• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Chalcot Crescent 12/2 > Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-03-2026, 14:29

Salon
Jasne pomieszczenie, w którym Gwen przyjmuje gości i spędza czas z książką, a tych ma wiele w pokoju. Jest tu czysto i przytulnie, ale to właśnie panna Leffingwell nadała wnętrzu charakteru. Znajdują się tam wygodne kanapy i fotele, na których można przysiąść i odpocząć. Nie zabrakło tam też uwielbianych przez panie z rodziny roślin, o które pilnie dba Gwen.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Gwen Leffingwell
Czarodzieje
There's always a sparkle of hope if you just believe
Wiek
28
Zawód
magizoolog
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
7
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
14
Brak karty postaci
13-03-2026, 17:32
7 maja 1962r.

Wydawało się, że Gwen nikt już dzisiaj nie zaskoczy. Po względnie udanym dniu, w którym większość czasu spędziła w rezerwacie, skupiając się na pracy i tym, że chociaż lubiła ludzi, zwierzęta i magiczne stworzenia bardziej. Ludzie potrafili być perfidni i zdradliwi, ale też zaskakujący, w sposób pozytywny i negatywny. To nie tak, że była odludkiem, który kocha przede wszystkim swoją pracę i nie widzi w niczym innym sensu. Doceniała wiele osób, przyjaźniła się z niemałą grupą osób, ale co poradzi, że wielu ludzi zdradza piękne wartości i kieruje się tym, co złe i niebezpieczne. Gwen trzymała się od tego z daleka i po prostu robiła swoje. Co innego mogło się wydarzyć w życiu rodziny nastawionej na stworzenia i rośliny, w której nie było wiele czasu dla siebie, tylko na pracę? Tak, córka Leffingwell’ów była osobą, która ceniła sobie swój zawód, ale nie poświęcała temu tyle czasu, co rodzice. Poprzez dość osobliwe życie nauczyła się doceniać każdego i każdą chwilę, w której można było pomówić o tym, co boli i co jest dobre. Postanowiła sobie, że pewnego dnia będzie mieć swoją familię, której będzie potrafiła poświęcać czas. Chciała mieć swój dom, zasady, kilka zwierząt i cały zapas prawdziwej, rodzinnej miłości. Póki co jednak wszystko było marzeniem, które mogło się kiedyś spełnić. Lata mijały, czasy były jakie były i nikt chyba nie był pewien jutra. Myśl o dobrych rzeczach często pomagała w życiu. Bo ona taka właśnie była, widziała dobro wszędzie i w każdym, chociaż wiele osób nie zasługiwało na jej uwagę. Trzymała się tego, co znała i w co wierzyła i starała się nikomu nie przeszkadzać, bo wolała omijać problemy szerokim łukiem. Jednak kiedy te ją dosięgały, zawsze próbowała się zmierzyć z nimi z odwagą i poświęceniem.
Tego dnia, gdy zbliżał się wieczór, Gwen siedziała w salonie swojego mieszkania, w rękach trzymając jedną z książek, którą niedawno zakupiła do swojej kolekcji. Uwielbiała czytać, od zawsze, jednak ostatnimi laty częściej można ją było znaleźć w pokoju, śledzącą z uwagą tekst w tomiszczu, który miała przed sobą. Tym razem pochłonęła ją historia, która nie miała szczęśliwego końca, a przynajmniej połowa historii, którą miała za sobą, zwiastowało przygnębiający finał. To nic, lubiła i takie opowieści, gdyż w prawdziwym życiu, uśmiech przeplata się ze łzami i jest to normalna kolej rzeczy, że smutek mieszał się z radością. W skupieniu pokonywała kolejne strony, a w mieszkaniu słychać było wyłącznie tykanie zawieszonego na ścianie zegara.
Czas płynął, nie tylko podczas takiej rozrywki jak czytanie. Upływał także dla ludzi, którzy od dawna się nie widzieli. Mija dzień, miesiąc, rok… i tak dalej. Gdyby Gwen Leffingwell usłyszała od kogoś, że tego dnia odwiedzi ją jej zaginiony brat (ileż ona przez niego wylała łez…), zaśmiałaby się i powiedziała wprost, że wierzy w to, że kiedyś ten dzień nadejdzie, ale zapowiedziałby się jakoś, wysłał wiadomość, cokolwiek, żeby nie zaskoczyć jej i by nie padła na atak serca.
Kiedy usłyszała pukanie do drzwi, spodziewała się kogoś z administracji budynku czy jakąś znajomą postać, która wpadła w jakimś ważnym celu. Ostatnim, co mogło się wydarzyć, był widok mężczyzny, który odciął się od rodziny i pozwolił rodzinie na łzy, a Gwen wylała ich mnóstwo. Mieli bardzo dobry kontakt ze sobą, siostra go uwielbiała i potrzebowała jego rad, towarzystwa i rad odnośnie bezpieczeństwa i obrony.
Kiedy zobaczyła brata, oniemiała i… zamknęła mu drzwi przed nosem. Wzięła głęboki oddech, policzyła do pięciu i powiedziała do siebie
- Nie zwariowałaś, z twoją głową wszystko w porządku… - a potem jeszcze raz, tym razem wolniej i jakby wietrząc podstęp, uchyliła drzwi i spojrzała na stojącego tam mężczyznę. Zanim cokolwiek powiedziała, przyjrzała mu się uważnie. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie zrobiłby mi takiego głupiego żartu, ani nie zastosował eliksiru by zmienić się w kogoś innego. To musi być on. Ale jak? Dlaczego teraz? – Gwen nigdy nie uwierzyła w to, że brat nie żyje i zawsze miała nadzieję, że kiedyś i gdzieś znów się spotkają. To jednak było tak niespodziewane, że nie wiedziała, co robić i jak się zachować.
- Przepraszam, nie spodziewałam się takiego widoku – wyglądał inaczej, ale równocześnie to był jej brat. Jakby życie i doświadczenie nieco go zmieniły. Nie rozumiała z tego nic, ale miała nadzieję, żewkrótce się dowie.
- To naprawdę ty? – zapytała cicho i patrzyła na niego uważnie, szukając podstępu. Jak to się stało, że wrócił? Dlaczego zniknął? – Nie wyjdziesz zanim nie odpowiesz mi na wiele pytań – pogroziła mu palcem, ale nie kazała mu już dłużej stać pod drzwiami. Zrobiła mu miejsce w przejściu.
Minę miała obrażoną, bo była zła, ale tak naprawdę dopadało ją wzruszenie i czuła, że za chwilę naprawdę się rozpłacze z emocji, jakie nią targały.
- Tęskniłam – odparła cicho.
Make my heart a better place. Give me something I can believe.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
18-03-2026, 22:36
Zmaga się z tym od wielu miesięcy — podejmując decyzję o wyjeździe z Londynu godzi się na zerwanie wszystkich relacji oraz kontaktów. Nie dzieli ich na te ważniejsze i nieistotne. Odcina wszystkie, licząc że to przyniesie mu jednoznaczną ulgę. I początkowo tak jest. Nie zastanawia się nad tym, co dzieje się w jego dawnej pracy, co robią przyjaciele, wreszcie jak radzi sobie rodzina. Zmęczenie spowodowane ciągłym szarpaniem się z nową rzeczywistością jest tak przytłaczające, że potrzebuje oddechu. Ból przychodzi znacznie później. Zaczyna do niego docierać, że rozwiązanie nie jest idealne, a on sam nie jest człowiekiem pozbawionym serca. Tęskni. Najbardziej czuje żal za utraconym kontaktem z siostrą, z którą przecież przez lata miał najlepszy kontakt. Dzisiaj, kiedy idzie ulicą w kierunku Chalcot Crescent dociera do niego, że być może popełnił największy w swym życiu błąd.
Popołudnie jest dość pogodne, chociaż słońce, które skłania się ku horyzontowi, zabarwione jest na wściekle czerwony odcień. Ma w sobie coś złowieszczego, padającego na mury pobliskich kamienic w postaci krwawej łuny. Może to tylko jego wyrzuty sumienia wyostrzają każde doznanie? Nie jest pewien.
W przeciągu ostatnich dni naprawdę wiele się zmieniło, a on sam czuje, że jeśli nie naprawi tego, co zaprzepaścił dwa lata temu, wszystko doszczętnie przemieni się w popiół. Nie wie, czy siostra będzie chciała z nim rozmawiać. Próbuje o tym nie myśleć, bo jeszcze chwila i zmieni zdanie, odwracając się na pięcie. Może lepiej by było, gdyby pozostał na zawsze zaginionym bratem? Nie ma chyba jednak na tyle okrucieństwa w sobie, żeby ostatnią życzliwie nastawioną do niego członkinię rodu Leffingwellów potraktować w sposób doszczętnie nieczuły. Wie, że powinien odpokutować za swoje winy.
Wsuwa dłonie w kieszenie, idzie dość szybko, mijając nielicznych przechodnów. Większość londyńczyków ściąga już do domów, bo robi się późno. Wszystkie spacery powoli się kończą, a pracownicy już dawno zajęli najlepsze stoliki w pobliskich knajpach i restauracjach. Myśli sobie, że zupełnie nie pasuje do pogodnej atmosfery Chalcot. Delikatne fasady zabudowy ustawionej w ścisłe szeregi kontrastują z szarością ubrań, które ma naciągnięte na grzbiet. Wygląda tak, jakby był permanentnie pokryty kurzem miasta. Oczy ma przygasłe, skierowane tuż pod nogi. W ustach międli papierosa. Ma nadzieję, że nie pomyli adresów. Pamięć ma wprawdzie dobrą lecz obawia się, że zmęczenie wszystko zepsuje. Przed samym wejściem, gasi nied
Może jej nie zastanie? Może gdzieś wyszła? Łudzi się jeszcze w momencie, kiedy stuka w drzwi nasłuchując jakiegokolwiek poruszenia po drugiej stronie.
Dłoń naciska na klamkę, a drewniane skrzydło ustępuje przed nim na moment. Dostrzega twarz siostry, nie jest jednak w stanie odpowiedzieć nawet uśmiechem, bo ta zaraz zamyka mu przed nosem wejście do mieszkania. Otwiera szeroko oczy, choć przecież brał pod uwagę podobną reakcję. Stoi jeszcze przez moment, zanim stwierdza, że powinien odejść. Wtedy też drzwi otwierają się ponownie ku jego zaskoczeniu.
— Gwen — mówi cicho w odpowiedzi na jej pełne powątpiewania ale i nadziei słowa. — Tak… — dodaje, choć nie musi. Kiedy robi miejsce, aby mógł wejść do środka, czuje prawdziwą ulgę. Przechodzi do korytarza, a kiedy drzwi się zamykają, rozluźnia ramiona.
— Wiem. Przepraszam. — Na ten moment nie potrafi powiedzieć więcej. Uśmiecha się tylko krzywo i przygląda twarzy siostry. Zdaje mu się, że wydoroślała jeszcze mocniej. To niby tylko dwa lata, a zdaje się jak wieczność…
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Gwen Leffingwell
Czarodzieje
There's always a sparkle of hope if you just believe
Wiek
28
Zawód
magizoolog
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
7
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
14
Brak karty postaci
19-03-2026, 22:14
Gwen nigdy nie uwierzyła, że brat zniknął na zawsze. Bała się o niego, ale czuła, że żyje i kiedyś jeszcze się spotkają. Kiedy wielu spisało go na straty, ona naprawdę była przekonana, że wróci. Kiedyś byli ze sobą dość zżyci, gdyż siostra wydawała się go rozumieć i potrafiła dotrzymywać mu kroku. Dzielili wolny czas i potrafili się wspierać, czy to pomagając sobie rozmową, czy po prostu milcząc.
Teraz kiedy przyszło im się spotkać po tak długim czasie, nie bardzo wiedziała jak się zachować. Może powinna go uderzyć, albo paść w ramiona? Czuła, że łzy w końcu zwyciężą i zaraz popłyną po jej policzkach, ale teraz splotła ręce na piersiach i starała się mówić pewnie, udając, że głos wcale jej nie drży. Naprawdę chciała przywitać go jak trzeba, ale nie wiedziała właśnie co powinna zrobić.
- Może wydaje Ci się, że nie jestem zaskoczona. Przeciwnie, jestem – zaczęła swoje krótkie przemówienie. – A jednak wierzyłam w to, że kiedyś wrócisz. Nigdy nie zwątpiłam i powtarzałam innym, że żyjesz i kiedyś się pokażesz. Mimo to… - z jej oczu popłynęła łza, a po chwili kolejna i jeszcze jedna. W końcu usiadła na kanapie i po prostu pozwoliła dać upust emocjom. Nie mówiła nic, nie wycierała jeszcze oznak swojego wzruszenia i ulgi, panowała między nimi cisza. Spojrzenia mówiły czasem więcej niż najlepsza mowa. A jednak po krótkim czasie ktoś musiał zabrać głos.
- Gdzie Ty byłeś i dlaczego w ogóle odszedłeś? – zapytała wprost. – Co sprawiło, że się teraz pokazałeś? Mam mętlik w głowie, bo niczego nie rozumiem. Mój ukochany brat po prostu zniknął i zostawił wszystkich w niewiedzy i niepokoju. Może i relacje między członkami rodziny są różne i dalekie od ideału, ale… Jesteśmy z tej samej krwi i zawsze będziesz dla mnie ważny – wyjaśniła, siląc się na spokój.
- Zostawiłeś mnie i to w czasie, gdy byłeś mi najbardziej potrzebny. W czasie, gdy wątpiłam we wszystko i wszystkich. Wiedziałam, że się spotkamy, dlatego czekałam. Powtarzałam sobie, że wrócisz następnego dnia, a potem kolejnego i tak dalej. I minęły miesiące i dopiero teraz stajesz przede mną, jakby nic się nie stało – pociągnęła nosem, bo łzy nadal spływały po jej policzkach.
- W czym nie mogłam Ci pomóc? – padło kolejne pytanie. – Powiedz mi, bo próbuję to wszystko poukładać sobie w głowie, zrozumieć i przyjąć do wiadomości – wyjaśniała bratu swoje odczucia i tłumaczyła swoje zachowanie.
- Czekałam na Ciebie, Jesse. Czasem wierząc mniej, czasem bardziej. Poczułabym w sercu, gdyby coś się stało. Nie ma takiej magii, która byłaby większa od miłości. Wiesz, że zawsze bardzo Cię kochałam. Wydawało mi się, że tylko Ty mnie rozumiałeś i chciałeś. Byłam dumna z takiego brata, ale czy on to odwzajemniał? Zawsze chciałam byś czuł, że masz we mnie przyjaciółkę. Nic się przez ten czas nie zmieniło – powiedziała jeszcze, a później otarła łzy dłońmi.
- Widzisz? Wiem, że jestem bardzo emocjonalna, ale nic na to nie poradzę. Widzę przed sobą tę samą osobę, a jednak wiem, że jesteś inny. I chcę zrozumieć, co się dzieje – odparła łagodnie, cicho, jak zawsze, kiedy zwracała się do niego w jakiejś sprawie, a szczególnie wtedy, gdy mieli porozmawiać poważnie. Gwen potrzebowała tego bardzo. Nie rozumiała, ale chciała zrozumieć.
Make my heart a better place. Give me something I can believe.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
26-03-2026, 22:17
Odnawianie kontaktów, zwłaszcza rodzinnych, okazuje się bardzo trudnym przedsięwzięciem. O ile w przypadku ludzi teoretycznie obcych, czuje większą swobodę, może nawet dozę obojętności na ewentualny wynik rozmowy, o tyle z siostrą jest inaczej. Denerwuje się tuż przed tym jak otwiera drzwi, a jeszcze większa niepewność ogarnia go kiedy Gwen zaczyna mówić. Jest świadom, że może usłyszeć wiele gorzkich słów i planuje wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje, przynajmniej tutaj, przynajmniej w odniesieniu do niej. Do reszty rodziny nie czuje takiego sentymentu. Śmierć dziadka oddzieliła go całkiem od reszty. Do ojca czuje wielki żal za to, że chciał go wydać, a do matki o to, że nie potrafiła się mu przeciwstawić. Choć początkowo wyrażała troskę, to później usunęła się w cień i chyba zapomniała, że jej syn cierpi. Nie pytał ich wprawdzie nigdy o to, ale wiedział swoje. Nie miał podstawy, by sądzić inaczej. Z Gwen próbował utrzymywać kontakt po wypadku, choć faktycznie ich relacje nieco się ochłodziły. Nigdy jednak nie opuścił jej i spotykali się dość regularnie. Dopiero wtedy, gdy wszystko go przytłoczyło, zdecydował się na radykalny krok i odcięcie również jej. Teraz ma wyrzuty sumienia, wie, że popełnił błąd i jest tutaj po to, aby podjąć próbę naprawy.
Wpuszcza go do mieszkania, to wiele znaczy. Może przynajmniej na chwilę odetchnąć ze spokojem. Przynajmniej do czasu, kiedy siostra zaczyna płakać. Coś w nim drży i chociaż jego twarz nadal wydaje się stężała, czuje jak dreszcz przechodzi przez jego ciało i zagnieżdża się w klatce piersiowej. Tam przechodzi w piekący ból. Nie jest pewien, co się z nim dzieje. Wchodzi jednak dalej, siada wreszcie na kanapie w bliskiej odległości i przygląda się kobiecej twarzy. Sprowadził na nią wiele bólu. Sądził wtedy jednak, że tak będzie najlepiej. Miał, a właściwie nadal ma własne problemy, od których chciałby trzymać Gwen z daleka. Nadal jest starszym bratem i nadal chce ją chronić za wszelką cenę. Jego codzienność, odkąd stał się wilkołakiem, nie jest tak jednoznaczna i czysta jak za czasów pracy w biurze aurorów. Często dopuszcza się rzeczy, które ciężko nazwać sprawiedliwymi.
— Nie płacz, Gwen… nie warto… — rzuca cicho, wyraźnie zakłopotany tym, co widzi. Nie umie okazywać uczuć, podobnie nie umie też ich przyjmować. A wszystko co wychodzi poza złość, gniew czy niechęć, sprawia że jest mu nieswojo. Nie wie, co powinien powiedzieć. Szuka w kieszeniach chusteczki, ale żadnej nie potrafi odnaleźć. Nie ma przy sobie nawet tak podstawowych przedmiotów. Własnym mankietem nie otrze jej twarzy, bo wstyd mu, że wygląda bardzo kiepsko, a jego ubranie dawno nie widziało czyszczenia. Pachnie deszczem i dymem papierosowym. Przyjmuje resztę słów bez zająknięcia, nie chce jej przerywać. Dopiero wtedy, kiedy Gwen kończy, zaczyna zbierać się do tego, aby udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi.
— Nie mam chyba słów, które zdołają mnie usprawiedliwić, wiesz? — przyznaje bez cienia złudzeń. — Moim celem nie było opuścić cię w kłopotach. Nie wiedziałem… — ciągnie dalej, a spojrzenie wbija w splecione ze sobą palce, poszarzałe od pracy w magazynach. — Potrzebowałem wtedy odetchnąć. Gwen, ja nie potrafiłem ciągnąć tego życia w rozszczepieniu, między tym co było, a tym co nowe. Musiałem się zdystansować. Myślałem, że jeśli wyjadę, że jeśli wszystko za sobą zostawię i zacznę od zera, to osiągnę spokój. Tyle, że chyba to nie jest możliwe… — przyznaje wreszcie. Potem sięga po odwagę i zerka na twarz siostry. Ta ociera łzy. — Kilka razy przez okres tych dwóch lat przyjeżdżałem tu z zamiarem, że się odezwę, że dam ci znać, że wszystko jest dobrze. Ale za każdym razem okazywało się, że jestem tchórzem, bo wydawało mi się, że tak będzie lepiej. Obserwowałem więc tylko, potem znikałem. — Był tu może dwa czy trzy razy? Jedynie na moment, aby sprawdzić, jak sobie radzi. Nigdy nie dowiedziała się, że ją obserwował. Wszystko to działo się około rok temu, kiedy zaczęło do niego docierać, że naprawdę tęskni. — Brakowało mi ciebie, Gwen — wyznaje wreszcie, a na jego twarzy pojawia się blady uśmiech. — To nie twoja wina. Zawsze byłaś dla mnie dobra. Ja chyba nie potrafiłem być taki względem ciebie. — Milknie później, chce jej opowiedzieć o wszystkim, ale coś go powstrzymuje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Gwen Leffingwell
Czarodzieje
There's always a sparkle of hope if you just believe
Wiek
28
Zawód
magizoolog
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
7
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
14
Brak karty postaci
27-03-2026, 18:16
Jedną z cech charakterystycznych panny Leffingwell był upór i Jesse doskonale wiedział, że siostra nie skończy rozmowy, póki nie dowie się tego, co wiedzieć chciała. Zareagowała bardzo emocjonalnie na jego powrót, ale czy to było dziwne? Nie widziała go tyle czasu i nie miała żadnych wieści. Żyła dzięki nadziei, która podpowiadała jej, że kiedyś pozna prawdę i to, dlaczego zniknął i się tak skutecznie ukrywał. Nic nie zmieni w niej tego, że kocha brata, z całą otoczką jego zalet i wad. On nigdy nie traktował jej gorzej, zgadzał się na kolejne wspólne wypady, uczył przetrwania i wymieniali się wiedzą i spostrzeżeniami. I nawet jeśli od tamtych chwil minęło już wiele wiosen, ona ciągle uważała go za jedną ze swoich największych podpór. Nigdy nie chciał jej zmieniać i za to była mu bardzo wdzięczna. Ona także akceptowała go takiego, jakim był, bo tak powinno się dziać w rodzimie.
- Tylko się nie kłóć ze mną, bo naprawdę mam odmienne zdanie w tym temacie – powiedziała cicho.
- Jesteś moim bratem i nigdy nie będę przeciwko tobie. Reaguję tak, bo cię kocham – wyjaśniła. – I uwierz mi, że moje zaufanie nie zmieniło się przez ten czas. Przyszedłeś i rozmawiamy, to chyba znak, że chcesz mnie nadal w swoim życiu i szanujesz mnie – zauważyła Gwen.
- Mój brat nigdy by mnie nie zostawił, a skoro tu jest, chyba nadal uważa to za fakt. Jestem zła, ale równocześnie czuję ulgę, bo żyjesz i uznałeś, że możesz na mnie polegać. Pocieszające, wiesz? – tego się musiała trzymać. Jesse przyszedł i był tam z nią.
- Nie znikaj już tak, a nawet jeśli, przysyłaj mi wiadomości. Nie wiem jakie masz plany na przyszłość, ale bez twojej zgody nikomu nie powiem, że wróciłeś. To ty musisz się pokazać, a ja uszanuję twoją wolę. Czasem potrafię się jakoś wykręcić od prawdy. Poza tym dlaczego czekałeś tak długo z ujawnieniem się? Byłabym spokojniejsza wiedząc, że nie muszę się o ciebie martwić, bo naprawdę gdzieś tam jesteś i radzisz sobie… jakoś – powiedziała, teraz nie spuszczając wzroku z brata.
- Nie zmuszę cię do zwierzeń, nie będę naciskać, ale chcę wiedzieć więcej i zrozumieć chociaż trochę. Powiedz ile możesz, cokolwiek, jeśli naprawdę mnie szanujesz – zagrała trochę na emocjach brata, ale potrzebowała chociaż chwili, w której coś wyjaśni lub spróbuje to zrobić. Przez chwilę nie odzywał się nikt i zapadła niezręczna cisza. Kiedyś to było trudne do osiągnięcia, bo sobie naprawdę ufali i potrafili rozmawiać. Gwen nadal potrzebowała takiej osoby, ale w jej życiu trochę się pozmieniało, o czym przypominał jej pierścionek z niebieskim oczkiem, który nosiła na palcu. Był ktoś, komu mogła zaufać i kto miał jej pomóc, o ile sam się wcześniej wybroni i przeżyje.
Poważne, lecz ciągle nienachalne spojrzenie jej oczu znów spoczęło na bracie.
- Czy jest coś, co mogę dla ciebie zrobić? – zapytała w końcu spokojnie. Krok po kroku chciała jakoś rozwinąć rozmowę, ale nie wiedziała na ile Jesse jest gotów mówić. Pokazał się i przyszedł. To już samo w sobie było chyba dużym progresem.
Make my heart a better place. Give me something I can believe.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
30-03-2026, 21:35
Jesse zdaje sobie sprawę, że jego siostra jest bardzo wyrozumiała. Czasami wręcz za bardzo, co nie współgra z obrazem ich rodziny. Nie pamięta, żeby podobną naturę przejawiała ich matka, a tym bardziej ojciec. Może to jedynie jego odczucia, które są błędne, ale jest święcie przekonany, że w tym aspekcie Gwen wybija się wyraźnie ponad resztę Leffingwellów. I może dlatego właśnie jest mu tak ciężko czasami to przyjmować. Nie jest przyzwyczajony, a zwykle zdany na samego siebie, zapomina, że może pozwolić sobie na komfort zaufania. Dopiero po czasie dociera do niego, jak ogromny błąd popełnia. Kręci głową wyraźnie nieprzekonany, bo nie chce, aby młodsza siostra brała na siebie cały ciężar jego przeżyć.
Czuje jednak ulgę, że jest cała i zdrowa, że przez te dwa lata nie zmieniła się aż tak bardzo oraz że nie wyłapuje sygnałów, aby było u niej źle. Może faktycznie przeżywała trudne chwile, jednak obiektywnie jest bezpieczna, ma swój dom i raczej nie przymiera głodem, co dla Jessego nie jest aż tak oczywiste w ostatnim czasie.
Zdaje się, że jest gotowa wszystko mu wybaczyć. Ba… prawdopodobnie już to zrobiła, kiedy zobaczyła go przed drzwiami, a później wpuściła do środka. Uśmiecha się wreszcie niepewnie, patrzy nadal na palce.
— Czuję ulgę, kiedy widzę, że nic ci nie jest. Znienawidziłbym siebie chyba już zupełnie, gdyby okazało się, że moim zniknięciem przyczyniłem się faktycznie do twojego nieszczęścia. To jednak mnie nie usprawiedliwia. — Nadal nie umie uciec przed poczuciem winy. Gryzie go myśl, że coś faktycznie mogło się wydarzyć. — Co u reszty? — pyta, chcąc jeszcze odczekać moment, nim przejdzie do sedna. Jest świadom, że nie może unikać w nieskończoność odpowiedzi na pytania, nawet jeśli nie udzieli ich w pełni. Gwen powinna wiedzieć, przynajmniej mgliście, dlaczego postanowił opuścić wtedy Londyn. I dlaczego zniknął bez słowa. Opiera się o kanapę, spogląda w sufit i wzdycha ciężko.
— Jesteś być może jedyną osobą, która przyjmuje mnie tak ciepło od samego progu. Wiem, że schrzaniłem. Uświadomiło mi to kilku znajomych, z którymi miałem już okazję się spotkać. I ubiegnę twoje wyrzuty… dlaczego najpierw nie przyszedłem tutaj… — zatrzymuje się na moment. — Było mi wstyd, Gwen. Byłem bez grosza przy duszy i musiałem coś ze sobą zrobić, nim mnie zobaczysz, bo nie chciałem przysparzać ci dodatkowo zmartwień finansowych. Trochę odbiłem od dna, chociaż nie jest jeszcze idealnie — wyznaje jeszcze, aby ją uspokoić. Jest tu zupełnie szczery, bo wie, że siostra i tak rozpozna, że nie mówi szczerze. Poza tym, nigdy nie potrafił i nadal nie potrafi kłamać.
Zastanawia się, ile powinien jej powiedzieć na temat Rosthwaite. Uczciwie będzie jeśli zaprezentuje jej opowieść po kolei, przynajmniej w suchych faktach.
— Z zamiarem wyjazdu nosiłem się od jakiegoś czasu, nim faktycznie zniknąłem. Gwen… po wypadku… po tym jak wywalili mnie ze służby, nie potrafiłem sobie poradzić z nową rzeczywistością. Miałem wrażenie, że siedzę ciągle w takim zawieszeniu, pomiędzy tym, że już nigdy nie będę aurorem, a tym, że niektórzy oczekiwali ode mnie wciąż pomocy. Czułem, że to nie jest sprawiedliwy układ. Pomyślałem, że jeśli zacznę od nowa, w zupełnie obcym miejscu, to będzie lepiej… że będzie mi też łatwiej to zrobić, jeśli nie będę się rozczulał i po prostu zniknę. — Teraz to wszystko zdaje się niedorzeczne. Spogląda badawczo na siostrę, potem oddycha głęboko. — Miałem trochę oszczędności z odprawy, sprzedałem swoje stare mieszkanie i kupiłem kawałek ziemi ze starą chatą w Rosthwaite. Grunty w Kumbrii są tanie, bo to przecież koniec świata. Wszystko było dobrze, pracowałem na lokalnej farmie, ale z czasem okazało się, że moja przeszłość się o mnie upomniała. Jak widać dobrodziejstwo rejestru jest takie, że dość łatwo odkryć, kim jesteś. A stąd do strachu lokalnych, posądzania o czyny, których się nie dopuściłem niedaleko — przyznaje z goryczą. — Musiałem wrócić. Tam już nie jest dla mnie spokojnie… — Nie jest bezpiecznie — mógłby rzec, ale tego nie robi, bo to jedynie zmartwi Gwen. — Robisz już wystarczająco tym, że mnie tu przyjmujesz — odpowiada.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Gwen Leffingwell
Czarodzieje
There's always a sparkle of hope if you just believe
Wiek
28
Zawód
magizoolog
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
7
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
14
Brak karty postaci
01-04-2026, 17:20
Leffingwell’owie byli rodziną, w której panowało pozorne szczęście. Nigdy nie głodowali, nie musieli się bać o brak dachu nad głową, mieli siebie nawzajem, ale… tak naprawdę każdy był zdany na siebie, bo rodzice chyba uważali, że dzieciaki poradzą sobie same ze wszystkim. Wrzucali je na głęboką wodę i musieli jakoś przetrwać. Dobrze, że mieli dziadków, którzy się nimi interesowali bardziej i uczyli wielu rzeczy. A rodzeństwo? Wspierało się, ale kiedy dorośli, każde poszło swoją drogą. Gwen nigdy nie pasowała do tej rodziny. Zawsze była tą, która się martwiła, chciała wiedzieć, co u kogo słychać i dawała im więcej miłości niż rodzice. Ona się interesowała wszystkim, dbała o to, by być na bieżąco ze wszystkimi nowinami, z urodzinami by wysłać życzenia, no i chciała być dla każdego tym, kto nie zawodzi w potrzebie i jest zawsze obok, gdy tego potrzebowali.
Jesse traktował ją chyba najbardziej poważnie od reszty. On ją doceniał i to, co starała się robić dla innych. Nawet jeśli poszła w ślady ich ojca, jeśli chodziło o wybór zawodu, nie znaczyło to, że będzie taka sama jak on. Gwen zawsze chciała być obok, nawet kiedy nie mogła. Chciała być wsparciem, pocieszeniem, pomocą, powierniczką tajemnic i godną zaufania osobą. Chciała być dokładnie taka, jaką nigdy nie była ich matka. Chciała mieć szczęśliwą rodzinę, poświęcać jej czas i nie przegapić ważnych dla niej momentów. I bardzo chciała, żeby brat, który przyszedł do niej po długiej nieobecności, także czuł, że może na niej polegać. Przecież to chyba z nim zawsze była najbliżej. Może dlatego, że oboje wydawali się nie pasować do rodziny Leffingwell?
Słuchała brata uważnie i wtrąciła kilka zdań, bo wydawało jej się to właściwe.
- Staram się trzymać jak najdalej od kłopotów – powiedziała dziarskim tonem. – Nie zawadzam nikomu i zajmuję się własnymi sprawami. Trzymam się ludzi, których znam i jakoś sobie żyję – wyjaśniła.
- Pozostali mają się dobrze i każdy ma swoje sprawy, ale kontaktujemy się i widujemy. I nie tylko ja się o ciebie martwię – przynajmniej tak się wydawało na pozór. Ale pewnie tak było, bo mimo wszystko byli rodziną i każde życzyło pozostałym jak najlepiej.
- Powiedz mi, kim byłabym, gdybym cię nie przyjęła u siebie? – postawiła łatwe pytanie, ale czy musiał na nie odpowiadać? Nie oczekiwała tego, bo wiedziała, że on rozumie o co jej chodzi. – Jess, znasz mnie przecież, wiesz jaka jestem i naprawdę, nic się pod tym względem nie zmieniło. Jesteś tu zawsze mile widziany, bracie – uśmiechnęła się do niego łagodnie, patrząc nań z ufnością i ciepłem. I chociaż czuła smutek i żal, że życie tak sponiewierało jej brata, który  musiał robić różne rzeczy, nie przerywała jego opowieści i nie komentowała w żaden sposób.
- Możesz przychodzić kiedy tylko chcesz. Kiedyś ty mi pomagałeś, więc mogę się trochę odwdzięczyć. Przynajmniej powiedz mi, że zostaniesz jeszcze trochę i nie znikniesz nagle, bo tak. Nie odmówisz mi wspólnego posiłku, prawda? – wolała zapytać, na wypadek gdyby bardzo mu się spieszyło, by odejść.
- Pozwól, że się tobą zaopiekuję, chociaż trochę – miała nadzieję, że nie będzie z tego robić problemu.
- Ja się  trzymam i nie przymieram głodem, mam trochę zainteresowań i planów na przyszłość, które chcę rozwijać i wprowadzić w życie. I bardzo chcę, byś wiedział, że gdziekolwiek będę, masz tam wstęp. Bo widzisz, niedługo będę mieć nowy dom i życie – chciała, by wiedział, że zawsze będzie mile widziana tam, gdzie przyjdzie jej mieszkać. I będzie o to walczyć, jeśli będzie trzeba.
- Nie znikaj już, proszę. Ja wierzę, że do ciebie też uśmiechnie się los i będzie inaczej, lepiej.
Make my heart a better place. Give me something I can believe.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 08-04-2026, 15:07 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.