• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Czarodziejska Giełda Londyńska
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 20:33

Czarodziejska Giełda Londyńska
Gmach Czarodziejskiej Giełdy Londyńskiej mieści się w monumentalnym, granitowym budynku nieopodal Banku Gringotta, a wejścia do środka strzegą kamienne hipogryfy. Wnętrze jest przestronne i ma kilka pięter. Na parterze znajduje się sala centralna, przywodząca na myśl audytorium, a w powietrzu unoszą się zaklęte tablice informacyjne, które na bieżąco wyświetlają aktualne kursy magicznych walut, wartości akcji i obligacji czarodziejskich spółek oraz udziałów w magicznych przedsiębiorstwach, ceny surowców oraz stan ich rezerw. Działy giełdy podzielone są na kilka sekcji, a są to miejscy innymi: handel surowcami magicznymi, obrót udziałami w firmach czarodziejskich, rejestr funduszy inwestycyjnych oraz analizy magiczno-ekonomiczne. Każde stanowisko pracy wyposażone jest w magiczne lusterko wielokierunkowe oraz księgę transakcji i samonotujące pióro. Zazwyczaj panuje tu prawdziwy chaos, rozbrzmiewają rozmowy, krzyki i wrzaski - naprzemiennie te radosne i wściekłe. Nad wszystkim czuwa Urząd Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego powiązany z Departamentem Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów.
Biuro funkcjonuje codziennie, od poniedziałku do niedzieli, według czasu brytyjskiego, a w czasach załamania cen lub magicznych katastrof działa w trybie kryzysowym - przez dwadzieścia cztery godziny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
04-01-2026, 15:59
3 marca

Pieniążki, pieniążki, pieniążki. Kocham je mieć, liczyć, uwielbiam gdy dzwonią w kieszeniach i wypychają portfel. Złote galeony układam w chybotliwe wieże, im wyższe tym lepiej - ich koniec zazwyczaj jest marny, padają jakby brały udział w katastrofie samolotowej, krążki toczą się pod kanapę i niestety - muszę je zbierać na kolanach, a czasami pomagać sobie trzonkiem od miotły, by do nich dosięgnąć. Wolałbym tego nie robić. Mieć gdzieś te zagubione drobne, nie przejmować się niczym, nigdy nie brać reszty i nie analizować cen z paragonu z metkami przyczepionymi do wędlin, co odrobinę, odrobinkę kłuje moją dumę i uwłacza godności. Latanie po przecenach to rzecz dobra dla babuleniek które albo nie mają nic innego do roboty albo zostały pokarane przez los za bycie wrednymi raszplami. Zegarek na moim przegubie świadczy o tym, że wciąż mam mnóstwo czasu (subiektywnie), natomiast ogólny stan psychofizyczny sugeruje, że aktualnie powinienem być w piku swojego życia. Mieszkanie w Londynie, letni domek w Hiszpanii, konie trzymane w stajni w Hampstead, zaręczynowy pierścionek od Tiffany’ego i takie tam: wyszło mi jedno, a to i tak psim swędem. Psst, psst, tych parę tajemnic zabiorę ze sobą do grobu jak Dorian Gray, a dzięki kosmetykom do twarzy, które podkradam Sandy, skoro kosztują jakieś śmieszne grosze, nawet nie widać po mnie brzydactwa, krętactwa i oszustwa.
Wręcz przeciwnie: twarz bije świeżością. Buty mam wypastowane na wysoki połysk, a z racji grania w nie swojej lidze, delikatnie zmieniam styl. Kowbojki z imitacji wężowej skóry grzecznie zostały w domu, natomiast na stopach pysznią się czarne oksfordki, w których mogę się przejrzeć i faktycznie się przeglądam. Wyprawiona skóra deformuje profesjonalnie sztuczny uśmiech i nie jestem już pewny, czy to kwestia lustra, czy może jednak wyglądam jak wampir. Z uśmiechu rezygnuję, tak na wszelki wypadek. Uściśniemy sobie ręce jak mężczyźni, dzień dobry, dzień dobry, tyle. Nie umawiam spotkania, by zbierać na cele charytatywne: wtedy POZYTYWNE NASTAWIENIE i KARMICZNA ENERGIA uosabiane tym, jak szeroko rozciągnę gębę faktycznie byłoby ważne. Liczby też potrzebują dodatków, lecz wtłoczenie się w garnitur, zapięcie koszuli pod sam kołnierz i ciasno zawiązany krawat dam radę zdzierżyć i nawet nie będę czuć się jak przebieraniec - to przecież ja, cały ja.
Posągi hipogryfów przed CGL doświadczają mojej uprzejmości - ponoć to nie jest wymagane, lecz kłaniam się, uprzejmie ignorując fakt, że są z kamienia. One zresztą odpowiadają grzecznością na grzeczność i tak spod drzwi eskortuje mnie ochroniarz, prowadząc prosto do recepcji, gdzie zasiada dama nieco starsza ode mnie, ewidentnie spragniona dobrej bajery. Uprzedzam jej pytanie o dowód tożsamości i podaję różdżkę, pilnując, by moje palce musnęły jej. Musi się tutaj nieziemsko nudzić, więc robię co w mojej mocy, by… oderwać ją od biurowej monotonii. Pani patrzy, jej fryzura się trzęsie, kiedy równie drżącą dłonią pokazuje mi krzesła dla petentów. Kartę gościa wyrabiamy w piętnaście do dwudziestu pięciu minut – informuje mnie i chyba ma nadzieję, że z nią poświntuszę przy kontuarze, a po piątej zabiorę ją na deser z trzech gałek lodów (waniliowe, czekoladowe, kawowe), bitej śmietany i sosu z gorących  wiśni. W zatoczce foteli dostrzegam jednak błysk srebra i choć wiem, że to nie moneta, na którą mogę chuchnąć na szczęście i włożyć do kieszeni - zamiast prukwy w beżowym kostiumie, zagaduję do starej znajomej.
– Maelle, kopę lat – jest ostatnią osobą, którą spodziewam się tu zobaczyć. Wielka Stopa byłaby wyżej w spekulacjach. No cóż. – Szykuje ci się jakaś poważna inwestycja czy na kogoś czekasz? – pytam, częstuję ją papierosem i przysuwam bliżej nas stoliczek z popielniczką i szklanym wazonem z sześcioma smutnymi gerberami. Jeśli pracuje tu broker, któremu imponuje, że z pracy odbiera go szkolona dama do towarzystwa, na zdrowie. Kolegom i tak pewnie opowiada, że to jego dziewczyna i dopiero jak już nie będzie go na nią stać, nazwie rzecz po imieniu i będzie mówić w czasie przeszłym: ta kurwa. Taka miła dziewczyna... Szkoda? – A tak między nami, na tych tutaj lepiej uważaj. Jak ci któryś obiecuje kolację, to masz jak w banku, że już przy amuse-bouche myśli o tym, kiedy włożysz mu palec w dupę - ściszam głos, żeby nie usłyszała nas recepcjonistka.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
04-01-2026, 21:50
Gdyby nie długi ojca, jej życie wyglądałoby inaczej. Decyzje twórcy odbijają się konsekwencją na jego dziele, ale bezpieczniej nie rozważać, czy on choć czasem wraca do niej myślami i zastanawia się, co się z nią stało, czy może zapomniał jej imienia, jej twarzy, dawnych kołysanek i zabaw, którym pozwolił wraz z jej ciałem pójść do burdelu. Zapłaciła za jego błędy i jako córka już niczego nie jest mu winna, zresztą odkąd jest matką, matką bez dziecka, nie cieszy jej wniosek, że syn mógłby być jej za cokolwiek dłużny. Mimo że urodzenie go nie było do końca jej decyzją, teraz w miejscu, gdzie wcześniej zamiast serca ziała pogodzona ze zhańbieniem przepaść, kłębi się rozpaczliwa miłość, tak silna, że jedyne, o czym Maelle może myśleć, to odzyskanie swojej zguby. Momentami czuje się jak pies tropiący, puszczony w pogoń za tym, co nieustannie wymyka się spomiędzy kłów - a innymi razami przypomina gromadzącą błyskotki srokę. Odkłada grosz do grosza na przyszłość, w której to, co utracone, wróci do jej ramion, wtedy będzie musiała utrzymać ich dwójkę. Między innymi dlatego ćwierćwila desperacko szuka sposobu na to, by wzbogacić się... może nie szybko, ale szybciej.
Dom Jedwabiu wynagradza ją sowicie i nie może na to narzekać. W porównaniu do Dotyku Wili, gdzie osiemdziesiąt procent od klienta szło do kieszeni pracodawczyni na poczet wykupionych długów Seymoura, teraz uczy się złożoności pieniądza i planowania budżetu. Wreszcie musi zadbać o siebie i szczerze mówiąc, upaja ją odpowiedzialność, która dla kogoś innego jest prozą życia. Wierzyciele zaczęli pojawiać się w domu niedługo po ukończeniu Hogwartu, więc nie miała szansy zachłysnąć się dorosłością, także nadrabia to z nawiązką. I choć wie, że nie jest to pomysł optymalny, pewnego marcowego dnia i tak pojawia się na Czarodziejskiej Giełdzie Londyńskiej, przekonana, że z łatwością znajdzie tu kogoś, kto pokieruje jej finansowymi decyzjami, kogoś, kto postawi powodzenie jej inwestycji wyżej niż własnej. Wystarczy ułamek czaru, słodki uśmiech, trzepot rzęsami, subtelny dotyk dłoni zetkniętych niby przypadkiem, a potem reszta potoczy się sama.
Nie od razu poznaje Daniela. Pewnie gdyby odwiedzał burdel jako klient byłoby inaczej, bo mężczyźni często przywiązują się do konkretnej dziewczyny, ewentualnie młodzieńca, jak do zwierzęcia wytresowanego w szacunku do ich preferencji. Może jest w tym cząstka prawdy, pewnie tak, ale Maelle nigdy nie myślała o sobie w taki sposób, być może w kruchej obronie ostatniego poczucia własnej wartości. Czy w ogóle można mówić o czymś takim w przypadku kurwy? Chociaż nie kojarzy od razu twarzy Dodge'a, jej oczy wypełniają się błyskiem, które twierdzi inaczej, a dopiero jego głos wyciąga na powierzchnię wspomnienie, w którym gra on pierwszą rolę.
- Cześć, Dan - odpowiada miękko, nie zawracając sobie głowy sprostowaniem, że od ostatniego spotkania nie upłynęło tak dużo czasu. Jej postura pozostaje zrelaksowana, poza przeszyta niewymuszoną elegancją; może i była dziwką, ale w dobrym lokalu, a to do czegoś zobowiązuje. Przynajmniej nie ma dziś na sobie dawnego roboczego ubrania, nie jest naga; granatowa sukienka podkreśla kolor oczu ćwierćwili i srebrzysty odcień blondu kosmyków opadających na ramiona, nawet dekolt nie sięga aż daleko, raczej pełniąc zadanie budzenia fantazji, zamiast karmić tym, co podane na tacy. - Chciałabym zainwestować i coś odłożyć, jeśli fortuna będzie mi sprzyjać - odpowiada, uśmiechnąwszy się przy tym lekko, niemal leniwie, jak kot układający się do drzemki. Wydawać się może, że wizyta na giełdzie nie robi na niej wrażenia, ale to nieprawda, jej żołądek jest ściśnięty od napięcia. - Ach tak? - przechyla głowę z zainteresowaniem, a uśmiech nieco się poszerza, kiedy Dodge od progu wita ją ostrzeżeniem. To szarmanckie z jego strony, choć trudno się dziwić: otaczający ją czar robi swoje, zachęca do takich aktów... altruizmu. - Korci spytać, skąd masz tak dokładne informacje - zaczepia go psotnie, lecz jej uwaga szybko mknie do trzymanej w dłoniach przepustki. Załatwiła formalności już chwilę temu, a nadal nie ma odwagi, żeby zatopić się w obcym świecie. - Zajmujesz się tym wszystkim, prawda? - wraca do niego spojrzeniem i zakłada za ucho perłowy lok. Niech to będzie jego własny pomysł, niech uzna, że jest rycerzem na białym hipogryfie, że spełnia dobry uczynek; Maelle nie od razu ma zwyczaj sięgać po swoją magię. - Ja zupełnie nie wiem, jakie ryzyko dziś podjąć...
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
05-01-2026, 09:48
Na poziomie 0 Londyńskiej Giełdy jesteśmy płotkami. Gorzej - planktonem, który wpada do brzucha zwierząt, które nawet się nie starają i po prostu otwierają gębę, połykając wszystko, co spotkają na drodze. Zasady i regulaminy: żeby przejść przez eleganckie, obrotowe drzwi i nanieść wiosennego błota na marmurowe posadzki musimy poddać się dokładnemu  przeszukaniu i tak zwanej rewizji osobistej. Zaczyna się od miękkiej prośby o szerokie rozstawienie rąk i nawet jeśli wskaźnik nie zacznie pipczeć jak oszalały, goryle wtłoczone w garnitury na wyrywki pchają łapy w stronę ciał Bogu ducha winnych interesantów. Torebczki, torebunie i męskie saszetki lądują na taśmie z ogromnym skanerem i dopiero kiedy obsługujący ustrojstwo czarodziej z siwym wąsikiem pokaże kciuk w górę - można odebrać swoją własność. Tym razem wyjdę stąd uboższy o obcinaczkę do paznokci, którą kontrola bezpieczeństwa klasyfikuje jako przedmiot równie niebezpieczny i niepożądany jak na przykład kieszonkowy zestaw trucizn.
Jest jak jest. Mój błąd. Nie pomyślałem.
Przynoszę do stołu kapuchę, która ma zrobić większą kapuchę, proste jak budowa cepa. Dlatego i tylko dlatego karta z tymczasowym dostępem znajduje się już w punkcie szybkiego druku u stażysty Charlesa z pokoju ksero, który zaraz w podskokach dostarczy mi zalaminowaną wejściówkę. Chłopaczyna liczy na napiwek, bo jego pięciodniowy tydzień pracy i zmiany 9-17 jak dotąd generują dla niego tylko koszty, a nie zyski. Do biura dojeżdża pewnie srogo ponad godzinę (kominka byle kasztana nie podłączą przecież do sieci Fiuu), licencji na teleportację nie posiada, taki los. Gdyby wiedział, że figę ode mnie dostanie, pewnie by się tak nie śpieszył, ale na szczęście mam tę przyjemność wyobrażać sobie, a później faktycznie obserwować, jak biegnie z windy z wywieszonym jęzorem.
Przedtem jednak: moje ulubione, brytyjski small-talk z losowym interesantem, bo to płynie w naszej krwi gęściej niż pomidorowy sos z fasoli w puszkach. Ktoś prędzej czy później zagada do ciebie w miejscu publicznym, może akurat nie na temat albo w momencie, gdy naprawdę musisz na klopa. No i klops. Ja, ekspert od sytuacji losowych, zbiegów okoliczności i przypadków nadzwyczajnych, doskonale wiem, co robić, to znaczy: uprzedzać fakty. Być o krok przed wszystkimi. Dać sobie head-start i inicjować fory. Tym sposobem mam przed sobą miły kwadrans z kawką (mówiłem, że Gladys zaproponowała kapuczinę?), papieroskiem i starą znajomą. Maelle wywróciła do góry nogami wiele żyć, a najwyraźniej teraz wywraca swoje własne - nic, tylko winszować. Wita mnie tak, jakby chciała mnie wessać, znam ja te jej sztuczki i… pozwolę na każdą z nich. Ona będzie magikiem, który wyciągnie królika z kapelusza, a ja asystentem, który poda jej ten kapelusz, magiczną pałeczkę i zrobi rundkę wśród publiczności, wzmagając aplauz. Niech tylko jeszcze raz powie Dan.
– To luksus, wiesz – odpalam papierosa i rozsiadam się na fotelu, jakbym nie miał już zamiaru się z niego podnosić. Noga  na nogę, parujące americano (uprzejmie proszę Gladys o drugą filiżankę - Elle nie usłyszała takowej propozycji, a ja i tak nie piję z mlekiem), wykład z zakresu życia i finansów, chyba otworzyło mi się trzecie oko i widzę swoją przyszłość. – W naszej branży. Nie martwić się – duże obroty, większe obciążenie na barach niż zdołają utrzymać atleci smarujący się oliwką i startujący na zawodach sylwetkowych. Gdyby te psychiczne treningi robiły nam mięśnie, wyglądalibyśmy jak postacie z kreskówek, które zawsze skipują dzień nóg. – Z poduszką finansową na pewno jest łatwiej – dodaję, z przyjemnością popatrując na jej śliczną buziunię i mimowolnie oglądając się za każdym jej gestem: odrzuceniem włosów, naciągnięciem sukni na kolano i szelestem długich kolczyków. – Oni nie mają tu absolutnie żadnej samokontroli, skarbie. Na prawo i lewo chwalą się swoimi wałami, jak będą wystarczająco nafurani to podyktują ci numer ubezpieczenia i wyrecytują wierszyk, który ułożyli o długości swojego napleta. Nie baluj z nimi, bo to koniec – lojalnie przestrzegam blondyneczkę z ogromną dumą, jakbym właśnie wyniósł ją z płonącego budynku. A mogłem kurwa zostać strażakiem: gościłbym w losowych fantazjach erotycznych absolutnie każdego (co pokazuje mój własny przykład), każdej grupy wiekowej i każdej orientacji - obleśnie i schlebiająco.
– Nooo – przeciągam głoski i zapominam o papierosie, który kiwa się w miarę tego, jak mówię. Zaraz będę musiał odpalić go ponownie. – Wszystko zależy, ile masz czasu, skarbie. Goni cię coś, czy chcesz po prostu kłaść się spać ze spokojną głową? – pytam, obserwując spektakl wędrującego srebrzystego loka. – Ja lubię zarabiać szybko. Widzieć zysk, rozumiesz? Wpłacić rano, wyjąć wieczorem, rozpieprzyć pół w jedną noc, drugą połowę znowu zainwestować, mieć i żyć. Ale ty mi nie wyglądasz na taką – surowo oceniam potencjał Elle w day tradingu - na zero. Oczywiście i tak mogę ją wprowadzić.
Ale tylko jeśli bardzo, bardzo mnie poprosi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
06-01-2026, 14:41
Nierówność traktowania interesantów to nie wina samej Gladys. Wili czar zawsze kojarzył się Maelle z pajęczyną, śliskim jedwabiem cierpliwego drapieżnika, który wyczekuje tego jednego idealnego momentu na to, by zatruć szamoczącą się zdobycz jadem, a potem wyssać ją do cna; mężczyźni są dla niej takim nieuważnym łupem, motylem, ważką, muchą, tym, co wpada w sidła i już ich nie opuszcza, natomiast kobiety stanowią dłoń człowieka, który wędrując po lesie ściąga pajęczynę spomiędzy gałęzi. Jeden ruch i cała praca na nic. Trudno mieć pretensje do pracownicy, która nie ma wpływu na to, w jaki sposób patrzy na ćwierćwilę, a ona dawno temu nauczyła się, że to relacje z własną płcią często są dla niej cenniejsze, bo wymagają pracy i zaangażowania. Przeczą naturze, pojednując naturalnych wrogów. Na niechętnie doniesioną filiżankę kawy odpowiada uśmiechem i dziękuje czarownicy, korzystając z imienia wyrytego na plakietce noszonej przy kieszonce garsonki, by później zignorować brak odpowiedzi. Gladys może udawać, że jej nie usłyszała, ale obie wiedzą lepiej.
- W każdej branży - poprawia go westchnieniem, bo zmartwienia toczą społeczeństwo jak choroba infekująca każdego, jedynie stopień gorączki czasem się różni. Nawet nowo wybrany minister magii, Leaf, Leech czy jakkolwiek go zwą, musi drżeć nocami w chłodzie trosk, mimo że na wyciągnięcie ma bogactwo, a od jego pozycji nie ma już wyższej. Powinno odrażać go na przykład jego mugolskie pochodzenie, ale patrząc z ruchomych plakatów nie wydaje się tym szczególnie przejęty. - Jesteśmy w stanie zapłacić krocie tylko dlatego, że ktoś da nam nadzieję na brak zmartwień, nie uważasz? Tracimy wtedy rozum. Gonimy tę wizję, gotowi się jej poddać za wszelką cenę - ciągnęła na własnym przykładzie, w zamyśleniu nawijając jasny lok na palec. Nie ma w tym celowej kokieterii ani drugiego dna, to gest, który wywodzi się z głęboko wpisanej w nią kobiecości, w chwilach zadumy niepodyktowany niczym innym, jak instynktem. Maelle ma poczucie, że z Danielem nie różnią się zanadto - oportunista babrający dłonie w nielegalnych machlojkach i kurwa, która przelicza swoją wartość na monety. To nic, że zmieniła pracę, że już tego nie robi; nigdy w pełni nie wyplewi życia, którym zdążyła nasiąknąć. - Mhm. A kobiety lubią miękkie poduszki - kwituje z lisim uśmiechem, przechyliwszy głowę do boku, by spojrzeć na siedzącego obok czarodzieja. Eleganckiego, wyfiokowanego, gotowego na podbicie kilku pieniężnych serc. Aż dziwne, że o tutejszych finansistach wyraża się na kanwie ostrzeżenia, bo przecież taka podatność na alkohol rozwiązuje języki i wyłowić z nich można to, co na trzeźwo zachowaliby dla siebie, włącznie z ich dalekosiężnymi ekonomicznymi planami i cynkami. Może Daniel strzeże swojego podwórka i próbuje nie zaszczepiać w niej pomysłów, żeby nie wtryniała nosa tam, gdzie nie trzeba, ale Maelle i tak zamierza zapamiętać, że impreza w towarzystwie podbijaczy galeonowego rynku to niekoniecznie zły koncept.
Potem jej spojrzenie zostaje skoncentrowane na jego twarzy, para z gorącej kawy lekko rozmywa jej rysy; jest w tym coś teatralnego, coś, co kojarzy się jej z Domem Jedwabiu, a to nie wada, bo w murze wokół Dodge'a, który od początku i tak był plastyczny, zaczyna powstawać coraz więcej wyrw, przez które zagląda wila aura. Długie rzęsy przykrywają część tęczówki, a ona czeka, czeka aż Daniel wyleje z siebie wszystkie słowa, które mogą zbudować jego ostatni opór, przytomność tego, że przede wszystkim przyszedł tu dla samego siebie, a nie dla niej i jej oszczędności.
- Nie jestem dziewczyną do długoterminowych zobowiązań - stwierdza i uśmiecha się kapryśnie, bo po pierwsze Dodge doskonale o tym wie, skoro poznali się w Dotyku Wili, a po drugie buduje to ich poczucie wspólnoty, przynajmniej finansowej, skoro on także preferuje krótkie strzały. - Krótko i intensywnie to bardziej mój styl. Da się tak z galeonami, Dan? - pyta pogodnie i zanurza wargi w nieco ostygłej już kawie, bo przedsięwzięcie, które planują, wymaga uwagi i energii, a ona nie chce niczego przegapić. On na pewno sobie z tym poradzi, niech tylko powie już, że jej pomoże.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
07-01-2026, 11:29
Lubię kobiety i dynamikę między nimi. Lubię, kiedy pomagają sobie nawzajem zapinać sukienki i pasy pończoszek, gdy są dla siebie miłe i pytają o dolewkę soku pomarańczowego. Lubię też, kiedy dwie upatrują sobie tego samego mężczyznę z dwupokojowym mieszkaniem, niezłym samochodem i pracą w urzędzie oraz gdy mieszkają obok siebie i organizują garden party w ten sam dzień. Lubię, więc obserwuję każdą interakcję między Maelle i Gladys, patrzę i nie rozumiem - w czym tkwi problem. Uroda, młodość, ale co z profesjonalizmem, Gladys? Wychodząc wpiszę się do księgi skarg.
– Pieniądze kupują spokój, jasne – godzę się, bo o ile lepiej się śpi, kiedy rachunki popłacone są na czas, w lodówce więcej niż tylko światło, bak zalany do pełna, i wciąż więcej forsy niż miesiąca. – ale raczej dlatego, że go gwarantują. Skarbie, myślisz, że dalej brudziłbym sobie rączki, gdybym teraz zaliczył hossę? – wymarzone życie, jeść, pić i popuszczać pasa, wysyłać Sandy po piwo do sklepu i miętosić jej cyki. Jeździć na wakacje, szyć sobie garnitury na miarę, cały dzień jeździć bez celu po Londynie i bez powodu trąbić na pieszych. To nie są wielkie wymagania, naprawdę, jakiś dobrze zainwestowany spadek z Ameryki pozwoliłby mi na ten wyśniony los, bez żadnych wynaturzeń, bez pobudek jak w Lany Poniedziałek. – Rzuciłbym to wszystko w cholerę. Wyspałbym się. Nie odpisywał na pieprzone listy – ciągnę, nie zasuwałbym świątek-piątek czy niedziela na życzenie klienta, bo akurat paniczowi Traversowi czegoś zbrakło, a za trzy godziny ładuje się z przyjaciółmi na tygodniowy rejs jachtem na francuską riwierę. – Wiesz, nas nie dotyczy redukcja etatów albo brak świątecznej premii czy tam paczek dla dzieciaków na Boże Narodzenie. To inny poziom stresu, chyba że chcesz się porównywać do kasjerki, bronić ci nie będę – żadna praca nie hańbi, tak? Każda jest potrzebna, bardzo dobrze że w sklepach zasuwają pakowcze, którzy elegancko pakują zakupy. Sandy już kilka razy potłukła mleko i jajka, bo włożyła za dużo na raz do papierowej torby, funt w plecy, więc cudzą robotę - ja doceniam. Przez grubą skórę nie przedostają się pociski, na pewne aluzje pozostaję wygodnie krótkowzroczny, jeśli nie ślepy. O ile problem nie jest widoczny gołym okiem - problemu nie ma. Wyjaśnię na przykładzie. Podpadam jednemu z drugim, dostaję w pysk. Przestawiają mi nos, rozbijają łuk brwiowy, no ogólnie nie poznaję się w lustrze, a mała nie chce wpuścić mnie do domu. Zgarniam bęcki, a do tego tracę - albo won z rejonu albo towar, albo procent. To najprostsza komórka kłopotu. Kolejna: rosnący brzuch damy z którą aktualnie pozostaje się w relacji zakładającej stosunki seksualne. Gotówa na skrobankę, gotówa na alimenty albo gotówa na ucieczkę z miasta/kraju i nowe dokumenty. Rozumiecie, do czego piję, tak? Nie ma fizycznego śladu, nie ma problemu. A jeśli coś dręczy i kręci tak wewnętrznie, to zdecydowanie polecam wizytę u gastrologa, gdzie można decydować między rurą w gardle i rurą w odbycie. I to naprawdę pomaga.
– Co jeszcze lubią kobiety? Oświeć mnie, Ellie – podpowiedz, zdradź tajemnicę, bo czasami czuję, że mężczyźni zasiedlili Ziemię, a kobiety dosłano im później w ramach społecznego eksperymentu. Zza szyby obserwują nas wyższe formy życia i spisują wnioski po tym, jak faceci oszaleli na punkcie cipy. Nie mogę być przecież jednym okazem testowym, choć nie przeczę, że nawet by mi to schlebiało. Blondie spogląda na mnie tak intensywnie, że prawie czuję, jak jej pajęcze palce oplatają moje ramię i szepczą do uszka same słodyczki: że jestem taki wysportowany, męski i silny. Przełykam ślinę i odstawiam kawę na stolik - mało brakowało, a masełkowa koszula dostałaby asymetrycznego wzoru, na dodatek z ciekawą fakturą. Taka elegancka instytucja, a dalej serwują tu czarną parzoną, więc z fusami. Kręcę głową z dezaprobatą i chyba to zachwianie nad americano doprowadza mnie do porządku.
– Nie radzę, Ellie. To nie są inwestycje dla żółtodziobów, kumasz – próbuję jeszcze przemówić jej do rozsądku, ale myśli i tak uciekają mi to tu to tam, haczą o jej kolczyki, zaczepiają się o guziczki sukienki, wędrują po rajstopkach, które chyba mają jakiś florystyczny wzór – Generalnie się da. Ale musisz poświęcić na to czas. Ja robię tak, że monitoruję akcje na bieżąco, ślęczę przy tych tabelach, jak tylko jest mały skok, bum, zabieram kasę i wkładam tam, gdzie ten skok przewiduję za chwilę. Z tego są grosze, tu jeszcze prowizję trzeba zapłacić, ale im dłużej tym kręcisz, tym bardziej rośniesz. No i jest ryzyko, bo wpłacasz jednak kupę kasy, a to wszystko są tylko spekulacje – tłumaczę, wciskając ręce do kieszeni marynarki, bo potrzebuję coś z nimi zrobić, skoro rezygnuję z obracania w nich filiżanki. – A jak ktoś ci powie inaczej, to nie słuchaj. Jakby to było proste, każdy byłyby milionerem. Z osła jednorożca nie zrobisz, nie – ostrzegam ją tak niemrawo, trochę bez polotu i zacietrzewienia, z jakim zwykle snuję wywody o elitach, bogaczach i innych facecikach w szarych garniturach. Co jest?

|rzut sporny na czar wili, bonus: 0
1x k100 (walczę):
95
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
18-01-2026, 21:59
Nie ma pojęcia, czym jest wspomniana przez Daniela hossa, ale on wymawia to słowo z takim oddaniem i słodyczą, że łatwo sobie wyobrazić skrytkę Gringotta po brzegi wypełnioną galeonami, wypolerowanymi na błysk antykami nabierającymi wartości wraz z mijającymi dekadami, kielichami wyłożonymi kamieniami szlachetnymi i ogromem innych skarbów, równie kuszących, niemal grzesznych w swoim przepychu. Jak widać jednak hossa zdarza się tak rzadko, że można do niej wzdychać, ale rzadko kłaść na niej ręce. Kapryśna z niej kochanka, a Maelle potrafi to docenić.
- Czasem sny i marzenia o sukcesie są słodsze, niż jego osiągnięcie na jawie. Może tak się pocieszmy, hm? - proponuje nonszalancko, nadal uśmiechnięta leniwie, niczym kot, który właśnie skończył rozrywać na strzępy upolowaną mysz, a teraz układa się do drzemki przy piecu, zadowolony prozą życia i pełnym żołądkiem. Niewykluczone, że los planuje dla nich runięcie z drabiny prowadzącej do hossy; że spadną wprost w rozwarte szczęki bessy, zaplątani w smugi błyszczącej śliny jak w kokardę, w której wpadną do żołądka nienasyconej bestii. A potem trach, krach i milion łez przelanych nad kursami akcji, kolektywna rozpacz tocząca się przez biznesową salę i poszukiwanie pociechy w tytoniowych oparach nocy, w bursztynowej rzece whisky, pani znacznie łagodniejszej niż niedościgniona hossa. - Nie mam ochoty kusić nieszczęścia - dodaje tą samą aksamitnością zgłosek, jak ma w zwyczaju, swobodna, frywolna i kokietliwa z natury. Albo z doświadczenia, z jego olejku wcieranego w ciało przez trzy ostatnie lata, z nauk czerpanych z ust starszych kurtyzan, ze smaku ich szminki na swoich wargach. Opuszkami palców wypaliły na jej ciele osobowość, która bez nich zapewne ukształtowałaby się inaczej. - Wejdźmy tam w dobrych humorach i pokażmy hossie, że tym razem będzie nasza - patrzy na niego kątem oka, biorąc łyk kawy. Gladys nie żałowała cukru i choć Maelle wie, że kobieta zrobiła to specjalnie, w jej twarzy nie drgnie ani jeden mięsień sugerujący, że coś jest nie tak. Niech zdzira myśli, że jej nie wyszło. Niech przelicza w głowie łyżki cukru i zastanawia bez końca, ile słodyczy trzeba, żeby dokuczyć ćwierćwilom. Ona nie da jej dziś żadnej satysfakcji.
- Tak wiele różnych rzeczy, Danny - zmiękcza jego imię, jak on zmiękcza jej. Nikt dotąd nie nazwał jej Ellie, podoba się jej ta forma, a zarazem ma w sobie coś z dziecka, które próbuje wyprosić u babci kilka knutów na gałkę lodów dyniowych na Pokątnej. Przedziwnie zderza się w tym przeszłość z teraźniejszością, a przez głowę przemyka myśl, że niektórzy klienci Dotyku Wili znaleźliby w tym nowy żar podniecenia. Skalać nawet pozorowaną niewinność? Często ustawiają się do tego w kolejkach. - Lubimy prezenty, adorację i mężczyzn, którzy odbierają nas po pracy. Lubimy niespodzianki, poczucie bezpieczeństwa, drobne przyjemności i słowne języki. Lubimy tych, którzy nas obronią, i tych, którzy nas nie lekceważą. A nocami - rozmyślnie urywa na chwilę, ściszywszy głos, by nie gorszyć biednej Gladys, - lubimy być bożkami na kaplicznych ołtarzach albo ofiarami składanymi w imię wyższej siły. To zależy. Ale ty nie wyglądasz mi na kogoś, kto nie zna się na kobietach - stwierdza, mierząc go spojrzeniem od wypolerowanych butów po starannie zaczesane włosy na czubku głowy. Na jego palcu nie ma obrączki, ale to nie znak, że nie ma jej tam niewidocznej, nieco bardziej kruchej, wykutej ze słownej niż ministerialnej przysięgi; to też nie znak, że po nastaniu zmierzchu w łóżku Dodge'a nie goszczą różne kobiety, co noc inna, co noc świeżo zdobyta. Kto go tam wie?
Ćwierćwila obraca się lekko na krześle, kierując ciało w stronę czarodzieja. Chce lepiej go widzieć, kiedy na wokandę wraca kwestia finansów, bo dalej planuje uwikłać go w swoje plany i polegać na jego wiedzy. Od dilera donoszącego substancje do Dotyku Wili do obrotnego ekonomisty na Czarodziejskiej Giełdzie Londyńskiej musi być kilka ciekawych przystanków, takich, których zwykły, niewtajemniczony w temat niedojda na pewno by nie przebył. Jeśli się nie zgodzi, cóż, trudno, wtedy najwyżej Maelle upoluje sobie innego Daniela Dodge'a. Z dwojga złego woli jednak polegać na kimś znajomym, w obcym miejscu wydaje jej się to bezpieczniejsze. Jego wyjaśnienia nie są stratą czasu, słucha go z uwagą, próbuje zapamiętać szczegóły i wytyczne na przyszłość, bo może okazać się tak, że pewnego dnia przyjdzie tu sama i dokona inwestycji we własnym imieniu, a to dopiero będzie zaskoczenie. Do tego będzie musiała jednak pokonać obawy, że wpędzi się w długi, jak zrobił to ojciec - z tą różnicą, że Maelle umie już takie długi spłacać. Wystarczy się rozebrać.
- A jeśli poprosiłabym cię, żebyś mi dziś pomógł? - nareszcie pyta wprost, przesuwając dłoń po złączonych podłokietnikach i opierając smukłe palce nieopodal zgięcia jego łokcia. Na pozór niewinny dotyk, który z niewinnością nie ma nic wspólnego. To obłuda, oczywiście, że tak, jedna wielka maskarada, którą uprawia w imię wygodnej przyszłości z synkiem, kiedy już go odnajdzie. Musi być na to przygotowana, bo przecież wszystko przy małym dziecku kosztuje. Mówią, że dla galeonów to studnia bez dna, a ćwierćwila zamierza wrzucić tam tyle monet, ile będzie trzeba. - Znasz się na tym, wiesz w co i jak inwestować, masz doświadczenie i spryt... Ja jestem zupełnie zagubiona - mówi i lekko kręci głową. Każdy mężczyzna w głębi duszy pragnie być bohaterem, Maelle buduje więc scenę, na której Daniel może odegrać rolę wybawiciela, rycerza i obrońcy. Księżniczka już czeka w wieży, wystarczy tylko wspiąć się po bluszczu. - Ktoś inny może wykorzystać moje żółtodzióbstwo, ale ciebie o to nie podejrzewam. Trudno dziś o mężczyznę z honorem - posyła mu świeży uśmiech, ciepły, ufny, przędąc nić swoją charyzmą, nie wilim czarem, którego aura i tak niezmiennie ją otacza. Nie sięga jednak do niego magią, jeszcze nie.

urok osobisty (+30) bo żeś się wyrwał jak filip z konopii z tą obroną na żadną mechanikę XD
1x k100 (urok osobisty):
72
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
20-01-2026, 21:22
Piąta poprawka do amerykańskiej konstytucji: nikt mnie nie zmusi do świadczenia przeciwko sobie. Nieistotne, że przebywamy na ziemiach angielskich, na ziemiach przebrzydłych kolonizatorów - przez te paręnaście lat zagranicą dorobiłem się obywatelstwa (wyrachowany ślub przyśpieszył pewne procedery, takie jak świadczenie o nienagannej postawie moralnej, więc korzystam z nabytego prawa. A raczej: będę korzystać, kiedy wrócę do domu, a Sandy zapyta, gdzie byłem, z kim byłem, i a czemu tak długo.
Na pierwsze pytanie odpowiem.
Na drugie wolałbym nie.
Na trzecie - krzywię się, szczęka ucieka mi w bok, mimowolnie wydaję z siebie klekoczący, mokry odgłos, który powstaje przez zdegustowane podniesienie języka. Oj, byłoby gorąco.
– Marzenia to strata czasu – oświadczam z pełnym przekonaniem, zakładając nogę na nogę i od niechcenia mieszając łyżeczką w czarnej kawie. W stanie, w którym aktualnie się znajduję, równie dobrze mógłbym w filiżance gmerać palcem i nie zauważyłbym różnicy. Kawa już wystygła, więc nie parzy: niemiłą niespodziankę miałbym parę godzin później, przeglądając się w lustrze i dostrzegając kilka plam po biurowej lurze na świeżej koszuli. Pralnia zamknięta, ale obija mi się o uszy, że pewna blondyneczka na moim piętrze akurat stale poszukuje dorywczych prac. Bosko.
– Znasz kogoś, komu marzenia wyszły na dobre? – pytam, a moja lewa brew leniwie wędruje w górę jak emeryt, który na górskim szlaku chciałby wpakować cztery litery do konnej dorożki, ale ups, do odliczonej sumki brakuje mu paru groszy. – Chociaż jedną osobę? – dalej, proszę, nakarm mnie nadzieją, zaprowadź na wypas, jakbym był szetlandzką krową albo owcą wypuszczoną w Szkocji na pole golfowe. Czy urządza mnie stąpanie po ziemi tak twardo, że pod moimi stopami nawet na chodnikach tworzą się ślady, po których można pójść za mną do domu tępo wytyczoną ścieżką? Szczerze, niee-eee, nie bardzo. Gdyby taki sprytny, malutki pstryczek regulowałby moje uziemienie - koniec. Ja bym latał, wiecznie na haju, wiecznie z głową w chmurach, zamiast paprykarzu z puszki zajadając niebieskie migdały.
– Nie zapomnij spakować dobrego humoru – cedzę przez zęby; mój własny pikuje raczej nisko od względnie neutralnego stanu z delikatnym plusem. Na widok Ellie nie da się nie ucieszyć. Pies merda ogonem przed wystawą z kiełbasami, facetom miękną kolana na widok blondynek w sukienkach, które pasuja im do oczu; pierwsze wrażenie już za nami i dochodzę do przykrego wniosku: powinienem stać przy tamtym kontuarze i bajerować gorzej ubraną i gorzej ubraną Gladys. Może wyrobiłaby mi tymczasową kartę na tydzień i oszczędziła kupy zachodu, ale cóż. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem?
– Nu-da – kwituję wywód dziewczyneczki i chyba nawet ziewam. Tu wychodzi słoma z butów, bo nie kłopoczę się zanadto, żeby zdążyć z zasłonięciem ust, także prezentuje pełny rozstaw tygrysiej szczęki. Mrau. – Miałaś mi powiedzieć coś, czego nie wiem – oho, czyżby pretensja? Uniwersalnych prawd istnieje co najmniej kilka, a te są wytarte jak moje najstarsze gacie, które chyba w końcu wywalę do kosza - przyznaję, przyznaję, nie nadają się nawet na szmatę. – Coś, co chciałabyś, żeby twój facet wiedział, ale czujesz, że nie powinien – ciągnę pocierając podbródek, na którym niemrawo zaczyna odrastać twardy zarost. Aby utrzymać nienaganną gładkość golę się każdego ranka, a wieczorem i tak bywam kłujący jak papier ścierny. Nie rozumiem dlaczego, ale Sandy to się podoba: taka nasza tradycja, mała liturgia rozpoczęta na stole bilardowym, drażnienie ud i potem smarowanie ich balsamem, by nie zrobiły się jej tam czerwone, suche, pękające wypryski. Raz na każde pięć sekund (w odnalezieniu się w czasie pomaga mi wielki, prosty zegar idealnie naprzeciwko mnie. Wskazówki suwają się po gładkiej, kamiennej tarczy z rzymskimi cyframi z cichym tsk-tsk-tsk. W eleganckim budynku tik-tak nie przystoi: zbyt jest prowincjonalne, zdatne może do przestarzałego mechanizmu z kukułką, a nie…) myślę o niej i tylko dlatego zachowuję zdrowe zmysły. Zdany tylko na siebie, oddałbym pewnie Maelle wszystkie oszczędności, przepisał na nią dom, samochód i błagał, żeby przyjęła też złotego zęba.
– Taaaa, no jasne. To właśnie ja. Mężczyzna z honorem – kwituję, ze świecą takich szukać. Najlepiej w zakładach karnych o niskim rygorze, tam pośród oszustów podatków i innych złapanych za rękę na kreatywnej księgowości.
– Obiło ci się o uszy nazwisko Potter? – pytam nagle, nieznacznie odsuwając się od blondyneczki, na co obserwująca nas niezbyt dyskretnie Gladys reaguje dziwnym piskiem. A tej to co? – Z dwa lata temu wprowadził na rynek szampon. Wcierkę. Jakąś maź do włosów, nieistotne – czy w tej opowieści będą smoki? Może: a razem z nimi wściekłe oposy, zdziczałe kojoty i królewna o idealnie zadbanych lokach. Do brzegu. – Na razie atakuje lokalny rynek, ale robi się coraz bardziej popularny. Na moje, niedługo zaczną go eksportować. Taki cud-produkt, jak paluszki rybne – wyjaśniam dalej, dlaczego oddam panu Potterowi trzy czwarte miesięcznego dochodu.  – Małe firmy, duży potencjał. Najlepiej, jakbyś w nie wierzyła. Jakbyś przeczuwała rewolucję – przekładam jej z bankowego na angielski, w obcym języku jeszcze sobie zdąży poszczebiotać z agentem i podbić stawkę akcji Pottera, zanim ja kupię swoje. – Sandy potrafi sobie teraz zrobić włosy w dwadzieścia minut. Nadążasz? – butelka jest różowa albo fioletowa, na etykiecie widnieje “dla kobiet”, ale korzystają absolutnie WSZYSCY. Gdyby to szło na mugolski rynek w telewizji już leciałyby reklamy, a ja zarobiłbym furę kapuchy na jinglu w soulowym stylu który szedłby jakoś tak: “Ulizanna, baby, it’s good and nice tuturu”.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
22-01-2026, 11:20
Bawi ją tragiczny i pozbawiony kolorów ogląd Daniela na marzycielstwo. Na pierwszy rzut oka to słowa mężczyzny mocno stąpającego po ziemi, ale Maelle podejrzewa, że za tą stanowczością kryje się dawna porażka w urzeczywistnieniu pobożnych życzeń, coś, co rozgoryczyło go do tego stopnia, że dziś staje się orędownikiem pragmatyzmu i trzeźwych rozważań. Trudno uwierzyć, że karmiłby ją tego rodzaju frazesami, gdyby wcześniej czegoś nie przegrał. To jak z giełdą, jedna bessa i można na dobre się zniechęcić, twierdząc, że inwestowanie to głupota i pogoń za nieuchwytnym. Ile nieudanych i zmiażdżonych marzeń pogrzebałeś na cmentarzysku swojego serca, Danny? Ma ochotę o to zapytać, lecz zamiast tego milczy jeszcze przez chwilę, krążąc opuszką palca wzdłuż krawędzi filiżanki.
- Gdyby nie marzenia, nie mielibyśmy paliwa do napędzania ambicji - zwraca uwagę i uśmiecha się lisio, podoba jej się, że stoją po przeciwnych stronach barykady, choć nie spodziewa się, że którekolwiek przeciągnie dziś drugie na swoją stronę. Jej świat jest światem fantazji i żądz, jej spektakle mają za zadanie podsycać marzenia mężczyzn o wypchanych sakiewkach, wcześniej życzenia te spełniała w sypialni. Nie jest jej obca zabawa w pogoń za nieuchwytnym i efemerycznym, przeciwnie, uważa, że bez tego życie byłoby potwornie nudne. - Ja nieustannie marzę, Danny - przyznaje i miękko wzrusza ramionami, swobodnie. Tylko czy wyszło jej to na dobre? O czym marzyła Maelle Seymour, zanim zdecydowała się spłacić długi ojca własnym ciałem? Chyba już tego nie pamięta. Wtedy jej sny były czystsze, a żądze niewyzwolone, zęby nienaostrzone. To było inne życie, należące do innej dziewczyny. - A one czasem się spełniają - dodaje, przez co jej uśmiech się poszerza. Marzyła o zrzuceniu z siebie membrany kurwy i odejściu z Dotyku Wili, udało się. Marzyła o swoim kącie w tętniącym życiem mieście, udało się. Marzyła o teatrze, udało się poniekąd, ponieważ burleska również jest formą performance'u. Teraz zaś marzy tylko o jednym: o dziecku w swoich ramionach, tamtym słodkim chłopcu, którego jej odebrano. I choćby miała podpalić cały świat, to także się uda. Czy bez marzeń miałaby tyle chorobliwej motywacji?
- Spakuję go też dla ciebie - obiecuje z cichym śmiechem, mającym w sobie coś z gorącej, rozlewającej się po cieście czekolady. Bardziej doświadczony z giełdą Dodge czuje pismo nosem, stoi przed kolejnym dniem walki o wielkie bogactwo, nową dawką adrenaliny powstałej z gonienia pieniądza. Obserwowanie profesjonalisty przynosi Maelle powody do zaintrygowania; nigdy nie widziała przy pracy prawdziwego finansisty, gladiatora na tym rynku, dlatego ma nadzieję, że kiedy wejdą do środka, nie będzie musiała zbyt często odwracać od niego wzroku. Wystarczy, że Daniel zgodzi się pokierować jej inwestycją i zajmie się całą brudną robotą. Mimo że ćwierćwila ma ochotę nauczyć się co nieco o działaniu giełdy, woli, żeby ktoś od początku do końca wziął odpowiedzialność za jej galeony i odpowiednio nimi rozporządził, bez poważnego ryzyka strat. Zawsze była wygodna.
Nie przeszkadza jej obrazoburcze ziewanie, w burdelu widziała każdy popis męskich możliwości, każde obrzydlistwo, dlatego mało co robi już na niej wrażenie. Uodporniła się na tyle, by nie pokazać ani gramem swojej postawy, czy uważa to za odpychające, czy nie; rygorystyczne przygotowanie drogich kurtyzan wyplewiło w niej podstawowe odruchy. Nikt nie chce krzywiącej się kurwy. Nikt nie chce nie czuć się atrakcyjnym, nawet w swoim skąpanym w realizmie wydaniu.
- Naprawdę myślisz, że o tych niewypowiadanych na głos pragnieniach opowiem ci tutaj? - pyta z rozbawieniem i unosi przy tym brwi. Mogłaby wyszeptać mu je do ucha, ale istnieje ryzyko, że wtedy Gladys wróci z czajnikiem wciąż gorącej kawy i wyleje jej zawartość na irytującą ją blondynkę, a tego raczej wolałaby uniknąć. Jest już na cenzurowanym, więc dobrze byłoby nie prowokować kobiety do zmiany zdania i odebrania jej przepustki pod byle pretekstem. - O najbardziej atawistycznych instynktach, zamkniętych w kobiecym ciele? O żądzach, których większość z nas wstydzi się tak bardzo, że krępujce staje się nawet dopuszczenie ich na scenę myśli? Proszę cię, Danny. Jeszcze nabrałabym na to ochoty, a następne, co bym zobaczyła, to drzwi giełdy od zewnątrz - parska i opuszkami palców poklepuje go po dłoni, jakby wymienili między sobą zupełnie zabawny dowcip, małe droczenie. Gladys to majaczący na widnokręgu drapieżnik, zdolny do ataku w każdej chwili, przy każdym nieuważnym ruchu, a Maelle zawsze jest świadoma istnienia drapieżników. Skupiona na rozmowie, tak naprawdę nigdy nie traci pracownicy z pola widzenia, na wszelki wypadek.
Obowiązkowość w zajęciu się własnymi sprawami zaczyna kruszeć pod wpływem słodkiej prośby, to dobrze. Gdyby była do tego zmuszona, w końcu oplotłaby go nicią uroku i tyle byłoby z jego trzeźwej głowy, mogącej działać jeszcze na mniej lub bardziej własnych zasadach. Ćwierćwila rozpromienia się, kiedy Daniel zaczyna swój wywód; słucha go bardzo uważnie, spija każde słowo jak śmietankę, nawet lekko mruży oczy, by nadać poufnej rozmowie tonu konspiracji.
- Stosujesz to? - pyta, w duchu gotowa uznać, że jeśli tak, to produkt raczej nie jest tak dobry, jak twierdzi czarodziej. Jego włosy nie są zbyt bujne, zakola sięgają wysoko, odsłaniając relief czoła w pełnej krasie, ale kto wie, może szampon - lub wcierka - uchronił go przed absolutną katastrofą i wyłysieniem? Jeśli tak, pewnie zasługiwałby na uznanie. Sama Maelle nie ma podobnych doświadczeń, natura i wila krew obdarzają ją gęstą i lśniącą grzywą, ale i tak przepada za nowinkami kosmetycznymi. - Ach, Sandy. Kim jest Sandy? - podchwytuje, patrząc na Daniela znacząco. Opowiedz mi o niej. Osobista rekomendacja kogoś z jego otoczenia, na dodatek kobiety, to dobry powód, by uwierzyć w galeonowy cynk. - Małe firmy, duży potencjał. Podoba mi się. Twoja pomoc jest nieoceniona, wiesz, Dan? Doceniam ją - posyła słowa w eter całkiem szczerze, przecież po to tu przyszła, po przewodnictwo, po myślenie za nią przynajmniej w ten pierwszy raz. Dopija ostatni łyk kawy i spogląda w kierunku biurka zastawionego papierami. - Długo jeszcze to potrwa? Kiedy wiem, co robić, nagle bardzo spieszy mi się do środka - przyznaje. Czekają na wejściówkę Daniela, bo Maelle decyduje, że dziś będą stanowić duet. Najpierw pójdą po bogactwo u Pottera, a potem będzie obserwować Dodge'a przy jego finansowych decyzjach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
24-01-2026, 10:23
Gdyby nie marzenia, bla, bla, bla. Mój wzrok uprzejmie zatrzymuje się na buziuni Ellie, a mięśnie twarzy podtrzymują ją w ryzach tak, bym przynajmniej sprawiał wrażenie skupionego. A taki oczywiście nie jestem: tu rozproszy mnie srebrny lok zawijany za ucho, chwilę później rzęsy, składające się jak hiszpański wachlarz, europejska wersja ukochanej przez Amerykanów klimatyzacji. Ona się uśmiecha, tuż przy oczach pojawiają się jej małe zmarszczki, jakby jakiś kociak ugniatał ją tam swoimi łapkami o miękkich poduszeczkach, a drapiąc się po zadartym nosku odsłania w pełnej krasie zadbaną płytę paznokci, różowych, naturalnych, w łagodnym migdałowym kształcie. Popija kawę i odgina elegancko mały palce: co tam z tymi marzeniami? Dekoncentracja, później melancholia, a wreszcie, usychanie z tęsknoty, ale nie takie przeznaczone kwiatom, prędzej smutnym cytrusom, które zapodziały się gdzieś w koszu z owocami, ich skórka pomarszczyła się i zaczęła gnić.
– Skarbie, ambicja – dopijam swoją kawę i odkładam ją na stoliczek, a Gladys zjawia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, żeby od razu ją zabrać i zaproponować następną. Akurat - jest ciekawska i pragnie podsłyszeć choć słówko z naszej jakże uroczej konwersacji, której daleko jednak do wykładów z makroekonomii, jakie pewnie mógłbym wygłaszać, jako mówca nie tyle wybitny, ile charyzmatyczny. Czekam aż recepcjonistka sobie pójdzie i dopiero wtedy kontynuuję, choć to akurat żadna tajemnica – ambicja to twoje paliwo. Marzyć o czymś, a czegoś chcieć - to dwie różne rzeczy – pouczam ją z pełnym przekonaniem. Marzenia są dla próżniaków, którzy mają za dużo czasu wolnego, problemy ze snem, dla małych dzieci i wielkookich panienek z posagiem, za który da się postawić dom. – Widzisz różnicę? – pytam, a jednocześnie moje zainteresowanie już się rozmywa. Chcę, żeby mi przytaknęła, bo to gładzi moje ego, a nie czuję się bardziej rozpieszczony niż po słówkach uznania. Ani drapanie po karku, ani nawet intymny masaż nie mogą równać się z uczuciem, które lepkim miodem rozlewa się w głowie, spływa po członkach aż cały jesteś w nim skąpany. – I jak dużo czasu na to tracisz, Ellie? Na te mrzonki? Nie musisz odpowiadać, ale przyznaj się chociaż przed sobą. Wtedy zobaczysz, że to pułapka – twierdzę, rozparty na kanapie, jakbym sam wcale nie marzył o tym, że mam tu gabinet, własny przycisk do papieru i ciężki drewniany bloczek ze złotą blaszką, na której wygrawerowano moje nazwisko. To jednak tylko przebłysk, odganiam go jak natrętną muchę, bo to kaprys pod natchnieniem płynącym z marmurowych ścian i kryształowych żyrandoli. – Rób to, co masz robić – radzę jej krótko, dosłownie wyrzygując przed nią doświadczenie zebrane z ponad dwóch dekad bycia przerzucanym z miejsca do miejsca. Marzenia: a to dobre, o kant dupy rozbić. Wskazówki zegara wciąż poruszają się w tym samym tempie, moja zalaminowana wejściówka wciąż nie nadciąga, jakby stażystę po drodze spotkała seria okropnych wypadków: zbzikowana kserokopiarka, złośliwa wykładzina, zaczarowane drzwi, które tylko udają drzwi - żart, który idealnie pasuje mi do zblazowanych finansistów dręczących juniora. Zapomniał wół jak cielęciem był i sam nosił kawki do gabinetu prezesa.
– Co proszę? – na gębie wielkimi literami mam wypisane niezrozumienie. I taka to gadka z babami, jak rozmowa ze ślepym o kolorach, chuj wielki i szelki, no nic. – Słonko, przecież ja zupełnie nie o tym. Wyglądam jak ktoś, kto nie wie, jak się pieprzyć? – Gladys zza blatu najwyraźniej uruchomiła gumowe uszy bo aż ją zatyka, robi się cała czerwona i szybko odwraca wzrok. Idę o zakład, że debatuje czy wezwać ochronę i nas wyrzucić czy podsłuchiwać dalej. Ciekawość wygrywa - oczywiście, że wygrywa. – Czasami wracam do domu i moja patrzy na mnie tak, jakbym na jej oczach ukręcił łeb jakiemuś… króliczkowi – obrazowo przedstawiam liczne sytuacje napiętej sytuacji domowej, gdy nie mam sobie nic, absolutnie nic do zarzucenia, a mimo to spadają na mnie kobiece fochy, czasami małe, zaciśnięte piąstki. – I ja za Chiny nie wiem, o co chodzi. Co zrobiłem. Albo czego nie zrobiłem – kilka wyjść ewakuacyjnych znajduję sam. Na przykład: kiedy Sandy mówi, że nie chce nic ze sklepu, absolutnie nie oznacza to, że nie mam jej niczego kupować. Nie. W jej języku oznacza to: nie wiem czego chcę, więc przynieś mi coś i zaskocz mnie, bo inaczej pomyślę, że wcale mnie nie kochasz. Wyciągam wnioski po kilku identycznych sytuacjach, gdy rozpakowując zakupy pyta, co dla niej mam, a gdy mówię, że nic, chowa zaszklone oczka za włosami, odpowiada mi półsłówkami cały wieczór, a wieczorem daje mi acz wyjątkowo niechętnie, przez co nie mogę skończyć, bo myślę tylko o tym, że jest jakaś dziwna. Tutaj, w tym temacie jakieś rady poproszę, byle szybko.
– ŻE CO?! – co ona, jakaś niespełna rozumu? Coś pada mi na mózg, że tak roztkliwiam się nad słodką buziunią, rozpływam nad bladą cerą i ustami wykrojonymi tak, że nawet miałbym ochotę je całować, gdyby nie fakt, że jestem nieformalnie zaobrączkowany. – To dla bab – krzywię się, bliski detonacji palety wyzwisk zaczynając od metroseksualistów, kończąc na pedałach. Oczywiście wraz z dodatkiem szerokiego spektrum epitetów. – Moja kobieta – burczę, obrażony, a jednocześnie dotknięty, bo coś mi świta, że niewinne pytanie Maelle ma pewne korelacje z moim czołem i prześwitem na środku głowu, który preferuję zakrywać, zaczesując włosy do tyłu, by wydawało się, że mam ich odrobinę więcej.
– Ja mam umówione spotkanie na… właściwie to na już. Z Allenem – odpowiadam, i jak na zawołanie w hallu zjawia się chłopek z identyfikatorem na czarnej tasiemce. – Co tak długo? Musiałeś zahaczyć o Wall Street? – mówię opryskliwie, prawie wyrywając mu wejściówkę z rąk. – Nie daj się wciągnąć w akcje groszowe, będzie dobrze – klepię Maelle po ramieniu i pogwizdując zmierzam do windy. Allen  ma gabinet na przedostatnim piętrze, tam gdzie inne grube ryby, finansowe szychy i ci z żydowskimi nazwiskami. Kilku z nich musi mieć w sobie krew goblinów: ponoć patrzą na to, zatrudniając nowych kandydatów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 21:59 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.