• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Resztki Przeklętego Teatru
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 14:17

Resztki "Przeklętego Teatru"
Ukryte w cieniu ruiny "Przeklętego Teatru" wciąż pokrętnie kryją atmosferę dawnej świetności i mrocznej tajemnicy. Dawniej to miejsce było naprawdę żywe, pełne oklasków i kolorowego tańca, ale dziś stoi zupełnie przygasłe — popękane ściany, zarośnięte brukowane podwórze i zniszczone loże przypominają o tragediach, które zdarzyły się na jego deskach. Legenda mówi, że podczas ostatniego spektaklu, wielki pożar wybuchł nagle na scenie, pochłaniając cały budynek i powodując śmierć wielu aktorów i widzów. Niektórzy twierdzą, że przyczyną katastrofy było wystawiane wtedy dzieło o przeklętej treści — sztuka pełna zakazanej magii i przerażających pospolitego mugolskiego Anglika rytuałów. Mieszkańcy jednak już coraz rzadziej szepczą o przechadzających się po ruinach duchach. Z biegiem lat echo niegdyś gorących historii staje się coraz cichsze i mniej znaczące.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
16-12-2025, 22:00
30.03.1962 r.

Głód nawiedzał go spontanicznie, głód tak specyficzny, że niby nie do odróżnienia z tym fizjologicznym, który mial swoje podłoże w umyśle, w charakterze, w sensie istnienia tej jednostki, którą był Axel. Dopadało go to tak nagle i nieoczekiwanie, że wręcz tracił oddech. zachłystując się nieodpartym pragnieniem tańca. Mógł i potrafił zatańczyć wszędzie, nie potrzebował muzyki, bo muzyka grała w jego umyśle na zawołanie. Wiele to ułatwiało, kiedy ćwiczył w pokoju, gdzie nie było miejsca na gramofon, a stara, wścibska baba, która wynajmowała mu pokój zaraz zaczęłaby łomotać do jego drzwi.
Przymykając powieki przywoływał do siebie brzmienie całej orkiestry, a jeśli tylko tego chciał, pojedynczego instrumentu. Chociaż nigdy nie potrafił zagrać, to wiele utworów wryło się w jego umysł i pozostało tam na zawsze kreśląc w pamięci cale ścieżki kolorowych sekwencji. Widział kształty i kolory, jego pamięć była wypełniona drgającymi i pląsającymi smugami kolorów. Wystarczyło kilka nut, by Axel mógł przywołać cały utwór tu i teraz, słysząc go wyraźnie i czysto.
Stary teatr, zapomniany i porzucony stal się pewnym rodzajem samotni dla młodego tancerza. Odkrył to miejsce kilka lat temu, słyszał od przechodniów różne historie i każda z nich była coraz bardziej niepokojąca. Ale czy groźbą klątwy mogla go zatrzymać? Oczywiście, że nie. Teatr był miejscem, które stanowiło dla Axela jedyną przestrzeń, która nieważne od kształtu i usytuowania stanowiło dla niego coś na wzór domu, gdzie czul się bezpiecznie i swobodnie. Odkrycie zapomnianego teatru, który popadał w ruinę stało się dla Axela szczęśliwą chwilą. Pusta scena, spalona widownia i obraz zniszczenia wokół nie odbierał temu miejscu tej wyjątkowej atmosfery, a wręcz przeciwnie, dodawał mu tajemniczości i wyjątkowości.
Może gdzieś tam, pomiędzy sterczacymi niczym krzywe żeby pozostałościami drewnianych siedzisk kryły się duchy osób, które zginęły w tym miejscu. A możliwe, że za kulisami wciąż błąkali się aktorzy i obsługa, którzy grali w zapętleniu ostatnia sztukę w swym życiu. Nadpalona scena była niczym most spajający przeszłość z teraźniejszością, wypalone miejsca wskazywały, gdzie upadla płonąca kurtyna, cienie na deskach układały się gdzieniegdzie w specyficzne kształty, gdzie mogli upaść aktorzy, lub gdzie upadły reflektory rozgrzane do czerwoności.
Smród spalenizny wciąż unosił się w tym miejscu, wsiąkł w deski, materiał i podłogę tak, że jedynie ogołocenie tego miejsca do gołej cegly mogło jakkolwiek temu zaradzić.
Axel dowiedział to miejsce często, zwłaszcza po niezbyt udanych castingach, gdzie nie otrzymywał roli albo dostawał cos mało satysfakcjonującego. Jakby musiał się wyładować i dopiąć swego, po prostu tańcząc bez świadków, jakby sam sobie musiał udowodnić, że jest idealnym tancerzem do danej roli, że nie ma lepszego. Lecz on doskonale wiedział, że byli lepsi i nie tyle co fizycznie i technicznie, co po prostu lepsi z urodzenia, z pochodzenia i statusu społecznego. Wciąż próbował zostać solistą, pragnął jak niczego innego roli, ważnej, w której się wykaże i otworzy sobie w końcu drogę do kariery.
Lecz i dziś znów się nie udało.
Znów dostał poboczną rolę, gdzieś w tle, w cieniu sceny. A to sprawiało niedosyt, aż piekło go w dołku i złość rozgaszczała się pod czaszką rozsadzając skronie. Znów zawędrował na deski zrujnowanego teatru, potrzebował dać sobie upust. Muzyka huczała w jego umyśle tak wyraźnie i przejmująco, aż drżał na całym ciele. Ściągnął buty rzucając je na skraj sceny, ustawił się w pozie, zamknął oczy i zapomniał o świecie, zapomniał o czymkolwiek a pustka w umyśle pozwalała mu dryfować w dźwiękach melodii, która tylko on słyszał.
Ciało potrzebowało ruchu, rozciągania i wysiłku. Mięśnie napinały się i rozluźniały niosąc ciało tancerza w precyzyjnych ruchach, tak wyćwiczonych, że nawet nie musiał o tym myśleć. Płynął przez scenę odgrywając odpowiednie role, klucząc od pozy do pozy tak, że jedna przeobrażała się w kolejną a on nawet na sekundę się nie zatrzymał. W kulminacyjnych momentach wyskakiwał wysoko ponad scenę i ładował z gracją, kończąc ładowanie kolejna pozą.
Wyobrażał sobie, że ostre światło reflektory podąża za nim ścigając go po scenie, a tysiące wpatrzonych w niego oczu podziwia ten spektakl. Dzięki muzyki rozbrzmiewały coraz głośniej, coraz ostrzej i stanowczo, aż dotarł do punktu kulminacyjnego, po którym zapadała tylko cisza. Zastygł w ostatniej pozie, czując jak płuca palą w piersi, pot spływa po skroniach a urywany oddech przeciska się przez zaciśnięta z przejęcia krtań. Opada na kolana łapiąc oddech, pozwala ciału na odebraniu tego, co zostało mu zabrane na długie minuty. W lodowych oczach tancerza jest ogień, determinacja zmieszana ze wściekłością. Po raz kolejny próbował udowodnić samemu sobie, że wciąż potrafi każdą figurę, każdy wyskok i każda sekwencję. Wciąż był tancerzem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leopoldine Flint
Czarodzieje
to be a woman is to perform
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
02-01-2026, 20:43
Tańczyła na deskach Arkadii już od niemalże miesiąca, ale te wciąż pozostawały dla niej obce. Jej pot poił je bez dyskryminacji, w rytuale, który powinien połączyć ją z teatrem na kolejnych wiele lat, wreszcie uczynić go jej. Mimo to, chłód panujący na korytarzach kulis, tym bardziej odczuwalny, im mocniej rozgrzane było ciało pierwszej solistki, podpowiadał jej, że nie mogła nazwać tej przestrzeni swoim artystycznym domem, przynajmniej jeszcze nie teraz. Po kolejnej próbie nie czuła żalu z tego, że opuszcza budynek, co byłoby nie do pomyślenia w przypadku rezydencji w teatrze im. Kirova. Tego dnia szukała jakiejś wymówki, impulsu, tego rodzaju artystycznego spełnienia, którego nie mogła odnaleźć w swojej roli. Nowe przedstawienie wystawiać mieli dopiero za kilka miesięcy, był czas na opanowanie choreografii do perfekcji, ale czymże był taniec, bądź sztuka w ogóle, gdy brakowało natchnienia? Ledwie rzemiosłem, odtwarzaniem opracowanego przez kogoś innego, bądź nawet siebie samego planu działania, w którym każde odejście od normy mogło zakończyć się katastrofą. Leopoldine Esme Flint nie była jednak rzemieślnikiem, przynajmniej nie w typowym tego słowa znaczeniu. Była artystką, jej ciało — jej instrumentem. A dusza? Gdzie było miejsce dla duszy?
Poszukiwała oczyszczenia, swoistego katharsis. Chyba tylko przypadek, wyciągnięcie z odmętów pamięci zasłyszanej plotki o spalonym teatrze sprawiło, że nie powróciła od razu w bezpieczne objęcia rodowej posiadłości Flintów, zamiast tego postanawiając wybrać inny kierunek swojej podróży.
Przeklęty Teatr, brzmiało zachęcająco, brzmiało tak, jakby nie powinna się tam znajdować. Nie ona, odziana w ubrania w kolorze kości słoniowej i gołębiej szarości, teraz tym bardziej kontrastującą ze zwęgloną czernią teatralnych resztek. Nie ona, pachnąca uzdrawiającymi balsamami, gdy wszystko wokół nosiło w sobie zatęchły zapach tragedii i zniszczenia. Nie ona sama, delikatny kwiat nie tylko rodu Flint, ale i europejskiej sceny baletowej.
Nie bała się — pobyty w Norwegii i w ZSRR uodporniły ją na większość elementów, które zdolne były wzbudzić strach w dziedziczkach olbrzymich fortun brytyjskiej klasy wysokiej. Stąpała wokół ruin lekko i z gracją nie dlatego, że przeszywał ją strach, a dlatego, że taki właśnie sposób poruszania się był dla niej naturalnym. Gdyby ktoś dostrzegł ją pośród strawionych ogniem i być może czarną magią wnętrz, mógłby pomyśleć, że ma do czynienia z duchem.
A jednak była prawdziwa. Tu i teraz.
Tak jak mężczyzna tańczący w rytm swego serca, pod melodię marzeń.
Zatrzymała się. W cieniu, aby nawet nie podsuwać losowi pomysłu na rozkojarzenie tancerza, gdyby tylko zauważył jej obecność. Obserwowała go, czując narastający na ramionach ciężar. Czy to zmęczenie dawało o sobie znać, czy to skumulowany ciężar oceniających spojrzeń, które spadały na nią przez całe życie, postanowił zmaterializować się nagle, gdy wbrew oczekiwaniom stawianym sobie tego dnia znalazła się po drugiej stronie lustra?
Mężczyzna wyglądał na jej rówieśnika. Pojął podstawy, posiadał solidny warsztat, ale czegoś w jego występie brakowało. Nie pasji, nie chęci tańczenia. Ta wylewała się z niego w każdym jego ruchu, w sposobie, w jaki wyskakiwał w powietrze, a następnie lądował na wiekowych deskach, z gracją omijając wypalone dziury. Wydawał się jednak zastany. Jakby nie trenował wystarczająco mocno lub wystarczająco często. W niektórych ruchach było za dużo sztywności, gdy potrzeba było płynności. Potrafił poruszać się mocno i stanowczo, a co z delikatnością?
— Jeszcze raz — jej głos w ciszy teatru musiał być niczym uderzenie grzmotu. Wystąpiła z cienia bezszelestnie, z rękoma skrzyżowanymi na piersi i spojrzeniem jasnych oczu skierowanym tylko w jeden punkt. Ten, w którym aktualnie znajdował się tańczący nieznajomy. — Jeszcze raz, w takt na trzy czwarte. Chcę widzieć każdy ruch wyraźnie, nie spiesz się — nie poznawała tonu, którym mówiła; ton ten nie należał do niej, a do baletmajstrów, którzy prowadzili jej karierę, wszystkich razem, począwszy od starszej kobiety, której Leopold wbił pióro w dłoń, bo miała czelność podnieść głos na jego bliźniaczkę, na głównym choreografie Arkadii kończąc.
Leopoldine ruszyła powoli, schodząc w dół schodów rozciągniętych przez całą widownię. Nawet na moment nie oderwała oceniającego spojrzenia od ruchów nieznajomego tancerza, ba, za nic miała sobie naruszenie jego prywatności, to, czy pragnął publiki występując w teatrze — nawet zrujnowanym i opuszczonym — czy wolał delektować się tańcem w samotności. Bo oto miała przed oczami wizję czegoś ważniejszego niż komfort tancerza. Oto jej imię wzywane było przez sam balet, która to najukochańsza ze sztuk dawała jej wyjątkową możliwość wpłynięcia na los nieznajomego.
Czyż to nie było w sztuce najważniejsze?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
14-01-2026, 10:32
Tęsknił za teatrem w Paryżu. W snach wciąż tam wędrował, doskonale pamiętając akustykę, tekstury materiałów i drewna, zapach pudru i talku i to uczucie przynależności. Wciąż doskonale odtwarzał echo głosu madame Petit, która była ich guru, której nie umykał żaden szczegół i sama tańczyła tak, jakby niósł ja wiatr. W Londynie Axel mial problem z odnalezieniem swojego miejsca, a przede wszystkim miejsca, które by go chciało. Teatr w Soho przekreślił jego istnienie, przekreślając go w wyniku ludzkiej zawiści i niechęci. Potem późniejsze wypadki sprawiły, że Nokturn zacisnął na nim swoje szpony wciągając go coraz głębiej. Mimo to nie tracił nadziei, parł do przodu, brał małe role, byleby tylko być, istnieć i nie pozwolić sobie na to, by teatr oddalił się od niego.
Arkadia stanowiła dla niego szczyt marzeń, to tam pragnął zaistnieć. Coraz częściej tam bywał, czy to jako widz, czy przypadkiem, lub celowo włócząc się jak duch. Przychodził na przesłuchania, grał nieistotne role. Robił wszystko, by być i istnieć. Nowa solistka przykuwała uwagę młodego tancerza, chociaż ona pewnie nie zapamiętała go, to on potrafił ją rozpoznać i zdążył się przyjrzeć jej umiejętnościom na próbach. Czasem łapał się na zazdrości, widząc jak płynnie tańczy, jak jej ruchy są wyważone i swobodne. On wciąż walczył o swoja kondycję, by nie pozwolić na zastanie się, chociaż praca kelnera i jego tryb życia wcale mu nie pomagały. Rozciągał się, w klitce swojego czynszowego pokoju powtarzał ruchy aż do utraty sil, byle tylko ciało nie zapomniało do czego zostało stworzone.
Ruiny teatru stanowiły dla niego pewnego rodzaju schronienie. To miejsce pełne duchów i ech dawnych czasów nie oceniało go, przyjmując go takim jaki był i przyzwalało Axelowi na odgrywanie wymarzonych ról. Otaczała go przerażającą cisza, która tylko jego wyobraźnia wypełniała muzyką, w ciemności poprzetykanej sączącymi się przez otwory okien i ziejące dziury w dachu światłem latarnii i księżyca tworzył własną wizję tego miejsca. Czuł się jak jeden z duchów tragicznie zmarłych aktorów, którzy odegrali tutaj ostatnia swoją rolę w życiu. Ich szepty wypełniały przestrzeń a gromkie oklaski wyimaginowanej widowni podbudowywały upadłe ego tancerza.
Axel nie był świadomy z obecności intruza, który zjawił się bezszelestnie i oberwał go oceniając. On tańczył w swojej wizji, a jego ciało jak zaklęte poruszało się w rytm milczącej muzyki. Po chwili zatrzymał się opadając na deski w ostatecznej pozie, wokół zapadła cisza tak przejmująca, że Axel poczuł jak przechodzą go ciarki.
Po czym nagle rozległ się grzmot. To głos rozproszył ciszę, która swym woalem otoczyła całą przestrzeń teatru. W tej chwili Leopoldine przekonała się, że tancerz na scenie nie jest duchem, a człowiekiem z krwi i kości. Jego postać nie rozwiała się w tchnieniu wiatru. Axel poczuł jak wszystkie jego mięśnie się napięły, rozgrzany chwytał powietrze łapczywie i nie będąc pewnym, co właśnie do niego przybyło uniósł spojrzenie, rozejrzał się i na szczycie spalonych foteli stała ona. W pierwszej chwili nie rozpoznał Leopoldine Jej glos był stanowczy, a jej wzrok przeszywający, wyobraźnia Axela w pierwszej chwili założyła, że to duch tancerki lub trenerki, która odważyła się nawiedzić tancerza.
Postać poruszyła się wydając polecenia. Axel z wrażenia zdał sobie sprawę z tego, że nie wie co powiedzieć, nie wie jak zareagować i czy być wściekłym na tą dziewczynę, czy spierać się z nią, czy ją ignorować, czy ostatecznie poddać się jej czarowi. Prezencja dziewczyny była w tej chwili obezwładniająca, nie brzmiała może dla niego jak jego dawni trenerzy i choreografowie, ale czuł tą stanowczość i charyzmę.
Na trzy czwarte... W głowie tancerza automatycznie pojawił się rytm walca, który przeplatał się w baletach Czajkowskiego czy Gounoda. W pierwszym odruchu zatańczyłby fragment Jeziora Łabędziego, jednak po chwili zastanowienia wybrał Noc Walpurgii, przyjmując rolę Mefistofelesa, który zabrał Fausta na sabat. Interpretacji było wiele, każdy teatr słynął z własnej choreografii a w pamięci Axela pozostała rola, która kiedyś grał i był on narratorem calej sztuki wykonując układy z tancerkami i z tancerzem, który grał Fausta. Zrujnowany teatr idealnie oddawał atmosferę tej sztuki, tworząc istne bramy do piekła.
Niosąc na barkach honor tancerza Axel wyprostował się i przyjął wyzwanie, nieważne czy ta dziewczyna była duchem, czy jednak był to żywy człowiek. Jak to madame Petit mówiła, widownia jest naszym władcą. Chociaż w głowie Francuza zarysował się juz pewien plan, to na jego twarzy nie drgnął żaden mięsień. Przenikliwe spojrzenie tancerza spoczęło na Leopoldine, trudno było zgadnąć, czy jej polecenie sprawiło, że pojawił się w nim lęk, a może bunt. W tej chwili nie musieli rozmawiać i wypowiadać słów, by nawiązać nic porozumienia. Tutaj chodziło o taniec.
Axel przyjął startowa pozę i czując jak rozgrzane mięśnie lekko drgają przywołał na swoja twarz pewny siebie, diabelski uśmiech charakterystyczny dla Mefisto. Jego ruchy były precyzyjne, nie spieszył się, dokończając pozę z namaszczeniem, a muzyka snująca się w jego umyśle podrywała jego ciało w dalszy ruch. Przemyślane ruchy i subtelne wykończenia tworzyły miły dla oka obraz młodego tancerza. Skupienie zawładnęło jego umysłem, tańczył juz nie tylko dla siebie, ale i również dla tej istoty, która obserwowała go z widowni i zbliżała się do krawędzi sceny. Czuł się odrobinę jak na przesłuchaniu, kiedy chciał dać z siebie wszystko. Liczne obroty i wyskoki wykonał bezbłędnie, jakby każda nuta wpisana była w jego ciało i zapamiętane po kres istnienia. Sunął przez scenę z lekkością i finezją, był sam na scenie, lecz roztaczał wokół siebie taką charyzmę, że wypełniał tą scenę sobą bez większych problemów.
Pomimo chłodu, nie mial na sobie wielu warstw ubrań. Ruch rozgrzewał a on już wcześniej pozbył się nadmiaru materiału. Przylegające spodnie i lekka koszula powiewała na jego bakrach prezentując wyrzeźbione ciało. Mial figurę tancerza, był szczupły i zwinny, wyglądał na kogoś kto idealnie sprawdzałby się w roli solisty, ale płynęła rownież od niego siła, której można było zaufać, że jest stabilnym partnerem.
Powoli zbliżał się do krawędzi sceny i kiedy tam dotarł, wylądował nisko i wysunął w kierunku Leopoldine dłoń. Jego pierś falowała od przyspieszonego oddechu, ciemne włosy okalały jasną twarz pióropuszem czarnych kosmyków a lodowate oczy wpatrywały się w oblicze dziewczyny, która postanowiła odwiedzić nawiedzone ruiny teatru. Teraz ją poznał, kiedy zbliżyła się i jej skupiona twarz spoglądała wprost na niego.
- Metrum na trzy czwarte zwykle tworzy się dla par. Pozwolisz? - Uśmiechnął się nie dając póki co poznać po sobie, że rozpoznał dziewczynę. Ona na pewno nie zapisała sobie w pamięci jego osoby, gdyż był tylko pobocznym tancerzem od krótkiego czasu i raczej dorywczo. Co miał nadzieję w końcu zmienić.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Leopoldine Flint
Czarodzieje
to be a woman is to perform
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
20-01-2026, 16:58
Nie wyobrażała sobie swojego życia bez tańca. Odkąd pamiętała, był on całym jej życiem, życiem, do którego wciśnięta została jako dziewczynka nieznająca jeszcze takich pojęć jak utrata czy żałoba, z ciałem zbyt małym, aby pomieścić takie wielkie uczucia. To balet pozwolił jej odnaleźć siebie, stał się jej sposobem wyrażania emocji. Każda rola, w którą wchodziła, każdy utwór będący jej partnerem w tańcu pozwalał jej czuć i rozumieć to, czego nie potrafiła przeżyć wśród ludzi, wśród rodziny nastawionej przede wszystkim na wynik — dobry wynik, nie jakikolwiek — nie zaś na trudności, które wiązać się mogły z jego osiągnięciem. Gdyby nagle przypadek bądź okrutny los sprawił, że odebrano by jej możliwość tańca, wiedziałaby, że wraz z nią pogrzebać musiała całą siebie. Nie istniała bowiem Leopoldine bez baletu. Rola pierwszej tancerki w corps de ballet teatru Arkadia była dla niej rolą istotniejszą niż chociażby rola córki, czy rola żony, której przybranie wydawało się nie być już kwestią pytania czy, ale kiedy. Osobie o jej doświadczeniach prosto było zresztą twierdzić, że okoliczności życia tancerzy nie powinny mieć w żadnym wypadku wpływu na ich formę. Faktem pozostawało jednak, że jej sytuacja rodzinno-finansowa sprawiała, że mogła w całości poświęcić się treningom i nawet mały skandal w Teatrze im. Kirova nie zniszczył jej szans na międzynarodową karierę. Arkadia przyjęła ją z więcej niż szeroko otwartymi ramionami, proponując od razu pozycję pierwszej solistki, gdy inni, mniej znani, mniej majętni, wciąż musieli uczęszczać na wielogodzinne przesłuchania i trwać w niepewności do ich zakończenia, aby na koniec dowiedzieć się, że albo dostali niemalże nikły angaż w tle lub nie dostali się do produkcji wcale. Panna Flint była idealistką jeszcze z jednego powodu — wierzyła bowiem, że prawdziwy talent miał szansę zabłysnąć nawet przy zgaszonym świetle. Nawet w ruinach spalonego teatru.
Miała bowiem przed sobą idealny tego przykład.
Umęczone wysiłkiem ciało wydawało jej się najpiękniejsze ze wszystkich jego form. Nic tak nie pokazywało całego wachlarzu zdolności, mocy, którą posiadał w sobie człowiek, którą uwalniał z siebie w trakcie tańca, jak to, jak wyglądał po jego zakończeniu. Nic więc dziwnego, że nie mogła oderwać wzroku od leżącego na noszącej ślady ognia scenie młodego mężczyzny. Sposób, w jaki kosmyki jego czarnych włosów przylegały do czoła, w jaki jego mięśnie drgały ze zmęczenia, rytm, w którym unosiła się i opadała jego klatka piersiowa... Wszystko to dolewało oliwy do ognia jej ciekawości. W jednym momencie przez jej umysł przedarła się myśl podobna do strzały. Chciałaby sprawdzić, jak daleko mógł się posunąć dla sztuki. Czy zmęczenie rozbudzi w nim rezygnację, czy wręcz przeciwnie — stanie się początkiem szaleństwa, od którego nie było już powrotu. Czy mógł się tak poświęcić? Czy gotów był umrzeć na scenie? Czy byłby wtedy szczęśliwy?
Śmierć na scenie, oddanie ostatnich chwil baletowi, była jednym z cichych marzeń Leopoldine, marzeniem szczególnie aktywnym w chwilach nawracającej do niej ciężkimi falami melancholii. Miejsca takie jak ruiny teatru — ciężkie od zapachu spalenizny i obcej tragedii — tylko wywlekały na wierzch jej i tak wypaczone marzenia. Może dlatego na jej twarzy pojawił się zadowolony uśmiech, gdy po początkowym skrzyżowaniu ze sobą spojrzeń — zakończonym oczywiście (bo jakżeby inaczej!) przyjęciem wyzwania — ponownie ruszył do tańca. Wprowadził ją zresztą w przyjemne zaskoczenie. Była bowiem pewna, że miała przed sobą tancerza o mniejszym doświadczeniu i że to właśnie były przyczyny dostrzeżonych przez nią braków. Tak samo pewna była, że wybierze któryś z fragmentów Jeziora Łabędziego, będącego wyborem tak odpowiednim, jak i zupełnie oklepanym. Wcielając się w role Mefistofelesa, nieznajomy zaprzeczył więc oczekiwaniom jednoosobowej widowni. Czujne oko Leopoldine z łatwością wyłapało twórczą inwencję w tańczonym układzie, który posiadał oczywiście pewne elementy wspólne z klasycznym obrazem owej roli, ale był tchnieniem świeżego powietrza. Cała dostrzeżona wcześniej zastałość w formie zdawała się uciekać z ciała mężczyzny z każdym kolejnym ruchem, bezbłędnie wykonanym wyskokiem i miękkim lądowaniem. W głowie liczyła wykonane obroty, wyłapywała niezmiennie ułożenia stopy, porównując je z towarzyszącymi jej profesjonalnymi tancerzami — będącym już gwiazdą w całym bloku wschodnim pierwszym soliście z Kirova Antonovie, czy też występującego u nich gościnnie tancerzy pokroju pochodzącego z Iranu Ramezaniego, czy Francuza nazwiskiem Pavard. Różnice wciąż były dostrzegalne, ale krawędzie rozmywały się z każdym kolejnym ruchem — czy dlatego, że nieznajomy faktycznie dawał z siebie wszystko, czy dlatego, że swym tańcem zmusił Leopoldine Flint do dania mu kolejnej szansy, spojrzenia na niego łaskawszym okiem?
Gdy zeskoczył ze sceny, nie cofnęła się. Doskonale wiedziała, że będąc w takiej synchronizacji z własnym ciałem, wyląduje dokładnie w miejscu, które sobie założył, a w dodatku utrzyma równowagę, nie wpadając przez to bezpośrednio na nią, drobną kobietę wciąż otuloną płaszczem.
Nie uciekała wzrokiem przed jego spojrzeniem. Był od niej o tyle wyższy, że aby skrzyżować ze sobą ich spojrzenia musiała zadrzeć głowę do góry, co zrobiła z nietypowym dla siebie, ciepłym uczuciem przyjemności rozlewającym się gdzieś w klatce piersiowej. Musiała przyznać przed samą sobą, że to właśnie pewność siebie w zdecydowanym stopniu odróżniała amatora od profesjonalisty. Nie potrafiła jej mu odmówić, zwłaszcza gdy wystosował do niej tak śmiałą propozycję.
Nie odpowiedziała mu, przynajmniej nie słowami. Zamiast tego, swobodnym ruchem zrzuciła płaszcz ze swych ramion, przez co pozostała w jedwabnej, kopertowej koszuli i lejącej się spódnicy o prostym kroju. Nie był to strój dla Fryny, która w wersji Nocy Walpurgii granej w teatrze Kirova była główną partnerką Mefisto, ale propozycja, którą składał na jej dłonie nieznajomy, była iście diabelska. Żałowałaby, gdyby na nią nie przystała.
— Pozwolę — wypowiedziała wreszcie, głosem zupełnie innym od poprzedniego. Tym razem jej barwa brzmiała zdecydowanie delikatniej, łagodniej, jakby zdołał ją już do siebie przekonać, przynajmniej w jakiejś części. Podała mu swą dłoń, przez kilka chwil jeszcze tylko na zachętę. Oczekiwała bowiem od niego, że pomoże jej dostać się na scenę. A gdy to się stanie — rozpoczną swój taniec.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
03-02-2026, 13:31
Pierwsze kroki stawiał w tańcu, ku uciesze matki, ku zawodowi ojca. Muzyka przepływała przez ciało Axela wprawiając go w drgania, zachęcając do ruchu i kiedy nadszedł ten moment, że dał się ponieść nogom, właśnie grała muzyka. Matka tańczyła, walcząc o swoją formę po prawie roku od urodzenia Axela, a on siedząc w rogu pokoju z niańką reagował na melodię aż w końcu zrobil pierwszy krok. Od tamtej pory muzyka go niosła, dyktowała rytm kroków, nawet wtedy kiedy nie tańczył, wystukiwał ją obcasami o chodnik, wypukiwał knykciem, kiedy siedział przy stile, albo bujał się w jej rytm tak po prostu. Mogla panować cisza, a w głowie Axela zawsze brzmiały jakieś dźwięki, jakby całkowita cisza była dla niego czymś okrutnym, czymś strasznym i nie mógł jej zdzierżyć. Oczekiwań wobec niego nie trzeba było wznosić, jeśli chodziło o balet, on sam parł w tym kierunku pozostawiając rówieśników daleko w tyle. Był pilny, posiadał ogromne pokłady cierpliwości i samozaparcia, wszystko tylko by tańczyć i nawet nie chodziło tutaj by być najlepszym w oczach innych, tutaj chodziło o perfekcjonizm samego Axela. Wszystko musiało być idealne, na czas, na takt, co do centymetra i prawidłowo.
Stracił perspektywy bezpowrotnie, teraz sam musiał zapracować na prestiż i uznanie, co czynił, pracował ciężko, wytrwale, niezachwianie dążąc do przodu i nękając tych, którzy skreślali jego nazwisko z listy. Bo wiedział, że nadejdzie ten dzień, że w końcu go wybiorą i stanie na deskach teatru jako ten, którego tam chciano.
Wyzwanie nadeszło nieoczekiwanie w postaci drobnej kobiety, to ona z ukrycia obserwowała go krytycznie, by poczuć piękno i zachwycić się nim. Tym nic nie znaczącym młodzieńcem, o którym świat zapomniał. Daleki był do osiągnięcia swojej granicy, jego ciało dopiero się rozgrzewało, nabierało mocy i nic nie wskazywało na to, że miałby się potknąć, upaść. Gdyby tylko wypowiedziała swoje pytania na glos, odpowiedzi mogłyby ja zaskoczyć. Bo oto przed Leopoldine znajdował się człowiek, który dla celu potrafił poświęcić wiele, który juz tańczył na granicy szaleństwa i ktory doprowadzał siebie do granicy życia i śmierci. A wszystko po to, by nie zatracić siebie, by nie zrezygnować z marzeń, by moc po prostu istnieć jako wolny człowiek.
Przyjął wyzwanie, nie pozwalając sobie na chwile słabości, nie czując urazy do podglądaczki, a raczej wyłapując w tym wyzwanie. A kiedy Axel czuł wyzwanie, dawał z siebie tak wiele, że trudno to było pojąć. W jego naturę była wpisana przekora, lubił zaskakiwać i być nieoczywisty, dlatego teraz nie zaprezentował Jeziora Łabędziego, nie wcielił się w rolę Zygfryda uznaje, że to miejsce i te okoliczności nie pasują do tej sztuki. Noc Walpurgii o wiele lepiej prezentowała się na tle zgliszczy, wśród osmolonych zębów połamanych desek, przed truchłem niekształtnej masy, która niegdyś była kurtyną. Axel nie był oczywisty, jego interpretacja nie leżała w pobliżu ogólnych scenariuszy, opowiadał historię Mefisto i Fausta na swój własny sposób.
Nie mógł uniknąć porównania do innych, do tych wielkich tancerzy, ktorzy byli dla niego gwiazdami, których pragnął doścignąć. Mówiono mu, że będzie kolejny, że jego nazwisko będzie się pyszniło na plakatach i będzie wielki. Ale czy by go satysfakcjonowało, że litery układałyby się w słowo Delacour? Nie, ponieważ nie myślano by o nim, a o innych twarzach. Może ojciec wtedy by przestał spoglądać na niego z odraza... Nie, przestań! Nigdy by tak nie było i nie będzie. Te myśli opuściły go wraz z momentem, kiedy wylądował przed jasną postacią Leopoldine. Nie przestraszyła się go, trwając w swoim miejscu, pomimo że zrobil to z niesamowitą mocą i prezencją. Zgrabnie uniósł się unosząc chłodne spojrzenie.
Płaszcz upadł oddając lekkość postaci Leopoldine, wyzwalając jej zwiewne ciało obleczone w tiule i lekkie materiały. Axel wziął głębszy wdech na ten widok, zrobiła na nim wrażenie, nie powodując jednak w tancerzu zmieszania.
- Zatem chodź ze mną. - Szepnął ujmując dłoń dziewczyny i z wprawą i wręcz nieoczekiwaną lekkością podrzucił ją na scenę, gdzie w mogla spokojnie stanąć na deskach i ruszyć w tan. Dołączył do niej niemal natychmiast i nie wypuszczać z rąk wprawił ich ciała w taniec, istną wariację walca i baletu, gdzie sygnalizując odpowiednio w uniwersalnym języku ciała tancerzy dawał jej znać, że za chwile nadejdzie kolejna poza. Nie wyglądał na tak silnego, jaki rzeczywiście był, podrzucał i podtrzymywał pannę Flint bez zawahania, bez wysiłku, który przekraczałby jego możliwości. A jego lodowate oczy były skupione na niej tak mocno, że nie spuszczał z niej wzroku nawet na moment.
Klucząc miedzy dziurami i krzywymi zębami upadłych desek wirowali w rytm muzyki rodzącej się w umyśle Axela. Nucił ją pomrukując na tyle głośno, że Leopoldine słyszała znajome nuty walca. To była jego podpowiedź dla niej, by mogla czuć się pewniej w jego ramionach, by nie spłoszyć się kiedy wykona gwałtowniejszy ruch.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 21:59 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.