• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Zatruty Strumień (Suffolk)
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-07-2025, 01:35

Zatruty Strumień (Suffolk)
Zatruty Strumień to niewielka, ukryta wśród łąk i dzikich zarośli rzeczka w Suffolk, której wody płyną spokojnie, otulone miękkim światłem drzew i zieleni. Strumień meandruje leniwie przez miękkie dno porośnięte trawą, a jego powierzchnia często odbija niebo i chmury niczym lustro. Zapach unoszący się nad wodą jest specyficzny, ciężki do zidentyfikowania. Opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie mówią, że dawno temu do strumienia ktoś nieświadomie lub celowo wrzucił truciznę – może była to zemsta, może przypadek. Od tamtej pory woda nigdy nie wróciła do swojej dawnej czystości, a mieszkańcy okolicznych wiosek unikają picia z niej czy kąpieli. Mówi się też, że nocą nad powierzchnią strumienia pojawiają się tajemnicze, migoczące światła, które według legendy są duszami tych, którzy zostali skrzywdzeni przez zatrute wody. Naukowo wyjaśnia się, że źródłem zatrucia strumienia mogą być naturalne związki mineralne wypłukiwane z pobliskich skał i gleby, takie jak arsen czy żelazo, które w wyższych stężeniach wpływają na jakość wody. Jednak nic nie jest stuprocentową pewnością.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
05-02-2026, 17:36
18 marca '56

Przedzierając się przez leśne zarośla tylko narastała we mnie chęć rozwiązania zagadki, która od dziesięcioleci niosła się legendą wśród okolicznych wiosek. Mieszkańcy przekazywali kolejnym pokoleniom różne wersje zdarzeń; jedni wieszczyli w zatrutych wodach strumyku kwintesencję ludzkich błędów, niejako karę natury za ingerencję w jej dobrostan, natomiast inni rozprawiali się o działaniu celowym, nie mającym nic wspólnego z przypadkiem. O ile pierwsza historia brzmiała niczym mit, tak druga raziła brakiem logiki, bowiem skażenie wód, których bieg wymykał się kontroli, było działaniem zbyt chaotycznym i lekkomyślnym, by uznać je za przemyślane. Źródło problemu nie miało dla mnie jednak większego znaczenia – gdzieś w głębi siebie, dość abstrakcyjnie, czułem, że powinienem je zbadać, być może nawet uzdrowić. Co dziwne, ta myśl naszła mnie nagle; zerwany senną marą wspomniałem opuszczony zagajnik i postawiłem go sobie za cel – może nie priorytetowy, acz zbyt istotny, by móc pozwolić mu sczeznąć w stercie innych zadań.
Strumień dał o sobie znać, zanim jeszcze go zobaczyłem - najpierw miękkim, jednostajnym szmerem wody, potem wilgotnym chłodem w powietrzu i zapachem, który osiadał w płucach ciężko i metalicznie. Każdy dźwięk zdawał się ostrzejszy; trzask łamanej gałęzi, szelest trawy pod stopami, cichy ruch owadów nad leniwie płynącą wodą. Kolory wokół nabrały nienaturalnej intensywności - zieleń stała się głębsza, niemal pulsująca, a odbijające się w tafli światło mieniło się kolorowymi smugami. Zatrzymałem się nad brzegiem z poczuciem, że natura nie tylko mnie otaczała, ale obserwowała, wciągała w swój rytm i domagała się uwagi, a jednocześnie zakazywała uzyskania odpowiedzi. Jak nigdy nie byłem wrażliwy na jej piękno, tak dziś, nawet w aurze nieco mrocznej, dostrzegałem jej największe walory.
-Jesteś- uniosłem spojrzenie na zbliżającą się czarownicę i posłałem jej lekki uśmiech.
-Rad jestem, że zdecydowałaś się mi pomóc w tej- zacząłem przenosząc wymowne spojrzenie na strumień -nietypowej sprawie- dodałem. -Nie wróżę gospodarczego przełomu, aczkolwiek nie mogę zrozumieć jak zatruta woda nie przedostała się do kolejnych zbiorników. Zdaję sobie sprawę, że bywam sceptykiem, ale jestem niemal przekonany, że ktoś kiedyś przyłożył do tego rękę- rzuciłem uzupełniając tym samym treść lakonicznego listu, jaki posłałem jej zeszłego dnia.
-Przejdźmy się- zasugerowałem jednocześnie wskazując drogę wzdłuż rzeczki. Wzrokiem starałem się odnaleźć jakiekolwiek charakterystyczne punkty, coś co odbiegało swym wyglądem, może kolorem, od otoczenia.
Metaliczny zapach nie tylko narastał - zaczął się zmieniać. Przestał być jednolity, jakby pod cienką warstwą rdzy i wilgoci kryło się coś jeszcze; nuta gorzka, niemal palona, drażniąca podniebienie w sposób, którego nie potrafiłem przypisać żadnej znanej mi substancji.
Woda płynęła spokojnie. Zbyt spokojnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
07-02-2026, 17:45
Choć daleko jej było do znawczyni leśnych ustępów, względem natury nie pozostawała również ignorantką. Pomimo swojego charakteru, ciszy i spokoju nie poszukiwała w gęstwinie ani w górach, lecz w czterech ścianach bezpiecznego domostwa. Komfort odnajdywała w stukocie obcasów na chodnikowych płytach, a nie w śpiewie ptaków; w gwarze rozmów - nawet tych wpuszczanych jednym uchem, a wypuszczanych drugim - niż w przeraźliwej ciszy, przecinanej jedynie dźwiękiem własnego oddechu. Podejrzewała, że każdy, kto znał jej wycofanie i widział niechęć względem ludzi, mógłby bez trudu wyobrazić ją sobie jako osobę odnajdującą ukojenie właśnie w naturze. To jednak zdawało jej się stratą czasu. Prawdziwym marnotrawstwem, jeśli nie stał za nim konkretny cel. Poszukiwania artefaktów, gdy nudą smakowało jej analizowanie tych dostępnych na sklepowych półkach. Zadania z ramienia Ministerstwa, gdy nawet Biuro Niewłaściwego Użycia Czarów musiało prowadzić swoje śledztwa. Albo - tak jak teraz - możliwość zysku. List otrzymany od namiestnika Suffolk nie nosił w sobie zbyt wielu szczegółów, prócz miejsca spotkania i enigmatycznej opowieści o zatrutym strumieniu, a właśnie ta lakoniczność sprawiała, że całość wydawała się podejrzanie interesująca.
Byli w ich magicznym środowisku ludzie, którym - dla własnego dobra - nie powinno się odmawiać. Antonia doskonale potrafiła odnaleźć się w tych społecznych koligacjach, nawet jeśli rzadko brała w nich udział całkiem… otwarcie. Z Drew znali się już wcześniej - zanim jego nazwisko na dobre zapisało się na kartach parlamentu - i wiedziała, że stoją po tej samej stronie barykady, bo choć poglądy bywały niczym druga skóra, te tożsame potrafiła rozpoznać niemal natychmiast. Nie sama więc namiestnicza pozycja czyniła z niego sojusznika, którego warto mieć u swojego boku, ale również oddanie sprawie, która ich łączyła.
Nie mogła nic poradzić na to, że jej instynkt przetrwania zawsze szukał sposobów, by uszczknąć coś dla siebie; że doskonale wiedziała, w którym momencie warto się odezwać, a w którym zatrzymać słowa wyłącznie dla siebie. Ludzie mogli dostrzegać w tym chęć manipulacji, ale daleko było temu do jawnej intrygi - bliżej raczej do wypracowanego sposobu bycia, do prowadzenia uważnej rozgrywki, w której nie chodziło o pociąganie za cudze sznurki, a o to, by samemu nie dać się na nich zawiesić.
Więc zjawiła się - po części kierowana zwykłą ciekawością, po części długofalowym zyskiem, który nosiła gdzieś z tyłu głowy - i wcale nie tym najbardziej oczywistym, wynikającym z próżności, choć nie sposób było zaprzeczyć, że Macnair był mężczyzną, na którym spojrzenie potrafiło zatrzymać się dłużej, niż wymagała tego grzeczność. - Jestem - skwitowała krótko, traktując te słowa zarówno jako potwierdzenie obecności, jak i przywitanie, oddając mu je w tej samej formie. Kącik ust uniósł się w niemal niedostrzegalnym uśmiechu, gdy wspomniał o gospodarczym przełomie - prawda była bowiem taka, że nawet gdyby faktycznie miał nadejść, nie potrafiłaby się nim zainteresować wystarczająco mocno.
Ruszyli wzdłuż strumyka, którego szum zdawał się kojący aż do przesady, niemal nachalnie zachęcający. Ile osób dało się zwieść temu dźwiękowi, przywołującemu w wyobraźni słodki smak źródlanej wody, tylko po to, by chwilę później paść martwym na ściółce, po której teraz przyszło im kroczyć? Duszny, drażniący zapach unoszący się w powietrzu mógł być jedyną podpowiedzią co do prawdziwych efektów przepływającej obok nich wody. - Rozumiem, że nic nie blokuje przepływu wody do kolejnych zbiorników? - zapytała, choć odpowiedź właściwie narzucała się sama. - Więc podejrzewasz, że zatrucie jest miejscowe i ktoś celowo ulokował je tylko w tym rejonie? - zawiesiła głos na moment. - Nałożył przekleństwo? - było to bardziej niż prawdopodobne. Ukryte runy mogły skupiać klątwę w ściśle określonym obszarze, nie pozwalając jej rozlać się dalej, a jednocześnie czyniąc ją trudniejszą do wykrycia. - Jakieś wzmianki w namiestniczych papierkach? - dodała, a kącik ust znów drgnął jej w uśmiechu. Jako namiestnik miał teraz dostęp do wszystkiego, co powiązane było z hrabstwem, ale wątpiła, by wśród oficjalnych raportów znalazło się cokolwiek naprawdę użytecznego. Odpowiedzi należało szukać gdzie indziej - w podaniach mieszkańców, w lokalnych manuskryptach, w opowieściach, które nigdy nie trafiały na pergamin opatrzony pieczęcią. Choć podejrzewała, że gdyby miał takowe, to raczej nie prosiłby jej o pomoc.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
13-02-2026, 18:51
Anotnia, jako towarzyszka dzisiejszego spotkania, nie była wyborem przypadkowym. Zależało mi na rzetelnej ocenie ewentualnego zagrożenia, a doskonale wiedziałem, iż czarna magia nie była dla jej sztuką tajemną czy znaną jedynie z kart starych ksiąg. Była biegła w tej dziedzinie, podobnie jak w runicznych znakach składających się w przekleństwa – a wszak takowych w trakcie dzisiejszej wyprawy spodziewałem się najbardziej. I oczywiście mogłem poprosić o to Lucindę, jej wiedza o klątwach była nieoceniona, lecz ukierunkowana głównie na ich ściąganie, niżeli nakładanie, a priorytetem było poznać samą naturę mrocznej mocy – jeśli oczywiście takowa w ogóle obejmowała zatruty strumień. Nadto panna Borgin przejawiała niemałe umiejętności w zakresie magii leczniczej, które również mogły okazać się przydatne, bowiem jeśli plotki były prawdziwe to sama woń potrafiła zawrócić w głowie i to o wiele mocniej, niżeli po opróżnieniu buteleczki ognistej.
-Wyjątkowo punktualnie- wygiąłem wargi w lekkim uśmiechu, bowiem uważałem tę cechę za niezwykle cenną. Wielokrotnie przyszło mi oczekiwać na umówione wcześniej spotkania, co – w mym mniemaniu – było wyrazem kompletnego braku szacunku wobec czyjegoś czasu. Upływających minut, których nie dało się odzyskać, by wykorzystać w korzystniejszy sposób tudzież kupić; nie bez przyczyny powiadano, że to właśnie on był najdroższą z walut – równie niedostępnych, co upragnionych. Oczywiście zdarzały się sytuacje nieprzewidziane, nie wszystko wszak mogliśmy zaplanować co do jednego kroku, aczkolwiek najczęściej stała za tym zwykła próżność i egoizm, podszyty cichym przekonaniem, iż świat winien dostosować się do czyjegoś tempa. Czas nie był jednak niczyim dłużnikiem - płynął obojętnie, a ja nie miałem w zwyczaju pozwalać, by ktoś rozporządzał nim za mnie. I jak kiedyś mój głos nie był na tyle silny, a portfel pełny, by się temu sprzeciwić, tak dziś mogłem otwarcie krytykować oraz przede wszystkim zignorować podobne osoby.
-Nie, nic nie powinno go blokować, dlatego jest to co najmniej dziwne zjawisko- odparłem z przekonaniem w głosie. -To tylko przeczucie, trudno mi to inaczej wytłumaczyć. Ledwie kilka mil dalej woda jest zdatna do spożycia, mało tego korzysta z niej lokalny młyn- zerknąłem na nią z ukosa i wymownie przechyliłem głowę w kierunku brzegu, po czym sam wbiłem w niego wzrok. -Zauważ, że nurt jest silny. Ona już dawno powinna się oczyścić. Każda naturalna toksyna zostałaby rozproszona w ciągu kilku godzin, a tu jednak skażenie nie znika. Utrzymuje się, jakby było związane z tym miejscem lub jakby coś ją wyzwalało w konkretnym punkcie granicznym- rzuciłem, by po chwili ruszyć wolno przed siebie. Chciałem zbliżyć się nieco do strumienia, bowiem z bezpiecznej odległości trudno było dostrzec jakiekolwiek anomalie tudzież symbole runicznej sztuki. -Czujesz ten zapach?- spytałem odwracając się przez ramię. Miałem wrażenie, że z każdym krokiem metaliczna woń staje się coraz intensywniejsza – coraz bardziej drażniąca, ale przy tym abstrakcyjnie kojąca. Kompletna sprzeczność, którą tak samo trudno było zrozumieć, jak i zaniechać zakrywając twarz materiałem. -Myś- przerwałem nagle, gdy tuż pod moją stopą rozległ się głuchy, wilgotny trzask. Dźwięk nie przypominał łamanej gałęzi, lecz pęknięcie napęczniałej struktury, która zapadła się pod ciężarem z miękkim hukiem. Dopiero wtem dostrzegłem roślinę - jej owoc połyskiwał kusząco swą czerwienią, a mnie, niemal wbrew rozsądkowi, ogarnęła nagła, niepokojąca potrzeba spróbowania go, tak silna, że nie zauważyłem nawet, iż część łodygi spoczywała zanurzona w wodzie. Rozdarcie uwolniło coś w powietrzu - ledwie widoczny pył, który rozszedł się wokół nas sprawiając, że momentalnie ogarnęła mnie błogość; cholernie niebezpieczna lekkomyślność. -Wyglądają apetycznie- rzuciłem zrywając garść czegoś przypominającego przerośnięte porzeczki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
19-02-2026, 14:59
Czas dla ludzi zwykle nie miał większego znaczenia. Traktowali swój żywot z taką pewnością, jakby był im dany bezterminowo, nie bojąc się tracić go na bzdury. Sama mogła podpisać się pod jego sposobem myślenia, bo dla niej każda minuta, każda godzina miały swoją wagę. Nie mogła mieć pewności, ile jeszcze przyjdzie jej zrobić, nim kostucha - całkowicie nieproszona i niczym niezachęcana - zapuka do jej drzwi, oznajmiając, że czas właśnie minął. Nie bała się śmierci. Właściwie było niewiele rzeczy w życiu, które oddawała lękowi - niewiele takich, które potrafiły sparaliżować jej ciało i odebrać zdrowy rozsądek. Bała się jednak, że tego czasu nie wykorzysta w odpowiedni sposób. Bała się, że nie zdąży. A to wydawało jej się najgorszym z przekleństw. Nie odezwała się jednak na jego słowa, traktując je raczej jako retoryczne stwierdzenie. Czy mógł spodziewać się po niej czegoś innego? A jeśli była to rzecz, której o niej nie wiedział - jeśli poddawał to w wątpliwość, oceniając ją przez pryzmat wyglądu czy płci - mogła jedynie uśmiechnąć się na jego zaskoczenie. Widywała ten wyraz twarzy zbyt często, gdy robiła coś, czego się po niej nie spodziewano. A przecież naprawdę niewiele było rzeczy, których ostatecznie by się nie podjęła. To jednak stanowiło dowód, że swoja rolę odgrywała całkiem dobrze.
Wsłuchała się w jego słowa, idąc tuż za nim. Już nie dziwiła się, dlaczego uznał, że samo zatrucie może nie być przypadkowe. Działanie w pojedynkę było raczej lekkomyślne i prawdę mówiąc łechtało jej ego, że to właśnie ją poprosił o pomoc - w końcu z tego, co wiedziała, zarówno z runami jak i z czarną magią nie miał większych trudności. Wydawał się jej jednak inny niż zapamiętała. Bardziej uważny na to, co w naturze - skupiony nie tylko na samym strumieniu, lecz na wszystkim, co ich otaczało. Może i ona mogła wynieść z tego lekcję, podszytą lekkim zaskoczeniem? Sięgnęła po różdżkę, zatrzymując się przy samej krawędzi strumienia. - Czuję - odpowiedziała, marszcząc nieco nos w geście potwierdzenia. Zapach był kwaśny, metaliczny, wypełniający płuca niemal natychmiast, a przez to przede wszystkim duszący. - Jesteś pewny, że chcesz się go pozbyć? Myślę, że to idealny sposób na wykluczenie ze społeczeństwa hrabstwa wszystkich, dla których myślenie to nieprzyjemny obowiązek - odparła i machnęła różdżką. - Sensorem Malum. - byłaby zaskoczona, gdyby nie wykazało niczego niepokojącego, lecz drobna mgła ułożyła się na wodzie niczym potwierdzenie. To jednak niczego nie zmieniało.
Uniosła na niego wzrok, gdy urwał w pół zdania. Wpatrywał się w ziemię, a potem w krzew z dorodnymi, czerwonymi owocami; zdawał się być daleko od tu i teraz, daleko od rzeczywistości. Podeszła o krok bliżej i pokręciła głową, gdy sięgnął po owoce. - Nie robiłabym tego… - zaczęła, lecz urwała, gdy słodki zapach dotarł i do niej, przełamując duszącą woń unoszącą się znad strumienia. Nagle już nie wiedziała, co chce powiedzieć. Nagle zapomniała, dlaczego nierozsądnym było sięganie po nieznane owoce. Nie zapytała, czy to bezpieczne - nawet jeśli właśnie kreował się na znawcę otaczającej ich flory. Może to lekkomyślność jej charakteru, a może coś wokół nich uległo zmianie, lecz zupełnie naturalne stało się to, by zatrzymać się na chwilę i spróbować tego, co dawała im natura. Zerwała kilka owoców i bez większego namysłu zjadła. Były słodkie, lecz na języku pozostawiały obcą, trudną do uchwycenia gorycz. Wzruszyła ramionami, a na jej ustach pojawił się uśmiech. - Wróćmy do tematu… - jakiego tematu? - Miałeś rację co do czarnej magii. Możemy spróbować poszukać run, ale jeśli znajdują się na dnie strumyka, będzie to raczej graniczyć z cudem. - jej uśmiech poszerzył się nieznacznie, jakby cała ta sytuacja zaczynała ją po prostu bawić. Nie rozumiała dlaczego. - Laguz to zarówno woda, jak i zatrucie, a… - i wtedy to poczuła. Zrobiło jej się gorąco. Po skórze przebiegł przyjemny, aż nazbyt znajomy dreszcz. Serce przyspieszyło, a wzrok wyostrzył się tak bardzo, że kolory, światło i cienie stały się niemal nienaturalnie wyraźne. Natura wokół pulsowała intensywnością. Poczuła się żywsza. Silniejsza. Jakby jej ciało otrzymało nagłe, obce doładowanie. I choć umysł niemal od razu podsunął jej wyjaśnienie tego stanu, nie przejęła się nim. Było… przyjemnie. Zachichotała, a to była najbardziej nienaturalna rzecz w jej życiu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
04-03-2026, 17:09
Najpewniej tylko głupcy nie lękali się szpon kostuchy, której ciężki oddech czuć było na karku każdego dnia – w momentach wymagających pełni skupienia oraz nie lada odwagi, ale również tych trywialnych, codziennych i rzekomo niegroźnych. Zmierzała za nami krok w krok licząc na ledwie chwilę nieuwagi obarczonej ciężarem zawahania, kusiła los, igrała z przeznaczeniem – oczekiwała – cierpliwie i z wyrachowaniem. Spotkanie z nią było nieuniknione właśnie dlatego waluta, jakim był czas, nie miała swej wartości, a jednak ludzie potrafili nią szastać bez umiaru, bez choć chwili głębszego zastanowienia. Zwłaszcza jeśli nie należała do nich. Zapewne właśnie z tego powodu ceniłem sobie punktualność wyjątkowo bardzo i sam nie pozwalałem na siebie czekać.
Od samego wejścia do lasu czułem się nieswojo, jakby coś przywiodło mnie tu pomimo braku chęci i natłoku innych, znacznie pilniejszych obowiązków. Coś silniejszego niżeli zwykła ciekawość, znacznie większego jak pragnienie niesienia pomocy, której nie zamierzałem równie ochoczo udzielać, co przed uzyskaniem tytułu. Senne mary zdawały się jednak mną zawładnąć, a obrazy, mimo swego zniekształcenia, ukazały cel, pozostawiając przy tym świeży zapach leśnego runa – równie kojący, jak nakłaniający do niezwłocznej wyprawy.
Wielokrotnie przecinałem ścieżki pokryte gęstą roślinnością, ale nigdy wcześniej nie czułem ich obecności. Oczy mimowolnie wędrowały od bujnych korzeni, po zielone korony drzew skradając pełną uwagę oraz czujność, bowiem nie mogłem odeprzeć wrażenia, że próbowały mi coś wyszeptać - zdradzić pewną tajemnicę. Dostrzegałem wszelkie detale; drobne deformacje kory, krzywizny, wszelkie żłobienia uczynione ręką natury oraz tą ludzką – jakby i za tym kryły się odpowiedzi, na jakie wystarczyło znaleźć odpowiednie pytania. Lecz nie mówiły do mnie wyłącznie drzewa, mamrotały również krzewy i ledwie wyrastające znad mchu podrostki – wszystko dookoła zdawało się żyć; tętnić i przyciągać magią, której nigdy nie dane było mi poznać.
Ale w tym wszystkim nawet na chwilę nie pozwolił o sobie zapomnieć strumień.
Kwaśna, wręcz dusząca woń sprawiła, że zapragnąłem sięgnąć po odpowiednie zaklęcie. Wystarczył jednak moment, aby pomysł ten uleciał z myśli zastępując go mylnym poczuciem ukojenia, swego rodzaju relaksu i pewności, że tak właśnie miało być – że nic, co działo się nieopodal leniwie płynącej wody nie mogło budzić wątpliwości. -Obawiam się, że nie pomieściliby się wszyscy- wygiąłem wargi w kpiącym wyrazie podłapując złośliwość. Ironię, choć najpewniej bliską prawdy wszak ludzie, zwłaszcza w ciągu ostatniej dekady względnego pokoju, zdawali się zapomnieć o odpowiedzialności, a racjonalizm porzucili na rzecz wiary w próżne frazesy opowiadane przez wpływowych ludzi. Zjawisko to nie rzucało cienia wyłącznie na jedno hrabstwo, lecz na całą Anglię i wprawni mówcy doskonale wiedzieli, jak tą słabość wykorzystać.
Trzymając w dłoni garść owoców zerknąłem na nią nieco zaskoczonym wzrokiem, gdy próbowała odwieść mnie od nagłego – kompletnie irracjonalnego i nie w moim stylu – pomysłu. To było jednak silniejsze, podobnie jak urok otaczającej mnie natury. Dochodzące mych uszu szepty zachęcały, wręcz namawiały do skosztowania jagód, co też uczyniłem. Poczułem słodki, choć cierpki smak i mimowolnie sięgnąłem po jeszcze jedną, by już wraz z towarzyszką zaznać go ponownie. Były naprawdę niesamowicie dobre; nigdy wcześniej nie przyszło mi próbować niczego podobnego. Zapewne, dlatego że będąc w pełni świadomości nigdy nie skusiłbym się na coś nieznanego, a przede wszystkim dojrzewającego w okolicy zatrutego strumienia.
-Tematu?- uniosłem na nią spojrzenie po dłuższej chwili i przechyliłem nieznacznie głowę. Zamrugawszy oczami starałem się wyostrzyć rysy jej twarzy, bowiem wszystko dookoła zdawało się nieco… falować. Przeciągnąłem dłonią wzdłuż powiek, a następnie warg, które momentalnie spierzchły. Nie czułem nic, nie myślałem nic, nie miałem pojęcia o czym wcześniej rozmawialiśmy i co tak naprawdę tutaj robiliśmy. -Szukać run?- zaśmiałem się pod nosem, po czym oparłem plecami o pień drzewa. -Po co?- ściągnąłem zaskoczony brwi. Z jakiego powodu mieliśmy czegokolwiek szukać? Przecież było tak błogo, było tak spokojnie i miło. -Chcesz?- spytałem nagle, gdy w dłoni pojawiła się piersiówka. Odkręciłem metalowe zabezpieczenie i upiłem ognistej czując rosnące pragnienie i wyjątkową suchość w gardle. To przez te owoce? Może ten zapach? Właściwie… nie było to szczególnie istotne.
Słysząc dźwięczny chichot sam zacząłem się śmiać – jakby naprawdę był ku temu jakikolwiek powód. -Nie wiedziałem- rzuciłem starając się złapać oddech. -Że w ogóle to potrafisz- dodałem z trudem, wciąż nie mogąc się uspokoić.
I momentalnie przestałem.
Odbiłem się plecami od drzewa i wyprostowałem rozglądając czujnie po zaroślach. -Słyszałaś to?- szepnąłem.


Kości:
1. Na mchu pojawia się długi stół zastawiony potrawami, trunkami i deserami.
2. Drzewa nachylają się ku sobie, a korony zaczynają się poruszać tak, jakby prowadziły bardzo poważną naradę.
3. Leśna zwierzyna zbiera się nieopodal rozpoczynając wielki bal.
4. Krzak jagód zaczyna nas obrażać i uderzać gałęziami.
5. Na powierzchni strumienia zamiast naszych odbić, ukazuje się nasze najsmutniejsze wspomnienie.
6. Z każdej strony dochodzą nas dźwięki czyjejś obecności – jakbyśmy byli otoczeni.
7. Woda w strumieniu nagle staje się gładka jak lustro, a po jej powierzchni zaczynają przechadzać się cienie – sylwetki zmarłych.
8. Mamy wrażenie, że zatrzymał się czas – liście w powietrzu i woda w strumieniu nagle zastygają w bezruchu.
9. Mamy absolutną pewność, że zamieniliśmy się głosami – każde słowo wypowiedziane przez jedno z nas brzmi jak głos drugiego.
10. Mamy wrażenie, że pojawiają się obok nas nasze „kopie”, które wyglądają identycznie, ale mają zupełnie inny charakter i komentują nasze życiowe decyzje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
11-03-2026, 14:07
Używki znane były ludziom, odkąd świat światem stoi. Może tknięci znudzeniem szukali w nich odskoczni od rutyny i monotonii życia, by poczuć coś więcej, stać się na chwilę kimś innym. Może dlatego, że prędko odkryli, jak bardzo potrafią zmieniać postrzeganie świata - zmieniać nastawienie do życia, budzić odwagę i pewność siebie lub tłumić złe myśli i troski. Bo może zbawienie odnajdywali w chwilach, gdy nogi same rwały się do tańca, na ustach błyszczał szeroki uśmiech, a fortuna zdawała się sprzyjać. Dla każdego cel zdawał się inny - niektórym służyły jedynie w formie zabawy, jako towarzysz, przypadkowa zmienna, a nie stały kompan. Dla innych stawały się częścią codziennych wyborów - dla otwarcia umysłu, zwilżenia gardła czy w remedium na smutki. Czasem jako lekarstwo, bo przecież nic tak nie koi wszelkich bolączek jak kieliszek czegoś mocniejszego albo biały proszek rozsypany na brzegu dłoni - w końcu nawet dzieci lubią bawić się śniegiem. Bez względu na pochodzenie, wiek, poglądy czy krew - każdy choć przez moment musiał zderzyć się z rzeczywistością, w której można było poznać ten konkretny smak i to konkretne działanie. Ona poznała w swoim życiu wiele używek. Wiele z nich z prędkością światła odrzuciła, gdy ich efekt okazywał się niezadowalający. Pozbywała się wyrzutów sumienia, mocząc usta w kieliszku wina, z przekorą podchodziła do męczącej ją od dziecka bezsenności, sięgając po błyskot. Wszystko inne zdawało się dla niej dziwaczne, trudne do przewidzenia, odbierające kontrolę w sposób, jakiego sobie nie życzyła. Miłość rodziła się z używek. Pokój na świecie również potrafił się z nich rodzić. Wszystko ubierane było w myśl toastu lub smutku. Czy więc w ogóle istnieli na świecie ludzie trzeźwi? Zdrowi? Czy może już do wszystkiego potrzebowali samoukoiciela - tego, który przychodził czasem nieproszony, czasem wyczekiwany, a czasem całkowicie niespodziewany? Bo życie było zaledwie momentem, oddechem świata, a jednak przeżyć się je chciało z ulgą. Przeżyć się je chciało bez żalu. A czasem tylko dzięki niemu - samoukoicielowi - mogło się to udać.
Obraz przed jej oczami zaczął się rozmazywać szybciej niż mogłaby zadziałać jakakolwiek używka. W jej myślach nawet nie pojawiło się podejrzenie, że zjedzenie jagód mogłoby w taki sposób wpłynąć na jej świadomość, a przecież wydawało się to logiczne. Włożyła do ust nie jedną, nie dwie, a kilka smacznie wyglądających owoców. To było jak wybuch. Jakby jej głowa nagle zaczęła dostrzegać wszystko wyraźniej. Kolory stały się bardziej jaskrawe, dźwięki wyraźniejsze, a jego obecność -bardziej pewna, bliska. Temat uciekł jej z myśli równie szybko, jak zniknął z jego ust. Po co właściwie tu przyszli? Co mieli zrobić? - Runy? - powtórzyła po nim niczym echo, jakby nie do końca świadoma własnych słów. Po co im były runy?
Dreszcz przebiegł jej po skórze, gdy nad wyraz wyraźny stał się dźwięk przepływającego obok strumyka. Czy musiał być aż tak głośny? Czy próbował im coś przekazać? O czymś opowiedzieć? Wyciągnięta w jej stronę piersiówka lekko wyrwała ją z otępienia i z zapatrzenia w płynącą wodę. Sięgnęła po nią bez słowa i upiła łyk, jakby dopiero teraz przypomniała sobie, że jest spragniona. - Co to? - zapytała, spoglądając na niego z powątpiewaniem, bo smak trunku również wydał jej się inny. Bardziej wyraźny.
Gdy chichot opuścił jej usta, powinna była być zaskoczona. Nie zdziwiła się jednak. W tej chwili zdawało się to całkowicie naturalne, a może po prostu w ogóle tego nie zarejestrowała? Otworzyła usta, by coś odpowiedzieć, lecz ostatecznie żadne słowo ich nie opuściło. Zamiast tego wsłuchała się w to, co wskazywał mężczyzna. Oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu, gdy w końcu odnalazła źródło dźwięku. - Tutaj - szepnęła i delikatnie zaczęła skradać się w stronę nachylonych ku sobie drzew. Te, pogrążone jakby w rozmowie, wymieniały się między sobą gałęziami, oplatały liśćmi w jakiejś dziwnej, pełnej zaangażowania dyskusji. - Coś mówią? - rzuciła w przestrzeń, ciekawa jego spostrzeżeń, bo właśnie tak odbierała to, co rejestrował jej wzrok. - O nas? - czy miały na tyle czelności, by ich obgadywać? Tak zachłannie, w tak wręcz obraźliwy sposób. Poczuła, jak rośnie w niej złość. Złość na drzewa pogrążone w swojej rozmowie.

rzut
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
15-03-2026, 22:38
Stroniłem od używek innych niż stara, dobra szkocka, bowiem nie lubiłem braku kontroli, mimo że świat po takowych mógł wydawać się przyjemniejszy. Bardziej kolorowy, a przede wszystkim żywy, pozbawiony wszelkich trosk oraz konwenansów zamykających ludzi w pewne ramy – rzadko złote, zwykle wyblakłe i przesiąknięte stereotypami godzącymi w dobre imię. Zwłaszcza pracując w barze, a następnie go prowadząc, miałem okazję obserwować; przyglądać się złamanym duszom szukającym ukojenia – nie tylko w prochu, ale i wątpliwej jakości miksturach. Chęć odreagowania tudzież poszukiwanie spokoju były ledwie wymówką – miernym powodem wszak każdy wiedział, jak skrajne towarzyszyły wtem emocje oraz jak bardzo absurdalne potrafiły być myśli. Poranny kac – jeśli w ogóle do takowego dopuścili – był dobrym objawem, gdyż znaczył, że ta noc nie była ich ostatnią, a przecież niebezpiecznie często właśnie taki był finał skrajnego eksperymentowania. Skrywając się za niepamięcią sięgali po więcej, na własne życzenie wciągali się w wir nieuchronnego upadku i bierne akceptowali los, jaki zgotowali sobie sami. Być może przez słabość, być może przez irracjonalną radość, bo przecież nie była ona szczera, pod żadnym względem nie była prawdziwa. Trwała ledwie chwilę – do powrotu świadomości. Czasem zastanawiałem się czy nie mieli wstydu, ponieważ wsłuchując się w opowieści lawirujące na granicy dobrego smaku miałem ochotę przerwać rozmówcy, a przecież to nie ja byłem tegoż wspomnienia bohaterem. Nieśmieszne i dalekie od chęci ich zapamiętania – godzące w honor, ujmujące powagi i dobremu imieniu, po prostu żałosne. Miałem do siebie dystans, wychodziłem z założenia, iż wszyscy powinni posiadać przestrzeń na popełnianie błędów, jednakże chodziło w nich o to, aby wyciągnąć jakąś lekcję i zrobić co w naszej mocy, aby ponownie do nich nie dopuścić. A oni? Trwali w nich, zakorzenili się na dobre i tylko czekali na kolejną porcję zakazanego środka. Twierdząc, że nigdy nic nie przeszło przez moje ręce byłbym ostatnim hipokrytą, ale zwykle działo się to poza moją świadomością – czy to przypadkiem, czy z konieczności, nigdy jednak z własnej, nieprzymuszonej woli. I tak też stało się nieopodal strumyka; otumanione zmysły podsunęły pomysł, a niezdatny do trzeźwego osądu umysł niemal od razu przerodził go w działanie. Jagody nęciły słodkim smakiem – wystarczyła tylko jedna, aby zaraz w ustach znalazła się ich cała garść, a potem następna i następna. Uzależniały.
Błogi uśmiech zatańczył w kącikach ust, gdy koiłem oczy feerią leśnych barw. Oparłem palce o pień drzewa i z podziwem przyglądałem się różowym pnączom, które nieśmiało wiły się ku liściastej koronie. -Runy, te wiesz- zacząłem cicho nieustannie wodząc dłonią po błyszczącej korze. -Starożytne znaczki. Pismo takie- dodałem przenosząc na nią na moment spojrzenie, aby odebrać piersiówkę. Upiłem z niej łyk i skrzywiłem się, bo smak wydawał się niepodobny zupełnie do niczego – jakbym pierwszy raz miał okazję kosztować ognistej. -Strasznie to niedobre- mruknąłem obracając pojemnik dnem ku górze i wylałem zawartość wprost na fioletową trawę. Ta kołysała się, jakby w tańcu; pięknej harmonii. Znów się uśmiechnąłem i był to gest pełen zachwytu, nie ironii.
Ze skupienia na florze wyrwał mnie dopiero nietypowy szelest, który najwyraźniej nie był wytworem mojej wyobraźni, gdyż i Anotnia zdawała się doszukiwać jego źródła. Schowawszy piersiówkę do wewnętrznej kieszeni płaszcza zbliżyłem się do niej i zmrużyłem wzrok starając się cokolwiek dostrzec w gęstwinie. Schyliłem się, właściwie niemal kucnąłem i ruszyłem we wskazanym przez nią kierunku niczym prawdziwy szpieg; możliwie bezszelestnie. -Chyba tak- odparłem unosząc spojrzenie ku górze. Oplecione liśćmi gałęzie poruszały się w jednym rytmie, by zaraz przemieszczać się w zupełnie odwrotnych kierunkach. Bezsprzecznie prowadziły burzliwą dyskusję. -O Tobie- szepnąłem rozchylając wargi w ewidentnym zaskoczeniu. Dlaczego wcześniej nigdy nie wsłuchiwałem się w rozmowy bardzo starych i tym samym mądrych roślin? Tak wiele mógłbym się dowiedzieć i nauczyć... -Mówią, że- zacząłem czując, że musiała o tym wiedzieć - nawet jeśli była to najgorsza prawda.

|
1. Drzewa mówią, że dawno nie widziały w tym lesie tak pięknej istoty
2. Drzewa mówią, że coś tu bardzo brzydko pachnie i ten zapach pojawił się wraz z naszym przyjściem
3. Drzewa wieszczą, że Antonia wkrótce zrobi coś bardzo złego
4. Drzewa wieszczą, że Antonia wkrótce odda swe serce mężczyźnie
5. Drzewa śmieją się, że kochankowie wybrali złe miejsce na schadzkę
1x k5 (Co mówią drzewa):
1
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
17-03-2026, 11:24
Taki świat, widziany przez różowe okulary, pełen falujących świateł, obrazów oddalających się i zbliżających po chwili - karykaturalnie wielkich lub przeraźliwie małych - mógł zachęcać. Wszak sama nigdy nie odnajdowała uciechy w takiej formie utraty świadomości, ale chyba potrafiła zrozumieć, dlaczego ludzie po to sięgali. Bo każda wersja świata opleciona barwami innymi niż czerń i biel zdawała się interesująca. Ona nie miała takiej potrzeby. Urodziła się z dostępem do tych dwóch kolorów i wcale nie pragnęła tego zmieniać. Była niczym Mimir strzegący swojej studni mądrości. Kierowana siłą, dyscypliną, ciszą będącą jej głównym orężem. Z kłamstwem nie było jej po drodze - nie lubiła, gdy ludzie oddawali się swoim bajdurzeniom tylko po to, by uczynić z siebie istoty ciekawsze, niż byli w rzeczywistości. I tak jak ten olbrzym wybierała życie samotne, podyktowane przede wszystkim celem, a nie miałkie - pełne urwanych kadrów, popełnionych błędów i powoli umierającego ciała, które z każdą dawką narkotyku słabło i znikało. I choć w tej chwili jej ciało wręcz krzyczało, by została w tym stanie na zawsze - by już nigdy nie oglądać ponurych barw świata - to gdzieś pod tym wszystkim wiedziała. Że falująca roślinność, szumiący nieopodal strumyk, rozmawiające ze sobą korony drzew - to wszystko, co nadawało jej życiu teraz smak - przeminie. A gdy znów zderzy się z rzeczywistością, szybko uzna to za jedno z tych doświadczeń, których wcale nie chciała. I na które wewnętrznie nie dawała zgody.
Przyglądając się temu, co ją otaczało, zapomniała zwracać uwagę na niego. Więc gdy zaczął - tonem profesjonalisty - tłumaczyć jej, czym są runy, ponownie się zaśmiała. Głośno. Wyraźnie. Jak chyba nigdy. - Chcesz coś napisać? - zapytała, bo już chyba zapomniała, po co się tu spotkali. Że mieli poradzić sobie z zatrutym strumieniem, będącym utrapieniem dla mieszkańców. - Cicho, cicho - mruknęła do strumyka, który nagle miał tak wiele do powiedzenia. - Napisz coś, Drew. Bo nie uwierzę, że jesteś takim specjalistą, jak mówią. - słowo specjalista przeciągnęła odrobinę za długo - może w formie niedowierzania, a może przez wpływ jagód. Nie mieli pergaminu, nie mieli pióra. Mieli za to różdżkę.
Wylany na ziemię alkohol skwitowała jedynie wzruszeniem ramion. Nie warto w życiu żałować kiepskich trunków. Jeśli już pić, to tylko te najlepsze. Przynajmniej dziś myślała właśnie w ten sposób.
Gdy podeszli do rozmawiających ze sobą drzew, była przekonana, że mówią o niej. A gdy mężczyzna to potwierdził, bardzo szybko w jej dłoni znalazła się różdżka. Ta jednak zdawała się niewyobrażalnie duża, co znów lekko ją rozbawiło. - Co mówią? - zapytała ponownie, bo sama nic nie mogła zrozumieć. Gdy padły słowa, szeroko się uśmiechnęła. - Naprawdę? - zapytała, jakby był to najlepszy komplement w jej życiu. Jakby nikt nigdy wcześniej nie określił jej w podobny, miły sposób. - Cóż to za miłe drzewa. A ty… ty też tak uważasz? - odwróciła się w jego stronę, a brew poszybowała ku górze. W tym stanie trudno byłoby jej przyjąć inną odpowiedź. - Naprawdę drzewa mówią, Drew? – uśmiech poszerzył się mimowolnie, ale nie było w nim rozbawienia, a bardziej kąśliwość. Tak jakby przyłapała go na gorącym uczynku. Zanim jednak zdążyła usłyszeć odpowiedź, wydarzyło się coś naprawdę dziwnego.

1. Korzenie zaczynają się poruszać, tak jakby coś spod ziemi próbowało się wydostać na powierzchnię.
2. Drew przestaje widzieć drzewa, a widzi ludzi zastygłych w korze prowadzących gorącą dyskusję.
3. Na korze drzewa pojawiają się ich imiona, wyryte, znak, że byli tu razem.
4. Obok Drew pojawia się jego kopia, brat bliźniak, który zachowuje się inaczej niż ten prawdziwy Drew.
5. Słyszą coś dużego, poruszającego się pomiędzy drzewami.
1x k5 (co się dzieje?):
5
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
19-03-2026, 15:30
Dźwięczny śmiech sprawił, że sam wygiąłem wargi w szerokim uśmiechu, choć najpewniej w innych okolicznościach wyrażałby on ironię, a nie radość – szczerą i pozbawioną wszelkich barier. Codzienność zdawała się nie mieć znaczenia, podobnie jak otaczający mnie świat i ludzie, którym rzekomo miałem dzisiaj pomóc. Nie myślałem o pracy, zapomniałem o obowiązkach i ciążącej na barkach odpowiedzialności; liczyła się wyłącznie dobra zabawa oraz nawołująca zewsząd abstrakcja, intrygująca i przerażająca zarazem. Brnąłem w nią będąc głuchym na krzyk zdrowego rozsądku, bo mimo zduszenia go owocową trucizną, ten musiał gdzieś tam być. Najwyraźniej jednak zbyt głęboko, aby móc wypełznąć na powierzchnię świadomości, która nasuwała mi coraz dziwniejsze i pozbawione sensu obrazy; sceny nijak mające się do rzeczywistości. Stanowiące wyobrażenie ledwie dziecka, a nie twardo stąpającego po ziemi, dorosłego człowieka.
I my właśnie staliśmy niczym te dzieci we mgle – pozbawione możliwości obrony, wystawione na atak i bezsensowne ryzyko. Pośród lasu, nieopodal zatrutej wody, jakiej choćby kropa mogła zrobić – w najlepszym przypadku – krzywdę, lecz w najgorszym? Doprowadzić do śmierci wszak właśnie ilość mogił sprawiła, że wokół tego miejsca narosła masa legend. Nikt nie zdawał się tym przejmować, od posmakowania jagodowej nuty nawet na moment mój wzrok nie skupił się na celu – zapomniał o nim. Może dlatego stroniłem od używek, może właśnie z tego powodu kontrola nad samym sobą stanowiła dla mnie priorytet i nie wygospodarowała ni cala przestrzeni na głupotę. A jednak wpadłem w sidła i pozostawało pytanie co skłoniło mnie do równie frywolnego działania – odurzająca, metaliczna woń czy magia, jakiej źródła nie udało nam się w czas odnaleźć?
-Myślisz, że powinniśmy zostawić po sobie ślad?- mruknąłem nie bardzo rozumiejąc, po co miałbym w ogóle cokolwiek pisać. I to jeszcze w runicznym języku. Chciała mnie sprawdzić czy pozostawić wiadomość kolejnym śmiałkom, że jagody w tej okolicy smakują wyjątkowo dobrze?
Cicho, cicho? Zmrużyłem oczy w zastanowieniu, bowiem przecież zadała mi pytanie. Jak inaczej miałem jej odpowiedzieć? Na migi? Dopiero po chwili zorientowałem się, że prawiła do strumienia, jakby to i z nim prowadziła żywą dyskusję. -No i co mam niby napisać?- wtrąciłem. -Antonia tu była? Czy może nasze inicjały w serduszku?- zaśmiałem się pod nosem sięgając po orzechowe drewno – jakbym naprawdę był gotów to uczynić. Nie miałem pojęcia skąd w ogóle te pomysły przyszły mi do głowy; były równie absurdalne, co rozmawiające nad nami korony drzew oraz krzyczący strumyk. -O tobie też krążą różne wieści. Wielu twierdzi, że uroda idzie u ciebie w parze z inteligencją- rzuciłem otwarcie. Najpewniej nazajutrz, mimo goryczy, pozostanie mi odetchnąć z ulgą, że nie padły żadne nazwiska wszak plotki i męskie rozmowy winny zostać w kuluarach. Sam nigdy nie miałem problemu z prawieniem komplementów, zwykle mówiłem ich więcej niżeli powinienem – niekiedy nawet tych nie w pełni szczerych – ale trudno było mi założyć, jak podchodzili do tego inni. Nie miałem ochoty tłumaczyć się z niesnasek i równie banalnych kwestii.
-Naprawdę- odparłem kiwając twierdząco głową. -Miłe drzewa?- uniosłem pytająco brew. Głośny śmiech i słowo miłe rzadko wypływało z jej ust – chyba nawet rzadziej, niżeli wspomniane podkreślenie atutów. -A zależy ci żebym tak uważał?- pociągnąłem temat, choć odpowiedź była prosta. Antonia była piękną kobietą i tylko głupiec mógł przejść obok niej obojętnie – głupiec albo niesmakujący we wdziękach płci pięknej, wątpliwej natury mężczyzna.
Gdy już chciałem odeprzeć jej kąśliwość usłyszałem kolejny niepokojący dźwięk. Tym razem dobiegł wprost z zarośli nieopodal; jakby głośne tupanie i charczenie. W jednej chwili zrozumiałem, że wcale nie miałem ochoty spotkać się z tym czymś twarzą w twarz, dlatego rozejrzałem się w poszukiwaniu drogi ucieczki. Daleko mi było do tchórza, ale wirujący świat i falująca ziemia sugerowała, iż jakiekolwiek starcie było ostatnim na co byliśmy gotowi. -Tak, strumień też, prawda?- odparłem nim chwyciłem ją lekko za ramię i głową wskazałem wąską ścieżkę po lewo od starych dębów. -Panie przodem- szepnąłem starając się ignorować gałęzie, które zdawały się otulać nas i zabraniać oddalenia z tego miejsca.

|
1 - z zarośli wychodzi ogromna Akromantula : (
2 - z zarośli wyłania się troll (bo wcześniej byśmy go nie zauważyli prawda...?)
3 - z zarośli wyłania się smok - żmijoząb peruwiański
4 - z zarośli wyłania się Mantykora
5 - z zarośli wyłania się Rogaty Wąż
1x k5 (no i co się czai w tych krzakach?):
2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 13:46 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.