• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Wschodni Londyn > Stara hala celna w Wapping
Stara hala celna w Wapping
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-07-2025, 21:37

Stara hala celna w Wapping
Tuż przy szerokim zakolu Tamizy, w przemysłowym Wapping, stoi stara hala celna; monumentalna, z czerwonej cegły, pokryta nieubłaganymi śladami czasu. Dawniej przyjmowano w niej towary z najdalszych zakątków świata: ekskluzywne materiały, tytoń, przyprawy i eksportowaną żywność. Dziś jest to głucha i pusta przestrzeń z zaryglowanymi, żelaznymi drzwiami. Wnętrze hali wciąż pachnie solą, zastałym kurzem i stęchlizną. Przechadzając się między kolumnami, można natknąć się na znaki pisane kredą: miary, zapiski, litery w innych alfabetach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
23-01-2026, 10:53
Bolało, tak przejmująco i nieodwołalnie, że serce zdawało się bić nie w piersi, lecz gdzieś pod gardłem, tłukąc się o rozsądek niczym ptak o szybę. Bolało po tym, co mu uczyniła ― po sposobie, w jaki go zostawiła, po liście skreślonym w pośpiechu i tchórzostwie, na modłę taniej kochanki z bruku ulic czerwonych latarni, bez godności, bez odwagi, bez prawdy. Każde wspomnienie tamtej chwili odbierało jej dech, jakby sama myśl była winna duszenia. Wiedziała, z gorzką jasnością, że nie zasługiwała na niego w żadnym z możliwych wymiarów; że zamiast przyjąć karę, którą gotowa była znieść z jego rąk, zamiast pozwolić, by zapamiętał ją jako winowajczynię ukaraną, wybrała ucieczkę. A on… on nie zapamiętał jej trywialnie. On tęsknił.
Może nie wybaczył ― tego nie była pewna i nie śmiała zakładać ― lecz gdy znów znalazła się w zasięgu jego ramion, otulił ją sobą z siłą, która nie znała wahania. Jakby nie zamierzał już nigdy wypuścić. Jakby strach przed utratą był silniejszy niż gniew, a ból ― głębszy niż chęć odwetu. Zdławiła w sobie nonsens myśli, które drażniły powieki pieczeniem niewypłakanych łez, i niepewność, która kazała pytać, czy to jeszcze możliwe, czy to tylko złudzenie. Różdżka znalazła drogę do kieszeni płaszcza, zapomniana, zbędna, a mała dłoń kobiecego usposobienia zacisnęła się na misternie skrojonej marynarce, jak na jedynym pewnym punkcie świata. Nie chciała wypuścić. Nie potrafiła. W tym uścisku było wszystko, czego się bała, i wszystko, czego pragnęła ― obietnica i kara splecione w jedno, ciche błaganie bez słów, by pozwolił jej zostać, choćby na chwilę dłużej, choćby w bólu, byle razem.
― Przepraszam… ― Szepnęła, niemal jak konająca z bólu, blada dusza domykająca swój żywot w więzieniu cudzych ramion. Nie chciała unosić głowy. Nie chciała patrzeć w odbicie jego duszy, zamkniętej w brązowych oczach o tej nieznośnej głębi, która zawsze widziała za dużo i zbyt przenikliwie. Bała się tego spojrzenia ― bo mogło oskarżać, ale równie dobrze mogło przebaczać, a na jedno i drugie nie była przygotowana. W myślach kołatało pytanie: uciec czy milczeć? Zniknąć, jak czyniła to wcześniej, czy zostać i pozwolić, by prawda osiadła na nich ciężarem nie do uniesienia. ― Nie powinnam nigdy poczynić takiego zła wobec Ciebie… J'ai besoin de toi.
Dziś już nie zdoła uciec. Byli w Anglii ― na ziemi rodzinnej, surowej i pamiętliwej, która nie znała litości dla tych, co próbowali się jej wymknąć. To nie było miejsce ich spełnienia; nie tutaj zostawiali cząstki siebie w bezkresach norweskich pustkowi ani w ciepłym oddechu Morza Śródziemnego. Nie tu rodziły się opowieści w cieniu francuskich teatrów ani szepty niesione wiatrem po bałkańskich traktach. A jednak coś w tej przestrzeni zdawało się domagać domknięcia ― jakby Anglia, z całą swą chłodną statecznością, miała wnieść w ich historię coś, czego brakowało: prawdę bez ucieczki. Słuchała go uważnie, choć każde zdanie brzmiało jak delikatne uderzenie w miejsce, które nigdy się nie zagoiło. W końcu uniosła podbródek, powoli, z wahaniem, jakby ten prosty gest był największym aktem odwagi, na jaki mogła się zdobyć.
― Zawsze mnie znajdziesz, mój strudzony podróżniku… ― Spojrzała na niego ― naprawdę spojrzała ― próbując wyczytać z jego duszy coś więcej niż gniew czy żal. Szukała tam śladu tego, co było, i odpowiedzi na to, co mogło jeszcze nadejść. Był dla niej zbyt dobry. Zbyt cierpliwy. Zbyt gotowy, by zostać, gdy ona przez całe życie wybierała odejścia.
Potem był już tylko on w jej oczach i cisza ― gęsta, niemal namacalna, rozciągnięta pomiędzy nimi jak delikatna membrana, której żadne z nich nie śmiało naruszyć słowem. Świat skurczył się do tej jednej osi spojrzeń, do oddechu, który na chwilę zapomniał o rytmie. Gdy spragnione wargi spotkały się w pół drogi, nie było w tym gwałtowności ani pośpiechu; był majak ciszy, miękki i obezwładniający, który ogarnął ich oboje, jakby ktoś zgasił światło w sali pełnej krzyków. Na moment wszystko ucichło ― myśli, lęki, rachunki win. Została tylko potrzeba, czysta i prosta, jak instynkt powrotu. Gdy jedno potrzebowało drugiego nie po to, by się dopełnić, lecz by przestać się rozsypywać. Gdy kobieca jaźń, zwykle czujna, napięta jak struna gotowa do walki, odesłała na później wszelkie możliwe utarczki, słowne pojedynki i dalsze ekspansje ich subtelnej rywalizacji. Teraz nic się nie liczyło. Nie hierarchie, nie dumy, nie stare rany, które zwykle domagały się uwagi jak źle zagojone blizny. Liczył się tylko on ― jego obecność, ciężar ramion, ciepło, które przypominało, że jeszcze można być bezpieczną. Uśmiechnęła się wtedy cwanie, z tym drobnym błyskiem w spojrzeniu, który zdradzał więcej, niż chciałaby przyznać. Ciało spoczęło na byle jakiej skrzyni, niegodnej chwili, a jednak wystarczającej, by stać się punktem zawieszenia między przeszłością a tym jednym, kruchym „teraz”. Kobiece ramiona pociągnęły go ku sobie z cichą stanowczością i nie chciały puścić. Jakby wiedziały, że jeśli teraz rozluźnią uścisk, wszystko znów się rozsypie.
Na powrót. Ten jeden raz, tutaj, w tym niedoskonałym miejscu, które nie miało prawa być ważne, a jednak nim było. I na zawsze ― choć to słowo brzmiało jak obietnica zbyt wielka, by ją wypowiedzieć. I ostatni ― bo gdzieś głęboko, pod warstwami pragnienia, tliła się świadomość, że nic nie trwa wiecznie. Teraz jednak pozwoliła sobie uwierzyć, że przez tę jedną chwilę może być inaczej. Że może należeć, bez warunków i bez planu ucieczki. Że on, tylko on, mógł być znów jej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Lorcan Lestrange
Akolici
Głupiec z sercem i bez rozumu jest równie nieszczęśliwy, jak głupiec z rozumem i bez serca.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
24-01-2026, 23:13
Emocje można zdusić; niczym płomień świecy targający niebezpiecznie ugasić, by przypadkiem się nie sparzyć, tak po prostu – zwyczajnie, obojętnie od siebie oddalić; mówiąc to nie moje, zabierzcie. Nawet jeśli słowa rozdzierają serce, a pięści zaciskają się do bladości knykci. Widok jej osoby po tak długim czasie, trwania w kalkulowanym milczeniu poruszył fasadą cierpliwości człowieka z reguły spokojnego. Naruszony marmur pęka uwalniając kolejne zmarszczki na gładkim obliczu, te wszelkie tajemnice i zagadki skrywane przed światem, ukochanymi, a czasem nawet samym sobą. Była mu bliska, nawet czasem wodził za nią myślą, iż mogła być kimś więcej, niż tylko kochanką – kreatorka pragnień, senna zjawa, uśmiech losu, co pije z nim szampana. Kobieta dla jakiej większość rozumnych skoczy w ogień, a ci rozsądniejsi sięgną po wiadro z wodą, by ów pożar ugasić i tym sposobem wybrankę zadowolić. Czy on dla niej skakał, czy gasił? Chyba ani jedno, ani drugie, będąc przy niej zupełnie, inaczej rozpatrywał jej osobę, a poznawszy dogłębnie, przekonywał się o tragedii tej kobiety, tym kim w istocie była, a nie kogo kreowała nieraz publicznie. Polubił ją – zrozumiał wreszcie, lecz nie po tym, jak kąśliwa bywała, czy zmysłowo całowała, a przez ten uśmiech z rana, co odsłania kawałek jej duszy. Poznał ją prawdziwie i mocno.
Była waleczna, lojalna, silna, ale pochłaniała ją ambicja – dostrzegał to w mowie ciała, gdy się elektryzowała na wspomnienie o pracy, ten obowiązek wryty głęboko w jej osobę, czasem przemawiał swoim głosem, a wówczas, dostrzegał znów inną Melusine, tak to nie oznaczało, że zniechęcony powracał do łóżka, wręcz przeciwnie w tej ambicji, tym głodzie, jaki dostrzegał w jej oczach, było coś równie intrygującego. Chciał być przy niej, aby zobaczyć, co mogłaby osiągnąć, by służyć wsparciem, kiedy nadejdzie potrzeba, bo choć silna i waleczna pozostawała wrażliwa na ataki. Nigdy nie zostawiłby; nie pożegnał w potrzebie, zawsze służący ramieniem wsparcia; siłą płynącą z ciała i rodowego miana.
Nie oczekiwał niczego. Bo słowa czasem wypowiedziane pisały często za nas dalszą historię. Nieświadomie poruszył kamień, który wywołał lawinę konsekwencji, a utrata towarzyszki, przyjaciółki i partnerki, bolała bardziej, niż pragnął to przyznać, bo zaprawiony w cierpieniu, tego bólu, tak uporczywego jeszcze nie posmakował w takich ilościach.
Słuchał jej, nie przerywając, jednocześnie pozwalając, aby wypowiedziała wszystko, to co zalegało na duszy. Uwolniona z tego więzienia własnej niemocy mogła wreszcie poczuć powiew wolności, a on stał wyłącznie, jak ten przecinek w zdaniu, niby bez mocy, ale jednak kluczowy.
Milczał, bo wypowiedział wszystko, lub prawie wszystko. A ona potrzebowała tego bardziej niż on; tej chwili wyznania ciężaru grzechów popełnionych i zalegających na wrażliwym sercu.
A jednak nie wypowiedziała wszystkich sekretów – nieufna wobec jego, a może samej siebie i tego, co przy nim czuła? Uśmiechnął się z lekka troskliwie; odgarniając dłonią włosy z pięknego lica, dostrzegał w jej oczach płonącą i narastającą żądzę, tę potrzebę zakotwiczenia.
Nie ulegał, lecz płynął z nurtem, tym zapoczątkowanym tam gdzieś w mroźnej Norwegii lata temu… tak i teraz wśród echa przeszłości, wilgoci i brudu. Poddani chwili, co składała ich ciała w jedną całość; odwzajemniał wszystko, a nawet i z nawiązką oddawał sunąc dłońmi pod materiałem, co skórę jej otaczał. Przetartym szlakiem ich namiętności.
— Nie wyznałaś mi całej prawdy, moja droga — szepcze słowa, pomiędzy czułostkami, a gdy na nią ponownie spogląda, przez ułamek sekundy błyska tą charakterystyczną przenikliwością: — nie podałaś hasła — Uśmiech, nieznacznie przygasa, ale w jego brązowych oczach próżno szukać złości, a raczej gości tam rozbawienie.
Była jego.

/zt x 2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:18 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.