• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Dom Trzech Braci
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 16:01

Dom Trzech Braci
Na uboczu portowych doków stoi opuszczona willa znana jako Dom Trzech Braci. Jej ceglana fasada, teraz omszała i popękana, zwrócona jest w stronę szarej wody, nad którą górują zardzewiałe dźwigi i porzucone barki. Drzwi wejściowe są zabite deskami, a przez częściowo wybite szyby widać wnętrze pełne kurzu, pokruszone marmurowe schody i zawilgocone świetliki. Wokół domu rozciąga się zaniedbany ogród, w którym dawne alejki zarosły chwastami, a stara studnia z drewnianą przykrywką skrzypi przy każdym podmuchu wiatru. Mówi się, że trzej bracia – niegdysiejsi właściciele tego domostwa i marynarze – zniknęli bez śladu, a teraz duchy ich kroków wypełniają mroczne korytarze, głośno tęskniąc za morzem. Niektórzy czarodzieje z tych okolic dywagują, że owi trzej bracia to bracia Peverell, znani z legend o Insygniach Śmierci. Jak dotąd jednak nie udało się znaleźć potwierdzenia dla tych teorii, a czarodziejska społeczność raczej z przymrużeniem oka spogląda na podobne plotki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
15-11-2025, 18:24
8 kwietnia 1962

O Domu Trzech Braci krążyło setki legend. Najsłynniejszą z nich była ta, że dawni właściciele willi to bracia Peverell, ci z baśni o Insygniach Śmierci. Nie wierzyła w to za bardzo, ale nie zmieniało to i tak faktu, że sam dom był jedną z londyńskich „atrakcji” i Nylah od dawna zastanawiała się, jak wygląda z bliska. I przede wszystkim, czy ktoś willę przeklął czy wręcz przeciwnie. Propozycja Henry’ego, by sprawdzić, co znajdowało się wewnątrz, została więc przez nią przyjęta bardzo ciepło. Zresztą, co nieco ją zaskoczyło, Henry był aurorem – w towarzystwie specjalisty nawet łatwiej było się plątać w tak niespokojnych miejscach, o czym rzecz jasna na głos nie zamierzała mówić.
Pamiętała Teyssiera jeszcze z czasów Hogwarckich, wspólne treningi czy ślęczenie nad książkami do run, ale chyba o zostanie aurorem by go nie posądzała. Zresztą jak wielu innych osób nie posądzała o ich obecne zawody, więc w zasadzie nie było to żadnym wyznacznikiem. Nadal jednak nie spodziewała się, że ich ścieżki się jeszcze kiedykolwiek zetkną, zobaczenie go na tamtej… misji było zaskoczeniem. Nawet, jeśli wtedy niespecjalnie mogła o tym myśleć, mając inne rzeczy do zrobienia. A i tak wszystko poszło nie tak, jak powinno.
Zresztą mniejsza. Pomysł zbadania Domu Trzech Braci był idealnym sposobem, by skupić się na czymś innym i nie myśleć o smutnych sprawach. Oczywiście, że uciekała w pracę, ale co innego jej pozostawało? Wyżalić się w tym temacie też niezbyt miała komu, doskonale wiedząc, jak właściwie by to brzmiało. A zresztą przecież powinna być twarda. Silna i twarda, a nie rozpaczać za facetem, który podarował jej spinkę. Spinkę, z którą się zresztą nie rozstawała… Dokładnie tak, jak dzisiaj. Wygodne, acz przylegające do ciała spodnie, wyższe botki, elegancka koszula i marynarka tworzyły cały jej strój, komponując się jednocześnie z upiętymi włosami ozdobionymi grzebieniem i nieszczęsną spinką. Zresztą Nil zawsze starała się ubierać elegancko, nawet jeśli istniało ryzyko zniszczenia odzieży.
- Już jesteś. – uśmiechnęła się na widok aurora, stawiając się w punkcie spotkania perfekcyjnie punktualnie. – Długo czekasz? – z centrum Londynu do południowej jego części wcale nie było tak daleko. I nadal Nylah nie była kimś, kto kazał komukolwiek czekać. – Cześć tak właściwie. – delikatna nerwowość w głosie?
Nie była niczym dziwnym. Raczej nikt nie oczekiwał po niej, by śmierć kogokolwiek spłynęła po Black niczym po kaczce, a tak naprawdę był to główny powód, dla którego delikatnie się denerwowała. Zapewne w domu i tak niczego nie znajdą, ale to nie przeszkadzało w stresowaniu się rzecz jasna.
- Właściwie…. Czy spodziewamy się w takim razie znaleźć coś w środku? – spytała, tak luźno, w zasadzie chcąc się zwyczajnie upewnić i nastawić psychicznie na to, czego szukali. Nie zamierzała rezygnować z misji, ale mając w miarę wiedzy może zwyczajnie będzie jej łatwiej… i nie będzie musiała oglądać kolejnego ciała.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Henry Teyssier
Zwolennicy Dumbledore’a
there's no man as terrified as the man who stands to lose you
Wiek
22
Zawód
auror, poczatkujący klątwołamacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
13
10
Brak karty postaci
05-12-2025, 18:03
Opowieść o braciach Peverell wiązało się z jednym niewielu wspomnień, które Henry posiadał na temat matki - tej o zdrowych zmysłach, skłonnej do szczerego uśmiechu, o anielskim glosie, który szeptał mu do ucha kolejne słowa bajki. Słuchał ich z głową złożoną na jej kościstych kolanach, równocześnie z dziecięcą fascynacją wpatrując się w teatr cieni wyczarowany przez Helenę na białej ścianie pokoju zabaw. Miała smykałkę do naśladowania różnych głosów, rytmicznego budowania napięcia i wzniecania zachwytu w chłopięcym sercu, malując mu na twarzy wyraz najpierw ciekawości, potem zdziwienia, strachu, a potem głębokiego zaskoczenia. Wielka władza kryła się w trzech Insygniach, a Henry z jakiegoś powodu od najwcześniejszych lat szczerze wierzył w ich istnienie, nie przyjmując do wiadomości, że dla większości czarodziei była to jedynie naiwna bajka, próba wyzwania śmierci na pojedynek.
Właśnie dlatego Dom Trzech Braci od dłuższego czasu przyciągał jego uwagę. Zastanawiał się, co kryło się za górującą gdzieś pośród portowych doków, wydając się zupełnie niedopasowanym do tej dzielnicy, wyrwanym z własnego wymiaru, wrzuconym w zupełnie obce miejsce. Od posiadłości biła specyficznego rodzaju samotność - zapuszczony ogród, wybite szyby, wnętrza zniszczone czasem. Tak zresztą ostatnimi czasy jawiła mu się jego własna matka - samotna, pozbawiona energii, zamknięta w klatce własnego umysłu, opuszczona, a z tego powodu niezdolna do dawnych opowieści. Sam budynek zabawne w swych najświetniejszych czasach pełna była krzątaniny, ludzkiej obecności, przyciągając do swoich wnętrz tłumy.
Nie potrafił tak naprawdę powiedzieć, dlaczego zaproponował tę wyprawę akurat Nylah. Ich relacja przez ostatnie lata rozluźniła się niczym nieumiejętnie splecione ze sobą nici, każde z nich ruszyło we własną drogę, na spotkanie przeszłości czekającej na nich za rogiem. Wiedział, że przez lata udało jej się wspiąć po szczeblach kariery w świecie opery, jednak ogromnym zaskoczeniem był dla niego jej widok parę miesięcy temu w miejscu ogromnej koncentracji klątw, gdy ona sama przebywała tam w charakterze klątwołamaczki. Nie powinien się dziwić, w końcu niezliczoną liczbę chwil spędzili ślęcząc nad książkami w hogwardzkiej bibliotece, zgłębiając starożytne runy. To chyba zresztą przy niej zrodziła się w nim prawdziwa fascynacja materią przekleństw.
Mogła wydawać się więc odpowiednim wyborem. Sceptycyzm bił się w jego głowie z ciekawością. Sceptycyzm, bo wiedział z jakiej rodziny pochodziła i jaka siła kryła się w jej głowie, ciele, które w przeszłości niejednokrotnie wywołały u niego dreszcze. Z drugiej strony nie mógł zapomnieć wyrazu jej twarzy, gdy zobaczył ją tamtego pamiętnego dnia. Pełnego smutku, jakby jakiś ciężar spoczął jej wtedy na barkach.
- Witaj, cieszę się, że się zgodziłaś - rzekł na powitanie, posyłając jej szeroki uśmiech. - Nie tak długo, chociaż niecierpliwiłem się już od samego rana! - przyznał, zwracając wzrok ku fasadzie budynku. - Czy to nie byłoby wspaniałe, gdyby udało nam się na coś trafić? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Zmarszczył na chwilę brwi w wyraźnie głębokiego zastanowienia, jakby dopiero w tym momencie przyszła do niego myśl, którą pospiesznie wypowiedział na głos. - Ale trzymaj się blisko mnie, najlepiej za mną... Rzeczywiście nie wiemy, co tam znajdziemy. - Ruszył w stronę zarośniętego chaszczami ogrodu, równocześnie wyciągając z kieszeni różdżkę. - Dlatego najlepiej od razu sprawdzić, czy na terenie posiadłości kryje się jakaś niespodzianka. Sensorem Malum - wypowiedział zaklęcie pewnym głosem, wpatrując się z wyczekiwaniem w przestrzeń.

Rzut kością tutaj - rzut na zaklęcie udany (próg 65 - wynik rzutu: 86)
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-12-2025, 18:24
Różne legendy i opowieści o Domu Trzech Braci krążyły wśród mieszkańców dzielnicy portowej i nie tylko. Opuszczony budynek nie cieszył się jednak dobrą sławą, większość tych opowieści podszyta była strachem i czarną magią; dzieci przestrzegano przed przekraczaniem progu tego miejsca dla ich własnego dobra, a i wielu dorosłych lękało się to uczynić. Co jeśli był przeklęty? Niektóre opowieści obiecywały skarby i tajemnice, pozostawione przez tajemniczych marynarzy, lecz czy odkrycie sekretów było warte ryzyka?
Henry i Nylah postanowili je podjąć. Śmiało przekroczyli próg domu, aby spenetrować jego wnętrze i odkryć sekrety, stanąć naprzeciw wyzwaniu. Rzekomemu wyzwaniu. O ile istniało jakieś wyzwanie. Rzucone przez Teyssiera zaklęcie nie wykazało bowiem nic. Ani śladu czarnej magii, ani klątwy, ani niczego innego. Czarodziej był pewien, że rzucił je poprawnie, a wokół znajdowały się jedynie stare skrawki energii magicznej - lecz czystej, nieskalanej ciemnymi mocami. Równie dobrze mogło to być rzucone Alohomora. Może opowieści były tylko miejskimi legendami?
Nie zauważyli jednej rzeczy - a może raczej stworzenia, które w wielu budziło ogromny lęk i przyprawiały o drgawki. Wyjątkowo wielki zyzuś tłuścioch opuszczał się powoli na swojej nici nad głową Nylah, w pewnym momencie zadrżał i spadł na jej głowę. Czarownica poczuła łaskotanie na policzku, gdy pająk przebiegał po jej twarzy i zaraz pod szatą, znalazł on bowiem schronienie za jej kołnierzem.

Mistrz Gry nie kontynuuje interwencji.Violet Macnair
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
30-12-2025, 17:35
Insygnia Śmierci były legendą, bajeczką powtarzaną dzieciom, chyba tylko jako dość mocny przekaz, że dobro zawsze zwycięża. Czy coś. A jednak kiedy nie tak dawno porządkując lektury w swoim gabinecie na Grimmauld Place 12 trafiła na „Baśnie barda Beedle’a”, to nie mogła wyrzucić z myśli Insygniów. Nie, żeby zaraz chciała kogoś wskrzeszać, nawet jeśli na chwilę taka myśl postała jej w głowie. A może właśnie chciała? Czasem nie poznawała sama siebie prawdę mówiąc.
Ale właściwie kim by była, gdyby odmówiła takiej przygodzie? Może i jej relacje z Henrym zdążyły się nieco rozluźnić, nawet nieco bardzo, ale kiedyś się przyjaźnili w końcu. Pamiętała wspólne posiadówki w bibliotece, pod czujnym okiem bibliotekarki. I doskonale pamiętała minę Teyssiera, gdy zobaczył ją tamtego pamiętnego dnia jako jednego z klątwołamaczy. Zapewne tam jej się w ogóle nie spodziewał, pewnie zdaniem Henry’ego – i nie tylko jego – jej miejsce wcale nie było wśród klątw i innych niebezpieczeństw. Czasami nawet była skłonna przyznać im rację, ale mimo to właśnie jej zaproponował wyprawę do rzekomego domu Peverellów.
- Wiesz dobrze, że nie odmówiłabym sobie takiej wyprawy. – uśmiechnęła się szerzej. – Nie wszystkie rzeczy się zmieniają, Henry. – dorzuciła całkiem niewinnie i być może nawet dwuznacznie. Ale przecież taka już była, prawda? – Ooooo tak. Miałabym potem zajęcie próbując pozdejmować klątwy. – oczy jej się zaświeciły na samą myśl. Może i była ciut bardziej powściągliwa, ale błysk oczu jasno wskazywał, że sama się niecierpliwiła na taką myśl. Chciała coś znaleźć, nawet bardzo chciała.
- Na brodę Merlina… Potrafię o siebie zadbać. – przewróciła oczami z lekkim wyrzutem, gdy kazał jej się trzymać za swoimi plecami. Czy ona wyglądała na damę w opałach? Potrafiła się bronić. Powiedzmy. No ale tego już mu mówić nie zamierzała, nawet jeśli to on z ich dwójki miał tu lepsze przeszkolenie bojowe. Auror, no proszę proszę. Chyba bardziej spodziewałaby się po nim konkurencji w postaci łamania klątw, a tu takie buty.
W wyrazie totalnego buntu ruszyła tuż obok niego, choć trzeba jej przyznać, że nawet wtedy potrafiła pomyśleć nad tym, co robi. I nawet, jeśli szła obok, to mimo wszystko na tyle blisko, by w razie czego faktycznie móc schować się za plecami mężczyzny. Co przy jej wzroście nawet nie było aż tak trudną sprawą.
- Miejmy nadzieję, że nie. W sensie… nie chciałabym spotkać tam żadnych czarnoksiężników. – przyznała uczciwie. Co innego przeklęte artefakty, te nie atakowały z reguły, jeśli się ich nie naruszyło w jakiś sposób. Ludzie byli dużo bardziej skomplikowani i do tego nieobliczalni.
Dlatego bez zbędnych komentarzy poczekała, aż Henry rzuci swoje zaklęcie i wtedy weszli do środka ewidentnie zakurzonego i opuszczonego domostwa. Dom jak dom prawdę mówiąc, minus kurz i widoczne pajęczyny. Uuuuuh, korciło ją okrutnie potraktowanie pomieszczenia zaklęciem czyszczącym, ale się powstrzymała. Chciała nawet coś powiedzieć, ale wtedy poczuła nagle łaskotanie na policzku i kątem oka dostrzegła paskudnego pająka, który przebiegł po jej twarzy. I zniknął pod koszulą. Pisk, który wydobył się z ust, rozbrzmiał echem po całym domu, w ślad za nieco spanikowanymi krzykami Nil.
- Zabierz to paskudztwo ode mnie! – gwałtownie zaczęła ściągać marynarkę, na tyle gwałtownie, by rozpiąć przy okazji górne guziki koszuli. – Błagam cię, zabierz go…!
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Henry Teyssier
Zwolennicy Dumbledore’a
there's no man as terrified as the man who stands to lose you
Wiek
22
Zawód
auror, poczatkujący klątwołamacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
13
10
Brak karty postaci
13-01-2026, 18:11
Może chodziło o zew przygody i naiwne przekonanie, że jeśli tylko wykaże się odpowiednim zacięciem i ambicją, uda mu się odkryć i zbadać miejsce, które na zawsze zmieniłoby postrzeganie otaczającego świata. Żałował, że jeszcze nie było mu dane wykazać się w roli aurora, czy też pomocnika Dumbledore’a. Z racji wieku był posyłany raczej do prostszych, mniej inwazyjnych i zagrażających życiu zadań. Był tym rozczarowany, wręcz rozgoryczony - kiedy miał przyswoić sobie najtrudniejsze aspekty wykonywanego zawodu, jeśli nie właśnie w okresie całkowitej sprawności, zarówno cielesnej jak i umysłowej?
Może dzisiejsza wycieczka była wyrazem, znowu nieco infantylnego, buntu.
- Pewne rzeczy i owszem… nie. Ale nawet sobie nie wyobrażasz mojego zdziwienia, gdy zobaczyłem cię tamtego dnia… - rzekł z nagłym ożywieniem, posyłając jej nienachalne acz głęboko zaciekawione spojrzenie. - Myślałem, że pragniesz skupić się przede wszystkim na śpiewie. - Uśmiechnął się zawadiacko, ciesząc się, że podzielała jego entuzjazm. Zacierał wręcz z niecierpliwości ręce. Przewrócił teatralnie oczami, gdy obruszyła się jego nadmierną troskliwością. W gruncie rzeczy to rozumiał, w dokładnie taki sam sposób traktowali go starsi aurorzy, już nie wspominając o kuzynie, który wydawał się zawsze mieć na niego baczne oko.
Rzucenie zaklęcia wyszło mu całkiem gładko, nie musiał się nawet specjalnie wysilać czy skupiać. Poczuł lekkie rozczarowanie, gdy zrozumiał, że inkantacja nie wykryła w pobliżu żadnych przeszkód. Powinien być zadowolony, nie groziło im żadne niebezpieczeństwo, liczył jednak chociaż nad odrobinę adrenaliny, przyspieszone bicie serca, czy pozornie uczucie, że serce za moment zupełnie podejdzie mu do gardła.
- Wychodzi na to, że niczego nie musimy się obawiać - powiedział w końcu, wzruszeniem ramion maskując frustrację. Na moment sposępniał. Popchnął drzwi wejściowe, tę zaskrzypiały zachęcająco - nie miał wątpliwości, że zaklęcie wyszło mu idealnie, tliła się w nim jednak nadzieja, że mimo wszystko uda im się odkryć coś ciekawego. Rozglądał się po wnętrzach, wodził wzrokiem po schodach prowadzących na piętra, z wciąż lekko naburmuszoną miną chłopca, któremu odebrano ulubioną zabawkę. Z zamyślenia wyrwał go nagły pisk dziewczyny. Serce jednak na moment podeszło mu do gardła.
- Co się stało? - przyskoczył do niej, był tak zajęty roztrząsaniem własnego rozczarowania, że przegapił moment, w którym pająk zniknął za jej kołnierzykiem. - Paskudztwo? Jakie paskudztwo? - Co przegapiłem? Oczy rozszerzyły mu się w zaskoczeniu, gdy Nyl zaczęła bezceremonialnie ściągać z siebie kolejne warstwy ubrania. Stał tak wpatrzony w ten nagły spektakl, nie bardzo wiedząc jak się zachować. Przeszedł wiele szkoleń, wiedział jak zachowywać się na miejscu zbrodni, w jaki sposób skutecznie podążać za uciekinierem. Nikt jednak nie powiedział mu w jaki sposób opanować roztrzęsioną dziewczynę. Tym bardziej, że naprawdę nie zorientował się z czego wynikała tak gwałtowna reakcja. Czy posiadłości jednak udało się rzucić na nią jakiś urok? - Uspokój się! - Otrzeźwiał w końcu i zwrócił się do koleżanki nieco ostrzej niż zwykle, próbując jednak przywrócić jej spokój. - I powiedz jak mogę ci pomóc.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
24-01-2026, 19:30
W takich buntach mogła mu towarzyszyć zawsze. Raz, że miała świetne towarzystwo, bo mimo wszystko przecież nadal lubiła Teyssiera. Doskonale przecież pamiętała ich współpracę w Hogwarcie i czemu by jej nie przenieść na aktualne zawodowe poziomy? Rzecz jasna bez tych dodatków, które odbywały się za czasów szkolnych. Teraz już nie wypadało robić takich rzeczy i w zasadzie nawet nie chciała.
- Cóż, śpiewanie to moja druga pasja. – roześmiała się krótko, w bardzo płynny sposób. Zbyt płynny. Zawsze tak robiła, kiedy zręcznie omijała całą prawdę, skupiając się jedynie na pewnych jej aspektach. Bo lubiła śpiewać i robiła to dobrze, to była prawda. Ale, mimo wszystko, łamać klątwy lubiła dużo, dużo bardziej, ale nie mogła, bo takie było życzenie głowy rodu. Bo przehandlowała swoją wolność, by móc łamać klątwy po prostu jako hobby, bo przecież pannie Black nie wypadało tak ryzykować. Powinna siedzieć w domu i zajmować się kobiecymi zajęciami, resztę zostawiając mężczyznom. Wspaniałe życie, nie ma co. Musiała z niego korzystać, zanim dojdzie do ślubu. Bo kto wie, kim jest jej narzeczony i jakie piekło zrobi jej z życia.
- Ale nie martw się, sama byłam zaskoczona na twój widok. – posłała mu szeroki uśmiech, tym razem dużo bardziej szczery i bez zawoalowanego drugiego dna. – Chyba po prostu nie spodziewałam się, że zostaniesz aurorem. Myślałam, że zostaniesz łamaczem klątw, jak ja. – ciekawiło ją, czemu wybrał taki właśnie zawód, miała nadzieję, że uszczknie trochę tajemnicy i zdradzi jej, co go do tego przywiało. I że nie będzie miał jakiegoś większego problemu, by ewentualnie kontynuować z nią tę współpracę na gruncie zawodowym.
- Z jednej strony to dobrze, z drugiej… Może zaklęcie nie obejmuje całego wnętrza? – chciała pocieszyć trochę Henry’ego, widząc zawód na jego twarzy. W sumie… też była trochę zawiedziona. Liczyła na jakieś solidne klątwy albo uroki, albo chociażby jakiś zaklęty przedmiot, który mogłaby potem studiować wieczorami. A tu nic.
No, prawie nic. Chyba wolała jednak czarnoksiężników, których można byłoby walnąć jakimś urokiem niż cholernego pająka, który wleciał jej pod koszulkę! Henry natomiast w pełni pokazał swoją użyteczność. Wszyscy aurorzy byli tak użyteczni, czy tylko jej się trafił jakiś wadliwy egzemplarz? Zamiast pomóc jej z pająkiem ten… khem… tylko się patrzył jak cielę na malowane wrota. Co jej, dziewczyny w staniku nie widział…? Bowiem Nylah zdążyła już rozpiąć bluzkę na tyle, by było widać kawałek bielizny, zazwyczaj niepokazywanej komukolwiek obcemu.
- Zabierz ze mnie to cholerstwo! – wrzasnęła z totalnym wyrzutem, kiedy jak skończony ćwok zaczął się dopytywać, zamiast pomóc. – Wlazło mi za koszulę! – aktualnie skromność przegrywała sromotnie z chęcią pozbycia się pająka. Henry jednak mógł być pewny, że prędzej czy później Nil wypomni mu tę sytuację i zagapienie się na nią. Zresztą w innym wypadku pewnie zamieniłaby to w lekki flirt, ale to był jeden z tych nielicznych momentów, gdy bardziej skupiała się na pozbyciu zagrożenia.
A wszystko dlatego, że jeden z jej kuzynów kiedyś hodował pająki w pudełku na strychu i szukając czegoś zrzuciła całość na siebie.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Henry Teyssier
Zwolennicy Dumbledore’a
there's no man as terrified as the man who stands to lose you
Wiek
22
Zawód
auror, poczatkujący klątwołamacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
13
10
Brak karty postaci
07-02-2026, 10:03
Pamiętał, że w szkole zawsze mógł na niej polegać, ufał jej osądowi i zdolnościom, może ich ścieżki splotły się więc ponownie nie tak zupełnym przypadkiem.
Rzucił jej kątem oka uważne spojrzenie, wyczuł, że jej słowa miały w sobie wiele znamion półprawdy. Nie dostrzegał w nich kłamstwa, ale zrozumiał, może przez ten zbyt teatralny śmiech, że nie mówiła mu wszystkiego. Nie mógł jednak czynić jej z tego powodu żadnych wyrzutów, przecież nie byli już tak blisko jak kiedyś. Nie musiała się przed nim otwierać tylko dlatego, że razem zawołali ahoj, przygodo i wybrali się na wspólne badanie zastygłej w przeszłości posiadłości. Ubzdurali sobie przy tym - a na pewno on tak zrobił - że znajdą tutaj coś niezwykłego. Zapowiadało się jednak, że wcale do tego nie dojdzie.
- Masz rację. - Uśmiechnął się. W gruncie rzeczy umiejętnie odbiła w jego kierunku piłeczkę. On miał jakieś ograniczone wyobrażenia na jej temat, bo wydawało mu się, że śpiew będzie dla niej zawsze na pierwszym miejscu, a jej nie przyszłoby do głowy, że zdecyduje się na bycie aurorem. - Wcale tak bardzo się nie pomyliłaś. Jestem teraz na ostatnim roku stażu aurorskiego, ale równocześnie przechodzę kurs na łamacza. Zawsze byłem ambitny. - Posyła jej szelmowski uśmiech, mrugając do niej. - Ścieżka aurorska wydawała mi się bardziej wszechstronna. Poza tym… Zawsze wydawało mi się, że zwalczanie przejawów czarnej magii to coś, co powinienem robić. - Skrzywił się lekko, myśląc o matce zamkniętej w murach św. Munga. Chodzący - choć raczej snujący się - dowód na to, że z czarnomagicznymi klątwami należy walczyć. Ale i na nie uważać, Nie życzył nawet najgorszemu wrogowi życia w podobnym napięciu. Matka była niczym figura woskowa, z którą nie miał większego kontaktu. Od najmłodszych laty czul się jak sierota, uczucie wzmocnione jeszcze bardziej po zniknięciu ojca.
- Pewnie jest w tym trochę prawdy, chociaż mój czar wydał mi się na tyle mocny, że wątpię, aby w tych murach kryło się jakieś niebezpieczeństwo - odparł, nie kryjąc rozczarowania. Ale nie żałował, że się tutaj wybrali. A w każdym razie tak mu się wydawało, dopóki chwilowej ciszy nie przerwał piskliwy krzyk dziewczyny. Naprawdę nie wiedział, co powinien robić. Spoglądał na nią z rozdziawionymi w zdziwieniu oczami, oczy zamieniły się w spodki. Posiadał pogłębioną teorię na temat tego jak konfrontować się ze złoczyńcami, nie mógł dać się pokonać nie szkodliwemu stworzeniu o sześciu nogach! Jej paniczna prośba w końcu go otrzeźwila.
- Spokojnie - Zebrał się w sobie i doskoczył do dziewczyny. - Przestań się wiercić i pozwól mi rzucić okiem - rozkazał, chwytając dziewczynę za ramiona i spoglądając jej w oczy. Pewnie sięgnął do kołnierzyka koszuli i zanim odchylił go nieznacznie, aby móc rzucić okiem pod cienki materiał, posłał jej pytające spojrzenie. Nie chciał, żeby oskarżyła go potem o jakieś niecne zamiary. - Im bardziej będziesz się kręcić, tym niżej uda mu się dotrzeć - stwierdził rzeczowo, tłumiąc uśmiech, bo cała sytuacja wydała mu się nagle całkowicie komiczna. - Chyba, że wolisz zrzucić z siebie całe wierzchnie okrycie? Może po prostu się odwrócę i dam ci chwilę? - dodał żartobliwie, nieco ją prowokując.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
2 godzin(y) temu
Zwyczajnie nie była pewna, jak wiele mogłaby mu powiedzieć. W Hogwarcie było zupełnie inaczej, nie musiała aż tak uważać na słowa, nie musiała się aż tak pilnować. Teraz musiała się pilnować, by nie zrobić czegoś, za co pozbawiono by ją i tej malutkiej namiastki wolności. Dlatego tak lubiła dawne wyjazdy do Francji, tam mogła szaleć po swojemu.
Tutaj czasem też mogła, ale nie do końca. Najważniejsze było to, że stała teraz tutaj, w miejscu, po którym chyba jednak spodziewała się większej ilości niebezpieczeństw. Nie było ich, ale co ma wisieć nie utonie – jak nie dzisiaj, to zapewne za jakiś czas się uda. I była to doskonała okazja na to, by chociaż trochę odbudować dawną przyjaźń – naprawdę nie miałaby nic przeciwko częstszym kontaktom z Henrym. Lubiła dawną współpracę z nim i była bardzo ciekawa, czy uda im się współpracować tak dobrze jak dawniej.
- Ambicja to coś, co się ceni. – odpowiedziała szerokim uśmiechem. – Nie wiem, czy uda ci się to pogodzić, ale prawdę mówiąc życzę ci naprawdę szczęścia. – przymrużyła oczy radośnie. – Ale wiesz, pamiętaj o mnie trochę. – puściła mu oczko. – I jak będziesz miał jakieś zlecenia na złamanie klątw, to podrzuć mi coś czasem w tajemnicy. – oczywiście żartowała sobie, pewnie jako auror i łamacz klątw będzie miał ciekawsze rzeczy, niż pamiętać o dawnej koleżance z Hogwartu. Ale zaproponować zawsze mogła, a nóż widelec się uda. Zwłaszcza, że klątwy były skomplikowaną sprawą. Tak samo zresztą jak czarna magia, niebezpieczna, a jednocześnie kusząca tak wielu. Zapewne jako auror musiał mieć mnóstwo roboty. Znów pozazdrościła mężczyźnie tej wolności, której ona sama nie miała.
- Jestem pewna, że będziesz sobie doskonale radził w zwalczaniu czarnej magii. – powiedziała łagodnie, bo samo to skrzywienie Henry’ego mówiło jasno, że mogło to być osobiste. Jak bardzo osobiste wiedzieć nie mogła, ale też nie chciała pytać. Chyba dlatego, że to wymagałoby rewanżu z jej strony.
A ten utonął w momencie, gdy potrzebowała pozbyć się paskudnej kreatury, jaką był pająk, a pomocy ze strony Teyssiera nie było ani trochę. Posłała mu pełne morderczej ponurości spojrzenie, ale posłusznie przestała się wiercić. Może miał rację, ale tylko może.
- Już stoję… – zasyczała, próbując się nie wiercić, gdy to cholerstwo krążyło pod ubraniem – wprawdzie pająk był jeden, ale aktualnie czuła, jakby przynajmniej cztery łaziły po jej ciele pod bluzką. – Aktualnie czuję, jakby przynajmniej pięć po mnie łaziło. Nie zamierzam informować, w jakich miejscach. – naprawdę miała ochotę palnąć go przez łeb. Zwłaszcza, gdy zaczął ją prowokować.
- TY! – zatchnęło ją na taką bezczelność, a jakby na to spojrzeć, w gronie bliskich przyjaciół nie była trudna do sprowokowania. Dlatego nie odpowiedziała nic, za to bluzka w ciągu sekund wylądowała na ziemi – Nylah nawet nie rozpinała guzików, zwyczajnie zdjęła ją przez głowę, ukazując całkiem elegancki stanik.
- Teraz go znajdź, zamiast się na mnie gapić! – zresztą to wcale nie tak, że nie widział jej bez ubrań, ale to było w końcu dawno temu.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:13 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.