• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Ścieżki nad rzeką Taff
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
15-06-2025, 16:21

Ścieżki nad rzeką Taff
Brzegi rzeki Taff wiją się przez Cardiff spokojnym, ciemnym nurtem. Pomiędzy drzewami i miejskimi mostami ciągną się ścieżki – nierówne, ubłocone, czasem ledwie widoczne. Wieczorami bywa tu pusto, a powietrze wypełnia się wonią gliny, brudnej wody i starego drewna.
Po jednej stronie: światła miasta, gwar, pociągi. Po drugiej: dzikie krzewy, zapomniane ławki i stare tablice, na których litery się zatarły. Czasem ktoś gra tu na harmonijce. Czasem ktoś po prostu idzie i nie ogląda się na boki. Ścieżki przyciągają samotnych i zamyślonych. Dzieci, które błądzą, znajdują krótsze drogi do domu. Dorośli – dłuższe. Nikt nie mówi o tym głośno, ale każdy, kto choć raz spacerował wzdłuż Taff w deszczu, mógł poczuć dreszcz niespodziewanego przejęcia. Albo naprawdę upiorne uczucie, które kazało mu brać nogi za pas i nigdy więcej tu nie wracać.

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
17-01-2026, 23:03
21 kwiecień 1962


Bywały dni, kiedy Almyra miała wolne i nie miała większych planów. Tak, takie dni również bywały! Co prawda dzień bez grania na fortepianie to dla niej dzień stracony - zapewne po powrocie do domu, zejdzie do baru, zajmie miejsce przy starym pianinie w rogu i znów zatopi się w muzyce. Ale do tego momentu jeszcze trochę czasu.
Prawdą było to, że nawet, jeśli Warren trafiał się jakiś dzień bez większych planów - ostatnio zaczęła bywać w Cardiff. Coś ją tutaj przyciągało. Ciężko było stwierdzić na sto procent, ale może miała nadzieję dowiedzieć się czegoś na temat kontuzji swojego brata? Często zmieniała się w kota, przychodząc w to miejsce i siadała sobie niedaleko portu, przyglądając się wszystkiego, co się dzieje. Szukając spojrzeniem kogoś, kto mógłby wiedzieć więcej o tym, co się stało. Morgan nie chciał jej za dużo mówić. Nim się orientowała, zawsze mijała godzina, dwa, czasami nawet i trzy, a ona znów nic nie wyniosła. Żadnych nowych informacji. Że też nie wiedziała tak ważnej rzeczy o nim... Nie chciała z niego wyciągać na siłę - zwłaszcza, że naprawdę trzymał to w tajemnicy, jakby od tego zależało jego życie. No cóż...,
- I znów nic... - mruknęła, mało zadowolona z tego faktu, przechadzając się ścieżką nad rzeką. Nie chodziła tędy często. Kiedyś trafiła na jakiegoś pijaka, tak się przestraszyła, że uciekła gdzie pieprz rośnie zanim ten jeszcze powiedział co by dokładnie chciał. Teraz było nieco starsza i chyba była bardziej świadoma, czego mogłaby się tutaj spodziewać.
Podeszła do jednej z tablic i nachyliła się delikatnie nad nią. Próbowała coś odczytać, ale litery były na tyle starte, że było to praktycznie niemożliwe. Dzisiaj na pewno nie miała szczęśliwego dnia. Nie dość, że znów nie dowiedziała się niczego, co mogłoby jej pomóc w odkryciu tajemnicy brata, to jeszcze nie mogła odczytać nawet głupiej tabliczki nad rzeką! Może jednak nie powinna się dzisiaj brać za granie na pianinie? Jeszcze jej klapa spadnie na dłonie, zrobi sobie krzywdę i tyle będzie z jej pracy... Bez-sen-su. Usłyszała jakiś szelest za sobą, więc szybko się odwróciła w jego stronę. Widziała ten ruch w krzakach. Biorąc pod uwagę całokształt tego dnia, powinna naprawdę się stąd zawinąć. Ale co zrobiła Almyra? Oczywiście, że podszła do krzaków. Nachyliła się nieco mocniej i przysłuchiwała się, czy może znów coś usłyszy, zobaczy jakiś ruch... A po chwili pisnęła ze strachu, cofnęła się i potknęła, lądując tyłkiem na ziemi. Z krzaków wyskoczył kot, wskoczył na jej głowę, odbił się i pomknął dalek. Almyra przymknęła powieki i westchnęła cicho. W duchu zaczęła właśnie krzyczeć.
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
18-01-2026, 17:19
Dzisiaj musiałam być w tawernie dopiero późnym popołudniem. Spałam więc długo u boku Kennetha, a przynajmniej dopóki nie poszedł popracować przed wypłynięciem. Mieliśmy dla siebie jeszcze dwa dni, kiedy znowu zniknie. Na szczęście nie na długo. Musiałam dzisiaj załatwić kilka sprawunków w centrum miasta, więc wracając w stronę portu i mając jeszcze sporo czasu, stwierdziłam, że dobrym pomysłem będzie przejść się wzdłuż rzeki Taff i trochę pomyśleć. Kenneth miał teraz wypłynąć ledwie na tydzień, to nie dużo. Ale to nasza pierwsza rozłąka odkąd zostałam jego kobietą. Czasem o tym rozmawialiśmy, zagadywałam gdzie wypływa i jaki jest cel podróży, nawet wspomniałam, że będę tęsknić. Ani razu jednak nie pozwoliłam sobie na jakikolwiek grymas, czy to w słowie czy to na twarzy. Wiedziałam, że taka jest kolej rzeczy, że będzie wypływać. Na krócej a czasami z pewnością na wiele miesięcy. I będąc jego jedyną kobietą, jego kochanką, musiałam to zaakceptować. Na jakiekolwiek okazanie smutku z jego powrotu na morze pozwalałam sobie tylko wtedy gdy byłam naprawdę sama. Tak jak teraz, gdy szłam wzdłuż rzeki w zamyśleniu. Przygryzałam wargę, a myślami krążyłam wokół powrotu do swojego mieszkania, tygodnia oczekiwania, wmawianiu sobie, że dam radę i dłużej wytrzymać bez niego. Bo w sumie nawet nie miałam innej opcji.
Z zamyślenia wyrwał mnie kot, który przebiegł jak oparzony obok moich nóg hałasując przeraźliwie. Kota poprzedzał kobiecy pisk i dźwięk uderzenia o ziemię, gdy zwróciłam swoje spojrzenie w tamtym kierunku dostrzegłam kobietę siedzącą na ziemi. Zmarszczyłam brwi i w dosłownie trzech podskokach znalazłam się tuż obok niej. Młoda, chuda blondynka siedziała z niezadowoloną miną na ziemi, włosy miała w nieładzie, a spódnicę na pewno do prania. Popatrzyłam na nią chwilę z góry rozchylając lekko usta, jakbym chciała coś powiedzieć, ale głos ugrzązł mi w gardle. Ja ją przecież znałam, ale… młodszą, sprzed kilku lat.
- Almyra…? - Zapytałam niepewnie.
Kucnęłam obok. Miałam na sobie dzisiaj uroczą, krótką zamszową sukienkę. Zdecydowanie za krótką, żadna panna z dobrego domu by takiej nie założyła. Spod niej wystawała biały cieniutki sweterek, na szyi miałam swój wisiorek z kamieniem księżycowym, który ostatnio dostałam od Kennetha. Gołe nogi, w końcu było już coraz cieplej i brązowe trzewiki. Wracałam z miasta więc musiałam ładnie wyglądać, chociaż wiedziałam, że sukienka wygląda tak, jakby swoje najlepsze lata miała już za sobą. Kucałam więc tak przed dziewczyną, wpatrując się w nią uważnie i sprawdzają, czy przypadkiem jej z kimś nie pomyliłam. Moja koleżanka kilka lat temu wyjechała do Francji, do Paryża i nigdy więcej nie udało nam się spotkać. Zresztą, kontakt w ogóle się urwał, a znajomość przepadła. Jaka więc była szansa, że panna Warren znalazła się właśnie tutaj w Cardiff i trafiła akurat na mnie przechodzącą obok? To wręcz nierealne. Wszystkie moje myśli, które przed chwilą miałam w głowie i krążyły one wokół Kennetha, szybko wyleciały mi z głowy, a zastąpione zostały wspomnieniami u boku koleżanki. I im dłużej na kobietę patrzyłam tym większe miałam wrażenie, że to właśnie ona. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Nic ci nie jest? - Zapytałam troskliwie. - Jesteś cała? Pomóc ci wstać?
Podniosłam się i wyciągnęłam rękę w stronę kobiety oczekując aż ją chwyci, a ja pomogę jej stanąć na jej własnych nogach. Naprawdę się ucieszyłam z myśli, że może to właśnie Almyra. Ciekawa byłam czy mnie rozpozna. Chyba też się trochę zmieniłam.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
18-01-2026, 23:08
Almyra w głowie już klnęła na kota. Prawda była taka, że sama była też zwierzakiem - przecież to właśnie w kota się zmieniała, właśnie to zwierzę okazało się jej zwierzęcym partnerem... Ale ona chociaż starała się nie przeszkadzać ludziom! Owszem, czasami dla zabawy mogła komuś spłatać figla, nie mogła powiedzieć, że nie... Jednak raczej nie zależało jej, by ktokolwiek zrobił sobie krzywdę, a na pewno nie przez nią.
No i na pewno nie spodziewała się, że kogokolwiek spotka w tym miejscu. Słysząc czyjeś niepewne zapytanie - ba, swoje imię! - skierowała spojrzenie w stronę skąd dochodził głos. Zamrugała zaskoczona oczami.
Nie odezwała się w pierwszym momencie. Bo nie wiedziała nawet, co powiedzieć. Bolał ją tyłek od upadku, nie chciała nawet patrzeć na swoją spódnicę, którą obawiała się, że będzie do wyrzucenia... Chociaż może trochę magii wystarczy i będzie jak nowa? Wbiła spojrzenie w osobę, która powiedziała jej imię. Czy ją poznawała? Cóż... Nie była pewna. Rysy twarzy były dość podobne, ten uśmiech szeroki również...
- Ni-nie, kot mnie przestraszył i się wywróciłam... - powiedziała spokojnie, przyjmując pomoc dziewczyny i wstała. Otrzepała się i wyprostowała. - Dobra, może trochę się obiłam, ale to nic takiego chyba.
Nie było co narzekać - nie mogło być przecież źle. Stanęła na nogach. Bolały ją co prawda tyłek i plecy, ale tylko to. Otrzepała się po raz kolejny i skierowała spojrzenie już bezpośrednio na dziewczynę.
Przyglądała jej się przez chwilę. Ten uśmiech, te oczy... Czy to aby na pewno była... ona? Czy to w ogóle możliwe? Wiedziała, że jak wyjechała do Paryża kontakt się urwał i miała do siebie o to duże pretensje, ale bała się odezwać. Bała się, że skiepściła tę znajomość swoim wyjazdem... Niby szkolne znajomości często się urywały w taki sposób, to jednak Almyra z reguły starała się pielęgnować większość kontaktów - przynajmniej teraz, gdy była już starsza. Zamierzała jednak zaryzykować, czy to możliwe...?
- Riven? To Ty? - powiedziała spokojnie, choć w oczach błysnęła jej ciekawość i niedowierzanie. Czy to było możliwe, by tak całkowicie przypadkiem na siebie wpadły? - Powiedz proszę, że to Ty i nie mam omam wzrokowych... Ah! Nie wierzę! To Ty Riven!
Najwidoczniej Almyra uwierzyła już zanim dziewczyna jej to potwierdziła. Na jej twarzy momentalnie pojawił się szeroki uśmiech i błysk w oczach.
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
24-01-2026, 00:29
Pomogłam dziewczynie się podnieść czekając, aż się trochę pozbiera. Z przodu nie wyglądała źle, nie wiedziałam jak jej spódnica z tyłu się prezentowała, ale może parę zaklęć czyszczących i suszących i nie będzie tak źle? Miałam nadzieję, że oprócz poobijania się nic jej się nie stało. Dawno nie widziałam nikogo, kto tak bardzo wystraszyłby się kota, że aż upadł. Ja nadal nie wiedziałam, czy ta osoba przede mną, to była moja szkolna koleżanka. Wiele z tych znajomości nie przetrwały próby czasu, jednak zawsze było miło trafić na kogoś znajomego tak całkiem przypadkiem. Nigdy nie wiadomo co dobrego może to przynieść. Los chciał, abym spotkała ją tu dzisiaj i pomogła się podnieść z ziemi. Ciekawe co więcej dla nas przygotował?
Jej spojrzenie było bardzo uważne. Przyglądała mi się przez chwilę, a ja już zaczęłam się niepokoić, że może jeszcze uderzyła się w głowę i nic nie pamięta? Może właśnie zastanawiała się kim jest, gdzie jest i co tu właściwie robi? Czasami tak się działo, raz w tawernie mieliśmy klienta, który po przewróceniu się właśnie miał takie problemy. Skończyło się na wzywaniu uzdrowicieli. Nie chciałam ich tutaj wzywać. Kobieta jednak szybko się ocknęła wymawiając moje imię.
Uśmiechnęłam się szeroko widząc jej błysk w oku i słysząc zadowolenie w głosie. Co prawda ucieszyła się tak, jakby co najmniej zobaczyła… no nie wiem… ducha? Chociaż nie wiem czy można się cieszyć na widok ducha. W każdym razie jej reakcja była silna, aż się zakłopotałam i zarumieniłam.
- Tak, to ja! - Odpowiedziałam równie radośnie, kiwając przy tym głową. - Gdzie jak gdzie, ale w Cardiff się ciebie nie spodziewałam. Dlaczego nie zaszłaś do tawerny? Dlaczego nie napisałaś, że wróciłaś?
Kontakt się urwał, gdy dziewczyna wyjechała. Ja zostałam w Cardiff, moje miejsce zamieszkania się nie zmieniło i łatwo było mnie znaleźć. Wystarczyło wysłać sowę do tego konkretnego miejsca, przecież wszyscy moi znajomi wiedzieli, że od lat pracuje “Pod Mewą i Księżycem”. A nawet jeśli bym pracę zmieniła, to przecież by ten list jakoś i tak do mnie trafił.
- Co ty tu właściwie robisz? - Zapytałam już trochę bardziej poważnym tonem.
Przyglądałam się jej uważnie zastanawiając się co ją tu sprowadza. Jak mi powie, że przyszła tu sobie na spacer, to jej w sumie nawet nie uwierzę. Kto przychodzi na spacer nad rzekę w Cardiff?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
25-01-2026, 16:11
Almyra bywała nieco roztrzepana. A skupiona na czymś konkretnym, oderwana nagle od rzeczy nad którą myślała zachowywała się różnie. Niezawsze akurat aż przewracała się z wrażenia, ale los chciał, żeby chyba dzisiaj był akurat jeden z tych dni, w których po prostu... Los z niej nieco zakpił, ot co. Ale nie widziała w tym nic złego - to tylko mała niedogodność...
Dzięki której tak naprawdę może mogła spotkać swoją dawną znajomą z Hogwartu. Bo istniało przecież prawdopodobieństwo, że przeszłaby się nad rzeką i nie natknęła na Riven. Może zatem dobrze wyszło, że się przewróciła? Może i zrobiła z siebie niezdarę - przynajmniej taka myśl jej przemknęła przez głowę, ale starała się tym nie przejmować (a przecież z nią różnie bywało...), ale przynajmniej nadarzyła się okazja by z blondynką porozmawiać, w miarę spokojnie.
- Oh, czyli jednak! Cudownie Cię widzieć! - powiedziała spokojnie, wyraźnie ucieszona faktem spotkania tutaj panienki Thorne. Rzadko kiedy bywała w Cardiff, dodatkowo najczęściej po prostu przemykała z miejsca na miejsce, starając się aż tak nie rzucać w oczy. Załatwić tylko parę spraw i czmychnąć. A tak naprawdę chyba nigdy jej się nie udało w stuprocentach załatwić tego, co chciała. Jakby nie patrzeć... chciała się tylko dowiedzieć czegoś, ot co. - Rzadko tu bywam, mówiąc szczerze...
Zawahała się. Tak właściwie, czemu nie dała znaku życia? Wstydziła się czegoś? Tak bardzo zajęła się swoim życiem zawodowym, że zapomniała o starych kontaktach i najbliższych znajomych? Podniosła w górę jedną dłoń i zahaczyła niesforny kosmyk włosów za ucho, wzdychając ciężko.
- Przepraszam, powinnam się odezwać. Wróciłam dość niedawno, parę miesięcy temu i od razu rzuciłam się w wir poszukiwania pracy i tak wyszło... - było jej głupio i nie była z tego faktu zbytnio zadowolona, można było to dostrzec na pierwszy rzut oka. Znów westchnęła i uniosła spojrzenie jasnobrązowych oczu na dziewczynę. - Cieszę się, że Cię widzę. Przepraszam, że nie dałam znaki życia szybciej.
Bo co prawda spotkały się dzisiaj nieplanowanie, nieco spontanicznie, to jednak nadal miały okazję chwilę chociaż pogadać. Zaraz jednak padło pytanie, co tutaj robiła i przestąpiła z nogi na nogę.
- Em... Tutaj akurat przyszłam na spacer przy rzece, ale... starałam się czegoś dowiedzieć ooo... wypadku mojego brata. - mruknęła cicho, rozglądając się dookoła. Minęło od niego już parę lat i Almyra liczyła się z tym, że może równie dobrze się niczego nie dowiedzieć. Nie było to jakoś bardzo bardzo baaaardzo ważne, ale Morgan sam z siebie nie chciał za bardzo nic mówić, do niczego się przyznawać i Warren próbowała coś sama się dowiedzieć. - Tylko prośba, byś nikomu nie mówiła, bo... Morgan nie chce mi za dużo powiedzieć, a wiem, że na pewno coś się stało tych parę lat temu. To tylko zwykła moja ciekawość...
No bo przecież mogła powiedzieć Riven nieco więej, prawda? Nie musiała przed nią trzymać tego typu rzeczy w tajemnicy...
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
08-02-2026, 17:21
Uśmiechnęłam się do niej szeroko. Wydawała się niezwykle ucieszona z tego spotkania więc i mi nie pozostało nic innego jak tylko też się ucieszyć. Dość niespodziewane, nie miałam pojęcia, że mogę ją tu spotkać stąd moje pierwotne zdziwienie. Ale teraz, kiedy już się okazało, że to faktycznie moja dawna koleżanka, wszystkie wątpliwości odeszły na bok.
- Tak się domyślam - przytaknęłam. - A co cię tu do nas sprowadza? Domyślam się, że raczej coś ważnego.
Przechyliłam lekko głowę. Skoro panna Warren mimo swojego powrotu nie odezwała się do mnie, a nagle pojawia się w Cardiff, to zdecydowanie miała coś ważnego co ją tutaj sprowadziło. Nie chciałam być wścibska, ale zdecydowanie byłam ciekawa. A może nawet umiałabym jej pomóc? Chociaż najpierw to Almyra powinna się trochę pokajać za to, że nie odezwała się wcześniej. Słysząc, że zaczyna przepraszać zarzuciłam ramiona na klatce piersiowej i patrzyłam na nią z zaciśniętymi ustami. No, nie będę ukrywać, że faktycznie mogła odezwać się wcześniej. Kiedyś trzymałyśmy się całkiem blisko, a potem nagle zniknęła bez słowa. I teraz bez słowa się również pojawiła. I nagle znajduję ją w Cardiff siedzącą na ziemi bo przestraszyła się kota. Czy to nie brzmiało kuriozalnie? Ułożyłam usta w dzióbek, mrużąc przy tym oczy.
- Wyjechałaś bez słowa, bez słowa wróciłaś i jesteś już na Wyspach od paru miesięcy i nie znalazłaś pięciu minut na napisanie listu? - Uniosłam brew ku górze, początkowa radość ze spotkania szybko została zastąpiona przez pewnego rodzaju żal.
Nie mogłam się dłużej gniewać, Almyra szybko zmieniła temat i zaczęła wyjaśniać po co się tu pojawiła. Spojrzałam na nią z zamyśloną miną, próbowałam to sobie jakoś poukładać w głowie, ale to co mówiła było ciężkie do zrozumienia. Cardiff było duże, stwierdzając, że jej brat miał tu wypadek kilka lat temu, to właściwie jakby nic nie powiedzieć. To mogło się zdarzyć wszędzie, o jaki wypadek właściwie chodziło. Czy też bardziej o jakiej skali? Westchnęłam ciężko. Machnęłam na nią dłonią i ruszyłam przed siebie.
- Chodź, bo zaraz znowu jakiś kot nas wystraszy - uśmiechnęłam się pod nosem wywracając oczami. - Może będę umiała ci pomóc, ale musisz mi zdradzić więcej szczegółów. Kiedy był ten wypadek, gdzie dokładnie, brał w nim udział tylko twój brat czy ktoś jeszcze? Wiesz, mogę popytać ludzi, ale bez szczegółów, jeśli to było kilka lat temu, to nikt niczego sobie nie przypomni. Tu jest tyle wypadków, że wiesz… jeden w jedną czy drugą stronę, dla wielu bez różnicy.
Wzruszyłam ramionami, no bo co mogłam więcej zrobić. Sama pamiętałam, że mieliśmy tu w ciągu ostatnich kilku lat sporo wypadków. Mniej lub bardziej groźnych. W samym porcie albo okolicy. Czarodziejskich i tych mugolskich, które odbiły się trochę w naszym świecie. Patrzyłam na koleżankę wyczekująco, co jakiś czas przeskakując kałuże nie chcąc zamoczyć bucików.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:12 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.