• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, al. Śmiertelnego Nokturnu 88/8 > Sypialnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-09-2025, 10:25

Sypialnia
Sypialnia utrzymana jest w nastrojowym półmroku, rozświetlonym jedynie ciepłym blaskiem świec i lampy stojącej na nocnym stoliku. Ściany, ciemne i gładkie, tworzą tło dla masywnego, drewnianego łóżka o prostym, klasycznym wezgłowiu. Na łóżku leżą warstwy koców i poduszek w stonowanych barwach - szarościach, beżach i brązach - nadających wnętrzu poczucie ciężaru i ciepła. Przy ścianie ustawiono skórzany fotel, którego podniszczona faktura zdradza długie lata użytkowania. Na stolikach i komodach stoją drobne wazony z zasuszonymi roślinami, prostymi i surowymi jak całe wnętrze. Podwójne okno z grubymi zasłonami wpuszcza jedynie odrobinę światła z zewnątrz, a grube mury kamienicy trzymają w środku ciszę i chłód.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
27-01-2026, 17:41
4 kwietnia '62

Sny nawiedzały ją rzadko, bo równie rzadko pozwalała sobie naprawdę zasnąć. Bezsenność miała to do siebie, że każda noc przyjmowała formę toczonej na arenie walki. Walki o sen albo o czuwanie - o to, by wreszcie zasnąć lub przeciwnie, pobudzić organizm na tyle, by przestał marzyć o poduszce i ciepłej pościeli wypełnionej pierzem. Najgorszy był dla niej stan zawieszenia. Zmęczenie tak dotkliwe, że powieki ciążyły od pragnienia ukojenia, a jednocześnie wciąż zbyt słabe, by umysł pozwolił sobie na odpoczynek. Taki stan potrafił trwać dniami. Przekrwione od wyczerpania oczy, cera ciemniejsza niż zwykle, chód wolniejszy, choć uparcie trzymany w ryzach - tak jak wszystko inne. Tak jak być powinno. W końcu jednak organizm się poddawał. Mózg wyłączał się na moment, wymuszając regenerację, której od dawna mu odmawiała. I wtedy one przychodziły. Nieproszone. Wyrwane wprost z najgłębszych koszmarów, bo nigdy nie odnajdywała w nich sensu marzeń. Inni śnili o dobrych rzeczach - o szczęściu, o pragnieniach, o chwilach, do których chcieliby wracać. Ona tego nie znała. Od dziecka wyglądało to tak jak teraz. Może właśnie dlatego tak często przeciągała moment zaśnięcia w nieskończoność, a w chwilach całkowitej frustracji sięgała po błyskot. Ten nie pozwalał jej zasnąć. Nie pozwalał znów wpaść w wir pędzących obrazów, których nie dało się zatrzymać - obrazów, w których traciła kontrolę i mogła być jedynie biernym obserwatorem zdarzeń. Zdarzeń równie ponurych jak ona sama, nawet w najbardziej jasny i pozornie przyjemny dzień.
Od trzech dni właściwie nie zmrużyła powiek, bo właśnie trzy dni temu - skrupulatnie wyliczone - znów nawiedził ją ten sam sen. Znajdowała się w pokoju, w gwarze toczących się rozmów, pośród ludzi: tych jej znanych i tych całkowicie obcych. Rozmowy były nudne, może nawet pozbawione sensu, przeciągające się bez celu, a kiedy przekraczała próg, chcąc po prostu wyjść - zebrać myśli, skierować je ku czemuś bardziej sensownemu, czemuś przyjemniejszemu - wracała. Do tego samego pokoju. Do tych samych rozmów. Do tych samych twarzy. I znowu. I znowu. I znowu. Uwięziona w pętli czasu, której nie potrafiła przerwać, istniejącej daleko poza jej kontrolą. Gdy się obudziła, miała wrażenie, że wszystko, co robi, już kiedyś robiła. Że każde słowo rzucone w przestrzeń już wcześniej padło, a twarze - tak znajome - stały się zwyczajnie nużące. Nie potrafiła pozbyć się tego uczucia. I choć nie wiedziała, czy to rozum płata jej figle, czy też naprawdę wszystko to już się wydarzyło, udawała, że nic się nie dzieje. Bo z szaleństwem pogodziła się już dawno.
Zmęczonymi dłońmi przewracała kolejne strony książki, gdy usłyszała kołatanie do drzwi. To samo co zawsze. Tak bardzo znajome. Zostawiła lekko wytartą okładkę na grubym pledzie, bo choć za oknami zbliżała się wiosna, kamienica wciąż pogrążona była w zimowym zastoju - w chłodzie równie uporczywym co zimno jej murów. Drzwi uchyliły się ze znajomym skrzypnięciem, a za nimi zobaczyła twarz, którą znała aż nazbyt dobrze. I znów ogarnęło ją to uczucie, jakby wszystko powtarzało się według tego samego schematu, w identycznym, przewidywalnym układzie. - Augustusie - przywitała kuzyna, wpatrując się w niego przez chwilę. Może czekała na wyjaśnienie jego wizyty, a może próbowała dostrzec w nim coś nowego, czego wcześniej nie zauważyła. - Odwiedzasz kuzynkę czy jakie licho przywiodło cię aż na Nokturn? - zapytała i zawahała się na ułamek sekundy, bo przecież… już go o to pytała. Wpuściła go jednak do środka, a na jej twarzy pojawiła się konsternacja, której nie próbowała - lub nie potrafiła już - ukryć. Ruszyła w głąb mieszkania, zatrzymując się przy drewnianym kredensie. - Jeśli jesteś posłańcem złych wieści, to chyba nie mam dziś ochoty ich słuchać, ale mogę zaproponować ci coś do picia - dodała, unosząc kącik ust w uśmiechu. Ten akurat zdawał się pasować do każdej sytuacji i jego powtarzalność raczej jej nie zdziwiła.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Augustus Rookwood
Śmierciożercy
paint me as a villain
Wiek
32
Zawód
właściciel pubu, przestępca, oszust
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
16
OPCM
Transmutacja
7
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
29-01-2026, 22:57
Stary medalion, nieco już wyszczerbiony, lśnił na czerwonym atłasie, którym wyłożona była drewniana szkatuła. Była już zniszczona, wyszczerbiona, zamek w niej przestał już działać, atłas zaś wygryzły mole - złoty medalion wydawał się jednak nieskazitelnie czysty. Jakby nie imał się go ni brud, ni kurz. Augustus, odkrywszy to znalezisko w przechwyconym ostatnio łupie, kilkukrotnie podjął próbę zweryfikowania, czy dotknięcie medalionu czymś mu grozi - jednak jego zaklęcia nic nie wykrywały, ale mimo to obawiał się tego dotknąć. Coś mu w tym medalionie nie pasowało, wyczuwał to podskórnie, nauczony doświadczeniem sprzed lat. Znał natomiast kogoś, kto mógł wiedzieć - i miał na tyle szczęście, że łączyły ich więzy krwi i na nie właśnie zamierzał się powołać, nachodząc pannę Borgin znienacka, właściwie bez uprzedzenia. Zaryzykował, że pocałuje klamkę, za którą złapał, gdy tylko znalazł się pod jej drzwiami.
Tchnęła Rookwooda jednak myśl, że Antonia potraktowałaby go paskudnym, czarnomagicznym zaklęciem za tak bezczelne naruszenie jej prywatności; cofnął więc dłoń i w przypływie nagłej, interesownej uprzejmości, bo przecież determinowaną chęcią pozyskania pomocy, zapukał donośnie. Raz, drugi, trzeci, a później cofnął rękę i zrobił krok do tyłu, nie chcąc, aby poczuła się osaczona już od progu.
- Aż na Nokturn? - powtórzył zaraz za nią Augustus, właściwie nieco rozbawiony, bo zabrzmiało to tak, jakby jego obecność na Nokturnie mogła być w jakimś stopniu zadziwiająca. Właściwie może powinien to potraktować to jako komplement, uznać, że Antonia ma go za porządnego i przyzwoitego człowieka, lecz nie był naiwny. - Właściwie to mógłbym powiedzieć, że znam go jak własną kieszeń - stwierdził cicho, tak jak zawsze nie stroniąc od przechwałek, nieco nad wyraz, bo Aleja Śmiertelnego Nokturnu i przed nim wciąż miała swoje tajemnice i sekrety. Rookwood też musiał zachować tu ostrożność i uwagę, nierzadko oglądać się przez ramię dla pewności, czy nie dostanie znienacka paskudnym zaklęciem. Do tego nie zamierzał się jednak przyznawać głośno.
Konsternacja, wymalowana na ślicznej buzi kuzynki, dziwiła i zastanawiała Augustusa, lecz nie zadawał pytań. Jeszcze. Właściwie to był pewien, że ucieszy się na jego widok, nie mieli sposobności do spotkania i rozmowy od kilku tygodni, po części z jego winy - bo mimo częstych pobytów na Nokturnie, to wciąż wpadał tu głównie w interesach i czas gonił go do innych spraw. Zawędrować w głąb leśnej gęstwiny, gdzie mieszkał, było znacznie trudniej.
- Złych wieści? - znów za nią powtórzył, jak echo, a jasne brwi ściągnęły się w zdziwionym wyrazie. Pokręcił głową, a kąciki ust uniosły się w sarkastycznym uśmiechu. - Złe wieści pewnie przyniósł ci już rano Prorok Codzienny, ten idiota Leach chyba postanowił testować naszą wytrzymałość i czeka ile czasu minie nim ludzie wyjdą na ulice - zawyrokował tonem znawcy. Zamiast jednak rozwinąć temat polityki - choć okrutnie świerzbił go język - skoncentrował na twarzy Antonii badawcze spojrzenie. Wspomniała, że nie ma dziś ochoty słuchać złych wieści. - Coś się stało, mała? - spytał poważniejszym tonem, podchodząc bliżej niej i unosząc lewą dłoń, aby dotknąć bladego policzka. Była chora? Wyglądała na strapioną.
Pod prawą ręką trzymał drewnianą szkatułę,
- A napijesz się ze mną? Brzmisz jakbyś potrzebowała dziś szklaneczki czegoś mocnego, więc może to nie przypadek, że odwiedzam cię akurat dziś - zagaił Augustus, wzrokiem dyskretnie rozglądając się wokół - jakby mógł dostrzec coś, co naprowadzi go na właściwy trop problemu Antonii, który najwyraźniej jej ciążył. - Wyglądasz pięknie jak zawsze, oczywiście - doprecyzował prędko, zanim czarownica mogłaby mu zarzucić brzydką sugestię o złej prezencji. - Nalej co masz ochotę, nie jestem wybredny. Masz ochotę na eklerki?
Gdy pokonywał ulicę Pokątną zmierzając w stronę Nokturnu nie mógł sobie odmówić wizyty w cukierni.
Wygramy, a jak nie, to przynajmniej rozwalimy kilka łbów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
06-02-2026, 22:30
Widok kuzyna w drzwiach powinien wywołać u niej większe zaskoczenie - bo choć, jak sam stwierdził, na Nokturnie bywał często, to raczej nie zjawiał się na progu jej mieszkania. A już na pewno nie bez konkretnego powodu. Tym razem jednak ogarnęło ją poczucie - jeszcze zanim sięgnęła do klamki - że doskonale wie, czyją twarz ujrzy za drzwiami. Że powód tego spotkania również jest jej znajomy, choć zapytana nie potrafiłaby go nazwać ani ubrać w słowa. - Chwalisz się czy może właśnie żalisz? -zapytała kąśliwie, ale w jej głosie pobrzmiewała wyraźna nuta rozbawienia. Nokturn nie był miejscem, do którego przychodziło się z przyjemnością. Unoszący się w powietrzu smród, margines czarodziejskiego świata, w którym na każdym rogu dostrzec można było równie marginalnych czarodziejów. Oczywiście była to jedynie powierzchowna ocena - za tą otoczką kryło się znacznie więcej. Jeśli wiedziało się, gdzie uderzyć, do kogo pójść i z kim rozmawiać, na Nokturnie można było dostać wszystko. Dla niej to miejsce, ta kamienica, były wyborem. Mogła okalać się pięknym ogrodem w Sidłach, wylegiwać na miękkim tapczanie, ucinając pogawędki z przodkami spoglądającymi na nią z ram obrazów, ale wcale tego nie chciała. Może był to jej sposób na zatrzymanie kontroli przy sobie, a może po prostu pragnęła być tą osobą, która zna każdego, i dla której Nokturn przestaje być marginesem, a staje się podziemnym schronieniem. Na próżno było się jednak nad tym zastanawiać - nigdy tej decyzji nie poddawała w wątpliwość. Tak po prostu było. - Po prostu myślałam, że zajmują cię teraz sprawy nowobogackich. Jak biznes? - rzuciła pytanie z pozoru w czystej uprzejmości, choć niosło ze sobą ciekawość, którą czuła niemal fizycznie. Jeszcze nie wiedziała, do czego ta wiedza może jej się przydać, ale była pewna, że się przyda.
I tak było właściwie cały czas. Z jednej strony miała poczucie, że realnie stąpa po ziemi, że każdy krok jest świadomy i osadzony tu i teraz, a z drugiej nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że to wszystko już kiedyś się wydarzyło. Jakby szła po śladach, które sama wcześniej odcisnęła. Paranoja nie była stanem całkowicie jej obcym - w najgorszych momentach, przy najbardziej dotkliwych zjazdach nawet własna skóra potrafiła wydawać się jej obca, nienaturalna. To, co działo się z nią teraz, było jednak inne. Subtelniejsze. Bardziej podstępne. Przypominało uczucie posiadania w głowie słowa, które uparcie umykało w chwili, gdy chciało się wypowiedzieć je na głos. Jakby coś nieustannie czaiło się na końcu języka - obecne, namacalne, ale uciekające wraz z intencją. - A może liczy na to, że właśnie ludzie wyjdą na ulice? - rzuciła, odnosząc się do jego słów. Ten temat mierził każdego, kto miał choć kilka szarych komórek i potrafił zrozumieć, w jakim bagnie przyszło im ugrzęznąć. Nie musiała tu ukrywać własnych poglądów - nie we własnym mieszkaniu i nie przy nim. - Liczę raczej na to, że prędko znajdzie się ktoś, kto potraktuje go, jeśli nie konkretnym zaklęciem, to konkretną dawką trucizny - dodała całkowicie poważnie, bez cienia przesady czy prowokacji. Polityka jednak na pewno nie była tym, co sprowadziło go do jej mieszkania.
Dłonią przykryła jego dłoń, gdy dotknął jej policzka, na moment zatrzymując ją na bladej skórze, zatrzymując jego ciepło, by po chwili opuścić ich dłonie. Odwróciła się w stronę drewnianego kredensu i sięgnęła po napoczętą butelkę ognistej. Nie zapytała, czy właśnie tego sobie życzy - tak, jakby po prostu to wiedziała. - Przyziemne troski i zmęczenia - odparła, gdy stwierdził, że ona sama zapewne też mogłaby potrzebować szklaneczki czegoś mocniejszego. - Ale to nic… takiego - dodała, bo przecież brak snu nie był czymś, nad czym miała ochotę pochylać się dłużej. Był częścią jej codzienności, czymś niemal wpisanym w rytm dni i nocy.
Nalała trunku do dwóch szklanek i uniosła kącik ust w uśmiechu, gdy komplement miło połechtał jej ego. - Cóż mógłbyś powiedzieć innego? - rzuciła, choć podejrzewała, że akurat Rookwood nie miał problemu z mówieniem ludziom wprost tego, co myślał i raczej nie gryzł się w język, gdy kwestie zdawały się oczywiste. Wyciągnęła trunek w jego stronę i wskazała dłonią kanapę. - Mówiłam ci, że nie jem tak słodkich rzeczy, bo potem bolą mnie… zęby - powiedziała odruchowo, po czym niemal natychmiast zawahała się spoglądając na niego z pytaniem w oczach. Czy na pewno mu to mówiła? Czy odbyli już kiedyś taką rozmowę? Co za absurd. Poczuła jak irytacja zaczyna w niej narastać - cicha i lepka. - Co mi przyniosłeś? - zapytała, gdy usiedli wskazując na trzymaną przez mężczyznę szkatułkę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 21:59 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.