• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Łąka za zakrętem (Suffolk)
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-06-2025, 23:57

Łąka za zakrętem (Suffolk)
Mała polana tuż za zakrętem, niedaleko bocznej drogi między Framlingham a Halesworth. Kilka drzew daje cień — głównie wiązy, jeden stary dąb. Trawa do kolan, nierówna, pełna koniczyny, czasem pokrzyw. Nie ma stolików, tylko kawałek pnia po ściętym drzewie, który ktoś wykorzystał jako siedzisko. Przy dobrej pogodzie mugole przyjeżdżają tu rowerami albo motocyklem na piknik — termosy, koce, jaja na twardo, trochę herbatników. Wiatr nosi zapach obornika i świeżo skoszonego zboża. Tylko trochę ciszy, kawałek nieba i miejsca, gdzie można na chwilę zdjąć buty.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Freddy Krueger
Czarodzieje
zawsze budzę się za późno, nawet jeśli nie spałem
Wiek
21
Zawód
rybak, diler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
2
0
OPCM
Transmutacja
4
4
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
11
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
23-02-2026, 18:34
21 marca '62
Trudno było powiedzieć, co zaprowadziło mnie na ziemie hrabstwa Suffolk – przeczucie? Sen, w którym to słyszałem głośny, kobiecy krzyk? Tylko skąd wiedziałem, aby znaleźć się właśnie na tej polanie? Zaufałem instynktowi, naprawdę dałem mu wiarę, choć zwykle zrzucałem abstrakcyjne, senne mary, na zażyte środki niżeli rzekomą proroczość, która wówczas powracała w myślach niczym bumerang. Żaden był ze mnie wieszcz, nawet nie potrafiłem powiedzieć, czy w ogóle wierzyłem w te wróżbiarskie brednie. Ale naprawdę nieustannie widziałem jej twarz, delikatne rysy wykrzywione grymasem bólu i złości – może nawet gniewu. Gdy tylko zamknąłem oczy, gdy tylko szklaneczka wypełniona resztką wczoraj zaparzonej herbaty, uzupełnionej po brzegi bimbrem, koiła wieczorną nostalgię. Nie mogłem się od niej uwolnić.
I ruszyłem wzdłuż wąskiej dróżki przyglądając się odradzającej po zimie naturze. Świeże powietrze koiło rosnące napięcie, jakie nijak miało się do rzeczywistości wszak nie działo się nic, otaczała mnie zupełna cisza i spokój – sielskość, której na próżno można było szukać w walijskich portach. Wciąż nie rozumiałem własnej decyzji, nie potrafiłem odpowiedzieć na najprostsze pytanie – co ja tutaj u licha robiłem. Mierny był ze mnie bohater, na próżno też było szukać w moim charakterze tychże charakterystycznych cech; lubiłem własne towarzystwo, smród rybiego odoru i kołyszącą się na niewielkich falach barkę. Rzadko wychylałem nos za framugę drewnianej kabiny – częściej za namową, jak z własnych chęci. Lecz tutaj? Dziś? Zjawiłem się, bo poczułem taką potrzebę; jakby siłę wyższą, przyciąganie i irracjonalny magnetyzm. Jakbym tego dnia naprawdę miał się tutaj znaleźć – wśród zieleni, koron drzew i pni, mających do opowiedzenia historię znacznie dłuższą i pociągającą niżeli miałem ja.
Kolejny postój, kolejny długi wdech. Szybkie skupienie się na zachodzącym słońcu i kolorach, które otoczyły żyzne pola. Z każdą mijającą chwilą dochodziłem do wniosku, że moja obecność była tu zbędna, podobnie jak koszmary, ale te – w przeciwieństwie do decyzji przyjazdu – były poza mną. Poza świadomością i realnym pragnieniem. Mogłem jedynie uśmiechnąć się i to też uczyniłem; zapewne śmiejąc się z własnej naiwności, nie odwagi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Lucinda Macnair
Śmierciożercy
Hope for the best, but prepare for the worst.
Wiek
28
Zawód
łamacz klątw i uroków, poszukiwacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
15
1
OPCM
Transmutacja
30
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
02-03-2026, 13:57
Choć Suffolk było jej domem już od ponad dwóch lat, samo hrabstwo wciąż pozostawało dla niej w dużej mierze nieznane. Zbyt długo pozostawała za murami bezpiecznego domostwa, próbując odnaleźć się w nieustannie zmieniającej się rzeczywistości. Najpierw musiała poradzić sobie z bólem rozczarowania, gdy dotarło do niej, że tkwiąc po stronie propagandy Dumbledore’a przez długi czas pozwalała się wykorzystywać i zwodzić. Później przyszło oswajanie nowego życia - zaręczyny, ślub, ciąża, a w końcu rola najważniejsza ze wszystkich: bycie matką. Zapomniała, jak wiele radości daje jej samo… bycie. Poznawanie nowych miejsc, kultur, spotkania z ludźmi. Jeszcze jako dziecko, a później nastolatka przemierzała ziemie należące do jej rodziny, aż w końcu przestały skrywać przed nią jakiekolwiek tajemnice. Wierzyła wtedy, że zna każde miejsce, każdy zwyczaj i troskę zamieszkujących je ludzi. Nie przynosiło jej to nic poza cichą satysfakcją, ale może właśnie ona była w tym najważniejsza. Bo od zawsze kierowała nią potrzeba poznawania. Odkrywania. Poszukiwania. Z tym przyszła na świat i to wciąż w niej trwało. Ujawniało się podczas wypraw w poszukiwaniu artefaktów, ale także teraz - gdy, tknięta zwyczajną ciekawością, przemierzała skąpane wiosną łąki, próbując naprawdę poznać miejsce, które stało się jej domem.
Wiosna miała to do siebie, że budziła człowieka do życia, wyrzucała go z letargu, który zimą był czymś nad wyraz oczywistym. Choć marzec wciąż pozostawiał wiele do życzenia w kontekście gromadzących się na niebie ciężkich chmur, to jednak pierwsze promienie słońca dawały więcej satysfakcji i energii, by robić cokolwiek. Ziemia pod jej stopami przesiąknięta była wodą, więc dziękowała sobie w duchu, że ubrała odpowiednie buty na taką przeprawę. Śpiewające w oddali ptaki zachęcały ją do przemierzania coraz głębiej okolicy. Zaskoczył ją jednak fakt, że nikogo w pobliżu nie dostrzegła - takie miejsce jak to i taka pogoda jak dziś były raczej naturalnym motywatorem, by się tu wybrać. Może poczuła lekkie ukłucie rozczarowania, bo faktycznie przydałoby jej się jakieś towarzystwo. Zamyśliła się nad tym do tego stopnia, że nawet nie dostrzegła, iż jej noga zatopiła się w ziemi bardziej, niż powinna. Zrobiła kolejny krok, gdy niespodziewanie grunt osunął jej się spod stóp. Krzyknęła, wpadając z impetem do kamiennego korytarza, który najwyraźniej stanowił jakąś piwnicę - choć nie mogła mieć co do tego pewności. Upadła i przez chwilę nie była w stanie złapać oddechu ani otworzyć oczu. Może na moment straciła przytomność? A może całkowicie utraciła orientację w czasie? Kiedy w końcu otworzyła oczy i usiadła, wydawało jej się, że to tylko sen.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Freddy Krueger
Czarodzieje
zawsze budzę się za późno, nawet jeśli nie spałem
Wiek
21
Zawód
rybak, diler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
2
0
OPCM
Transmutacja
4
4
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
11
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
16-03-2026, 23:29
Dałem wygrać własnej naiwności – uwierzyłem w nią i pozostało mi śmiać się z własnej głupoty, że ten wyjazd w ogóle przyszedł mi do głowy. Zmarnowałem niemal cały dzień przechadzając się po ziemiach obcego mi hrabstwa, które mimo swego uroku, nieszczególnie różniło się od znacznie bliższych, walijskich ziem. Zrezygnowany opadłem na trawę pod pniem bujnego dębu i chwyciłem jedno źdźbło, które wsunąłem między wargi. Drugą zaś dłonią sięgnąłem do skórzanej sakwy, w której schowane miałem coś na gorszy moment – coś znacznie lepszego, niż kolejne rozczarowanie. Mimowolny uśmiech przemknął mi przez twarz, gdy zacisnąłem palce na zawiniątku z suszonymi liśćmi dymorośli. Wyjąłem je i rozłożyłem przed sobą, po czym sięgnąłem po pergaminowy rulon spoczywający w kiesie.
Rozsypałem niewielką ilość używki wzdłuż papierka i leniwym, acz precyzyjnym ruchem zwinąłem go na kształt klasycznego papierosa. Krzyżując nogi w okolicy kostek oparłem się wygodnie o drzewo i kiedy już nieubłagalnie zbliżała się ta piękna chwila usłyszałem… kobiecy krzyk. Głośny i alarmujący, niosący się echem wzdłuż gęstych zarośli, które skutecznie ograniczały pole widzenia. Zerwałem się na równe nogi starając się wzrokiem odnaleźć źródło dźwięku, ale wtem dopadała mnie myśl, że najpewniej znów był to jedynie wytwór mojej wyobraźni. Ta rzadko przywodziła mi przyjemne obrazy i kojące melodie – była niczym kat pastwiący się nad swą ofiarą, czego najwyraźniej i dziś chciała dać mi dowód. Namacalny.
Prawie odpuściłem.
Huk, kolejny niepokojący hałas. Był nadto wyraźny, więc jeśli komukolwiek przytrafiło się coś złego, to nie mogła dzielić nas duża odległość. Sparaliżowało mnie. Kompletnie nie wiedziałem, jak się zachować – sprawdzić, czy odpuścić i oddać się woni dymorośli? A co, jeśli to naprawdę coś poważnego? Co jeśli… była szansa pomóc? Przekląłem w myślach i chwyciłem w dłoń skórzany pasek, który przewiesiłem przez ramię. Przygotowaną zaś używkę wcisnąłem w kieszeń spodni – bezmyślnie wszak mogłem ją zgubić – i ruszyłem wzdłuż leśnej dróżki starając się cokolwiek dostrzec w gęstwinie. -Jest tu ktoś?- rzuciłem pod nosem. Zbyt cicho, choć może z nadzieją, że nikt się nie odezwie i tym samym problem rozwiąże się sam. Odchrząknąłem. -Jest tu ktoś?!- tym razem i z moich ust wyrwał się krzyk.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Lucinda Macnair
Śmierciożercy
Hope for the best, but prepare for the worst.
Wiek
28
Zawód
łamacz klątw i uroków, poszukiwacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
15
1
OPCM
Transmutacja
30
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
18-03-2026, 17:55
Takie rzeczy się zdarzały. Miała tego świadomość i niejednokrotnie wybierała to ryzyko, pomimo pojawiających się w myślach ostrzeżeń. Wybierała trudniejsze szlaki, sprawdzała najbardziej niebezpieczne wskazówki, była gotowa oddać swoje życie we władanie losu, który przecież i tak robił, co tylko chciał, nie czekając na jej przyzwolenie. Przyzwyczajona do tego, że czasem rzeczy szły całkowicie nie po jej myśli, raczej nie była nimi zaskoczona. Tym razem jednak nie mogła tego przewidzieć, nie mogła nawet w myślach ubrać tej sytuacji w coś, co mogłoby zagrozić jej życiu. Przecież wyszła na spacer. Spacer, dzięki któremu mogła poznać uroki miejsca, w którym przyszło jej teraz żyć. Nie znajdowała się na niebezpiecznym szlaku, nie przemierzała górskich zboczy, nie mierzyła się z pułapkami wciąż czyhającymi na jej życie. Nie było żadnej klątwy, nie było nic, co mogłoby realnie jej zagrozić - nic, co nazwać by mogła ryzykiem. A jednak, gdy grunt pod jej nogami osunął się, gdy runęła z impetem do zasypanej wnęki, poczuła lęk większy niż przy tych wszystkich momentach. Bo nie była na to gotowa. Bo tego się nie spodziewała. A los znów, w swej przekorze, postanowił pokazać jej, że nie ma zbyt wiele do powiedzenia, jeśli chodzi o własne życie.
W pierwszej chwili, gdy jej ciało uderzyło o betonowe podłoże, poczuła, że nie może złapać oddechu. Przekręciła się na brzuch, a gromki kaszel wyrwał się z jej płuc. Podniosła wzrok, by sprawdzić, jak daleko ma do wyjścia i to, co dostrzegła, wcale nie zmniejszyło rodzącego się w niej dyskomfortu. Nikomu przecież nie powiedziała, gdzie wychodzi. Nikt nie wiedział, że w ogóle opuściła dom, a gdy podniosła się na nogi i dostrzegła, że nie jest w stanie stanąć na prawą stopę, już wiedziała, że nie będzie w stanie bezpiecznie - bez ryzyka rozszczepienia się - teleportować. Jej dłoń dotknęła czoła w bezradnym geście, gdy do jej uszu dotarł dźwięk. Pytanie budzące w niej nadzieję. Ktoś tu był. Ktoś ją usłyszał. Ktoś jej… pomoże? - Tutaj! - krzyknęła, choć głos lekko jej się załamywał. - Jestem tutaj! - ponowiła, tym razem obracając się w stronę, z której - jak jej się wydawało - dochodził głos. Nie wiedziała, gdzie dokładnie znajduje się nieznajomy. Mogła tylko liczyć na łut szczęścia w tej nierównej walce z losem. - Osunęła się pode mną ziemia! Spadłam! - znów starała się z całych sił wykrzyczeć, że potrzebuje pomocy. Bo jakie było prawdopodobieństwo, że akurat ktoś tędy przechodził? I jakie było prawdopodobieństwo, że stanie się to ponownie?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Freddy Krueger
Czarodzieje
zawsze budzę się za późno, nawet jeśli nie spałem
Wiek
21
Zawód
rybak, diler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
2
0
OPCM
Transmutacja
4
4
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
11
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
21-03-2026, 17:01
Liczyłem, że cała ta sytuacja jest jedynie wytworem mojej wyobraźni. Miałem szczerą nadzieję, że nie przyjdzie mi odgrywać bohatera, którym przecież nigdy nie byłem. Trawiło mnie zbyt wiele obaw; odwaga była tylko pozorem, zwykle wywołanym środkami, po które tym razem jeszcze nie zdążyłem sięgnąć. A jednak już czułem w powietrzu dym palonych liści dymorośli - tak cudownie poprawiających nastrój, tak niezawodnie rozluźniających… i wszystko na nic.
Wzdrygnąłem się, słysząc kobiecy krzyk. Czy wizje mogły być aż tak realne? Musiałem się upewnić. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym wybrał łatwiejszą drogę i po prostu odszedł, podczas gdy jej mogło grozić prawdziwe niebezpieczeństwo. Na moje nieszczęście nikogo poza nami tutaj nie było, a to oznaczało, że ratunek spoczywał w moich rękach. Nie mogłem zrzucić tej odpowiedzialności na nikogo innego.
Podążyłem za głosem - najpierw skręciłem w lewo, a potem przedarłem się przez wysokie zarośla, docierając do bagiennego terenu. -Jeszcze raz, gdzie jesteś?- spytałem podniesionym tonem. Smród wypełniał nozdrza tak dotkliwie, że zbyt późno poczułem, jak stopy zapadają się w grząskim podłożu. Z trudem stawiałem każdy krok, z jeszcze większym rozglądałem się po okolicy, bo ostry zapach drażnił oczy – zdecydowanie nie było to dobre miejsce na pozostanie dłużej, niżeli było to konieczne.
W końcu dostrzegłem wąską wyrwę w ziemi, z której ponownie dobiegł krzyk. Sięgnąłem po różdżkę – choć kompletnie nie wiedziałem jakiego zaklęcia użyć – i kucnąłem zatapiając kolano w czarnej, cuchnącej mazi. -Jesteś tam? Jesteś cała?- rzuciłem, zbliżając się ostrożnie do krawędzi. -Nie wiem co mogę zrobić, może zejdę tam do ciebie i coś wymyślimy?- dodałem właściwie od razu, nie zasłaniając się dobrymi manierami. Nie wiedziałem z kim miałem do czynienia, ale nie miało to większego znaczenia – priorytetem stało się czym szybsze wydostanie kobiety, ponieważ błoto powoli niszczyło naturalną, ziemną barierę i najpewniej wkrótce zacznie wlewać się do dziury.
Była zbyt nisko, abym dosięgnął jej dłoni – tak naprawdę nawet nie miałem możliwości przyjrzenia się jej twarzy, ale była… prawdziwa. Nie był to sen, nie był to ledwie omam, który od kilku dni zatruwał mi noce. Skąd jednak wiedziałem? Jakim cudem znalazłem się akurat dzisiaj w tym miejscu? W hrabstwie, którego nigdy wcześniej nie odwiedziłem?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Lucinda Macnair
Śmierciożercy
Hope for the best, but prepare for the worst.
Wiek
28
Zawód
łamacz klątw i uroków, poszukiwacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
15
1
OPCM
Transmutacja
30
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
22-03-2026, 10:01
Niezależność traciła na wartości, gdy dla samej siebie było się zagrożeniem. Choć w życiu wolała radzić sobie sama z wszelkimi przeciwnościami, choć to przyzwyczaiło ją do tego, że właśnie we własnych decyzjach powinna pokładać wiarę, to zamknięta w przysłowiowej króliczej jamie nie mogła zrobić nic, co naturalnie nie pogorszyłoby jej położenia. Bo choć jej nogi stały twardo na betonie, choć ściany tej zasypanej piwnicy zdawały się stabilne, to gdy tylko próbowała wspiąć się po wystających cegłach, ból w nodze i śliskie od błota kamienie bardzo szybko sprowadzały ją na sam dół. Teraz nagle zrozumiałe stały się dla niej komunikaty męża, który choć chętnie oddawał jej pole do podejmowania własnych decyzji, to jednak pilnował, by nie ryzykowała zbyt wiele. Z troską prosił, by na siebie uważała, by dostrzegała ryzyko, które mogło znajdować się tuż obok niej. No cóż - na pewno będzie dumny, gdy przyjdzie mu w przestrachu jej szukać.
W jej ciele nie było miejsca na złość. Nie wiedziała nawet, czy to, co wprawiało jej serce w tak szybki rytm, było lękiem, czy może właśnie płynącą w jej żyłach adrenaliną - ukochaną i najbardziej pożądaną ze wszystkich emocji. Gdy padło pytanie, po raz kolejny krzyknęła, by naprowadzić swojego - miała nadzieję - przyszłego wybawcę na swoje położenie. Uniosła twarz do góry, gdy zbliżył się do niej. Dostrzegła rysy młodego mężczyzny, ale słońce - jak na złość - oślepiało ją tak, że nie była w stanie stwierdzić, czy się znają, ani nawet jakie może mieć intencje. - Cała to może za dużo powiedziane - odparła, spoglądając na swoją nogę. - Mam rozciętą nogę. Nie będę w stanie skupić się na tyle, by się stąd bezpiecznie teleportować. - starała się, by jej głos brzmiał spokojnie. Nie potrzebowała, żeby w tym wszystkim to jeszcze on wpadł w panikę. A tak często się działo. Organizm zdawał się synchronizować z drugim, a emocje chłonął jak gąbka.
Czy zejście mogłoby pomóc? Nie wiedziała, w jaki sposób mieliby się stąd wydostać wspólnie. Była drobna, miała trochę siły, a jednak nie była w stanie podciągnąć się na tyle, by wspiąć się po zbyt śliskiej ścianie. - Lepiej zostań na górze - zawyrokowała, bo gdyby utknęli tu we dwójkę, to byłby prawdziwy problem. - Chyba że znasz teleportację łączną i jesteś w stanie teleportować nas wspólnie. - dodała to z lekkim uśmiechem, zadowolona z pomysłu, który przyszedł jej do głowy. Choć, znając jej szczęście i uparty przy tym los, wątpiła, by trafił jej się ktoś biegły w tej magii. - Myśl, myśl, myśl - szepnęła do siebie, bardziej do własnych myśli niż do niego. - Może mobilicorpus? - rzuciła w jego stronę z nadzieją.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Freddy Krueger
Czarodzieje
zawsze budzę się za późno, nawet jeśli nie spałem
Wiek
21
Zawód
rybak, diler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
2
0
OPCM
Transmutacja
4
4
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
11
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
22-03-2026, 18:42
Ciekaw byłem skąd wzięło się owe zagłębienie, bo zważywszy na bagnisty teren nie mógł być dziełem natury. Ktoś musiał celowo wzmocnić ściany i zadbać, aby pozostawały one poza ciekawskim wzrokiem innych ludzi. Pozostawało pytanie, w jakim celu i przede wszystkim jak udawało mu się z niego wydostać? Może wcześniej ziemia nie była równie podmokła? Najpewniej liczyło sobie dziesiątki lat i kobieta zupełnie nieświadomie je odkryła – co tłumaczyłoby pierwszy krzyk i głośny hałas. Istniała szansa, że znajdowało się tam coś, czego na skutek silnego strachu jeszcze nie udało jej się dostrzec? Lub ciemność skutecznie to ukryła? Przecież nie musiała mieć różdżki… nie miałem pojęcia kim tak naprawdę była. Szybko jednak rozwiała moje wątpliwości i choć winienem poczuć ulgę, takowa wcale nie nastąpiła. Nie miałem żadnego pomysłu, kompletnie nic nie przychodziło mi do głowy, a co gorsza sam zaczynałem wpadać w panikę. Bo nie mogłem jej tutaj tak zostawić – nawet na moment. Ziemia w każdej chwili mogła się zapaść, a więc nawet gdybym udał się po pomoc, ta mogłaby nadejść zbyt późno.
Wieść o uszkodzonej nodze nie budziła optymizmu. Nie chodziło już nawet o samą teleportację, ale i znacznie utrudnioną wspinaczkę – jeśli w ogóle miała o co zaprzeć stopę. -A znasz jakieś zaklęcie, które zabliźni ranę?- spytałem, choć odpowiedź nasuwała się sama. Zapewne, gdyby potrafiła magię leczniczą, to już dawno po takową by sięgnęła i bez większego trudu wydostała na zewnątrz.
-Na górze- mruknąłem, jakby upewniając się w tej decyzji. Czy była ona słuszna? Nie miałem pojęcia. Myśl Freddy, myśl. -Dobrze. Daj mi chwilę, rozejrzę się, a ty sprawdź czy nie ma tam jakiejś drabiny, czy czegoś, no, nie wiem może przejście jakieś takie ukryte, czy schody, cholera- wyrzuciłem z siebie na jednym wdechu. -Przecież musieli jakąś stamtąd wychodzić- dodałem już nieco spokojniej, choć byłem naprawdę przerażony.
Szybkim ruchem dłoni zrzuciłem sakwę z pleców i ułożyłem przed sobą nie zważając na to, że do połowy wysokości ugrzęzła w czarnej, cuchnącej mazi. Zaglądnąłem do środka szukając czegoś co mogło nam się przydać, ale jak na złość zabrałem ze sobą tylko manierkę, dymorośl i kilka suszonych kawałków ryby. -Mobilicorpus jest zbyt ryzykowne, nie chce zrobić ci krzywdy- odparłem. Nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić, że miałem unieść ją za piętę i starać się wymanewrować różdżką tak, aby idealnie przecisnęła się przez szczelinę. Ale… zerknąłem to na własną topolowe drewno, to na dół i nagle mnie olśniło. Fingo Corpus. Nie tak dawno uratowało mnie ono przed utratą całej sieci. Miałem dość siły w ramionach, aby utrzymać linę, pozostawało pytanie czy będę miał o co się zaprzeć? Dłonią starałem się zbadać podłoże; odnaleźć jakiś korzeń lub kamień i kiedy trafiłem na twardy element wcisnąłem w niego stopę – ani drgnął. To była szansa. -Fingo corpus- wypowiedziałem pragnąc z magicznych cząsteczek utkać sznur. Wszystko na nic. Wziąłem głęboki wdech. -Fino corpus- powtórzyłem nie zamierzając się poddawać – nie, kiedy ta kobieta naprawdę potrzebowała mojej pomocy.
-Złap się mocno!- krzyknąłem pozwalając sobie na niewielki uśmiech satysfakcji. Rzadko korzystałem z magii, a więc każdy udany czar stanowił o małym triumfie. Kilkukrotnie zawinąłem kraniec liny w dłoni, zaś drugi zrzuciłem dziewczynie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Lucinda Macnair
Śmierciożercy
Hope for the best, but prepare for the worst.
Wiek
28
Zawód
łamacz klątw i uroków, poszukiwacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
15
1
OPCM
Transmutacja
30
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
22-03-2026, 20:59
Nie bez powodu wszystkie grupy poszukiwawcze, których częścią często byli łamacze klątw, miały ze sobą również uzdrowiciela. Bowiem wypadki po prostu się zdarzały. Mogła w nocy, wybudzona ze snu, wyrecytować runy, znała każdą klątwę i potrafiła rozbrajać pułapki, ale co z tego, jeśli na koniec dnia wszystko zależało od jej szczęścia i tego, co przygotuje dla niej natura. Bo tej nie dało się przewidzieć - na nią można było jedynie reagować, gdy nagle zechciała objawić swoje prawdziwe oblicze. Wszak od wielu, wielu lat nie wędrowała już w grupach poszukiwawczych, a na własną rękę lub z jedną dodatkową osobą. To powinno dać jej do myślenia, że podstawy magii leczniczej były wręcz konieczne w takim przypadku, ale może ona zwyczajnie lubiła kusić los? Może właśnie celowo sprawdzała, ile jeszcze szlaków zdoła przejść, ile zabezpieczeń pokonać, zanim w końcu to on ją pokona. Oczywiście tak było wcześniej - jeszcze zanim miała tak wiele do stracenia. Zanim została żoną, a przede wszystkim matką. To jednak nie pomogło jej w nauce i jak zwykle odłożyła to na później. Bo przecież zawsze będzie miała jeszcze czas. - Jedno, ale nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, by ją od razu zabliźniać - przyznała. Wstyd było się przyznać, że nie do końca znała się na anatomii, a naprawdę nie chciała skończyć z drewnianą protezą. - I chyba nie najlepiej radzę sobie z magią leczniczą - dodała już ciszej, właściwie nie będąc pewna, czy jest w stanie ją usłyszeć.
Rozejrzała się po otoczeniu zgodnie z jego poleceniem, choć przecież robiła to już wcześniej. Wejścia - o ile tutaj były - zostały zasypane, a klitka była zbyt mała, by skryła się tu jakakolwiek drabina. Mimo to musiała spojrzeć jeszcze raz. Nie do końca już ufała swoim zmysłom. - Nic tu nie ma. Wejścia są zasypane, a ściana jest zbyt śliska, bym mogła się po niej wspiąć - odparła rzeczowo, bo adrenalina sprawiała, że coraz mocniej skupiała się na rozwiązaniu problemu niż na panice, która mogłaby ogarnąć jej ciało.
Miał rację. Mobilicorpus był ryzykowny, ale to było jedyne, co przyszło jej do głowy. Przygryzła mocniej dolną wargę w obawie, że naprawdę przyjdzie jej tutaj zostać już na zawsze. I wtedy on, jakby trafiony nagłym przypływem energii, wyciągnął w jej stronę różdżkę. - Wpadłeś na coś? - zapytała, słysząc wypowiadaną przez niego inkantację. Po tych słowach już wiedziała, bo choć z transmutacją miała na bakier równie mocno co z magią leczniczą, to to zaklęcie często było używane podczas poszukiwań. Pierwsze mu się nie udało, ale za drugim dostrzegła linę lecącą w jej stronę. Uśmiechnęła się, pełna nadziei i chwyciła za jej kraniec, przywiązując go wokół pasa. - W górę! - krzyknęła na znak, że jest gotowa. Nogami opierała się o ścianę, starając się zmniejszyć swój ciężar. Jeszcze troszkę, jeszcze chwila i znajdzie się na samej górze.
Gdy w końcu ujrzała bladoniebieskie niebo, a jej ciało znalazło się na bagiennym podłożu, odetchnęła z ulgą. Brudna, zmęczona, ale przede wszystkim… wolna. - Dziękuję - sapnęła, wciąż normując oddech. - Dziękuję, że mi pomogłeś, że zostałeś. Jak masz na imię?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Freddy Krueger
Czarodzieje
zawsze budzę się za późno, nawet jeśli nie spałem
Wiek
21
Zawód
rybak, diler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
2
0
OPCM
Transmutacja
4
4
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
11
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
23-03-2026, 19:19
Zacisnąłem wargi w wąską linię, słysząc, że nie miała szczególnie rozległej wiedzy z zakresu magii leczniczej, skoro i ja sam nie potrafiłem pomóc jej w tej kwestii. Gdy jeszcze mieszkałem w bidulu, na bolący brzuch podawano mi ziołowe napary, a zadrapania na nogach opatrywano gazą i obwiązywano bandażem. Przywykłem do tych najprostszych metod i nigdy nie czułem potrzeby, by nauczyć się choćby podstaw tej niezwykłej sztuki - co po raz kolejny okazywało się błędem. Abstrahując już od tego, jak bardzo mógłbym pomóc innym, miałbym przecież także możliwość zareagowania na własny zły stan, a ten - o dziwo - przytrafiać mi się potrafił dość często. Nie tylko przez słabość do nielegalnych środków, ale również przez miejsce, w którym przyszło mi żyć, a które wciąż potrafiło zaskakiwać i zdecydowanie rządziło się własnymi prawami. Starałem się pozostawać niewidzialny, ale nie zawsze mi to wychodziło. -W tym to już na pewno nie pomogę, przepraszam- odparłem, nie potrafiąc powstrzymać bezradnego tonu głosu. Nie potrafiłem dodawać ludziom otuchy – zwłaszcza gdy ich los leżał w moich rękach, bowiem tylko szaleniec świadomie wcisnąłby go w moje palce. Magia nigdy mi nie służyła, daleki byłem od wprawnych czarodziejów swobodnie korzystających z trudniejszych zaklęć, a ponadto nie grzeszyłem nader wielką kreatywnością; zwykle brałem nogi za pas i dziękowałem sobie w duchu, że na kimś innym spoczęła wielka odpowiedzialność. Dzisiaj jednak – tutaj, w samym środku lasu – nie było nikogo, kto mógłby wziąć za mnie na barki ten ciężar. Czy żałowałem, że w ogóle przybyłem w granice hrabstwa Suffolk? Jeszcze nie zdążyłem się nad tym zastanowić – intensywność wydarzeń skutecznie mi to utrudniła, ale czy gdybym naprawdę żywił w sobie olbrzymi strach, posłuchałbym własnej intuicji? Zawierzyłbym sennej marze, która nawiedzała mnie niczym widmo? Mimo niechęci i abstrakcyjnej, kołatającej w środku złości, tkwiłem pod tamtym drzewem, jakbym wbrew sobie czekał, aż wydarzy się coś, co ostatecznie rozwieje moje wątpliwości albo pogrąży mnie w nich jeszcze bardziej. Może właśnie na tym polegał mój największy problem - że zbyt często bałem się ruszyć naprzód, ale jeszcze bardziej bałem się wycofać. Bo przecież coś musiało sprawić, że zamiast wrócić na barkę postanowiłem spędzić jeszcze chwilę na łonie natury. I ten właśnie moment zmienił wszystko.
-Tak…- zacząłem, przygryzając policzek od środka niemal do krwi. -Tak mi się wydaje- odparłem, upewniając się, że twardy fragment pod czarną mazią wytrzyma napór stóp i tym samym ciężar jej ciała. Jeśli to zawiedzie, istniała duża szansa, że wyląduję w tej dziurze razem z kobietą, ale nie mogłem jej tutaj zostawić. -Trzymaj się mocno, najlepiej obwiąż się w pasie- krzyknąłem, po czym zacisnąłem, wilgotne od nerwów dłonie, na linie. Cuchnąca ciecz zaczęła przemakać przez ubranie i drażnić swym zimnem rozpaloną od stresu skórę, ale i to starałem się ignorować. Musiałem się skupić. Zbyt długo panująca cisza nieco mnie zmartwiła, ale nim zdążyłem zareagować poczułem szarpnięcie. -Dobrze, trzymaj, trzymaj- wymamrotałem bardziej do siebie niż do niej, zapierając się nogami o – najpewniej – jakiś korzeń. Lina napięła się gwałtownie, a ciężar po drugiej stronie niemal od razu dał o sobie znać. Ramiona zapiekły ostrym bólem, gdy zacząłem powoli, nierówno ją podciągać, stopy ślizgały się po czarnej mazi, a palce zaciskały się kurczowo na linie, aż zbielały.
Gdy w końcu dostrzegłem kobiecą dłoń chwytającą za krawędź, serce podeszło mi do gardła. Przesunąłem się bliżej, ryzykując utratą równowagi i chwyciłem ją za przedramię, pomagając wydostać się na zewnątrz. Dopiero wtem miałem okazję spojrzeć na jej twarz po raz pierwszy – lico młode, choć z pewnością starsze niżeli moje. A ja prawiłem do niej per ty, co za wstyd. -Ja..- zacząłem. -Ja bardzo panią przepraszam. W sensie, że tak niegrzecznie, ale ja nie wiedziałem kto jest w środku i że pani no- zacząłem gadać od rzeczy, jak to miałem w zwyczaju, gdy nerwy brały nade mną górę. -Dobrze, że nic się pani nie stało. Odprowadzę panią- mruknąłem odwracając od niej speszone spojrzenie. Gdyby nie jej ranna stopa już dawno uciekłbym w zarośla. -Freddy- rzuciłem niemal szeptem, po czym chwyciłem brudną sakwę i przewiesiłem ją przez ramię. Przez tą kąpiel w bagnie cuchnąłem jak stary dzik.

|zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 05-04-2026, 10:01 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.