• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Skrzydło szpitalne
Skrzydło szpitalne
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
15-10-2025, 23:34

Skrzydło szpitalne
Skrzydło szpitalne w Hogwarcie to jasne, przestronne pomieszczenie o wysokich oknach, przez które wpada miękkie, rozproszone światło. Rzędy czystych, białych łóżek stoją równiutko po obu stronach sali, każde przykryte śnieżnobiałą pościelą, otoczone zapachem eliksirów oraz ziół leczniczych. W powietrzu unosi się delikatna woń lawendy i mikstur uzdrawiających, a ciszę przerywa jedynie cichy szmer kroków lub brzęk fiolki na metalowej tacy. Na końcu sali znajduje się biurko pielęgniarki, czuwającej z surową troską nad swoimi poszkodowanymi pacjentami. Mimo sterylnego porządku i wymaganej ciszy, pomieszczenie to zdaje się tętnić życiem, swym własnym rytmem niesionym przez mnogie szeregi gości i zmartwionych odwiedzających.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
04-02-2026, 23:44
Nie było jak temu zaprzeczyć: to był flirt. Oczywiście taki przyjacielski i w żartach, jednak nie zmieniało to faktu, że nigdy wcześniej ich poczucie humoru nie zakrawało o takie rejony. Mógł się do tego przyczyniać fakt, że ostatni raz kiedy tak swobodnie między sobą żartowali oboje byli wciąż nastolatkami i takie formy przekomarzania się były całkowicie na cenzurowanym. Ani wtedy jeszcze o takich rzeczach nie myśleli — oczywiście — a tym bardziej nie chcieliby zostać przyłapani przez rówieśników na takiej wymianie zdań. Podśmiewania się z ich dwójki nie byłoby wtedy końca: dosłownie byłaby to ich śmierć wśród ciała uczniowskiego, nawet jeżeli Fintan nigdy nie był w nim jakoś szczególnie zadomowiony: a na pewno nie z bardzo szeroko pojętym ogółem. Co to, to nie: od zawsze był wybredny względem towarzystwa, ale z innych względów niż chociażby takie bufony, które uważały się za lepszych od innych. On po prostu wiedział, że w szkole często nie był w stanie dogadać się z innymi dzieciakami dlatego, że dzieliło go od nich zbyt wiele. Dla pochodzących z magicznych rodzin przeważnie był zbyt mugolski, a dla mugolaków zbyt, cóż, sierocy. W jego przypadku znalezienie nici porozumienia bywało zadaniem wręcz niemożliwym — na szczęście istniały pewne chlubne wyjątki.
Jeden stał nawet właśnie naprzeciwko niego, a Fintan uśmiechał się jak głupiec na ten widok, i wypinał pierś jako jej najparszywszy gumochłon, i czuł taką absurdalną radość, i był gotów zawalczyć o to, by było między nimi więcej takich momentów. Nie miał pojęcia skąd znalazło się w nim nagle tyle determinacji i śmiałości, ale nie roztrząsał tego zanadto, w całkiem niepodobny do siebie sposób. Chociaż, czy w sumie w tej chwili nie czuł się właśnie tak bardzo sobą, bez tych wszystkich wątpliwości, przezorności i uprzedzeń, które zazwyczaj definiowały go jego przeszłymi złymi doświadczeniami.
Na szczęście w tej chwili łatwiej mu było skupić się na tych milszych doświadczeniach i takich, z których całkiem był dumny: jak na przykład jego biegłość w sztuce transmutacji.
— Wierzę w ciebie. Na pewno znajdziesz swój własny sposób i swoją własną drogę do wielkości, że aż te niby wysokie poprzeczki będą jak krawężniki — odparł spokojnie i z pełnym przekonaniem, tak jak gdyby był to najbardziej oczywisty fakt na świecie i po prostu nie mogło być inaczej.
Zatrzymał się wtedy na moment, bo chyba w końcu tak prawdziwie zrozumiał słowa Willow z tamtego strychu na Cale Street.
Nie przeszło ci chociaż raz przez myśl, że RAZEM pociągnęlibyśmy siebie do góry?
Och. Czyli to mogło wyglądać tak, przez cały ten czas.
Może właśnie dlatego teraz chciał tak gnać do przodu, nie bacząc na rozeźlonych Francuzów: żeby albo choć spróbować nadgonić te minione lata, albo nie dać się wyprzedzić jakiejkolwiek okazji. Czuł się uskrzydlony, mógłby wręcz pofrunąć, ale ręka w jego uścisku przypominała mu, że tu nie chodziło o pędzenie na łeb na szyję. Prawdziwym celem było poruszanie się razem.
Serce biło mu szybciej, a i jego oddech był nieco przyśpieszony kiedy zatrzymali się przed obrazem. Przekrzywił głowę, rozważając jej słowa niby na poważnie, ale jego oczy i ciągnące ku górze kąciki ust zdradzały, że zaraz z jego ust padnie coś całkowicie niepoważnego.
— Hmm, nie wiem, może to my po prostu byliśmy mniejsi? Chociaż chyba twoja perspektywa nie zmieniła się za bardzo, co? — wyszczerzył się i wolną dłonią zmierzwił jej włosy, po czym rzucił się do ucieczki przed jej niewątpliwym gniewem i niziołczą zemstą.
Na pewno jego starania miałyby lepszy efekt, gdyby nadal nie trzymał jej za rękę i nie ciągnął dalej w dół korytarza w kierunku celu ich wyprawy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
05-02-2026, 23:33
Nie bez powodu rzadko kiedy używała uroku osobistego do osiągnięcia swoich celów, po prostu nie lubiła tej całej otoczki – trzepania rzęsami, uśmiechów, bezsensownego flirtu. Jednak teraz czuła się inaczej i było to miłe – niewymuszone, a słowa, które wypływały z niej miały swój początek w jakimś uczuciu, które próbowała pozostawić w nieokreślonej formie. Czy ta forma właśnie nabierała kształtów? Może odrobinę… To tak, jakby obserwować kłęby chmur przelewające się we mgle przez górskie szczyty, na których jest coś zbudowane. Jaka to budowla? Duża, częściowo ruina, ale część była kreowana na nowo, a każdy wspólny śmiech dodawał kolejną cegłę. Tylko wciąż, jakie było przeznaczenie wznoszonych wież?
Kolejny komplement sprytnie wpleciony w zdanie – od zawsze tak robił? Czy teraz po prostu to dostrzegała? Zaśmiała się pod nosem i pokręciła lekko głową w pierwszej chwili. Nie chciała być wielka, ale chciała zrobić coś dobrego dla społeczeństwa, tylko jak miała mu to wytłumaczyć bez wchodzenia w przydługi monolog, na który nie miała ochoty? Wzruszyła ramionami, szukając gdzieś odpowiedzi w ścianie obok, potem w łóżkach, poduszkach, suficie i materiałach parawanów dających minimum prywatności.
– Wciąż mówimy o nauczaniu ciebie? – uniosła brew, uśmiechając się zagadkowo. Wolała wskazać mu, że sam wszedł na meandry, które prowadziły w rejony wykraczające poza machanie różdżką i snucie zaklęć ofensywnych. – Powinieneś czasem sam siebie posłuchać i przyjąć te rady, bo całkiem mądrze prawisz – upomniała go, już nie wchodząc w szczegóły. – Dobrze, że tak w siebie wierzymy – napomknęła mu, również, odbiegając od tematu samej rozmowy, a sugerując kontekst o wiele szerszy. Ona wierzyła też w niego, że uda mu się stanąć na nogi i odbić od dna, na którym się znalazł. To był przecież dobry chłopak, miał serce po właściwej stronie, wiedział, co było dobre, a co złe – nie uczyniłby nikomu krzywdy, prawda? To wszystko, co widziała w aktach nie było przecież ze złej woli, a z potrzeby i przymusu.
I gdy tak biegli, wierzyła, że nie uciekał już od problemów – trenował do walki z nimi. Widziała, jak z każdym dniem otwierał się, starał, ciężko pracował, żeby nie tylko się odwdzięczyć, ale stanąć na nogi. Ciekawiło ją, co przyniesie maj – może uda mu się znaleźć stałą pracę, a może nawet znajdą jakąś niewielką kawalerkę niedaleko jej mieszkania? Pokątna miała wiele do zaoferowania, więc może? Tylko jak ona to zniesie? Zdążyła przywyknąć do tego „czegoś” – pozostawionej dla niej jagodzianki, naprawionego kranu, żartów niesionych rankiem, dokręconych okien, wieczornych rozmów, kroków za drzwiami sypialni, ciepłej herbaty, która czekała na nią, gdy wracała z komisariatu. Po samotności, jaka wierciła jej duszę po opuszczeniu rodzinnego domu, zetknięcie się z obecnością kogoś tak bliskiego było po prostu, jak rozgrzany od kominka koc, położony na zmarznięte ramiona.
Jednak gdy postanowił wytknąć jej, że nie urosła i do tego jeszcze wyczochrać włosy, to cała ta idylliczno nostalgiczna atmosfera pękła. Co to, to nie! Co za…
– NAJPARSZYWSZY GUMOCHŁON! – krzyknęła, a zaraz potem rozniosła się salwa śmiechu, gdy popędzili kolejne parę susów, zatrzymując się dopiero przy ruchomych schodach prowadzących na dolne piętro do posągu, który czekał na inspekcję. – Czekaj, czekaj, stój – zatrzymała go i spojrzała przez balustradę w dół, widząc parę rudych czupryn kierujących się w stronę posągu. Na śmierć zapomniała z tego wszystkiego, że przecież miała spotkać się z rodzeństwem na zjeździe. Jakoś instynktownie wyślizgnęła rękę z uścisku i wychyliła się jeszcze bardziej, aby policzyć, ile znajomych głów tam widziała. – Oho… albo mnie szukają albo… nie wiem – stwierdziła pod nosem, gdy zdała sobie sprawę, że z jej rodzeństwa, jeśli chodzi o absolwentów to brakowało tylko jej. Przeczesała włosy, aby wygładzić je nieco, po tym, jak Farley unicestwił względny ład, który próbowała utrzymać po pojedynku. Widocznie spięła się, choć sama nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego, zupełnie, jakby zestresowała się, że ktoś z rodziny zobaczy ją w pobliżu Fintana. Część niej mogła uważać to za bezpodstawne, ale ta druga część, była gotowa z wizją pytań, trudnych odpowiedzi i sprytu rodzeństwa w kwestii łączenia kropek. A jeśli powiedzieliby coś nie tak? Szlag.
– Wiesz co, może spotkajmy się potem w Pokoju Gryfonów? Zapomniałam, że obiecałam rodzeństwu, że znajdę też dla nich czas… – zaczęła, lekko uciekając wzrokiem, choć czuła się widocznie mniej wstydliwie, jakby coś wciąż dawało jej śmiałość do powiedzenia tych słów, chociaż zdawała sobie sprawę, że nie były najmilsze. – Przepraszam – przechyliła lekko głowę, a w jej oczach był jasno widoczny żal, że musi zakończyć ich wspólną wycieczkę w ten sposób. Zrobiła krok w tył i położyła wolną dłoń na balustradzie. Nie żegnali się przecież na zawsze, mieli się spotkać, a jak nie tu to… w domu. Zmarszczyła jednak zaraz brwi, a na jej twarzy pojawił się uśmiech godny chochlika.
– A to za perspektywę – zaraz zwinnym ruchem skierować różdżkę na niego. – Multicorfors – machnęła drewnem i puściła się biegiem po schodach, dopiero w połowie, zerkając za siebie, by sprawdzić, czy jej zaklęcie odniosło skutek i zmieniła czarny golf Fintana we wściekle różową koszulę z dwoma rozpiętymi guzikami pod szyją.

| Willow z tematu <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
08-02-2026, 01:43
Fintan wyszczerzył się tylko i przewrócił oczami, bo co mu tu będzie teraz mówić, że powinien sam siebie posłuchać. Zwykle tak robił, i chyba powinien coś w tym podejściu zmienić, bo jak widać nie radził sobie najlepiej. Było jako-tako. Dopiero kiedy zaczynał bardziej zastanawiać się nad cudzymi słowami, na przykład Willow, to często otwierały mu się nowe, lepsze perspektywy na życie. I to zarówno te czysto poglądowe, jak i bardziej dosłowne, z którymi mógł coś sensownego zrobić.
Te ostatnie tygodnie, które spędzał w towarzystwie Willow, były na to idealnym przykładem. Gdy nie usłuchał swojej dumy i zgodził się zostać u niej na noc, najpierw jedną, później zaś kolejne, nagle jakoś łatwiej było mu żyć. Jasne, jeszcze o tym tak na poważnie nie porozmawiali, po prostu biorąc dzień za dniem i dochodząc do niemego konsensusu, że od teraz ich życie tak wygląda — ta dyskusja pozostawała wciąż odłożona na jakąś mglistą przyszłość. Więc został, tak po prostu. Nie musiał martwić się o to, że ktoś go zdybie w pustostanie gdy będzie spał. Miał bezpieczne miejsce, w którym mógł zostawić swoje liche ruchomości. Dostęp do sanitariatów, świeżego jedzenia. Dokładał się trochę do funduszy, ale głównie odwdzięczał się jej nadal różnymi przysługami, a ona chyba była nawet zadowolona z tego układu. I on też był zadowolony, a w tej chwili w końcu pozwolił samemu sobie w pełni to poczuć. Skąd w nim takie nagłe wyzwolenie z oków własnych toksycznych schematów? I skąd w nim było tyle śmiałości, by zachowywać się tak, jak gdyby te siedem lat po szkole nigdy nie miało miejsca?
Podejrzewał, że miało to coś do czynienia z czarownicą, z którą razem biegł przez dobrze znane korytarze zamku. Te dobre wspomnienia z czasów Hogwartu miały pewien nieodłączny, rudy element, który mógł go nazywać najparszywszym gumochłonem i wciąż sprawiać, że dla Fintana był to największy komplement. Był jednak świadom tego, że w pewnym sensie miała rację: był okropny, potraktował ją najgorzej jak się dało, a ona wciąż była gotowa mu wybaczyć, wyciągnąć do niego rękę i może, jeżeli kiedykolwiek odkupi swoje winy i na to zasłuży, nawet ponownie zaufać. Każda chwila, którą mu poświęcała, była jak dar na który nie zasługiwał: wciąż jednak coś się w nim buntowało, gdy coś lub ktoś inny ją od niego odciągał.
— Jasne, idź do nich, to w końcu woja rodzina i zbrodnią byłoby, jakbyś nie spędziła z nimi czasu przy takiej okazji — odpowiedział, uśmiechając się i wzruszając ramionami. Coś jednak zakuło go w sercu i sprawiło, że poczuł się dziwnie. — Złapiemy się albo w Pokoju Wspólnym, albo w... Londynie — stwierdził, wybrnąwszy z tego, by nie powiedzieć w domu. Bo on nie miał domu. Ani rodziny.
I chociaż zaskoczyła go tym nagłym atakiem, i choć wybuchnął śmiechem, to gdzieś w środeczku ta dotychczasowa energia i śmiałość zaczynały implodować, ustępując miejsca emocjom, które dla Fintana były bardziej znane.
Nie miał pewności, czy będzie czekał na nią w wieży Gryfonów.
Nie wiedział nawet, czy chciał zostawać tu choćby minutę dłużej.

| zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 21:58 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.