• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Sussex, Le Palais des Roses > Pracownia krawiecka Dahlii
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
02-04-2026, 19:03

Pracownia krawiecka Dahlii
Jedną z komnat na parterze rodowej rezydencji Rosierów, na życzenie żony jednego z dziedziców rodu, przearanżowano na pracownię krawiecką, gdzie może nie tylko pracować nad swoimi prywatnymi projektami w ciszy, spokoju i przyjemnym otoczeniu, ale także przyjmować gości, których przyszłe szaty mają wyjść właśnie spod jej igły i nici. Jest to duże, eleganckie pomieszczenie, o parkiecie z ciemnych, wypolerowanych desek oraz ścianach pomalowanych na ciemny beż, aby nie odciągał uwagi od tego co najważniejsze - licznych tkanin, materiałów i dodatków ułożonych w specjalnych, sięgających sufitu regałach pod ścianą naprzeciw okna, a także zaczarowanych manekinów, które zmieniają kształt wedle woli projektantki, na podstawie zebranych wcześniej miar; na którymś z nich zawsze wisi kreacja, nad którą Dahlia obecnie pracuje. Wszystko jest uporządkowane i ma swoje miejsce, nawet gdy pani Rosier zaprowadzi tu chaos - nocą skrzat domowy pilnuje, by wszystko powróciło na swoje miejsce. Blisko wyjścia na niewielki taras stoją lustra, a przed nim podest, kącik przymiarek i prezentacji ostatecznego projektu. W zachodniej części komnaty znajduje się zaś nachylone pod właściwym kątem biurko, przy którym można wygodnie szkicować i wygodne krzesło. Centralne miejsce zajmuje zaś kwadratowy, duży stół, gdzie Dahlia wykrawa materiały. Przy kominku zaś stoi nieduża kanapa, stolik kawowy i fotele, gdzie można omówić projekt przy filiżance herbaty. Wszystkie meble są eleganckie i finezyjnie zdobione, na ścianach wiszą fotografie ulubionych projektów Dahlii, a uroku komnacie dodaje także sztukateria. Źródłem światła jest kryształowy żyrandol na zaczarowane świece.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
Wczoraj, 12:22
30.05.1962r.[/

Pracownia Dahlii Rosier zawsze pachniała mieszanką drogich tkanin, kredy krawieckiej, delikatnych perfum i czegoś trudniejszego do uchwycenia gołym okiem, a jednak nieodłącznie związanego z tym miejscem - ambicji, być może. Albo kunsztu, który przez lata osiadał na wszystkim, czego dotknęły dłonie projektantki. Już od progu było jasne, że nie wchodzi się tu wyłącznie po suknię. Wchodziło się w przestrzeń, w której piękno nie było kaprysem, lecz dyscypliną.
Iris przychodziła tu od lat - najpierw jako młodsza panna, przyprowadzana przez matkę lub jedną z ciotek, później coraz częściej sama, już nie tylko po to, by przymierzać, lecz także wybierać, decydować, czasem nawet stawiać drobny opór wobec cudzych pomysłów. Dahlia Rosier znała jej sylwetkę, gust i wszystkie te niuanse, których nie sposób wyczytać z samego pomiaru. Wiedziała, w jakich fasonach Iris czuje się swobodnie, a jakie sprawiają, że jej ramiona sztywnieją, a twarz wygina lekki grymas. Wiedziała również, kiedy nie zadawać pytań. Może właśnie dlatego Iris, mimo formalnego tonu ich relacji, od lat odczuwała w tej pracowni coś zbliżonego do ulgi. Dziś jednak nawet to znajome poczucie nie wystarczało, by całkowicie uciszyć napięcie.
Kolacja, na którą miała zostać przygotowana suknia, nie była zwykłym rodzinnym spotkaniem. Miała zgromadzić Nottów i Flintów przy jednym stole, a sam ten fakt wystarczał, by każda decyzja - kolor, krój, nawet sposób upięcia włosów - nabierała znaczenia, którego Iris wolałaby nie analizować. Nie chodziło wyłącznie o elegancję. Chodziło o komunikat. O to, jak zostanie odczytana, zanim jeszcze zdąży cokolwiek powiedzieć.
Między innymi z tego właśnie powodu zaprosiła Leopoldine. Nie był to gest wyłącznie grzecznościowy, choć z zewnątrz mógł tak wyglądać. Ich znajomość była jeszcze świeża, zbyt delikatna, by nazwać ją bliskością, a jednak Iris miała wrażenie, że zbyt wiele już między nimi przemilczano, by nadal pozostawać jedynie uprzejmymi twarzami po przeciwnych stronach przyszłego układu. Leopoldine intrygowała ją - nie w sposób łatwy i powierzchowny, lecz bardziej wymagający. Było w niej coś chłodnego, wypracowanego, a jednocześnie ciepłego i przyciągającego. Iris nie miała jeszcze pewności, czy to tylko przeczucie, lecz widziała w siostrze Leopolda swojego sprzymierzeńca i - być może - kiedyś przyjaciółkę.
Dlatego, stojąc u jejboku przed wejściem do pracowni, pozwoliła sobie na krótkie spojrzenie w stronę młodej Flint. — Dahlia ma opinię kobiety, która potrafi uszyć suknię równie piękną, co niebezpieczną — Powiedziała cicho, z cieniem uśmiechu, poprawiając beżową apaszkę, którą miała zawiązaną wokół szyi. — Uznałam, że to odpowiednie miejsce na początek… naszej znajomości. Bardzo chciałabym Cię poznać, Leopoldine. Wyglądałaś tak… szykownie na urodzinach Lucindy! Twoje zdanie będzie dla mnie wyjątkowo istotne.
W jej głosie pobrzmiewała lekkość i szczerość. Obserwowała Leopoldine uważniej, niż mogło się wydawać - nie chciała przekroczyć granic, choć wiedziała, że może się to zdarzyć jeśli poczuje się zbyt pewnie. Musiała wiedzieć na ile będzie mogła pozwolić sobie w towarzystwie takiej damy, którą niezaprzeczalnie była Leopoldine Flint.
Po chwili weszły do środka, a pracownia przyjęła je miękkim szelestem materiałów i ciepłym światłem sączącym się przez wysokie okna. Na manekinach spoczywały niedokończone kreacje, jedne jedynie naszkicowane linią formy, inne już niemal gotowe, jakby za moment miały opuścić to miejsce i zacząć własne życie na salonach. Iris przesunęła po nich spojrzeniem z odruchem kogoś, kto od lat obcuje z tego rodzaju pięknem, lecz dziś nie była w stanie patrzeć na nie wyłącznie estetycznie. Każda z tych sukni wydawała się kolejną wersją roli, jaką kobieta może zostać zmuszona odegrać.
A jednak, kiedy dostrzegła Dahlię, coś w niej mimowolnie się uspokoiło. Pani Rosier jak zawsze wydawała się należeć do swojego otoczenia w sposób absolutny - jakby tkaniny, lustra i światło podporządkowywały się jej obecności równie naturalnie jak ludzie. Była elegancka nie w sposób ostentacyjny, lecz precyzyjny; wszystko w niej zdawało się przemyślane, od linii sylwetki po sposób, w jaki unosiła spojrzenie. Iris od dawna podejrzewała, że Dahlia widzi więcej, niż mówi.
— Pani Rosier! — Przywitała się z należną uprzejmością, lecz w jej głosie pobrzmiewało też coś bardziej miękkiego, zarezerwowanego dla osób, przy których nie trzeba było nieustannie pilnować własnych słów. Szeroki uśmiech zagościł na jej twarzy; kątem oka zerknęła na Leopoldine, dodając jej tym gestem śmiałości. — Dziękuję, że zechciała mnie pani przyjąć tak szybko.
Zawahała się ledwie na ułamek sekundy, po czym zwróciła się ku towarzyszącej jej dziewczynie. — Pozwoliłam sobie przyjść nie sama. Pomyślałam, że skoro i tak w najbliższym czasie czeka nas wiele wspólnych okoliczności… — Tu ponownie spojrzała krótko na pannę Flint, jeszcze nieco cieplej. — …warto zacząć od czegoś mniej męczącego niż rodzinna kolacja.
Dopiero wtedy wróciła spojrzeniem do Dahlii. — Potrzebuję sukni na wieczór z udziałem naszych rodzin... — Porozumiewawczo wbiła chłodne, stalowe tęczówki w piękną twarz projektantki. Miała nadzieję, że kobieta domyśli się z jakiej okazji te dwa rody zasiądą przy jednym stole.
Jej kącik ust drgnął w krótkim uśmiechu. Palce zacisnęły się na uszach niewielkiej, skórzanej torebki. Jej myśli opuściły pracownię pani Rosier i zaczęły błądzić wokół Leopolda - jaka kreacja mogłaby się jemu podobać?[/b]
Pamięć jest jedyną formą władzy, której naprawdę się boję.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:33 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.