• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 15 viii 1960 | sinking into the sand
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Igor Karkaroff
Śmierciożercy
his eyes are like angels
but his heart is cold
Wiek
24
Zawód
przedsiębiorca, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
14
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
15
4
Brak karty postaci
01-01-2026, 21:35
sinking into the sand
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Igor Karkaroff
Śmierciożercy
his eyes are like angels
but his heart is cold
Wiek
24
Zawód
przedsiębiorca, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
14
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
15
4
Brak karty postaci
02-01-2026, 00:38
― Zasnęłaś? ― odezwał się wreszcie po chwili dłuższego milczenia, po mętnym śledzeniu wzrokiem chmur układających się w nieregularne kształty; spomiędzy nich znowu wyjrzały promienie słońca, znowu ostro i nachalnie uderzyły ciepłą skórę, tą jej i tą jego. Historycznie upalne lato z wolna chyliło się ku końcowi, ale wskazywała na to wyłącznie umowna data, wyciągnięta ze zwyczajów kalendarza ― bo woda u tutejszych wybrzeży nie przestawała cieszyć kojącym chłodem, bo złota łuna niezmiennie kolorowała ich jasnym brązem łagodnej opalenizny. Przeciwsłoneczne okulary zsunęły się nieznacznie z nosa, a głowa spoczywająca na wilgotnawym ręczniku obróciła w jej kierunku; szare oczy natrętnie przyglądały się twarzy skrytej za złożonymi ramionami ― na ich szczycie, włącznie z plecami i odkrytymi pośladkami, dalej majaczyły ziarenka przyklejonego nieznośnie piasku. Sam czuł go też we włosach i na twarzy, pomiędzy palcami i chyba nawet na ustach; błogość nic nierobienia ― czy raczej nadchodząca doń wizja, że życie miało mu ją w końcu bestialsko odebrać ― kąsała jednak silniej od sypkiej skały, niechlubnie psując tę rajską fatamorganę pierwszych, angielskich wakacji.
Wakacji naznaczonych zasłużonym urlopem i możliwością ciekawskiego zwiedzania kątów nowego kraju.
Kraju, który nijak należał do niego, zwykle będąc ledwie ponurą wysepką pogranicza ― znacznie to chłodniejszą i bardziej deszczową od ojczystej Bułgarii, zarazem cieplejszą i bardziej nizinną od pozostawionej za plecami Norwegii. Doglądał w tym jakiejś bylejakości, mizerności, może i nawet brzydoty, bynajmniej nie siląc się proste słowa adoracji ― tej plaży, tego miejsca, tej okolicy. Potrafił jednak docenić ją, w całej ozdobności młodzieńczego oraz wysportowanego ciała, w całym uroku dziewczęcego uśmiechu i tego, o czym życzyła sobie mu opowiadać; w całej banalnej oszczędności tej niezobowiązującej znajomości i jej pogodności ducha, w której niekiedy odnajdywał też znajome dziedzictwa specyficznej melancholii. Niemalże jakby cieszyła ich i zarazem smuciła doraźność ciepła tego piasku, tej rozmowy, tej okoliczności; niemalże jakby odpowiadała im, a jednocześnie wprawiała w bliżej nienazwany niepokój, ta symboliczna anonimowość, w brzmieniu której naprawdę dobrze znali tylko swoje imiona i rysy oblicz.
― Peggy, nie śpij ― zarządził mrukliwie, natrętnie, choć bez zbędnej siły, wciskając własny palec wskazujący we wcięcie w kobiecej talii; zaraz jednak odpuścił, dłonie zajmując poszukiwaniem leciwego, pojedynczego bodaj, papierosa, a wraz z nim ― schowanej gdzieś pomiędzy stertą ubrań różdżki. Skromny płomień rozżarzył wkrótce jego końcówkę, leniwy wdech i długi wydech objawiły pojedynczą konstatację:
― Mówiłaś, że ciąży na tobie klątwa, a ja... trochę się na nich znam ― przyznał niby od niechcenia, tonem znowuż lekkim i swobodnym, jakby wyjątkową trywialnością było, że los odnalazł ich na tym jednym wybrzeżu, wypluwając przy okazji kilka to faktów z ich życiorysów. O oblekającym jej osobę przekleństwie wspomniała mimochodem już z początku, bez szczegółów ni konkretów, przy drinku drugim lub piątym, nie sposób powiedzieć; wtedy też, po prawdzie, godziła się na jego zaloty, przy tym wyraziście wyznaczając granice, których nie powinna była przekraczać. Deklarację tę poniekąd złamała, oglądając go tu dziś po raz kolejny, jemu dając zaś coraz to więcej siebie. On nie był jej w tym dłużny, prosząc znowu, pytając częściej, interesując się tym, czym być może nie powinien był się interesować. ― Może mógłbym ci z tym jakoś pomóc ― zwerbalizował w końcu to, co od dłuższej już chwili cisnęło się na język; kiep fajki przepadł zaraz w którejś z wydm, dym rozproszył się w powietrzu, przynosząc z powrotem zapach morskiej bryzy, a on ― niemo, choć w jawnym oczekiwaniu ― nastrajał się już na to, co winna mu była zdradzić. Z jakiegoś powodu uznawał, że zdążył sobie już na ten sekret zasłużyć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Margaret Davies
Czarodzieje
Blackbird, fly
Into the light of the dark black night
Wiek
21
Zawód
ścigająca Os z Wimbourne
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
4
9
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
14
24
Brak karty postaci
15-02-2026, 00:14
– Yhm – mruknęła nieświadomie w odpowiedzi. Dawno nie czuła się tak błogo jak na tej plaży. Słońce otulało ją ciepłymi promieniami, których wciąż nie miała dość. Na co dzień blade ciało, przyzwyczajone do smutnej szarości brytyjskiego nieba, łaknęło tego ciepła na zapas, obawiając się, że tak piękna pogoda już więcej nie wróci. Nie przeszkadzało jej żadne ziarenko piasku przyklejone do rozgrzanego ciała. W połączeniu z kojącym szumem fal drzemka była nieunikniona. Maragret odpłynęła myślami gdzieś daleko poza wybrzeże, ale nie była w stanie uchwycić niczego konkretnego. Sceny były niejasne i rozmazane, jakby nawet jej umysł postanowił dzisiaj zwolnić i nie dawał rady podsunąć porządnego snu. W tych migawkach czasem pojawiała się twarz Igora, wpatrująca się w nią z przenikliwością szarych tęczówek – znajomość nowa i ekscytująca, dokładnie taka, jaką powinno się zawierać na wakacjach. Miała nie przetrwać próby czasu i Margaret wcale nie było z tego powodu przykro, bo właśnie ulotność dodawała tej relacji smaku. Nie musiała się za bardzo starać i udawać kogoś kim nie jest – albo wręcz przeciwnie, mogła stać się dosłownie każdym – skoro i tak ostatecznie mieli się rozejść i nigdy więcej nie spotkać.
–Już, już, nie śpię… – próbowała po omacku strzepnąć z siebie palec, który natarczywie wciskał jej się w talię. Wzięła głęboki wdech, jeszcze przez chwilę pozwalając sobie na bezczynne leżenie, jeszcze tylko sekundkę, zanim otworzyła oczy. Obróciła się na bok, z zainteresowaniem przyglądając się Igorowi, wędrując rozleniwionym spojrzeniem za papierosowym dymem wypuszczanym z ust. Ta błoga chwila mogłaby trwać dłużej, gdyby nie postanowił uciąć jej krótkim pytaniem, precyzyjnie trafiając w czuły punkt. Żałowała tych wypitych drinków, które zanadto rozwiązały jej język. Nie lubiła o tym opowiadać, nie dzieliła się tym nawet z najbliższymi, a co dopiero z nowo poznanym mężczyzną. Usiadła, poprawiając biustonosz, który nieznacznie się przesunął podczas snu. Zabrała ze sobą kilka strojów kąpielowych, żeby codziennie móc występować w innym – dzisiaj postawiła na elegancką dwuczęściową biel z podwyższonym dołem, żeby mimo wszystko nie zdradzać za dużo.
– Tak? A gdzie się na nich poznałeś? – Zapytała, szukając w wiklinowym koszyku okularów przeciwsłonecznych. Być może złamała niepisaną zasadę anonimowości, dopytując go o ten fakt z życia, ale wygodniej było przesunąć ciężar tej rozmowy na niego. Tym razem była trzeźwa i miała zamiar się pilnować, żeby nie zdradzić mu za dużo. Nie była jeszcze tak szalona, żeby powierzać klątwę – a więc całe swoje życie – w ręce kogoś obcego. Bo co jeśli mogło być jeszcze gorzej?
W końcu znalazła okulary gdzieś między kapeluszem a książką, której nawet nie zaczęła i zapewne nie zacznie. Klasyka czarodziejskiej literatury, którą kiedyś pożyczyła od ciotki kiedy wpadła do niej z wizytą i nadal łudziła się, że podczas wolnego w końcu ją nadrobi. Nałożyła okulary na twarz i sprawnym ruchem związała włosy w wysoki kok. – Najpierw opowiedz jakie klątwy już złamałeś zanim cię dopuszczę do mojej – odparła żartobliwie. Ułożyła się wygodnie na boku, wpatrując się w Igora z wyraźną ciekawością. Propozycja pomocy ją zaskoczyła. Nie przywykła do takich ofert składanych bezinteresownie, ale skłamałaby mówiąc, że w ogóle ją to nie zaintrygowało. A może... nieśmiała myśl przemknęła jej przez głowę, że może ta wakacyjna przygoda nie trafiła się bez przyczyny i mieli dokonać czegoś więcej zanim rozejdą się na wieki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Igor Karkaroff
Śmierciożercy
his eyes are like angels
but his heart is cold
Wiek
24
Zawód
przedsiębiorca, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
14
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
15
4
Brak karty postaci
21-03-2026, 23:55
Upał, słońce, morska bryza ― a gdzieś pomiędzy tym wszystkim wizerunek blondwłosej dziewczyny o miłych oczach i miłym głosie; dziewczyny, którą tak po prostu chciało się adorować, choćby jej życzeniem były w danej chwili spokój oraz cisza.
Tych nie chciał jej dawać, niezobowiązująco proponując spotkanie pierwsze, trzecie i piąte; od tych, być może, chwilowo sam chciał odpocząć, nawet jeśli w istocie stworzyli z nich sedno własnej, poprzetykanej anonimowością i swobodą, relacji. Bo poza wylegiwaniem na słońcu, bezwiednym patrzeniem to w przestrzeń, to na siebie, czasem tylko wstępując pomiędzy fale morskiej wody, nie robili wiele więcej. Raz na jakiś czas rozbijali ten monotonny rytuał, widując się bliżej śniadania albo kolacji; raz na jakiś czas wyrzucali z siebie potoki słów, zwykle jednak tych nieznaczących, tych pozbawionych większego sedna, orientując się prędko, że lepiej komunikowali się cichą subtelnością.
Subtelnością uwikłaną w dotyk, zachłanny wzrok i leciwą deklarację; jesteśmy tu po coś: ja dla ciebie, a ty dla mnie, zdawało się wrzeć w powietrzu, niewypowiedziane nigdy dotąd na głos, a jakże dla obydwojga klarowne ― że wraz z nadejściem jesieni ich losy nieuchronnie rozejdą się w różne strony, że żadnemu z nich nie doskwierał z tego powodu nawet gorzki żal, że stając na swej drodze naturalnie przyswajali z góry myśl o ich rychłym opuszczeniu.
I choć zapamiętać miał na długo jej zapach, powidok jej oblicza, a może nawet cień współdzielonego uśmiechu ― w przerwie od powagi należnej chowanym przed południe trupom ― nigdy nie pomyślał, że oglądany brzeg tutejszych wód był ich morzem; i choć lubił do niej wracać ― duchem, ciałem czy wspomnieniem ― nigdy nie chciał wstrzymywać dla nich czasu, nigdy nie miał o niej śnić ani tęsknie gdybać.
Najpewniej tylko dlatego, że i ona nie czyniła tego samego z nim; najpewniej tylko dlatego, że obierali te gesty ze złudzeń, zanim zdążyłyby nimi obrosnąć.
― Na błędach, Margaret. Głównie własnych ― odpowiedział lakonicznie, nie sugerując konkretów, nie podpowiadając szczegółów; choć w jego mniemaniu czarna magia była pasjonującą potęgą, tutejsze prawo pozostawało względem niej wyjątkowo surowe ― za jej znajomość czy używanie grozić mógł szary i zimny kąt ponurej celi. Do takowej bynajmniej się jeszcze nie wybierał; do takiej wtrącić go mogła jednak nieuważność, podsycona wyimaginowanym zaufaniem do kobiety, której właściwie nie znał. ― Biały to naprawdę twój kolor, wiesz? ― dodał zaraz, pomiędzy krótkim westchnieniem a wymownym omieceniem jej wzrokiem; podniósł się nieznacznie, opierając na łokciach i snując historię ― zmyśloną, zupełnie nieprawdziwą ― o bliźnie, która zdobiła jego podbródek: ― Czujesz to? ― arogancko pozwolił sobie złapać ją za dłoń i przyciągnąć wskazujący palec do własnej twarzy, chwilowo wcisnąwszy papierosa pomiędzy wargi. ― To pamiątka po klątwie, która miała mi zamknąć usta na zawsze ― kiep wylądował w pobliskiej wydmie, a on wyswobodził wreszcie jej rękę z wymuszonego uścisku, na koniec muskając jej wierzch w iście dżentelmeńskiej, choć nieco anachronicznej manierze; po prawdzie, ślad ten stanowił bodaj migawkę licznych bójek, za które brał w norweskich karczmach jakieś parszywe pieniądze, ale o tym wiedzieć, na szczęście, nie mogła. ― No więc? Mogę sprawdzić? To jedno zaklęcie... ― cicha sugestia zastygła pomiędzy szumem fal, cierpliwie oczekując na pozwolenie, choć w każdej innej sytuacji najpewniej rzuciłby inkantację pomimo jej kręcenia nosem; tym razem powstrzymywała go jednak ironiczna dbałość o zasady ich postulowaną beznamiętność.
Jakby podświadomie rozumiał, że sięgając po różdżkę, przestanie być dla niej byle wakacyjną miłostką, a stanie się częścią problemu, od którego tak rozpaczliwie chciała odpocząć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 13:46 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.