym się oddalić i zapomnieć o sprawie. Zawahanie, burza myśli. Kolejna fala wewnętrznego wzburzenia i rosnącego napięcia. Czułem, że znów przyjdzie mi spotkać się ze ścianą, ze straconą nadzieją i przegraną. Brakiem efektu, który tym razem mógł na dobre przekreślić ten cel – bo ile można było tylko marzyć? Gonić za kimś, kto być może nawet nie istniał?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Violet Macnair
Czarodzieje

her lips were soft like winter

Wiek
21
Zawód
wróżbitka
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
0
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
19
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
27-10-2025, 21:38
Od wczorajszego dnia miała nieodparte wrażenie, że coś się stanie.
Czuła się dziwnie. Nieswojo. Czarny kot przebiegł jej drogę i może wzięłaby to za złą wróżbę, gdyby nie to, że kot ten należał do niej samej i biegał wszędzie, gdzie tylko naszła go ochota. Wczorajszego wieczora, gdy wracała do domu ulicą Pokątną miała poczucie, że powinna wejść do jednej z klubokawiarni, a tam los postawił na jej drodze mężczyznę, o którym nie wiedziała jeszcze co myśleć. Przy stoliku, do którego ją poprowadził, odnalazł kartę tarota. Violet zaś nie wierzyła w przypadki. Wierzyła za to, że ludzkie życie jest utkane z wielu nici, a niektóre z nich splatają się ze sobą we właściwym (lub nieco mniej właściwym) momencie, nigdy jednak nie było to przypadkowe.
Odkąd tylko była małą dziewczynką miewała przeczucia, podszepty szóstego zmysłu, podpowiadającego co powinna zrobić, gdzie skierować wzrok, kiedy nadstawić ucho. Słuchała tych podszeptów, one z rzadka zawodziły, choć to, co ją spotykało, nie zawsze było przyjemne. Nie zawsze też rozumiała to, co chciały jej przekazać. Niekiedy było to jedynie przeczucie. Niewytłumaczalne, niezrozumiałe dla niej samej przeczucie. Wczoraj czuła, że powinna przekroczyć próg klubokawiarni Trzy Knoty. O poranku wstała z myślą, że ten dzień jest inny.
Szósty marca miał być dniem szczególnym.
Nie wiedziała jedynie dlaczego. Jeszcze przed śniadaniem nakreśliła list do czarownicy, która prowadziła sklep zielarski i zatrudniła, z niewinnym kłamstwem o wyjątkowo złym samopoczuciu, niegroźnej chorobie i potrzebie pozostania w łóżku. Nic się nie stanie, jeśli dziś nie pojawi się w pracy. To tylko jeden dzień. Nazajutrz wszystko to nadrobi z nawiązką. Miała szczęście, że starsza zielarka była wyrozumiała; kilka godzin później odesłała Licho z odpowiedzią zwrotną z życzeniem powrotu do zdrowia oraz kilkoma gałązami anginki, które zalecała włożyć sobie w uszy. Violet miała trzy doniczki tej roślin, uznała to jednak za wyjątkowo miłe.
Przez cały ten dzień nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Krzątała się po domu, próbując zająć się czymś pożytecznym; zaczarowała miotłę, aby zamiotła wszystkie podłogi w Czarcim Uroczysku, upiekła tartę melasową i uwarzyła kilka eliksirów, które sprzedawała najczęściej swoim stałym klientom. Specyfiki na dolegliwości żołądkowe, na kaszel, na przeziębienie. Sama wypiła dwa kubki mocnej melisy z miodem, czując irracjonalny niepokój, który dla niej samej był niewytłumaczalny.
W końcu, głęboko podirytowana, postanowiła poszukać odpowiedzi. A w chwili, gdy usiadła przy stoliku i przywołała do siebie kryształową kulę, spojrzała w głąb niej mrużąc oczy, mgły pod szkłem zawirowały. Tak intensywnie, że poczuła dreszcz na plecach. Wydawało jej się, że dostrzegła w nich korytarz i drzwi - na początku były zamglone, lecz gdy obraz się wyostrzył, zrozumiała, że należały do niej, że wystarczyło podnieść wzrok, by je dostrzec. Nie zamykała wszak drzwi do salonu wróżbiarskiego.
Mocno zabiło jej serce, gdy wbiła wzrok w drzwi wejściowe. Nie słyszała pukania, lecz miała wrażenie, że powinna do nich podejść. Odsunęła więc kryształową kulę, drżącą dłonią wygładziła nieistniejącą zmarszczkę na ciemnobordowej koszuli włożonej w długą, powłóczystą spódnicę o barwie głębokiej czerni i niepewnym krokiem przemierzyła korytarz. Przed właśnie odpowiednią dziurkę wyjrzała na to, co na zewnątrz - a dostrzegłszy nieznajomego mężczyznę poczuła, że na niego czekała.
Wciąż nie rozumiała jednak dlaczego.
Otworzyła drzwi nagle, wkładając w to ciut więcej energii, niż powinna i stanęła naprzeciw niemu. Marcowe, wciąż chłodne powietrze wtargnęło do środka, zimowy chłód zaszczypał blade policzki. Chwilę patrzyła na nieznajomego mężczyznę w milczeniu, miała wrażenie, że gdzieś już go widziała tylko gdzie.
- Dobry wieczór. Szuka pan wróżby? - spytała spokojnie. To było pierwsze, co przyszło Violet na myśl.
Zazwyczaj czarodzieje i czarownice uprzedzali ją listownie, prosili o spotkanie. Nieznajomi pytali jak odnaleźć Czarcie Uroczysko. Rzadko zdarzało się, aby pojawiali się bez zapowiedzi, ale i tak bywało. Niektórym brakowało cierpliwości, pragnęli poznać tajemnice przyszłości natychmiast.
Tymczasem u jej progu stanął sekret przeszłości.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
27-11-2025, 16:35
Trudno było mi sięgnąć pamięcią, kiedy ostatni raz równie bardzo przedłużał mi się moment oczekiwania na gospodarza. Na otwarcie drzwi i wydukanie kilku niezgrabnych słów – bo tak naprawdę wciąż nie udało mi się ułożyć sensownego wytłumaczenia niezapowiedzianej wizyty –na możliwość wejścia do środka i podjęcia próby odnalezienia odpowiedzi na nurtujące pytania tudzież, co gorsza, wyrzucenie pod groźbą wezwania służb, bowiem i taką ewentualność musiałem uznać. Nie znała mnie – byliśmy sobie obcy, być może nawet niespokrewnieni, jednakże musiałem spróbować, dowieść przed samym sobą, iż uczyniłem wszystko, aby ją odnaleźć. Tylko czy w tym wszystkim, choć przez moment, pomyślałem o jej podejściu? O jej ewentualnej wiedzy? Przeszłości i przyszłości? Pragnieniach i traumach? Może doskonale wiedziała kim jestem, ale nigdy nie chciała zostać odnaleziona? Może ojciec skrzywdził ją na tyle, że nie chciała mieć do czynienia z żadnym z nas? Daleki byłem od twierdzenia, iż nasza rodzina zyskała na wielkiej sławie, jednakże z pewnością przestaliśmy być anonimowi. Znała zatem swoje prawdziwe nazwisko?
Nurtujące kwestie nie dawały mi spokoju i zapewne dlatego – wbrew logice oraz poukładanemu życiu – musiałem spróbować.
Wbiłem wzrok w drzwi i jednocześnie odsunąłem się od nich słysząc coraz głośniejsze skrzypienie drewnianej podłogi. Dłoń mimowolnie zacisnęła się w pięść, być może szukając w tym ujścia mnożących się, skrajnych emocji, bowiem zwykłem je ukrywać, lekceważyć i udawać, że pozostawałem obojętny. Bierność była wygodna, choć jednocześnie cholernie trudna, zwłaszcza gdy miała zmierzyć się z tajemnicami od lat zatruwającymi myśli. Zwykle miałem plan, kilka różnych wyjść z sytuacji, jednakże w tym przypadku nie było żadnych rozwiązań – nie tylko przez liczne niewiadome, ale przede wszystkim osobę – kobietę, która mogła okazać się każdym; żadnej pewności, przypuszczeń tudzież tez w kwestii reakcji i wiedzy. Co, jeśli było jej znacznie bliżej do rodziciela niżeli mojego spojrzenia na świat? Co, jeśli będę żałować od pierwszej chwili? Cóż zrobię, gdy rozgrzebana – przez nikogo innego tylko mnie – przeszłość ponownie nakaże sięgnąć po ostateczność? Będę skory uczynić jej to samo co Ophelii oraz Augustusowi? Znaleźć argumenty tłumaczące tę decyzję? W końcu, jeśli powiem jej niechlubną prawdę – co w zasadzie było nieuniknione– ta zyska wiedzę, która może mi zagrozić. Na to nie mogłem sobie pozwolić.
Poprawiłem kołnierz czarnego płaszcza w chwili, gdy drzwi otworzyły się z impetem, a w ich progu stanęła młodziutka czarownica. Wygiąłem wargi w lekkim, wyuczonym uśmiechu skupiając spojrzenie na jej brązowych tęczówkach, po czym skinąłem głową w ramach grzecznego powitania. I właśnie kiedy zamierzałem się odezwać, dziewczyna mnie uprzedziła, sugerując powód niezapowiedzianej wizyty. Nie zastanawiałem się długo uznając to za zrządzenie losu – fantastyczną kartę, jaką sama podała mi na tacy. -Dobry wieczór, owszem- odparłem pozwalając sobie minąć ją i wejść do środka. Zuchwale, nieco bezczelnie, ale z pewnością obronnie – nie chciałem dać jej czasu do namysłu tudzież odmowy wszak nie byliśmy umówieni. -To będzie mój pierwszy raz, a zatem liczę, że nie obrazi Pani mój brak obeznania- dodałem zsuwając płaszcz z ramion. Zapewne nawet gdybym zastanawiał się nad tym, czym zajmowała się w życiu, to nigdy nie przyszłoby mi do głowy, iż zaprzątała ludzkie umysły tymi dyrdymałami; nie wierzyłem w wizje, daleki byłem od zatracania się w magii składających się na obraz fusów tudzież kształtów pojawiających się w szklanej kuli. Bujda, sposób na kontrolę i jawną manipulację. Ale tego nie zamierzałem powiedzieć głośno.
Nie było to jednak istotne. Nie miało wielkiej wagi. Obserwując jej delikatne rysy czułem, że byłem bliżej niżeli kiedykolwiek wcześniej. Miała jego oczy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Violet Macnair
Czarodzieje

her lips were soft like winter

Wiek
21
Zawód
wróżbitka
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
0
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
19
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
24-01-2026, 23:03
Młoda kobieta, mieszkająca samotnie na odludziu, tak niedoświadczona w magicznych pojedynkach i choćby magii defensywnej, zapewne nie powinna była przepuszczać przez próg nieznajomego mężczyznę, który zapukał do drzwi bez listownego uprzedzenia. Być może postąpiła nieroztropnie czyniąc to, zapraszając obcego człowieka gestem do środka domostwa; być może miała tego pożałować. Przez całe życie zdążyła jednak przywyknąć do niespodziewanych wizyt. Ludzie nierzadko pukali nawet w środku nocy, wybudzając ją i matkę z głębokiego snu, prosząc je o pomoc. Marjorie Trelawney słynęła w okolicy nie tylko z daru przewidywania przyszłości, lecz i wielkiej wiedzy zielarskiej, nazywali ją szeptuchą. Violet zawsze wiedziała, że jej przeznaczeniem jest pewnego dnia zastąpić matkę w tej roli w Czarcim Uroczysku, jakby rola leśnej wiedźmy była im pisana; jako młoda dziewczyna nie sądziła jedynie, że to nadejdzie tak szybko. Być może szczęście i przyzwyczajenie uśpiły czujność Violet; niewątpliwie stała za tym też świadomość jak wiele kosztuje utrzymanie domu i gospodarstwa, nawozy do roślin, sadzonki, narzędzia i składniki na eliksiry. Nawet czarne świece służące do przywoływania zmarłych drożały z wolna! Gość, który stanął w progu bez wahania przytaknął, potwierdzając, że poszukuje wróżby. Naiwnie ufała, że tak jak inny jest świadom tego, że podobnych rad i przestróg nie otrzymuje się za nic.
W tym wszystkim było jednak coś jeszcze. Coś, czego nie potrafiła ująć w słowa. Dziwne przekonanie, że wszystko układa się dokładnie tak jak powinno. Nawet nie ona stawiała te kroki, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że kieruje nimi los.
Nie była aż tak niemądra i nierozważna, aby odwrócić się do niego plecami. Gestem wskazała mu drogę prowadzącą przez krótki korytarz o wypastowanych podłogach, wysprzątany salon, a później drzwi naprzeciw wejścia do niego - tam znajdował się salon wróżbiarski, gdzie z matką zwykły przyjmować gości, klientów i wszystkie inne zbłąkane dusze. Tam też trzymała wszystkie potrzebne instrumenty i przyrządy.
- Ależ proszę się tym nie martwić. Wszystko panu wyjaśnię - zapewniła miękkim tonem, a wargi wygięły się w ciepłym, zachęcającym uśmiechu, choć oczy wciąż pozostawały raczej obojętne, gdy obserwowała go uważnie spod ciężkich powiek. Często miewała wyraz twarzy, jakby była senna, teraz jednak czuła się wyjątkowo pobudzona. Serce zabiło jej dziwnie niespokojnie. - Czy mogę zaproponować panu herbaty? Herbata z miodem i cytryną dobrze robi w taki ziąb. A fusy wiele potrafią powiedzieć - wyrzekła, pierwszego wpuszczając Drew do salonu wróżbiarskiego, gdzie wskazała mu krzesło przy okrągłym stoliku, na którym stała szklana kula. Sama zajęła miejsce naprzeciw niego, nie zamykając drzwi, bo nie było takiej potrzeby. Wysunęła różdżkę z rękawa, gotowa przywołać imbryk i dwie filiżanki, jeśli tylko gość wyrazi chęć na herbatę.
- Wyjawi mi pan swoje imię i nazwisko? Domyślam się, że sama nie muszę się przedstawiać, czyż nie? - zagaiła uprzejmie Violet, odejmując wzrok od twarzy nieznajomego, aby spojrzeć w kryształową kulę. W niej zaś zaczęła kłębić się siwa mgła, wirować niespokojnie i niemal uderzać w szkło, zanim opadła lekko, a uwagę Violet przykuł mglisty kształt. - Drzewo... - wyszeptała, mrużąc oczy, aby przyjrzeć się temu lepiej. - Niedawno powiększyła się pańska rodzina? - spytała nagle, podnosząc wzrok na twarz Drew. - Proszę mi powiedzieć czego pan szuka. Porady na przyszłość? Czy pragnie pan wiedzieć co pana czeka? Musi pan wiedzieć, że wróżbiarstwo jest jedną z najbardziej tajemniczych, złożonych i mistycznych sztuk magicznych. Niekiedy trudno dojrzeć precyzyjne detale, a ja jako wieszcz mogę jedynie odczytać symbole - mówiła wiedźma, tonem uroczystym i podniosłym, a ton jej cichego głosu wskazywał, że traktuje swe zajęcie ze śmiertelną powagą - i święcie wierzy w swoje prawdy.
I have three eyes. Two to look, one to see.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
11-02-2026, 13:36
Kątem oka wychwyciłem niemy gest zaproszenia i odpowiedziałem mu równie powściągliwym skinieniem głowy, choć zdążyłem już przekroczyć próg domostwa. Rozejrzałem się po wnętrzu szybko, niemal odruchowo, bez nachalnej ciekawości; wystarczająco uważnie, aby zorientować się w przestrzeni, lecz na tyle zdawkowo, by nie sprawiać wrażenia grasanta. Zbyt dobrze znałem ludzi, którzy potrafili skrywać niewłaściwie, nierzadko nawet brutalne, intencje pod elegancko skrojonymi płaszczami i względnie poprawnymi manierami.
Wnętrze nie było wystawne w sposób krzykliwy, ale daleko mu było do niedostatku, w jakim przyszło mi dorastać. Ciepłe światło, nagryzione zębem czasu, acz zadbane meble oraz porządek pozbawiony nerwowej przesady – wszystko to świadczyło o stabilności, nie o desperackiej próbie jej udawania. Przyjąłem ten widok z nieoczekiwaną ulgą, która na krótką chwilę rozluźniła nietypowe napięcie. Te jednak powróciło wraz z pierwszą myślą o Augustusie. Byłem rad, że nie pociągnął i tej rodziny na samo dno, nie zamienił ich życia w kolejną ruinę znaczoną jego parszywym charakterem. Jeśli – rzecz jasna – trop miał okazać się prawdziwy.
Ruszyłem wzdłuż salonu i finalnie, zgodnie ze wskazówkami gospodyni, znalazłem się w zaciemnionym pomieszczeniu służącym najpewniej do przyjmowania czarodziejów szukających odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Szklana kula, lewitujące tuż pod sufitem świece, pokaźnych rozmiarów lustro w połyskującej, złotej ramie oraz zakrywająca w całości jedną ze ścian biblioteczka były tego dowodem. Aura tego miejsca była zgoła inna niżeli w pozostałej części domu i choć w pierwszej chwili uznałem to za element wyobraźni, tak z każdym krokiem upewniałem się, iż faktycznie coś wisiało w powietrzu.
-Bardzo mnie to cieszy- odparłem równie spokojnie. Obróciwszy się przez ramię pozwoliłem sobie w końcu nieco dłużej przyjrzeć się rysom jej twarzy, posturze oraz gestykulacji; tak jakbym pragnął doszukać się argumentów potwierdzających zasłyszaną teorię. Jeśli rzeczywiście byliśmy rodzeństwem, krwią z tej samej krwi, musieliśmy mieć coś wspólnego – być może jeden detal, być może ich wiele. Widziałem jej oczy i choć łudząco przypominały jego, to czy aby nie przypadkiem nadzieja płatała mi figla? Może tak bardzo pragnąłem ją odnaleźć, że nie skupiałem się na niczym innym? Obiecałem sobie, że to ostatnia próba i zarazem szansa, bowiem trwało to już zbyt długo. Wolałem pogodzić się z porażką niż żyć wyobrażeniem i absurdalnym poczuciem obowiązku – spełnieniem woli człowieka, który nie zasłużył nawet na miejsce pochówku.
-Miodem, cytryną i rumem- zasugerowałem z lekkim uśmiechem, który zamajaczył w kąciku ust. Zapewne nadwyrężałem tym samym gościnę, aczkolwiek skoro miałem za nią zapłacić – co było logiczne zważywszy na zapowiedzianą usługę – uznałem, że i tak doliczy mi za herbatę kilka knutów.
Zawahałem się, gdy zasugerowała, abym się przedstawił. Czy naprawdę było to konieczne? Musiała znać personalia każdego klienta? Może zaś wykorzystywała je do skojarzenia pewnych faktów i zasłyszanych historii byle tylko dopasować rzekome wróżby do konkretnej osoby tudzież rodziny? Właściwie – było to nieistotne. A nawet rzekłbym, że ponownie wsunęła mi karcianego asa w dłoń.
-Drew Macnair, droga pani- odparłem po dłuższej chwili. Wzrok nieustannie skupiałem na jej twarzy pragnąc dostrzec jakiekolwiek zmiany na brzmienie mojego nazwiska. Celowo użyłem grzecznościowego zwrotu, nie jej imienia, bowiem liczyłem, że odczyta w tym aluzję i zdecyduje się przedstawić. Rzecz jasna byłem w posiadaniu pewnych informacji, lecz wolałem usłyszeć to z jej ust.
Podążyłem spojrzeniem za dziewczyną, a następnie wbiłem je w kryształową kulę. Mimowolnie wygiąłem wargi w kpiącym uśmiechu, po czym rozsiadłem się na jednym z krzeseł, przerzucając płaszcz przez jego oparcie. -Owszem- rzuciłem lekko, nie zagłębiając się w analizę jej słów. Nie wierzyłem w te brednie. -Porady na przeszłość- odparłem powracając wzrokiem do jej tęczówek. -Poszukuję kogoś, choć nie wiem czy ta osoba w ogóle istnieje- sprecyzowałem, po czym pokiwałem wolno głową dając jej tym samym znać, że rozumiałem sens jej słów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Violet Macnair
Czarodzieje

her lips were soft like winter

Wiek
21
Zawód
wróżbitka
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
0
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
19
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
15-02-2026, 23:28
- Naturalnie. Proszę się rozgościć - odrzekła.
Nie okazała zdziwienia jego prośbą, choć goście w jej obecności z rzadka sięgali po alkohol przed rytuałem. Jeśli już, prosili o coś mocniejszego już po, gdy byli bogatsi o wiedzę, bez której z pewnością łatwiej było im zasnąć i sen ten mieli spokojniejsi. Ona sama raczej nieczęsto piła alkohol, przyćmiewał umysł i otępiał zmysły, wróżbita zaś musiał mieć je otwarte i ostre jak brzytwa. Barek w salonie był jednak odpowiednio wyposażony. Violet machnęła więc różdżką i zaklęciem przywołała właściwą butelkę; przelewitowała kolejnym gestem i odrobina rumu została dolana do herbaty. Zawiesiła na nim pytające spojrzenie, czy życzy sobie więcej. Nie chciała przecież przesadzić.
Gdy gorąca, parująca herbata znalazła się w filiżankach zajęła miejsce przy stole, naprzeciw nieznajomego. Światła świec wówczas zdawały się nieco przygasnąć, a w saloniku zapanował półmrok. Kryształowa kula zdawała się emanować bladym, szarym światłem, a wzrok Trelawney ślizgał się pomiędzy instrumentem wróżbiarskim, a twarzą Drew. Kiedy się przedstawił, nie okazała ani zdziwienia, ani zaskoczenia, ani też radości.
Polityka zawsze leżała poza sferą jej zainteresowań. Zwyczajnie ją nużyła. Nigdy nie miała głowy do trudnych zagadnień prawnych, czytanie długich i nudnych paragrafów przyprawiało ją o ból w skroniach, niewiele z tego rozumiała, bo pisano je takim językiem, aby prosty czarodziej nie za dużo z tego wyciągnął, a choć nie miała się za osobę prostą, to wolała poświęcać swój cenny czas na znacznie bardziej intrygujące zagadnienia. Politycy zresztą nigdy nie pokładali wiary ani we wróżbiarstwie, ani uznanych nawet jasnowidzach, udając mądrzejszych od gwiazd i fortuny, więc miała ich raczej za osoby ograniczone umysłowo. W brytyjskim parlamencie zasiadało zresztą tylu czarodziejów, że trudno byłoby jej spamiętać te wszystkie nazwiska...
Nie oznaczało to jednak, że brzmienie Macnair było Violet całkiem obce.
- Och, to pan prowadzi dom pogrzebowy na ulicy Pokątnej? - spytała zaintrygowana; ciekawość wyraźnie malowała się na jej twarzy. Niemal codziennie bywała w centralnym Londynie, gdzie przez pierwszą połowę dnia pracowała w sklepie zielarskim; znajdował się on co prawda w innym obszarze, lecz niekiedy sprawunki codzienności prowadziły ją wzdłuż tego miejsca. Szyld zdążył zapaść Violet w pamięć. Dopiero po chwili zrozumiała, że milczał, bo oczekiwał, że i ona się przedstawi - co nieco ją zdziwiło, przypuszczała bowiem, że wiedział do czyich drzwi puka. Może informację o jasnowidzce z Czarciego Uroczyska przekazał mu ktoś, kto nie miał pojęcia o śmierci Marjorie Trelawney i spodziewał się spotkać tu starszą wiedźmę? - Violet Trelawney, proszę pana - rzekła uprzejmie, także nie rezygnując ze zwrotów grzecznościowych; szczególnie, że był odeń starszy, wyglądał elegancko i - być może - posiadał dom pogrzebowy, za czym szedł wniosek oczywisty: mógł być człowiekiem majętnym. A na sympatii takich ludzi Violet bardzo zależało. Uśmiechnęła się, kiedy potwierdził, że jego rodzina się powiększyła. Miała nadzieję, że zdradzi jej więcej szczegółów, wtedy mogłaby szukać dalej, lecz niespodziewanie uciął ten temat.
- Gdy wypije pan herbatę, przyjrzymy się fusom. Ich kształt ma znaczenie.
Ciemna brew uniosła się lekko. Szukał porady na przyszłość dotyczącej poszukiwań kogoś, czy informacji o tejże osobie?
- Mogę zaproponować zatem, że użyję kart tarota, aby znaleźć odpowiedzi na dręczące pana pytania w sprawie poszukiwań tejże osoby. Najlepiej byłoby jednak, gdyby spróbował pan chociaż precyzyjnie sformułować te pytania - i nie powinny zbyt daleko wybiegać one w przyszłość. Taka specyfika tego rodzaju magii - wyjaśniła spokojnie, sięgając po swoją talię kart, które leżały na stoliku. - Jeśli jednak nie wie pan, czy ta osoba istnieje, to może wie pan, kto mógłby znać te odpowiedzi? Ktoś, kogo już z nami nie ma? Specjalizuję się także w seansach spirytystycznych - zaproponowała dumnie.
Oczywiście to też swoje kosztowało, ale wyglądał na takiego, którego stać.
I have three eyes. Two to look, one to see.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
17-02-2026, 17:23
Nie przyszedłem tu po wiedzę, a tym bardziej radę. Daleki byłem od pokładania wiary w zasłyszane przypowieści, mimo że przyjmowałem je z należytym szacunkiem oraz wdzięcznym uśmiechem – być może chcąc zachować pozory grzeczności, być może nie chcąc jawnie ujmować sztuce, w której inni mogli widzieć nie tylko możliwość zarobku, ale również nadzieję. Trudno było mi sobie wyobrazić sytuację, aby wróżby stanowiły o podejmowanych krokach lub w pełni torowały życiową ścieżkę wszak za szklaną kulą znajdować się mógł zwykły oszust. Osoba niemająca żadnych predyspozycji, a ledwie garść powszechnej wiedzy, która dla niezainteresowanego była po prostu nieistotna i przez to mogła sprawiać wrażenie tajemnej. Czasem podobne wrażenie odnosiłem prawiąc o starożytnych runach, bowiem nim zdążyłem przebrnąć przez podstawy – posługując się wyjątkowo prostym językiem – rozmówca potrafił spoglądać na mnie wyjątkowo skołowanym wzrokiem.
Skinąłem głową w geście wdzięczności za herbatę oraz dolany rum, po czym ująłem filiżankę w dłoń i upiłem zawartości. Alkohol nie przebijał się przez słodki smak miodu i choć w innych okolicznościach poprosiłbym o jeszcze odrobinę wysokoprocentowego napoju, tak nie przyszedłem tu dziś z czysto towarzyskimi zamiarami. Miałem cel, który nie był prosty; wymagał on bowiem pełni skupienia – wyłapywania drobnostek, niby nieistotnych słów, najmniejszych zmian w mimice na wrażliwe informacje albo imiona. Wszystkie detale mogły przybliżyć mnie do odpowiedzi – wiedzy równie upragnionej, co nieuchwytnej, bowiem ilekroć zdawało mi się, że byłem niemal krok od właściwej osoby, tak rzeczywistość ponownie pokazywała mi niewybredny gest wyższości. Igrała ze mną, wodziła za nos. Naprawdę gotów byłem porzucić ten temat i najpewniej właśnie tak by się stało, gdy nie drobnostka, niby nie wzmianka o matce tejże dziewczyny, na której brzmienie nazwiska tylko czekałem.
-Nie- zaśmiałem się pod nosem na wzmiankę domu pogrzebowego. I w zasadzie na tym winienem skończyć, jednakże uznałem, że pociągnięcie tematu zawodu oraz rodziny może obudzić w niej jakieś wspomnienie tudzież – choć to chyba było niemożliwe – zainteresowanie. Czy jednak zwierzanie się w takim miejscu można było uznać za dziwne? Jako barman słyszałem podobnych opowieści bez liku i mimo, że zajęcie było zgoła inne, tak klient zwykle pragnął zaczerpnąć dobrego słowa lub chociaż odnaleźć słuchacza. Tacy zwykle zostawiali najlepsze napiwki. -Poszedłem w ślady ojca. Podróżowałem w poszukiwaniu artefaktów, a potem zająłem się naturą klątw- odparłem z przekonaniem w głosie. Ten nie zadrżał, mimo że trudno było mi się do niego przyrównywać nawet w równie trywialnej sprawie. Był nikim, nie mógł zaszczepić we mnie tej pasji, bowiem nie miałem z nim żadnej relacji. Na fundamentach krzyku, agresji i przemocy takowa była niemożliwa. -Dom pogrzebowy jest ciotki, siostry Augustusa- ściągnąłem brwi na samo brzmienie jego imienia, ale te musiało paść. -Znaczy, mojego ojca- sprecyzowałem rzekomo chcąc wyjaśnić nawiązanie.
Gdy w końcu padły personalia zakląłem w myślach, lecz tak naprawdę czego się spodziewałem? Z pewnością nie używała tego nazwiska albo w ogóle go nie znała. Może nawet nie musiała, bo to wszystko było kolejną farsą, a kolor tęczówek był wolą przypadku albo wytworem wyobraźni napędzanej przez nadzieję. -Bardzo mi miło, panno Trelawney- wygiąłem wargi w lekkim uśmiechu.
Słysząc o wróżeniu z fusów pokiwałem wolno głową, po czym upiłem kolejny łyk z filiżanki. Nie spieszyłem się, mieliśmy czas – a przynajmniej ja go miałem. -Chodzi o przeszłość- powtórzyłem się; przyszłość nie miała dla mnie większego znaczenia w kontekście poszukiwań. -Chcę znaleźć kogoś z przeszłości i zastanawiam się czy już to uczyniłem, czy jednak znów zbłądziłem. Kobietę, młodszą, w naszych żyłach winna płynąć ta sama krew- uniosłem wzrok na wysokość jej tęczówek.
Ściągnąłem brwi na wspomnienie spirytystycznych seansów. Potrzebowałem chwili na zastanowienie; nie dlatego, że wierzyłem w powodzenie, ale przez wzgląd na możliwość kolejnych pytań, a co za tym szło – poruszonych tematów. -Tylko mój ojciec zna odpowiedzi, ale jestem przekonany, że nawet zza światów nie będzie chętny do współpracy- odparłem z nutką kpiny, która zamajaczyła także w kąciku moich ust.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Violet Macnair
Czarodzieje

her lips were soft like winter

Wiek
21
Zawód
wróżbitka
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
0
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
19
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
13-03-2026, 15:26
Pan Macnair się zaśmiał przez jej pytanie, Violet zaś zachowała pełnię powagi, nie widziała w tym zwykłym pytaniu nic zabawnego. Nie dała tego jednak po sobie poznać, słuchała go, spoglądając w oczy nieznajomego, z uwagą, próbując wydedukować czy sakiewkę miał ciężką, czy raczej pustawą, skoro zakład pogrzebowy nie należał do niego. Życie podróżnika zazwyczaj nie wiązało się z wielkimi przychodami, lecz przygodami na pewno.
- Pracuje pan zatem jako łamacz klątw jak rozumiem? - upewniła się. Nikt nie przechwalałby się przecież znajomością ich nakładania przed kimś, kogo widział pierwszy raz na oczy. Specjalnie przywołała wówczas na twarz wyraz niepewny, jakby sama myśl o czarnej magii budziła w niej niepokój. - Mhm, rozumiem - mruknęła jedynie, gdy wyjaśnił jakie więzy krwi łączyły go z właścicielką wspomnianego zakładu; poruszyła się lekko, niespokojnie na wspomnienie imienia Augustus, które zawsze wydawało jej się jakieś znajome, lecz nie potrafiła przypisać go do właściwej twarzy. I nie miało ono w związku z tymi jakich sama znała, bo przecież nie jednemu psu na imię Burek. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że kątem oka dostrzegła małe zawirowanie w szklanej kuli.
- Mnie również - odpowiedziała od razu, uśmiechając się przy tym uprzejmie; należało dbać o dobre samopoczucie klienta, o właściwą atmosferę, w której mógł poczuć się swobodnie i przede wszystkim - mile widzianym w tym salonie. On różnił się jednak od zwyczajowych klientów wróżbitów. Po pierwsze - mężczyźni w tym salonie należeli do rzadkości, szczególnie ci młodsi jak on, bo tacy zazwyczaj uważali siebie za panów własnego losu i nie dawali wiary w sprawczość fortuny i siłę przeznaczenia. Po drugie - jeśli już się pojawiali, to wydawali się o wiele mniej pewni siebie, on zaś emanował jakąś arogancją i radością zarazem, co nie pasowało do zwykłego scenariusza takich spotkań. Nie dopytywał ani o karty tarota, ani o szklaną kulę. Właściwie wydawał się ignorować podane przez nią sposoby zdobycia odpowiedzi, sugerując, że jednak nie poszukuje wróżby - a odpowiedzi na temat przeszłości.
- Tarot mógłby dać panu wskazówki - zasugerowała Violet, kładąc dłoń na talii leżącej na stole. - Pytania muszą być jednak precyzyjne - przypomniała jedynie. Pan Macnair wydawał się szukać konkretnych odpowiedzi: tak lub nie, a wróżbita z rzadka mógł podobnych udzielić. - To pana córka? - dopytała, aby poznać więcej szczegółów. Wydawał się młody, ale nie aż tak młody, aby nie mieć gdzieś nieślubnego dziecka. W tym salonie słyszała o wiele więcej bardziej zawiłych i nieprawdopodobnych historii rodzinnych. Przez chwilę serce bilo Violet mocniej, bo sama czekała na podobną wizytę - od wielu lat święcie wierzyła, że ojciec ją odnajdzie, że sam stanie u progu Czarciego Uroczyska, to widziała we własnej wizji. - Wiele bym dała, aby i mój ojciec podjął podobne poszukiwania. Czekam na niego od lat - mruknęła, nie czekając na odpowiedź, wzdychając przy tym lekko. On wydawał się stanowczo zbyt młody, aby pasować do jej wizji. Uniosła do ust filiżankę z herbatą, aby poczuć jej smak - a nie gorycz zawodu.
- Jeśli sobie pan tego życzy, możemy spróbować wyciągnąć z niego odpowiedzi. Mam odpowiednie... przyrządy - zaproponowała, a w jej prawej dłoni znów pojawiła się różdżka; mogła je przywołać w każdej chwili, choć zawahała się odrobinę. Czarne świece nie cieszyły się dobrą sławą wśród czarodziejskiej społeczności (a przynajmniej tych, którzy o nich wiedzieli). - Ale jeśli woli pan uniknąć tego spotkania, to sugeruję, abyśmy spróbowali z kartami tarota. Możemy zaczynać?
I have three eyes. Two to look, one to see.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
20-03-2026, 14:08
Łamacz klątw – i tak, i nie chciałoby się rzec, ale szczególnie nieodpowiedzialnym byłoby chwalić się prawdziwym charakterem pracy w towarzystwie zupełnie obcej osoby. Każdy czarodziej wiedział, że nakładanie przekleństw wiązało się z czarną magią, która – oby niedługo – była zakazana, a tym samym mogła ściągnąć na barki problemy, zwłaszcza gdyby trafiło się nader prawą jednostkę.
Usługi zaklinacza cieszyły się jednak dużym zainteresowaniem – czy to na nokturnowskich alejkach, czy w bardziej hermetycznych kuluarach, ale i tam należało zachować rozwagę oraz przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa.
Rzecz jasna byli tacy, co głośno prawili o swych możliwościach i najpewniej obecnie mogą się nimi chwalić wyłącznie strzegącym ich dementorom tudzież kolegom z więziennej celi. Niekoniecznie miałem w planach dołączyć do tego zaszczytnego grona.
-Tak, zajmuję się tym zawodowo – odparłem. Czy można nazwać kłamstwem przemilczenie całej prawdy? Wątpliwe. Zresztą, jeśli miała okazać się tym, kogo naprawdę oczekiwałem, to i tak szybko przyjdzie jej zmierzyć się z moją prawdziwą naturą. Poza jedną, niewielką tajemnicą, nie zwykłem ukrywać niczego przed rodziną.
Na krótkie rozumiem pokiwałem wolno głową, nie spuszczając wzroku z jej oczu. Nie umknęło mi lekkie, bliskie niespokojnemu, poruszenie na dźwięk jego imienia, ale nie wziąłem tego za żaden pewnik wszak Augustusów chodziło po angielskiej ziemi bez liku. Daleko nie trzeba było szukać; jedna z gwiazd ex quidditcha dzieliła je z moim ojcem i choć początkowo budziło to we mnie odrazę, tak obecnie to właśnie on pierwszy przychodził mi na myśl. Kwestię rodzicieli już dawno pozostawiłem za sobą, nawet mimo tego, że poniekąd spełniałem ich – choć bardziej jego – ostatnią wolę. Pozostawało pytanie czy czyniłem to dla niego, czy dla siebie. Odpowiedź była jasna.
-Pani wie najlepiej- odparłem zgodnie z prawdą. Nie miałem żadnego doświadczenia we wróżbiarstwie, bowiem kiedy przyszło do wybrania przedmiotów o wiele silniej przemówiły do mnie starożytne runy. Przekonania wyklarowały się we przed laty i po dzisiaj zostały niezmienne. -Chyba mam coś, co może pomóc odpowiednio zadać te pytania- rzuciłem sięgając dłonią do wewnętrznej kieszeni, przewieszonego przez fotel, płaszcza. -Może skłonna byłaby pani obejrzeć to wspomnienie i zasugerować, jakie mogą przynieść najlepsze rezultaty? Wielokrotnie zanurzałem się w nim poszukując jakiś detali, czegoś charakterystycznego. Czegoś co mogłoby dać ledwie trop, nawet małą wskazówkę- trudno było nie wyczuć w mym głosie zrezygnowania. -Wszystko na nic, ślepe zaułki- dodałem rozkładając bezradnie ręce. Nie było to mądre posunięcie, bowiem przekazywałem w jej ręce jedyną pewną rzecz, ale nie czułem obaw. Znałem tamte obrazy na pamięć, więc nawet jeśli szkło miało ulec zniszczeniu, to niewiele bym stracił. Właściwie nic poza nadzieją. -Oczywiście zapłacę za poświęcony czas- upewniłem ją. Ilość galeonów nie grała roli. Podświadomie naprawdę chciałem, aby zderzyła się z tym widokiem - roześmianego dziecka unoszącego się nad mężczyzną leżącym przy brzegu, jakby przez krótką chwilę naprawdę potrafiło latać. Trzymał je wysoko na dłoniach, a promienie słońca padały na krótkie, kruczoczarne loczki i migoczącą taflę jeziora. Wyglądała na szczęśliwą, on także.
-Córka? Nie- rzuciłem wyginając wargi w lekkim uśmiechu. -Siostra- sprecyzowałem. -A zatem obydwoje na kogoś czekamy- dodałem stawiając przed nią fiolkę z błyszczącą substancją. Wymowne spojrzenie oczekiwało decyzji, lecz nie zamierzałem jej pośpieszać. Może wcale nie miała na to ochoty albo nie mogła niczego sugerować osobie po drugiej stronie.
-Niebezpieczne przyrządy?- uniosłem pytająco brew widząc jej chwilowe zawahanie. -Czekam na to spotkanie zbyt długo, aby mieć jakiekolwiek wątpliwości- powiedziałem pewnym tonem. Jeśli istniały jakiekolwiek metody, to liczyłem, że je wykorzysta – nawet jeśli wiązać się miały z magią, o której nie wypadało mówić głośno.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:39 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.