Jego głos działał mu na nerwy w sposobie zaskakująco trywialnym – łatwym dla niego, trudnym dla odbiorcy, bo pogodzenie się i uporanie z piętnem żałoby kosztowało znacznie więcej, niż zamknięcie tych kilku napoczętych rozdziałów w życiu. Ono całe balansowało na krawędzi styku, bo pustka, która spłynęła na niego otuliła szczelnie, odcinając od świata zewnętrznego...