• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Restauracja "Złota Krewetka" > Przed wejściem
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-02-2026, 11:28

Przed wejściem
Złota Krewetka jest znanym miejscem w Cardiff. Już od samego wejścia na Wanguard Way, z oddali widać charakterystyczny czerwony znak, na którym widnieje nazwa restauracji zarówno po angielsku jak i chińsku. Odpowiednie zaklęcia sprawiają, że napis widoczny jest nawet w nocy. Wejście do środka urządzone jest w typowym azjatyckim stylu, nad rozsuwającymi się drzwiami wiszą białe chorągiewki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
28-02-2026, 21:06
| 19 maja 1962

Minęłam drzwi wejściowe do “Złotej Krewetki”. Normalnie weszłabym do środka, poszłabym przywitać się z Keithem i może nawet zjeść coś dobrego, ale nie tym razem. Nie po tym co się ostatnio wydarzyło. Unikaliśmy się. On nie pojawiał się w tawernie, ja nie zapuszczałam się w stronę restauracji, chociaż paradoksalnie, byłam tu bardzo często. Być może Keith zauważył, albo i nie, często nad wejściem głównym albo tylnym siedziała siwa wrona. Obserwowałam co się dzieje, jak sobie radzi. On nie wiedział, że jestem animagiem, a ja to skrupulatnie wykorzystywałam. Przynajmniej mogłam być spokojna, że mój przyjaciel, bo wciąż go tak nazywałam, trzyma się na własnych nogach.
Przemknęłam więc szybko obok drzwi i ruszyłam dwie uliczki dalej. Do apteki pani Liam. Normalnie w ogóle by mnie tu nie było, Keitha mogłam spotkać wszędzie, a on wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie chce mnie widzieć. Mogłam to jedynie uszanować, nie ważne jak bardzo bolało. Ja już się trochę pozbierałam, odreagowałam. Pozostało mi tylko czekać aż Croft będzie gotowy by to ze mną przegadać. Zbyt długo i zbyt dobrze się znamy, by to tak zostawić i zatracić naszą przyjaźń. Tylko oboje musieliśmy być na to przygotowani. Ponieważ proces będzie trudny.
Do apteki wysłała mnie ciocia Boyle. Chociaż bardzo nie chciałam tego robić, to nie mogłam się jej sprzeciwić. Wzięłam więc karteczkę, na której było napisane coś po chińsku… zdecydowanie nie było to pismo ciotki i miałam po prostu pójść i odebrać zamówienie. Nic więcej. Pięć minut pracy. Co mogło pójść nie tak? Apteka znajdowała się bardzo blisko restauracji, w której pracował Keith. Mogłam się domyślić, że miał teraz zmianę, więc raczej nie powinnam była się na niego natknąć. Ale na wszelki wypadek szłam dosyć szybko, aby minąć te dwie uliczki i dotrzeć do celu. Pani Liam była bardzo miłą kobietą, dzięki przyjaźni z Keithem miałam okazję ją poznać, a moja ciocia czasami coś od niej zamawiała. No i ja zazwyczaj to odbierałam. Nie było to więc nic zaskakującego.
Gdy otworzyłam drzwi do apteki po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk dzwoneczka. Pani Liam nie było za ladą, ale to nie było nic dziwnego, gdyż ona często pracowała na zapleczu. Musiałam tylko chwilkę poczekać. Ta apteka zdecydowanie różniła się od innych aptek, w których bywałam. Inaczej wyglądała, miała zupełnie inne wyposażenie. Mnóstwo dziwnego rodzaju wysuszonych roślin i ziół, zawsze tu tak dziwnie pachniało. Nie był to nieprzyjemny zapach, ale trzeba było się do niego przyzwyczaić. Trochę jak lekarstwo, ale nie takie jak z fiolki u uzdrowiciela. Zdecydowanie inne. Keith czasem opowiadał mi o tym na czym polega chińskie podejście do medycyny, nawet wśród czarodziejów było ono inne niż tu na Wyspach. Za ladą była cała ściana drewnianych szufladek, jedynie mogłam się domyślać jak dziwne specyfiki są tam schowane. Nie znałam chyba z dziewięćdziesiąt procent ziół, które rozłożone były na blatach lub wisiały pod sufitem, gdzieniegdzie stały używane moździerze, paliły kadzidełka. Za każdym razem ta apteka mnie tak samo zadziwiała jak fascynowała.
Stałam więc przy ladzie i obracając w dłoni karteczkę, którą miałam Pani Liam pokazać, rozglądałam się z zaciekawieniem obserwując to, co zmieniło się od mojej ostatniej wizyty tutaj.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
01-03-2026, 14:49
Poprzedni dzień to było jakieś wariactwo. Kompletnie nie spodziewał się, że to wszystko się tak potoczy. Miał tylko skoczyć do Londynu po zamówienie, a skończył na jakimś weselu, u boku kobiety, której nigdy wcześniej na oczy nie widział. I chociaż początkowo przewidywał całkowitą katastrofę, finalnie wcale nie było tak źle. Z cała pewnością umiejętności aktorskie Leoopoldine miały z tym dużo wspólnego, ale sobie również nie odmawiał zasług. Na koniec bawił się świetnie, ta mała gra pozorów, małe kłamstwo tu i tak, zgrali się naprawdę dobrze i chyba na koniec oboje się dobrze bawili. To była niespodziewana, ale jakże ciekawa odskocznia od rzeczywistości.
Teraz jednak przyszedł czas aby spłacił swój dług. Herbata, którą otrzymał od pani Lian, a potem podarował Leonie na poprawę humoru, kosztowała go kilka zmian w aptece. Nie narzekał jednak, bo zawsze uważał, że każda chwila spędzona w tym miejscu była okazją do nauki. Miał za sobą już dwie takie zmiany, czekały go jeszcze trzy, jako, że zobligował się do odpracowania pięciu dni w zamian za herbatę. Pani Lian mogła sobie wziąć wtedy wolne. Jakby nie patrzeć miała już swoje lata i Keith zdecydowanie wolałby aby brała więcej dni wolnego. Miała na szczęście jego i kiedy on siedział w aptece, ona mogła korzystać. Praca w aptece nie była jakaś specjalnie ciężka. Dopóki nikt nie prosił go o zrobienie na miejscu czegoś czego wcześniej nigdy nie przyrządzał, czuł się pewnie. Spędzał tutaj tak dużo czasu, że wiedział co gdzie leży, które zioła na co pomagają i co dobrać do konkretnych schorzeń aby pomóc klientowi. Z resztą, klientów też nie było nie wiadomo jak wielu, w większości byli to stali bywalcy, przeważnie należący do ich niewielkiej, azjatyckiej społeczności. Zdarzali się jednak tacy spoza niej i wtedy musiał się zdecydowanie bardziej skupiać.
Ten dzień zapowiadał się spokojnie. Wiedział, że ma przyjść kilka osób po odbiór zamówień, pani Lian zostawiła mu je odpowiednio opisane na zapleczu. Dopóki więc nie było klientów, którymi mógł się zająć, sam przebywał w pracowni. Kobieta zostawiła mu kilka maści do przygotowania, wierząc, że ma już odpowiednie umiejętności aby zrobić je poprawnie. Był jej za to bardzo wdzięczny, dużo to dla niego znaczyło. Pani Lian zdawała sobie doskonale sprawę, że Croft ma aspiracje by zostać uzdrowicielem, ważne więc było aby wiedział jakie leki należy podać w konkretnych momentach, ale też jak te leki zrobić. Co prawda medycyna chińska różniła się pod wieloma względami o tej angielskiej, ale co do tej drugiej miał innego nauczyciela, a Jasper zawsze podsuwał mu ciekawe materiały, które mogły go wesprzeć w nauce.
Kiedy rozbrzmiał dzwoneczek u drzwi, był na zapleczu. Akurat tarł liście mandragory, które potem miał dodać do eliksiru, który akurat tworzył. Na szczęście nic jeszcze nie stało na palniku, więc nie musiał się martwić, że kiedy przejdzie na przód zburzy mu to cały proces tworzenia. Odłożyć więc moździerz na blat stołu i wytarł dłonie w ściereczkę, ale zanim przeszedł na przód jeszcze dokładnie je umył. Musiał się przecież prezentować odpowiednio. W końcu narzucił na ramiona koszulę i wyszedł.
- Dzień dobry, witam w Lian Pharmacy - powiedział z uśmiechem wychodząc do przodu, a kiedy ujrzał kto stoi po drugiej stronie lady zatrzymał się w pół kroku.
Nie spodziewał się jej tutaj spotkać. Unikał jej cały ten czas, nawet nie pojawiał się w okolicy tawerny, żeby przypadkiem na nią nie wpaść. Co prawda minęły już prawie dwa tygodnie, których początek był dla niego naprawdę ciężki. Teraz było łatwiej, udało mu się poukładać to i owo w głowie, dojść do kilku wniosków, ale nie sądził aby był gotowy aby się z nią już teraz spotkać. Wiedział, że w końcu będzie musiał, bo jednak rozmowa na temat tego co się wydarzyło była potrzebna, ale chciał dać sobie jeszcze czas.
Potrzebował krótkiej chwili aby wrócił mu rezon. Rozluźnił szczęki, które bezwiednie zacisnął, po czym w końcu podszedł do lady.
- W czym mogę pomóc? - spytał starając się brzmieć jak najbardziej neutralnie jak to było możliwe.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
01-03-2026, 15:35
W moim życiu też się ostatnio dużo wydarzyło, jak już się trochę ogarnęłam i oswoiłam z sytuacją musiałam po prostu iść do przodu. Wrócić do swojego życia, do pracy i obowiązków. Nie mogłam ciągle rozpaczać czy rozważać co by było gdyby. Bo co by mi to dało? Nic. Jedynie bym się zadręczała. Wydarzyło się to, co się wydarzyło i teraz musiałam z tym żyć. Było ciężko na początku, ale nic więcej nie mogłam zrobić. W ciągu tych ostatnich dwóch tygodni przeszłam kompletny roller-coaster. Była rozpacz i okropny kac. To jakie dzień po dniu zorganizowałam Kennethowi piekło sprawiło, że wciąż było mi głupio na samo wspomnienie. Stan w jakim wróciłam po nocy w Londynie był co najmniej żałosny, niezwykle mocno go odchorowałam. Mężczyzna był jednak przy mnie, pomógł mi się pozbierać. Mógł odesłać mnie z kwitkiem stwierdzając, że na takie coś się nie pisał. I pewnie wielu by tak zrobiło. Jednak on wziął to na klatę. Kilka dni temu odprawiłam stary morski rytuał nawiązując pakt z morzem, od tamtej pory na moim lewym nadgarstku przewiązany był czerwony sznureczek, a dzisiejszą noc spędziłam sama we własnym domu, ponieważ Kenneth wypłynął w kolejny rejs. Już tęskniłam. Powrót do siebie był dziwny, a poczucie się znowu jak u siebie zajęło mi chwilę czasu. Nie spodziewałam się, że tak szybko przyzwyczaję się do nowego miejsca i towarzystwa w nocy.
Teraz jednak stałam przy ladzie w aptece pani Liam i czekałam, aż wyjdzie zza zaplecza. Słyszałam lekki hałas, także domyślałam się, że zaraz do mnie przyjdzie jednak w momencie gdy drzwi się otworzyły, a w progu stanął Keith, a nie pani Liam lekko spanikowałam. Patrzyliśmy na siebie w zaskoczeniu. Widziałam jak się Croft cały spiął, zacisnął szczękę, mięśnie wokół szyi. Chwilę mu zajęło, lekko odpuścił, natomiast słowa, które padły mocno mnie ugodziły. Na tyle mocno, by zamiast mu odpowiedzieć rozchyliłam lekko usta i zmarszczyłam brwi.
- Będziesz mnie teraz traktować jak kogoś obcego? Nie przyszłam tu specjalnie, wiem, że nie chcesz mnie widzieć, ale nie udawaj, że mnie nie znasz - fuknęłam na niego kładąc karteczkę z chińskimi napisami na blacie i przesuwając ją bliżej Keitha.
Nie mogłam dać się ponieść emocjom. Już było dobrze, już sobie trochę w głowie poukładałam i nawet przecież miałam plan na naszą rozmowę, ale gdy tak stanęłam naprzeciwko niego i gdy potraktował mnie jak obcą sobie osobę, cały ten plan legnął w gruzach. I już sama nie wiedziałam co mam powiedzieć i jak się zachować. Z biegiem czasu zauważyłam, że to nie była tylko moja wina, chociaż z początku brałam całą na siebie. Zaakceptowanie tego sprawiło, że dużo łatwiej było mi uspokoić myśli i wrócić do normalności. Na tyle na ile się da.
- Jak się czujesz? - Zapytałam nagle cieplejszym głosem.
Martwiłam się. Nie mogłam tego ukryć. Gdybym się nie martwiła, to nie siedziałabym jako wrona na dachu i nie obserwowała jak sobie radzi. Pracował, zdawało mi się że całkiem normalnie. Czasami wychodził z domu, ale nigdy nie za nim nie poleciałam, bo przecież miał prawo chodzić gdzie chciał i kiedy chciał. Nic mi do tego. Grunt, że nie zamknął się w czterech ścianach. Keith chyba również próbował żyć dalej normalnie.
- Ciocia mnie przysłała po odbiór tego czegoś - wskazałam na karteczkę. - Daj mi to po prostu i już ci nie będę zawracać głowy swoją osobą…
Mój ton nie był pełen złości, ani tak chłodno-neutralny jak Keith'a. Był ciepły, jak przed chwilą gdy pytałam o samopoczucie. Odwróciłam wzrok. Nie miałam ochoty na niego spoglądać. Chociaż się martwiłam i naprawdę chciałam wiedzieć jak się czuje, to miałam też swoją dumę. Skoro Keith chciał mnie traktować jak powietrze, a dał mi to dość mocno do odczucia, to ja nie będę mu się narzucać. Musiałam sobie tylko w głowie powtarzać, że to nie jest tylko moja wina, on też nawalił i niech też weźmie za to odpowiedzialność. Ja wyciągnęłam dłoń, pokazałam, że wciąż mi zależy… Niech Croft też się trochę wysili, nie tylko on z naszej dwójki miał złamane serce.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
01-03-2026, 16:40
Nie było jako super dobrze, ale było lepiej. Dużo sobie przemyślał, a myślał o tym wszystkim dużo. Był na straconej pozycji, czy tego chciał czy nie. Nie powiedział jej od razu co czuje, nie dał jej też tego odczuć, bo się bał jak zareaguje. A kiedy w końcu zebrał się w sobie i odsłonił, było za późno. Ona podjęła decyzję i nie zamierzała jej zmienić. Długo myślał nad tym co by było gdyby wtedy nie stchórzył, gdyby jednak powiedział wszystko od razu. Nie doszedł jednak do żadnych wniosków. Chociaż znali się już wiele lat, nie było opcji aby przewidział to jak Riven by się wtedy zachowała. Zwłaszcza, że wtedy nie wiedział co ona czuje do niego, nie tak jak teraz. Mleko się jednak rozlało i on nic nie mógł z tym zrobić, a jedynie ponieść konsekwencje swoich czynów. Kenneth mu powiedział, że ona bierze winę na siebie, to była bzdura, nie było w tym jej winy i on to doskonale wiedział. On był tu jedyny, którego należało winić, nikogo innego. Rozmowa z Orianą jednak uświadomiła mu jeszcze coś innego. To nie było tak, ze tylko tym razem zachował się jak egoista mówiąc, że nie chce się z nią widywać. Od zawsze był egoistą, na każdym kroku swojego życia, robił wszystko dla innych tylko po to aby uciszyć swoje wyrzuty sumienia czy też po to by w ogóle się nie pojawiły. Ta świadomość uderzyła go wtedy z siłą gromu i potrzebował kilka dni aby do siebie dojść. Finalnie jednak doszedł do wniosku, że może to i lepiej, może ten egoizm nie był aż tak zły skoro przyczyniał się do tego, że inni mieli lepiej.
Teraz, kiedy jednak stanął z nią oko w oko, już nie był tego taki pewny. Dochodził powoli do wniosku, że to, że nie widział jej tyle czasu, nie rozmawiał ani nic, było wygodne na te chwile kiedy faktycznie był sam. W tym momencie jednak, gdy znów ją widział w ogóle nie miał pojęcia jak się zachować. Nie chciał być dla niej oschły, bo przecież nie zawiniła. To się po prostu samo stało, jakby mur znów się zaczął pojawiać, chociaż miał wrażenie, że przez ostatni czas sukcesywnie go burzył. Kiedy jednak na niego tak fuknęła, wzdrygnął się lekko. Nie spodziewał się tego, to było pewne, ale całkowicie na to zasłużył. Przez chwilę myślał intensywnie, po czym lekko opuścił, do tej pory spięte ramiona.
- Przepraszam, to nie miało tak zabrzmieć. - odezwał się w końcu kręcąc głową - Nie odbieraj tego tak.
Spojrzał na nią, starając się odczytać cóż z jej twarzy. Domyślał się, że jej również nie jest łatwo, bo to nie była w końcu łatwa sytuacja. Znali się od szkoły, była między nimi więź nie do opisania, a jednak jedno wydarzenie sprawiło im obojgu tyle bólu. Fernsby mówił, że ona nadal traktuje go jak przyjaciela, że nie chce stracić tej relacji, a on nie wiedział co ma na to odpowiedzieć. Oczywiście, że jemu też zależało, ale kłopotem było to, że zależało mu też w trochę inny sposób. Wiedział, że musi się od tego odciąć, że musi to zepchnąć w otchłań swojego umysłu i zamknąć na cztery spusty, bo przecież tak się nie da żyć. Szło mu to całkiem nieźle. Starał się żyć tak jak do tej pory, odnowił starą szkolną znajomość, ba miał iść niedługo nawet na profesjonalny mecz Quidditch’a. Robił wszystko by o tym nie myśleć, by się od tego odgrodzić i szło mu naprawdę dobrze. Proces leczenia się rozpoczął i rokowania były dobre.
Jej pytanie na moment wytrąciło go z równowagi. Uniósł zaskoczony brew ku górze i od razu pomyślał o rozmowie z Kennethem. Czy Riven w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, że kapitan u niego był? Rana na policzku zdążyła się już zagoić, zostawiając po sobie tylko ledwo widoczną bliznę. Nie miał jednak pojęcia czy Fernsby jej coś powiedział, mógł się jedynie domyślać.
- Jest dobrze. - odpowiedział w końcu kiwając lekko głową - A ty? - odbił piłeczkę.
To nie tak, że go nie obchodziła, bo tak nie było. Chociaż starał się nie myśleć o tym wszystkim, to jednak była jego przyjaciółką i czasami uciekał do niej myślami, zastanawiając się jak ona sobie radzi. Na niej to również się odbiło, tego był pewny. Początkowo kierowała nim złość, nie skierowana na nią, nie w całości, ale przede wszystkim na Kannetha. Wtedy był przekonany, że przecież skoro jest jego kobietą, to będzie miała go obok, chociaż nie mógł mieć pewności, że kapitan jej nie odeśle w momencie kiedy mu się znudzi. Ba, przecież sam mu to zarzucił. Wydawało się jednak, że mimo wszystko jakoś się trzymał, a to była dobra wiadomość.
Dopiero po chwili dostrzegł karteczkę, którą położyła między nimi na blacie. Poznał pismo pani Lian, z resztą nie podejrzewał aby pani Boyle znała chiński. Sięgnął po kawałek papieru i przeczytał co jest na niej napisane, od razu wiedząc już, który przygotowany przez starowinkę lek należy do tego zmówienia. Nie ruszył się jednak z miejsca, na nowo wracając spojrzeniem do Riven.
- Wiesz doskonale, że to nic nie zmieni. - pokręcił głową nie odrywając od niej wzroku - Na Merlina, to w ogóle nie o to chodzi. - westchnął ciężko przykładając palce do skroni.
Wiedział, że z czasem będą musieli porozmawiać, to było nieuniknione, ale przede wszystkim konieczne. Miał jednak nadzieje, że będzie miał zdecydowanie więcej czasu na przygotowanie się do tej rozmowy. Że odbędzie się ona później. Teraz miał w głowie pustkę, przy jednoczesnej burzy myśli i nie wiedział co i jak powiedzieć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
02-03-2026, 15:37
Mogłam furczeć na niego dalej. Ale po co? Co by to zmieniło? Jedynie byśmy się znowu pokłócili, a tego nie chciałam. Chciałam wrócić do normalności, do tego co było kiedyś chociaż wiedziałam, że powrotna trasa będzie albo niemożliwa albo nieziemsko trudna. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie spróbowała. A jak już sobie objęłam jakiś cel, w tym przypadku odzyskanie przyjaźni Keitha, to byłam na tyle uparta, że będę dążyć do tego praktycznie każdym kosztem. Po trupach, jeśli będzie taka konieczność. Kenneth nie będzie mnie hamować, wiedział, że nie ma powodów, aby czuć się o Crofta zazdrosnym. Ja nie byłam na uwięzi, a naszyjnik nie był smyczą. Mogłam robić tak naprawdę co chciałam, o ile nie było to w opozycji do naszej umowy, którą zawarliśmy. Posiadanie przyjaciela nie było, a kapitan Fernsby wiedział jakie to dla mnie ważne. Droga była wolna.
Słysząc jego przeprosiny i zapewnienie, że nie o to mu chodziło - odpuściłam. Nie miałam zamiaru drążyć tematu, chociaż miałam dziwne wrażenie, że gdybym na niego nie naskoczyła trochę ostrzejszym głosem niż zazwyczaj i pozwoliła mu dalej mnie tak traktować, to Keith brnął by w to i nawet by nie zauważył, że sprawia mi przy tym ból. Wbija kolejną igiełkę. Ale ja nie chciałam by mnie tak traktował, bo na to nie zasłużyłam. Według mnie nie zrobiłam nic złego, już raz mnie ukarał. Nie musi więcej. Kiwnęłam mu tylko głową, przyjmując jego słowa.
Na moment nasze spojrzenia się skrzyżowały. Ewidentnie on próbował odczytać co siedziało we mnie, a ja w tym czasie analizowałam jego zachowanie. Dobrze go czytałam, potrafiłam określić kiedy był smutny, kiedy zły, a kiedy radosny. Wiedziałam, zanim cokolwiek jeszcze powiedział, gdy miał jakiś problem i coś go trapiło. Ale dzisiaj było mi trudno, nie wiedziałam dlaczego. Tylko to zaskoczenie, które na chwilę pojawiło się na jego twarzy gdy zmieniłam ton i zadałam mu pytanie. Ponownie lekko kiwnęłam głową.
- Coraz lepiej - odparłam, wzruszając ramionami. - Dużo pracuję.
Po balu potrzebowałam paru dni urlopu. Opuchnięta warga i siniak na czole, a potem skutki silnego przedawkowania alkoholu sprawiły, że przez parę dni nie pojawiłam się w Tawernie. Potem musiałam wszystko odrobić, nie miałam dnia wolnego, nie miałam czasu by myśleć. W tawernie zasuwałam, a gdy wracałam do Kennetha wcielałam się w swoją nową, drugą rolę. I starając się nie myśleć próbowałam wynagrodzić kapitanowi katusze, jakie ze mną przeszedł sama czerpiąc przy tym jak najwięcej przyjemności. W domu byłam po prostu jego kobietą, która próbowała nacieszyć się swoim mężczyzną przed rozłąką.
- Ale przecież sam mówiłeś, że nie chcesz mnie widzieć, że tak będzie ci łatwiej - oderwałam spojrzenie od podejrzanie wyglądającego chwastu wiszącego pod sufitem i ponownie spojrzałam na przyjaciela. - Chcę ci w tym pomóc, chcę dać ci przestrzeń na tyle na ile potrafię i mogę, żeby ci było łatwiej sobie z tym poradzić.
Dużo mnie to kosztowało. Naprawdę dużo, aby to powiedzieć. Bo ja nie należałam do najbardziej cierpliwych osób na świecie. Chciałabym, aby Keith poradził sobie już. Żebyśmy już teraz znowu byli swoimi przyjaciółmi. Ale widziałam, że te dwa tygodnie to za mało. Nie był w stanie ze mną jeszcze o tym porozmawiać, jeszcze nie teraz.
- Wiesz jak ja idę przez życie, wszystko się dzieje dlatego, że tak jest nam zapisane. Możemy próbować z tym walczyć, ale to nic nie zmieni. To się stało, bo się musiało stać - spuściłam wzrok. Próbowałam do tego nie doprowadzić, a się okazało, że właśnie moje próby doprowadziły do tej kłótni. Tu była moja największa wina. - Jak się o tym tak pomyśli, to jest trochę łatwiej, bo to oznacza, że mamy szansę na to, by się pogodzić. Bardzo bym chciała - wygięłam palce nerwowo, obawiając się trochę reakcji Crofta. - Poczekam na ciebie, aż będziesz gotowy…
Nie odważyłam się na niego spojrzeć. Bałam się, że znowu zobaczę… no właśnie. Bardziej bałam się tego bólu w jego oczach czy złości, jaką mnie wtedy obdarzył?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
02-03-2026, 20:29
Nie chciał być dla niej niemiły. W żadnym razie na to nie zasługiwała. Owszem, podczas balu ogarnęła go złość spowodowana jej negowaniem jego uczuć, ale potem mu przeszło. Wiedział, że to było chwilowe,że ona po prostu nie widziała jak zareagować. Z czasem dotarło do niego, że po prostu starała się ratować sytuację, jednak od początku była na straconej pozycji. Teraz, z czasem to wszystko rozumiał. W tamtym momencie emocje u niego wzięły górę, kiedy zaczął mówić nie mógł przestać, a przecież wcześniej trzymał gębę zamkniętą na kłódkę. Nagromadziło się jednak tego wszystkie za dużo i kiedy w końcu dał temu wszystkiemu upust, wyszło jak wyszło.
Nigdy nie był dobry w ukrywaniu swoich emocji. Przeważnie ludzie mogli z niego czytać jak z otwartej księgi. Zawsze było po nim widać kiedy jest radosny czy smutny, czy coś go trapi czy może jednak czymś się ekscytuje. W przeszłości nigdy nad tym nie pracował, chociaż na początku szkoły starał się za wszelką cenę dopasować. W tym momencie jednak oddałby dużo aby móc chociaż trochę nie dawać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Starał się robić minę do złej gry, zwłaszcza na początku, chować uraz za uśmiechem, zwłaszcza w pracy, ale kiedy wracał do swoich czterech ścian było już ciężej. Teraz Riven wzięła go zdecydowanie z zaskoczenia. Apteka była ostatnim miejscem, w którym spodziewał się ją spotkać. Dodatkowo fuknęła na niego jak nigdy wcześniej, wytrącając go tym na chwilę z równowagi, jednocześnie dając mu do zrozumienia, że nie pozwoli mu na takie traktowanie. To nie tak, że tylko ona jego zraniła tamtego wieczora, on ją również i musiał z tym teraz żyć.
- No to jest nad dwoje. - odparł spokojnie na jej słowa, po czym wziął głęboki wdech.
On również dużo pracował. Po wydarzeniach tamtego feralnego wieczoru w zasadzie oprócz kolejnego dnia, nie miał wolnego. Brał każdą możliwą zmianę w restauracji, pomagał w aptece, więc nawet to, że aktualnie spłacał dług za herbatę mu nie przeszkadzało. Robił wszystko aby tylko zająć myśli czymś innym, aby odwrócić swoją uwagę. Szło mu całkiem nieźle, z takiego wychodził założenia. Ułożył sobie wiele w głowie i chociaż wiedział co czuje, jednocześnie zdawał sobie sprawę, że musi odpuścić, bo to go do niczego nie doprowadzi. Starał się odpuścić z całych sił. I o dziwo to chyba działało, bo teraz, kiedy stała tu przed nim było jakoś inaczej, już tak nie bolało jak wtedy.
- Wiem co mówiłem. - pokręcił głową - Ale to wcale nie znaczy, że jest mi łatwiej. Myślałem, że jak nie będziemy się widywać, to się z tym uporam. Owszem, to pomogło, ale mimo wszystko nie mam wpływu na to, że moje myśli mimo wszystko uciekają w twoim kierunku, nie panuje nad tym. - powiedział przecierając twarz dłonią.
Nie patrzyła na niego, ale za to on nie odrywał spojrzenia od niej nawet na moment. Tyle czasu się nie widzieli, ale chociaż nie zapomniał jak wygląda to teraz nie chciał oderwać od niej spojrzenia. Wydawało się, że wszystko jest okey, wyglądała dobrze. Jego spojrzenie zatrzymało się na dłużej na wisiorku na jej szyi, tym kontrowersyjnym kamieniu księżycowym, który tak bardzo go denerwował. Kenneth powiedział, że to dla jej ochrony, żeby nikt jej nie ważył się tknąć. Jakby w ogóle potrzebowała ochrony, świetnie sobie radziła i bez niego i doskonale o tym wiedział.
Uniósł brew ku górze słysząc jej kolejne słowa. Odłożył kartkę na blat lady, po czym oparł się o nią.
- No nie wiem czy jest łatwiej. - pokręcił głową - Czasami by się chciało jednak to wszystko zmienić, bo skoro ma się świadomość, że coś jest zapisane, to jaki jest sens? Jak można pogodzić się z czymś takim? Jak można zaakceptować fakt, że wszystko się spieprzy, nie ważne jak bardzo się starasz? - spojrzał na nią szukając w niej odpowiedzi.
Lubił wierzyć, że był sam sobie panem. Nie lubił określenia przeznaczenie, bo to by oznaczało, że tak naprawdę nie ma żadnej kontroli nad swoim życiem. Czy jego życie nie było już wystarczająco popieprzone? Skoro coś jest mu już z góry zapisane, to po co się w ogóle starać? Po co robić cokolwiek?
- Brakuje mi ciebie…cholera, tęsknie za tobą. - powiedział zaciskając dłonie w pięści - Naszych rozmów, naszych tańców, popijawek i śmiechów…ale to jest takie trudne… - zacisnął mocniej szczęki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
03-03-2026, 10:31
Przytaknęłam znowu. Było nas dwoje. Oboje zranieni, oboje nie wiedzieliśmy za bardzo jak sobie z tym problemem poradzić i oboje uciekaliśmy w pracę licząc na to, że to rozwiąże jakoś całą tę sytuację. Oczywiście, że nie rozwiąże. Sami musimy to jakoś zrobić. Tylko właśnie pytanie jak? Bo zaczęliśmy od złości i fuknięcia, na szczęście szybko zeszliśmy z tonu, chociaż wcale nie musieliśmy. Moglibyśmy się przepychać dalej, ale to by sprawiło, że mur który między nami się pojawił tylko by rósł i rósł jeszcze bardziej. Bardzo tego nie chciałam.
Bałam się tej konfrontacji, chociaż myślałam na początku, że sobie poradzę tak im dłużej stałam przed przyjacielem tak było mi coraz trudniej. Nie wiedziałam dokąd zaprowadzi nas ta rozmowa, dopiero co udało mi się trochę posklejać serce i bałam się ponownego bólu. Znałam go już, był niewyobrażalnie silny i nie chciałam przez niego znowu przechodzić. Słowa Keitha mnie zaskoczyły, zmarszczyłam lekko brwi spoglądając na niego z cieniem pewnej niepewności i zaskoczenia. A gdy dotarł do mnie sens tych słów, dziwne ciepło rozlało się po moim ciele. Bo on wciąż o mnie myślał, nie zapomniał. Patrzyłam jak mi się przygląda, jak zatrzymuje spojrzenie na naszyjniku. Delikatne rumieńce pojawiły się na moich policzkach. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl, czy Keith zna znaczenie tego naszyjnika, ale szybko stwierdziłam, że to nie jest rozmowa na teraz. Naszyjnik go interesował, to jak na niego patrzył wyrażało więcej niż Croft tak naprawdę chciał przekazać i kiedyś z pewnością będziemy musieli na ten temat porozmawiać.
- Jaki jest sens? Żyć i przeżyć swoje życie najlepiej jak się umie - odparłam. - Iść za głosem intuicji. Są rzeczy na które masz wpływ, są takie na które nie masz. Wiesz, w którym momencie musielibyśmy podjąć inną decyzję, aby do tego wszystkiego nie doszło? Nie pójść do tego klubu w Londynie. Wyobrażasz sobie nas, którzy nagle decydują, że jednak nie idziemy bo… bo co właściwie? A potem… to był właściwie ciąg zdarzeń, podejmowaliśmy decyzje takie, jakie uważaliśmy za najlepsze, prawda? I one nas doprowadziły do tego momentu. Najwyraźniej tak miało być. Teraz mamy kilka ścieżek do wyboru Keith i od nas zależy, którą pójdziemy.
Tak starałam się żyć. Prowadziła mnie intuicja, szłam za głosem serca, ufałam swoim wizjom i nie analizowałam co by było gdyby. Nie była to najlepsza opcja, ale jedyna jaka się u mnie sprawdzała. Czy to oznaczało, że radziłam sobie lepiej niż mój przyjaciel? Zdecydowanie nie. Ale myśl, że czasu nie cofnę, nic nie jestem w stanie zmienić i najwyraźniej tak miało być, ściąga trochę z moich barków pewien niewygodny ciężar.
Jego kolejne słowa sprawiły, że poczułam tworzącą się gulę w gardle. Nie spodziewałam się takiego wyznania. Nie teraz, nie po tym jak na początku próbował potraktować mnie jak obcą sobie osobę. Pociągnęłam nosem starając się nie rozkleić.
- Ja za tobą też, Keith - odpowiedziałam, przez chwilę chciałam sięgnąć po jego dłoń i ścisnąć ją mocno swoimi palcami. - Nie mogę się doczekać aż przez to przejdziemy i będziemy mogli znowu razem spędzać czas. Jak zamykam tawernę wciąż mam wrażenie, jakbyś miał zaraz wejść przez drzwi i napić się ze mną piwa. Chciałabym ci móc tyle powiedzieć… Powiedz mi, masz do kogo iść? Nie jesteś sam, prawda? - Przygryzłam wargę czekając na jego reakcję. - Jesteś tak bardzo dzielny.
Wiedziałam co przeżywa. Wiedziałam co to za ból, gdy osobą, którą kochasz wybiera kogoś innego. I bardzo dobrze wiedziałam jak wiele trzeba mieć w sobie siły, aby sobie z tym bólem poradzić. Keith był naprawdę dzielny. Jednym z najdzielniejszych mężczyzn jakich znałam.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
03-03-2026, 21:13
Nie było sensu się dalej kłócić. Z perspektywy czasu zaczął się zastanawiać czy oni faktycznie się pokłócili? Wcześniej odbierał kłótnie jako coś innego, jako krzyczenie na siebie, a przecież żadne z nich nie podniosło wtedy nawet głosu. Nie dogadali się jednak, to był fakt. Każde z nich mówiło coś innego, ale to przede wszystkim on nie przyswajał tego co miała mu do powiedzenia. Stał przy swoim i nie chciał odpuścić…może więc faktycznie pod tym względem się pokłócili. A teraz oboje ponowili konsekwencje jego upartości. Mimo wszystko jednak naprawdę nie chciał by to dłużej trwało. Męczyło go to wszystko, powodowało, że jeszcze bardziej się biczował. Zastanawiał się jak ona to robi, że trzyma się tak dobrze? Bo przecież trzymała się widział to doskonale. I dotarło do niego, że była w jego sytuacji już dwukrotnie, że wiedziała jak to jest patrząc na kogoś kogo się kocha w jakimś stopniu, a ten ktoś jest nieosiągalny. To było okropne uczucie, wyniszczające powoli, jeśli nie wiedziało się jak sobie z nim poradzić. Riven jednak była silna, zdecydowanie silniejsza niż on to na pewno. Ale on też nie miał zamiaru się poddawać, chciał przeć do przodu i odzyskać swoje życie…ich przyjaźń.
Słuchał jej słów uważnie, starając się wyciągnąć z nich jakiś sens. Na moment odwrócił wzrok, zastanawiając się nad tym wszystkim co powiedziała. Przez chwilę nawet lekki uśmiech pojawił się na jego ustach, kiedy zdał sobie sprawę, że nie było opcji aby oni, w tamtym momencie, po prostu zrezygnowali z pójścia na imprezę. To nie było w ich stylu. Dochodził powoli do wniosku, że nawet jeśli by nie poszli, to z tego co mówiła, i faktycznie tak po prostu musiało się stać, nadarzyłaby się inna okazja, która finalnie doprowadziłaby do tego, że tutaj dzisiaj stali, razem, ale jednocześnie jakby daleko od siebie. Nie wiedział tego jeszcze w tamtym momencie, ale ta świadomość, że jednak może faktycznie było to nieuniknione i nie ważne jak bardzo by się starał, otworzyła jakieś drzwi w jego umyśle, które miały wyprowadzić go z tej całej bolesnej sytuacji.
- Jest w tym coś pokrzepiającego…ale też nie do końca. - odezwał się w końcu wracając do niej spojrzeniem - Bo wychodzi na to, że nie ważne co byśmy zrobili, nie ważne jakie decyzje podjęli i tak byśmy tego nie uniknęli…a to wcale nie było…nie jest dobre, ta cała sytuacja, dla żadnego z nas. - pokręcił lekko głową z westchnieniem, a ramiona lekko mu się rozluźniły.
Oczywiście, że za nią tęsknił. Nie było innej opcji. Przyjaźnili się tyle lat, mieli tyle wspólnych wspomnień, że po prostu nie mogło być inaczej. Kiedy spędzali prawie każdy dzień razem, więc kiedy jej zabrakło, nie było już tak samo. Naprawdę myślał, że jeśli nie będzie jej widywał to będzie mu łatwiej, że brak jej obecności sprawi, że upora się z tym cholernym uczuciem w samotności. Tak jednak nie było. I nawet jeśli pod pewnym względem jakoś ułatwiało mu to proces leczenia, to brak jej obok był dotkliwszy bardziej niż się tego spodziewał. I nie chodziło już nawet o brak osoby, którą darzył uczuciem, a o brak przyjaciółki, osoby, która była mu niesamowicie bliska, która pod wieloma względami zastępowała mu rodzinę.
Wykrzywił usta w grymasie, który miał być lekkim, ale smutnym uśmiechem.
- Nie raz łapałem się na tym, że zamykając Krewetkę chciałem iść do tawerny, bo przyzwyczajeń nie da się tak po prostu pozbyć. - powiedział cicho - Ale nie mogłem…wiesz dlaczego. - pokręcił głową, a po chwili spojrzał na nią - Eeee…no tak…znaczy nie jestem sam. - powiedział - Jest Leonie, wiesz jaka ona jest. Traktuje mnie nadal jak dzieciaka czasami. Wpadam też raz na jakiś czas do Oriany, pożycza mi książki medyczne. - albo upija się ze mną do nieprzytomności, ale to zostawił już dla siebie - Uczę się też z Jasperem…no i jest Lillie. - mimowolnie uśmiechnął się na wspomnienie o młodej zawodniczce Quidditch’a - Idę na jej mecz, wiesz? Załatwiła mi bilety.
Czekał na ten dzień. Nie codziennie można było oglądać profesjonalny mecz Quidditch’a z loży dla VIP. Lillie się naprawdę postarała z tymi biletami, co prawda nie naciskał na nią, był gotów zapłacić nawet chociaż część pięniędzy, ale ona załatwiła mu je za darmo.
- Staram się…ale ty radzisz sobie lepiej. - odparł kiwając lekko głową.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
09-03-2026, 20:00
Tak bardzo chciałam mu powiedzieć skąd wiedziałam, że ta kłótnia była nieunikniona. Jak do tej pory nigdy nie czułam takiej potrzeby, aby ujawniać się ze swoim darem (czy też może bardziej przekleństwem?), tak dzisiaj bardzo chciałam. Bardzo chciałam by wiedział, że naprawdę nie mogliśmy od tego uciec. To by przyszło. Doprowadziliśmy do tego swoimi czynami, ja do tego doprowadziłam. Interpretacja wizji bywa trudna, bywa myląca, a ja chociaż mam je od małego, tak rzadko kiedy jestem w stanie zrozumieć je w pełni. Opuściłam ramiona, przez chwilę kumulowało się we mnie dziwne napięcie. Wraz z myślami, które do mnie przyszły i z decyzją, którą podjęłam - spadł ze mnie pewien ciężar. Przez chwilę wpatrywałam się w blat lady. Zgadzałam się z jego słowami w stu procentach, ponieważ to faktycznie nie jest dla nas dobre. Uniosłam spojrzenie, milcząc przez chwilę ważyłam słowa i z cichym oddechem spojrzałam mu prosto w oczy.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale podczas tamtej rozmowy podczas balu - tu się zawahałam na chwilę, bo nie wiem czy można to było nazwać rozmową - powiedziałam ci, że ja wiedziałam, że tak będzie. Że to się tak skończy. Jak tylko się między nami uspokoi, to ci wyjaśnię. Obiecuję.
Keith wiedział, że nie rzucałam słów na wiatr. Jeśli faktycznie obiecywałam, to dotrzymywałam swojego słowa na tyle, na ile tylko byłam w stanie. Nie mogłam wciąż trzymać swojej umiejętności w tajemnicy, ciotka Boyle zawsze mnie przestrzegała, że jest to coś o czym nikt nie powinien wiedzieć. Rozpowiadanie o tym na prawo i lewo mogło przynieść więcej szkód, niż korzyści. A tak, moje wizje, były atutem i pewnego rodzaju asem w rękawie. Ale decyzję podjęłam, nasza nowa przyjaźń będzie budowana od podstaw na pełnym zaufaniu. A jeśli powiem Keithowi… cóż, będą też inni, którzy powinni się dowiedzieć. W końcu, skoro im ufam, to nie jest to rozpowiadanie niepotrzebne, prawda? Nikt z nich tego nie wykorzysta przeciwko mnie.
Tęskniłam za nim bardzo, ale cieszyłam się, że nie był sam. Wiedziałam, że ma Leonie i ona go odpowiednio poskłada do kupy. Wspomnienie Oriany lekko mnie zaskoczyło, nie spodziewałam się, że Keith tak do serca weźmie jej zapewnienie o tym, że możemy do niej przyjść w każdej chwili. Za to zdecydowanie zainteresowała mnie kwestia Lillie i ten delikatny uśmieszek, który zawitał na jego twarzy. Jeżeli Keith próbował go ukryć, to słabo mu to szło. A może to ja znałam go zbyt dobrze? Na wspomnienie o meczu wzięłam głębszy wdech.
- Na Merlina, naprawdę? - Podekscytowałam cię. - Ale masz farta, w życiu nie byłam na prawdziwym meczu! Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić. Opowiesz mi potem wszystko ze szczegółami!
Rozszerzyłam oczy i spojrzałam na niego widocznie zaskoczona. Przez chwilę zapomniałam, że się nie widujemy. I że właściwie ze sobą nie rozmawiamy. Zacisnęłam usta i lekko spuściłam wzrok domyślając się, że pewnie nigdy się nie dowiem jak to było na tym meczu. Bo zanim zdążymy się pogodzić, to Keith już dawno zapomni o tym, że na takim był. Albo będzie już na piątym z kolei.
Ja? Radzić sobie? - Zaśmiałam się lekko pod nosem. - Przypłaciłam to naprawdę potężnym kacem i siniakiem na środku czoła - popukałam się w czoło lekko rozbawiona, na szczęście już mnie nic nie bolało. A potem wzruszyłam ramionami. - Myślę, że tu nie ma radzenia sobie lepiej lub gorzej. Radzimy sobie inaczej, oboje mamy wsparcie. Oboje jesteśmy dzielni. Jeju, ale ja dzisiaj mądrze mówię.
Posłałam mu ciepły uśmiech i wyszczerzyłam zęby. Z miłą chęcią bym z nim jeszcze porozmawiała, w końcu bardzo się za Keithem stęskniłam. Ale w tym samym momencie drzwi do apteki się otworzyły i po pomieszczeniu rozniósł się charakterystyczny dźwięk dzwoneczka. Zacisnęłam usta, to chyba oznaczało, że pora na mnie. Pozostało mi poczekać tylko aż Croft da mi moje zamówienie i będę mogła wrócić do tawerny. I czekać dalej, aż w końcu znowu będziemy mogli ze sobą porozmawiać. Tak spokojnie, jak teraz nam się udało. Na początku bardzo się wystraszyłam tego spotkania i zestresowałam, ale chyba wyszło nam to na dobre. Takie miałam wrażenie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 13:27 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.