• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Boisko quidditcha
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-10-2025, 12:38

Boisko quidditcha
Rozległe, owalne boisko znajduje się na błoniach. Drewniane trybuny wznoszą się wysoko, umożliwiając doskonały widok na całe pole gry. Na ziemi wyrysowane są linie i trzy ustawione po obu stronach pętle do zdobywania punktów. Tutaj odbywają się treningi drużyn poszczególnych domów i oficjalne mecze, które przyciągają tłumy uczniów. Boisko otacza wiatr i echo krzyków kibiców, a w powietrzu niemal zawsze unosi się ktoś na miotle. To serce sportowych emocji w Hogwarcie, gdzie rywalizacja łączy się z magią latania i dumą z własnego domu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Anastasiya Trubetskoy
Czarodzieje
si tu n'existais pas déjà
je t'inventerais
Wiek
29
Zawód
utrzymanka i matka
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
5
10
Brak karty postaci
Wczoraj, 23:50
30 kwietnia, późny wieczór
Konsternacja mieszała się z pewnością, duma ― ze wstydem; pąs samolubnego zadowolenia wykwitł na twarzy wraz z zaczerpnięciem świeżego powietrza, którego stanowczo zażądała tuż po mimowolnym opuszczeniu Wielkiej Sali. Mimowolnym, bo wyjątkowo nią dziś przejęty i zainteresowany eks ― zwany zamiennie świnią, dupkiem, niedoszłym-obecnym narzeczonym, w końcu też miłością jej życia ― niepytany wyrwał ją z objęć Vincenta, pozwalając sobie na farsę, która bynajmniej jej dziś nie bawiła.
Bo przyszła tu, do cholery, tego jednego dnia w roku, poczuć się na powrót silną i niezależną, chwilowo zapomniawszy o kryzysach, które raz to podniecały ją, by wkrótce doprowadzić do żałosnego szlochu; bo przyszła tu, do cholery, tego jednego dnia w roku, nie jako czyjaś matka, kochanka, służebnica czy sprawczyni cudzych marzeń, lecz przede wszystkim wolna kobieta. Niespętana zobowiązaniem, niespętana złudzeniem, niewinnie tylko odkrywająca życie na nowo ― tak jak zasugerowała jej Tonia, tak jak niemo przytakiwała Varya i kilka, co najmniej, szczerze dla niej życzliwych koleżanek.
A on, jakże egoistycznie i samolubnie, musiał to wszystko zaprzepaścić ― wyłącznie z racji swojego kapryśnego widzimisię, wyłącznie z bliżej niezrozumiałego dla niej grymasu zazdrości, której nigdy przedtem względem niej nie okazywał.
A on, jakże kłamliwie i paskudnie, nie dotrzymał słowa danego jej z początkiem marca, raz po raz racząc ledwie błahą korespondencją, momentami ubliżającą jej jakąś brzydką perfidnością, by ni z tego i owego nagle obdarować ją pamięcią o jej urodzinach, albo zaskakującym poczuciem odpowiedzialności za los jej i ich syna. Jego sowa przynosiła wszakże ostatnio coraz to częściej sakiewki wypełnione galeonami, jego sowa raczyła nawet donosić mniej lub bardziej przychylne odpowiedzi na jej listy; przy tym jednak nie odwiedził ich obydwojga przez ostatnie dwa miesiące nawet raz, przy tym formalnie nie przypominał w żadnym stopniu mężczyzny, jakim obiecał jej wtedy być ― ale rozumiała dlaczego, rozumiała to lepiej, niż zechciałaby głośno przyznać.
Bo przecież nie sposób oczekiwać kochania od kogoś, kto nie znał jego definicji; bo przecież nie miała prawa widzieć w nim kogoś, kim nigdy miał się nie stać; bo przecież nie był wówczas sobą, tak znamiennie omamiony urokiem, upojną nocą, a może i nawet prozaiczną wygodą przygotowanej przez nią kolacji.
― Dumny z siebie jesteś? ― rzuciła bez zwłoki, puściwszy jego dłoń w pierwszym amoku złości, że znowu ktoś inny zdecydował za nią; intensywne perfumy rozniosły się w powietrzu jako ta przyjemna mgiełka, oczy świeciły jasno, choć z wyraźną iskrą, a krok prowadził ich dynamicznie naprzód, bez jasno określonego celu, nawet jeśli szpilki jej butów zapadały się nieco w zawilgotniałej od wieczornej rosy ścieżce. ― Ten jeden raz chciałam się zabawić, ten jeden raz chciałam się oderwać od tego wszystkiego ― kontynuowała, chwilowo nie dając mu nawet dojść do słowa ― nawet jeśli w głębi ducha rzeczywiście czekała, by usłyszeć, co odkrywczego miał jej tym razem do powiedzenia. Podobno się zmienił? Nazwał ją tam, w tłumie, kochaniem? ― Następnym razem, zamiast robić sceny i psuć mi wieczór, znajdź jaja, by mnie z wyprzedzeniem zaprosić... Chociaż ty przecież wolisz machać nimi przed twarzami tych swoich kurewek! ― W końcu fasada elegancji pękła, a jej rozgniewana twarz ― w swych rysach kojarząca się teraz już nie tyle z nieludzkim pięknem, co budzącym grozę cieniem harpii ― obróciła się wreszcie w stronę tej męskiej. ― Właściwie to nieistotne, naprawdę ― stwierdziła nagle, gniew przeistaczając w obojętność, a może raczej bezradność ― bo od emocji zakręciło się jej w głowie, bo od wysiłku przed oczyma wykwitły nagle mroczki, a ona zbladła wyraźnie. Dłonią wsparła się o jego ramię, po prawdzie po to tylko, by nie stracić równowagi, nim nie przemówiła ponownie:
― Twoje sceny, twoje kurewki, twoje pieniądze przesyłane w dowód łaski... Nie mam już na nie siły ― zawyrokowała ciszej, biorąc głębszy oddech, a potem obracając się wokół własnej osi. Plecami do niego, byleby tylko nie patrzeć mu w oczy, gdy nadejdzie zatrważający wyrok.
― Poluzuj mi gorset w sukni, słabo mi... ― i tu głos zadrżał, by wzmocnić się pozorem tylko na chwilę ― Jestem z tobą w ciąży, znowu. Ale tym razem nie zamierzam czekać na twoją obecność po drzwiami. Jeśli twój plan na najbliższe miesiące to dalej bycie nieobecnym sponsorem, to jutro po tym dziecku nie będzie już śladu. Nie potrzebuję kolejnego syna, który będzie pytał, dlaczego ojciec woli od niego własne rozrywki ― wymamrotała, palcem ocierając z kącika wzbierającą się tam łzę.
I choć nie chcę tego robić, tak nie zniosę już więcej, że ciebie przy mnie nie ma, ugrzęzło w krtani głuche i niewypowiedziane; bo na to wyznanie najzwyczajniej w świecie bynajmniej dziś nie zasługiwał.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 22:05 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.